Co się wydarzyło w starym młynie ?

„ To nie śmierć wyrządza największą szkodę w życiu. Największą szkodę wyrządza nam to, co umiera w nas za życia „ Norman Cousins

W małej miejscowości żyła wdowa samotnie wychowująca swoją córkę. Mieszkały w domku, do którego przynależał sad i niewielkie poletko. Matka, aby utrzymać siebie i dziecko sprzedawała owoce i warzywa, plony własnej pracy. Zbierała również zioła, z których sporządzała medykamenty leczące różne przypadłości. Kobieta owdowiała bardzo wcześnie. Jednak była szczęśliwa, bo na tym świecie towarzyszył jej ktoś tak kochający i niezwykły jak jej dziecko. Dziewczyna była śliczną delikatną blondyneczką. Lecz mimo swoich kilkunastu lat zachowała umysłowość dziecka. Kochała zwierzęta, a one okazywały jej niezwykłą ufność. Miała psa, który nie opuszczał jej na krok. Razem z nim spacerowała po łąkach zbierając kwiaty, z których robiła przepiękne bukiety. Życzliwi ludzie, patrząc na nią mawiali – toż to żywy anioł!

I tu kończy się jakże urocza konwencja bajkowa.

Ludzie nieżyczliwi plotkowali, że zielarka urodziła głupkowatą dziewczynę, a szczególnie wrogo nastawieni sugerowali, że takie dziecko to pewnie kara boża. Za co – za czary! Skoro zbiera zioła często przy pełni księżyca, skoro leczy takie choroby, przy których lekarze rozkładają ręce, musi uprawiać czary. To nie jest historia z czasów średniowiecza tylko okresu po pierwszej wojnie światowej. Choć uważam, że i dziś nie brak osób gotowych rozpalać stosy dla zielarek. Nauka dowiodła w prawdzie, że wiele ziół osiąga najwyższe stężenie substancji leczniczych właśnie podczas pełni. Jednak to zawsze jakieś urozmaicenie dla znudzonych własnym życiem – podejrzewać, śledzić, i osądzać.

Jak wspomniałam dziewczyna fizycznie rozwijała się znakomicie i wyrosła na wyjątkowo urodziwą panienkę. Niestety piekno stało się przyczyną jej tragedii. Pewnego dnia wybrała się na spacer ze swoim nieodłącznym czworonożnym przyjacielem. Robiło się coraz później, a dziewczyna nie wracała. Zaniepokojona matka wyruszyła na poszukiwanie. W pewnej chwili zobaczyła psa, rozpaczliwie usiłującego przegryźć sznur, jakim został przywiązany do drzewa. Wiedziała już, że stało się coś złego. Uwolniła zwierzaka, a ten zaczął biec w kierunku rzeki. Tam znalazła swoją córkę. Pobitą, przerażoną i bezradną. Jeden rzut oka na pokrwawioną odzież wystarczył, aby mieć pewność, że dziewczyna została zgwałcona. Matka zabrała ją do domu. Dziewczyna ciągle powtarzała imiona tych, którzy ją tak okrutnie skrzywdzili. Zawiadomiono władze, z trudem spisano zeznania poszkodowanej. Jak się okazało sprawcy byli synami ludzi zamożnych. Kiedy doszło do rozprawy sądowej wynajęci przez nich adwokaci żonglowali faktami i udowadniali, że dziewczyna jest niedorozwinięta umysłowo, co stawia pod dużym znakiem zapytania wiarygodność jej zeznań. W tej bulwersującej sprawie zapadł wyrok uniewinniający. W tym czasie biedna istota, której nie tylko ciało, ale i dusza zostały dotkiliwie okaleczone, wycofała się w głąb siebie. Przestała jeść, słabła z dnia na dzień. Matka robiła, co mogła niestety na próżno. Społeczność lokalna była bardzo poruszona zarówno uniewinnieniem sprawców jak śmiercią dziewczyny, która nastąpiła w niedługim czasie. Nie było cienia wątpliwości, że ci dwaj mają na sumieniu nie tylko jej pohańbienie, ale i morderstwo. Podczas pogrzebu doszło do bardzo dramatycznej sceny. Choć każdemu przyzwoitemu człowiekowi wyda się to szczytem bezczelności, gwałciciele pojawili się na uroczystościach żałobnych razem ze swoimi rodzinami. Być może próbowali zmazać piętno zbrodni, jakiej się dopuścili. Kiedy weszli, przez kościół, który dosłownie pękał w szwach, przeszedł pomruk oburzenia. Ksiądz z lękiem spoglądał w stronę udręczonej kobiety. Nie chciał, aby pod wpływem afektu wypowiedziała słowa, których mogłaby żałować.

Jednak ona siedziała bez ruchu, nieobecna. Przez całe nabożeństwo atmosfera zagęszczała się. Kilku mężczyzn wyszło z kościoła wcześniej, a ponieważ agresywnie odnosili się do sprawców powstała obawa, że dopuszczą się linczu. Na szczęście znalazły się osoby, które chłodziły te gorące głowy. Wyprowadzono trumnę, a kiedy zaczął formować się kondukt żałobny, matka dziewczyny, podeszła do jej oprawców i powiedziała: zanim rok od dzisiaj upłynie wyrównamy rachunki, sprawiedliwość ludzka zawiodła, ale znam inną bardziej skuteczną. W pierwszej chwili obaj młodzieńcy poczuli strach, ale z czasem im przeszło.Żyli sobie spokojnie i nie przywiązywali już żadnej wagi do słów rozżalonej, zbolałej kobiety. Pewnego letniego wieczoru razem z kolegami urządzili sobie pijacką libacje w starym młynie. Powynosili z domów różne trunki i zakąski – hulaj dusza piekła nie ma. Po północy część biesiadników wróciła do domów, ci dwaj zostali, jako, że koniecznie chcieli udowodnić kolegom swoje „możliwości”. Kiedy ich rodzice zorientowali się, że synowie nie wrócili na noc, wszczęli poszukiwania. Jak to się mówi: po nitce do kłębka, przepytując kolegów trafili do starego młyna. Znaleźli tam obu chłopaków. Byli zszokowani i przerażeni. Jeden osiwiał, drugi jąkał się. Nikt nie wie, co przeżyli i widzieli tej nocy.  Wiadomość o całym zajściu rozniosła się po okolicy w błyskawicznym tempie. Z wiadomych względów oczy wszystkich zwróciły się w stronę zielarki, a ta zachowywała się jak gdyby nigdy nic. Żyła jeszcze wiele lat pomagając ludziom. Nie wiadomo czy wydarzenia w młynie miały związek z tym, co powiedziała podczas pogrzebu córki. Nikt sprawy nie roztrząsał. Młodzieńcy bez dwóch zdań pokutowali za swój haniebny postępek. Koniec końców jąkający się chłopak wyjechał do innego miasta i złożył śluby zakonne. Jego kolega do końca życia uchodził za zamkniętego w sobie dziwaka  Podobno ten osiwiały chłopak, podczas II Wojny wstąpił w szeregi partyzantów. Podejmował się bardzo niebezpiecznych zadań. Jakby szukał śmierci. Jeden z jego przełożonych zażartował mówiąc – nie zaglądaj do studni przy pełni, bo diabła zobaczysz. Odpowiedź była zaskakująca – diabła to ja już widziałem.

 

571total visits,10visits today

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Co się wydarzyło w starym młynie ?

  1. ~adamska mówi:

    To piękna historia która dowodzi że magia działa i warto ja uprawiać. Jest jeden warunek : Uprawiać mądrze.

  2. ~Agnetha mówi:

    Ta dziewczyna była piękna ale to piękno nie wynikało tylko z fizycznego wyglądu raczej z tego co wewnątrz, pojmowała świat sercem i nosiła w w sobie światło. Otrzymała dar. Dotykała ją ludzka złośliwość agresja czy zawiść albo niegodziwość ale nie wiedziała, że miłość światło przyciąga podobne ale obok istnieje Ego źródło wszelkich negatywnych ludzkich cech i zachowań. Są ludzie których razi to wewnętrzne piękno i światło. Gdyby takich niegodziwców zapytać dlaczego tak postępują często nie potrafili by udzielić jasnej odp. Jednak za skrzywdzenie takiej osoby płaci się baaardzo wysoką cenę. Być może to co spotkało tych oprawców to właśnie była taka kara.
    Jednak uważam, że jeżeli matka użyła czarów to rzuciła cień na sobie i swoją rodzinę na podobnej zasadzie jak samobójca.
    Dodam że przeraziła mnie wyżej zamieszczona opinia o używaniu czarów. To nie zabawa. Co znaczy uprawiać mądrze magię czy mądrze jest brać odwet za doznane krzywdy swoje i bliskich?
    Poruszając potężne siły trzeba mieć świadomość konsekwencji jakie to niesie. Ignorant – nieświadomy albo zaślepiony głupiec jest przegrany.
    Można wytłumaczyć na przykładzie ognia,
    ogień rozpalony w kominku albo w piecu ogrzeje dom umożliwi przygotowanie jedzenia ale co spowoduje ogień rozpalony wprost na podłodze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *