Muzykalny Wiktor – wierny przyjaciel

Ciekawych opowieści pan Stefan zna, co niemiara. Nie ma w tym nic dziwnego. Przeżył zesłanie na Syberię gdzie stracił rodziców. Wstąpił do armii polskiej tworzonej w ZSRR i przeszedł cały szlak bojowy do samego Berlina. Dzisiaj opiszę historię, która najbardziej do mnie przemówiła.

 

Pan Stefan służył w oddziale rozpoznawczym, czyli tak zwanym zwiadzie. Mówił dobrze po niemiecku, co stanowiło spory atut. Wśród towarzyszy broni szczególnie przyjacielskie relacje nawiązał z Wiktorem. Mieli te same smutne doświadczenia z zesłania. Wiktor był człowiekiem wyjątkowo inteligentnym. Poza tym posiadał słuch absolutny. Przed wybuchem wojny rozpoczął studia w konserwatorium muzycznym, niestety niedane mu było ich ukończenie Potrafił grać praktycznie na każdym instrumencie, a jeśli nie grał to gwizdał. Kochał muzykę i chciał, aby ciągle mu towarzyszyła. Często umilał kolegom czas wygrywając ich ulubione melodie na harmonijce. Zginął na terenie Brandenburgii. Gdy przeszukiwali opuszczony dom, znalazł bandżo. Ucieszony sięgnął po instrument, niestety okazało się, że była to mina pułapka. Wiktor stracił rękę i odniósł dotkliwe obrażenia prawej strony ciała. W szpitalu odzyskała przytomność, miał świadomość tego, że umiera. Przed śmiercią powiedział do jednego z kolegów -ja już nie dojdę do Berlina, ale za to was w tej drodze przypilnuję. Zaśpiewaj dla mnie Mazurka jak już Berlin padnie. Dla Stefana śmierć kolegi była szczególnie bolesna. Wszystkich żal, ale jego wyjątkowo. Taki zdolny był.

Życie i wojna trwały dalej. Stefan z dwoma kolegami został wysłany na zwiad. Podeszli od strony lasu. Nie znam szczegółowej topografii tego terenu. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że kiedy spostrzegli Niemców i zaczęli się wycofywać nie zdążyli dobiec do lasu. Ukryli się w szopie, która stała na obrzeżach opuszczonego gospodarstwa. Zrządzeniem losu żołnierze niemieccy zatrzymali się tam i weszli do budynku mieszkalnego. Prawdopodobnie byli albo dezerterami albo stracili kontakt z oddziałem. Mieli rannego. Stefan pomyślał, że ten legendarny niemiecki porządek jest mocno przereklamowany. Niemcy tym czasem rozgościli się na dobre i wystawili wartę przed budynkiem.. Zwiadowcy byli świadomi, że nie przemkną do lasu niezauważeni. Dodatkowo Stefan usłyszał rozmowę, z której wynikało, że Niemcy planują ukryć część broni właśnie w tej szopie. Jak to mówią gorzej być nie może. Matko moja jak tu wejdą rozwalą nas na miejscu – pomyślał Stefan. Nagle wartownicy poruszyli się wskazując na tyły domu. Za budynkiem mieszkalnym znajdowało się jeszcze jedno pomieszczenie- prawdopodobnie niewielka obora. Stefan z rozmowy wywnioskował, że ktoś tam głośno gwiżdże. Wartownicy ruszyli, aby zbadać sytuację, po drodze odgrażając się, co zrobią z żartownisiem. Stefan powiedział do kolegów, chłopaki albo teraz albo nigdy. Ostrożnie otworzyli drzwi i pognali w stronę lasu. W ten sposób uratowali się i co istotne pozostali przy tym całkowicie niezauważeni. Pan Stefan twierdził, że zdecydowanie pobili rekord świata w biegu na tym dystansie. Jeden z kolegów zapytał później Stefan jak myślisz, kto tam w oborze gwizdał? Pojęcia nie mam odparł z przekonaniem, choć podejrzewał, że pomoc przyszła absolutnie nie z tego świata. W tamtym czasie i środowisku wiara w rzeczy nadprzyrodzone nie była mile widziana.

Kiedy Stefan dotarł do Berlina trwały tam jeszcze ostre walki. Po drodze kilkakrotnie ostrzeżenia Wiktora uratowały mu życie. Ostatni raz Wiktor dał o sobie znać właśnie w Berlinie. Stefan przemykał razem z kolegą wśród zrujnowanych ulic. Przystanęli, aby złapać oddech. Zrobiło się  bardzo cicho. Nagle usłyszał swoją ulubioną melodię w wykonaniu Wiktora. Dźwięk dobiegał z wysokiego budynku, który wbrew otaczającym go zgliszczom stał nieomalże nienaruszony. W jednej sekundzie Stefan ukrył się za stertą gruzów ciągnąc za sobą kolegę. Kula snajpera musnęła go w ramię, kolega wyszedł z opresji bez szwanku.

Pewnego dnia, kiedy nie było już cienia wątpliwości, co do zwycięstwa nad Niemcami, Stefan znalazł ustronne miejsce, zapalił świeczkę i przez łzy zaśpiewał Mazurek Dąbrowskiego z dedykacją dla Wiktora.

 

 

327total visits,4visits today

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

3 odpowiedzi na „Muzykalny Wiktor – wierny przyjaciel

  1. ~agdama mówi:

    Piekna i wzruszajca historia.

  2. minka58 mówi:

    Cześć! Chciałabym wręczyć Ci nominację ”Liebster Blog Awards”, za trud włożony w prowadzenia bloga. To świetna okazja do bliższego poznania się w społeczności blogerek i blogerów. Wystarczy odpowiedzieć na 11 pytań. Szczegóły znajdziesz tutaj: http://mysecretdiarymd.blog.pl/liebster-blog-award-nominacja/ Miłej zabawy !

    • edel mówi:

      To bardzo miłe z Twojej strony. Rozumiem intencję ”Liebster Blog Awards”, ale nie wezmę w tym udziału. Na wiele pytań odpowiedziałam w wywiadzie jaki ukazał się na „Onet Strefa Tajemnic” jak i na samym Onecie. Jeśli ktoś ma ochotę zaprosić moich czytelników na swojego bloga wystarczy zamieścić notkę w komentarzu. Nie mam nic przeciwko temu. Wszystkim piszącym blogi życzę dobrze. Niemniej jeszcze raz dziękuję !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *