Nieśmiertelność duszy – Lisa Williams

Lisa Williams jest bardzo znana i popularna w Stanach Zjednoczonych. Napisała serie książek, wystąpiła w wielu popularnych programach telewizyjnych. Lisa to medium i jasnowidząca, która komunikuje się z osobami po drugiej stronie. Wielokrotnie potwierdziła swoje zdolności i udowodniła tym samym, że jej dar jest prawdziwy i bardzo pożyteczny

Nie ukrywam, że ze wszystkich mediów o światowej sławie najbardziej bliska mojemu sercu jest Doreen Virtue, zapewne ze względu na jej szalenie wyrazisty styl i temperament z tak zwanym pazurem. Lisa Williams pisze inaczej, może bardziej erudycyjnie, na pewno w sposób wyważony, bez szukania taniej sensacji.Sympatie osobiste zawsze  odgrywają  rolę, ale mimo to książkę  „Nieśmiertelność Duszy”  wydaną przez Studio Astropsychologii serdecznie polecam !

Oddaję głos samej autorce:

„Nasza podróż trwa nieprzerwanie, a my – w obecnej postaci- zdajemy się być jedynie „wykonawcami” pewnych, z góry ustalonych zadań, na których realizację wcześniej się zgodziliśmy. Zatem jeżeli wszystko, co przydarza się Ci się w życiu wybierasz sam- wybieraj świadomie!”

Historia czytelniczki cz V „Nocny Prześladowca”

Ktoś powie,że duchy nie istnieją. Że wszystko da się wytłumaczyć w racjonalny,jakże naukowy sposób. Że wszystkie „dziwne zjawiska”,to czysta fizyka.Ale czy na pewno? Od dziecka wierzyłam w siły nadprzyrodzone : w duchy; zjawy; życie po życiu…Moja wiara szczególnie przybrała na sile wtedy, kiedy w snach zaczął pojawiać się ON. Któż to taki? Wysoki, postawny  mężczyzna, oblany kolorem głębokiej czerni.”Kim jest? Czego ode mnie chce?” – te pytania krążyły mi po głowie.Ale od początku..
Wiodłam naprawdę spokojne życie.Szkoła podstawowa,nauka,przyjaciele,dziecięce zabawy,cały wolny czas spędzony na podwórku..Nic wyjątkowego.Aż do którejś nocy.Zatrułam się egzotyczną potrawą.Gorączka cały dzień skakała w zwyż,wyciskając ze mnie ostatki sił.Pół przytomna padłam na łóżko.Zdawało mi się,że ktoś mnie obserwuje,ale sen i zmęczenie przejęły górę.Z ulgą odpłynęłam w objęcia Morfeusza.Miałam bardzo przedziwny sen.Stałam na balkonie,w środku nocy.W koło panowała nienaturalna cisza.Zero odgłosów,powiewu choćby najdelikatniejszego wiatru..nic.Wszystko zdawało się być uśpione i takie..upiorne.Z niepokojem wyjrzałam za barierkę,w stronę placu budowy.Na środku niego stał mężczyzna.Jedynie po budowie ciała mogłam stwierdzić,że nim jest,gdyż mimo jasnej poświaty księżyca,był  otulony intensywną czernią.Podniósł głowę,a ja w tym momencie zamarłam.Nie widziałam,by poruszał wargami,ale jasno w mojej głowie usłyszałam „Jeszcze Cię znajdę”. Gwałtownie wycofałam się w tył…i się obudziłam.Powoli wracałam do siebie,ale nocny  sen na stałe utrwalił się w mojej głowie.Ciągle miałam irracjonalne wrażenie,że ten mężczyzna mnie śledzi.Ale wiadomo : dziecko ma wybujałą wyobraźnię,a jego fantazja nie zna granic.Tak minęły trzy lata,właśnie kończyłam trzecią klasę gimnazjum.Którejś nocy spałam niespokojnie.Znalazłam się na pobliskim cmentarzu.Ciemne niebo powoli  rozjaśniała jutrzenka,ale korony ogromnych drzew,zasłaniały każdy dopływ światła.Spojrzałam przed siebie.Ktoś biegł w moją stronkę,przeskakując nad płytami nagrobków.Doskonale wiedziałam kto to…To on.Mężczyzna z mojego koszmaru.Nim się odwróciłam,ten zdążył uderzyć mnie w kark,co w sekundę powaliło mnie na mokry chodnik.Gdy próbowałam się podnieść,mężczyzna złapał mnie za bluzkę,wyrzucając za cmentarną bramę.Upadłam na plecy.Nie wiem czemu,ale wstałam i podbiegłam do niego.Miałam mieszane uczucia,strach wraz ze złością na przemian,obezwładniał moje ciało.Nagle mężczyzna ponownie wypchał mnie za cmentarz.Podczas upadku,gwałtowanie zerwałam się z łóżka.Nie mogłam się uspokoić.
-Jezu,co to było…-szepnęłam bezgłośnie.Nie mogłam się opanować.Szybkie bicie serca,przyspieszony oddech i ten lęk.Na dodatek ta boląca ręka,jakbym właśnie co się w nią uderzyła.Albo upadła z impetem,na coś twardego.
-Już na pewno nie zmrużę oka.-stwierdziłam w myślach,patrząc się ze strachem na drzwi,czy przypadkiem nikt za nimi nie stoi.Rano zauważyłam na plecach dziwne pręgi.Jakby pojawiły się przez noc.
Cały dzień byłam rozbita i nieswoja.Na zajęciach lekcyjnych byłam tylko obecna ciałem,dusza nadal pozostawała na cmentarzu,a mózg rozmyślał,czy to możliwe,by gnębił mnie jakiś duch,nasycony negatywną energią,pełen złych zamiarów.Będąc już w domu,zebrałam się na odwagę i porozmawiałam z mamą.Dokładnie przytoczyłam jej słowa mężczyzny ze snu,który obiecał,że mnie odnajdzie.I to zrobił.Mama wykonała kilka telefonów. Wieczorem odezwała się do mnie przemiła Pani Róża,która była jasnowidzem.Wytłumaczyłam jej, na czym polega mój problem,kurczowo ściskając w dłoni telefon i zerkając na zewnątrz,czy ktoś przypadkiem nie obserwuje naszych okien.Róża obiecała mi pomóc.Już następnego dnia zadzwoniła.Jak się okazało,moim nocnym prześladowcą,by żołnierz z I Wojny Światowej,którego serce było przepełnione nienawiścią i złem.Stąd te ciągłe nawiedzanie i blizny,jak gdyby kto mnie pobił.Poleciła mi pomodlić się za jego zabłąkaną duszę,a na szyi zawiesić medalik z podobizną Maryi.
W nocy miałam sen.Stałam w tym samym miejscu,gdzie po raz pierwszy go spotkałam.Tym razem wszystko wirowało.Moje włosy rozwiewał silny wiatr.W rękach ściskałam różaniec a z moich ust wydobywały się słowa modlitwy ” Zdrowaś Mario”,które razem z wiatrem niosły się w dal.Czułam,jak całe napięcie znika.A wraz z nim ON.Obudziłam się wyjątkowo wyspana.Moją twarz pieściły ciepłe promienie słońca.Pierwszy raz od pewnego czasu czułam się wolna.Również zniknęły tajemnicze pręgi z pleców.Mężczyzna nigdy więcej nie pojawił się w moich snach.Mam nadzieję,że jego dusza zdoła odpokutować wszystkie grzechy,a on sam zazna wreszcie święty spokój.

Dominika

Uparta Hanka i latające kapelusze

Historia, którą chcę dzisiaj opisać jest moim zdaniem zdumiewająca tak w sferze zjawisk paranormalnych jak i obyczajowych. Niestety nie zawsze uczucia do kolejnych dzieci, które przychodzą na świat w jednej rodzinie, są tak samo ciepłe.

Natalia poznała Andrzeja na szkoleniu organizowanym przez centralę banku, w którym obydwoje pracowali. Andrzej rozwiedziony, starszy o dziesięć lat, dyrektor oddziału. Natalia absolwentka rachunkowości i zarządzania, świeży nabytek działu księgowego. Śmiało można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. Dwoje ludzi stworzonych dla siebie. Niebawem Natalia przeprowadziła się do mieszkania Andrzeja. Żyli razem bardzo szczęśliwie i zgodnie, istna sielanka. Andrzej proponował Natalii zawarcie małżeństwa, ale ona odwlekała sprawę. Chciała najpierw skończyć studia podyplomowe, załatwić sto innych rzeczy. Mówiła, że skoro się kochają papierek może poczekać. Po około dwóch latach Natalia zorientowała się, że jest w ciąży. Nie spodziewała się tego, ale też nie przyjęła tej nowiny, jako katastrofalnej. Przyszły ojciec był dumny i szczęśliwy. Miał córeczkę z pierwszego małżeństwa, którą bardzo kochał. Utrzymywał z nią doskonałe relacje. Andrzej chciał przyśpieszyć ich ślubu. Niestety sprawy zaczęły się komplikować. Natalia była kilkakrotnie hospitalizowana, ciążę lekarz określił, jako wysokiego ryzyka. Po raz kolejny data ślubu została przełożona. Po tych perypetiach, przyszedł na świat zdrowy chłopczyk. Odbyły się chrzciny, na których brakowało jedynie matki Andrzeja, Hanki. Kobieta nie zaakceptowała ani Natalii, ani dziecka, które przyszło na świat. O rozmowę z matką w tej sprawie Andrzej poprosił swoją kuzynkę Basię. Nie odmówiła mu, choć w misję pojednawczą wyruszyła bez entuzjazmu. Mimo, że pani Hanka lubiła Basię i liczyła się w wielu sprawach z jej zdaniem, pozostała nieugięta.

Minęło kilka miesięcy. Andrzej wracał z delegacji, kiedy na jego pas ruchu niespodziewanie wjechał Tir. Kierowca Tira zasnął, doszło do zderzenia czołowego. Andrzej w wyniku doznanych obrażeń zmarł nie odzyskawszy przytomności.

Oczywiście odbył się pogrzeb, na który zjechała cała rodzina. Natalia nie potrafiła pozbierać się po tak dotkliwym ciosie. Spakowała trochę swoich rzecz oraz to, co potrzebne dla maleństwa i pojechała do rodziców. Przebywałam tam ponad tydzień. Wreszcie zmuszona wrócić po jakieś ważne dokumenty, zastała zmienione zamki w drzwiach mieszkania. Domyśliła się czyja to sprawka. Nie miała siły żeby użerać się z teściową. Zadzwoniła do „mediatora rodzinnego” jak żartobliwie wszyscy nazywali Basię. Powiedziała jej, co zaszło i poprosiła, aby Hanka przynajmniej umożliwiła jej zabranie swoich rzeczy. Basia była zbulwersowana i tym razem nie zwlekając poszła do ciotki. Powiedział jej, wprost, co myśli o takim zachowaniu. Hanka odparła, że nie pozwoli, aby Natalia położyła łapę na majątku Andrzeja. Wszystko należy się tylko jej wnuczce. Miała zapasowe klucze jeszcze z czasów remontu i owszem zmieniła zamki. A ta dziewucha niech idzie skąd przyszła. Basie mało przysłowiowy szlak nie trafił. Przypomniała ciotce, że maluszek jest takim samym prawowitym dziedzicem jak starsze dziecko, a Natalia na pewno będzie dochodzić swoich praw choćby i na drodze sądowej. W końcu ciotka dała jej klucze, nakazując ich zwrot. Kobiety umówiły się i weszły do mieszkania razem. Basia już w przedpokoju wyczuła ten specyficzny ruch energii. Od czasu śmierci klinicznej, jakby to ująć, otworzyły się przed nią nowe horyzonty poznawcze. Podczas gdy Natalia, cały czas spazmatycznie płacząc, pakowała ubrania i laptopa, Basia nabierała pewności, że Andrzej jest w tym mieszkaniu i wyobraziła sobie jak musi cierpieć widząc taką sytuację.

Już pierwszej nocy, Basia przekonała się, że przeczucie ją nie myliło. Andrzej odwiedził ją we śnie prosząc, aby przekonała jego matkę do zmiany postępowania. Te sny zaczęły powtarzać się regularnie. Basia nie miała ochoty na rozmowę z ciotką, ale żal jej było niewinnego dziecka. Poza tym Andrzej był coraz bardziej rozgniewany. Obawiała się również, że kuzyn może zamanifestować swoje niezadowolenie atakując w jakiś sposób matkę. Wreszcie Basia zebrała się w sobie i umówiła z ciotką. Powiedziała jej o snach i przekazach, które odebrała od jej syna. Ciotka owszem wierzyła w życie pozagrobowe. Tym razem jednak zaprzeczyła. Uznała. źe Basia działa w zmowie z „tą dziewuchą”. Tak się złożyło, że w trakcie już dość burzliwej rozmowy, pojawiła się pierwsza żona Andrzeja. Przyniosła Hance recepty, o które prosiła. Kiedy zorientowała się w temacie była bardzo wzburzona. Powiedziała, że takie traktowanie dziecka i partnerki Andrzeja bardzo źle świadczy o Hance i bezwzględnie powinna ona zmienić swoje postępowanie. Scheda po ojcu to temat, który ona i Natalia mogą załatwić między sobą, w stosownym miejscu i czasie. Powiedziała też, co chyba najbardziej zabolało teściową, żeby swojej prywatnej vendetty nie tłumaczyła troską o wnuczkę. Hanka wściekła się i uznała, że to jakiś zbiorowy spisek, który kobiety zawiązały, aby się jej (sic!) pozbyć. Tego było za wiele. Basia i synowa wyszły trzaskając drzwiami.

Minęły dwa dni, była prawie dwunasta w nocy, kiedy w mieszkaniu Basi zadzwonił domofon. Basia otworzyła, po chwili na progu stanęła ciotka Hanka. Włosy miała w nieładzie, buty każdy z innej pary, a płaszczyk zarzucony jedynie na koszulę nocną. Była roztrzęsiona.

– Basiu złapałam taksówkę i przyjechała do ciebie, bo w moim mieszkaniu dzieją się rzeczy straszne.

No i dosłużyłaś się pomyślała Basia, ale głośno zaczęła ciotkę uspakajać. Zrobiła jej herbatę zapakowała w koc i kazała zdać sobie relację z wydarzeń, które tak poruszyły Hankę.

-Po waszym wyjściu, postanowiłam zaparzyć sobie melisę. Kiedy byłam w kuchni nagle włączył się telewizor. Spokojnie go wyłączyłam. Po chwili sytuacja powtórzyła się. Wypiłam zioła, chciałam się położyć. Nagle zaczęło grać radio. Słuchaj to trwało przez całą noc. Coś się włączało, to znaczy albo radio albo telewizor. Myślałam, że jest to spowodowane jakąś awarią, albo skokami napięcia. Nad ranem ustało. Cały dzień minął spokojnie, chociaż bardzo dużo myślałam o naszej ostatniej rozmowie. Kiedy położyłam się spać, ponownie zaczęła się kołomyja ze sprzętem w domu. Wreszcie usłyszałam hałas w mojej sypialni. Weszłam tam i nie do wiary coś z olbrzymią siłą zrzucało z szafy wszystkie moje kapelusze.

-Ciociu czy teraz wierzysz, że Andrzej mnie do ciebie wysłał?

-Teraz ci wierzę.

Trzeba nadmienić, że ciotkę Hankę ze słynna Hanka Bielicką, łączyło nie tylko imię, ale również zamiłowanie do kapelusz. Wiele wraz z mężem podróżowała i oczywiście po powrocie z wojażu do kolekcji przybywał nowy model. Te ukochane trzymała w ogromnej szafie, która stała w sypialni. Pozostałe zapakowane z pietyzmem w eleganckie pudełka ulokowała na szafie.

Kiedy rano ciotka nieco oprzytomniała, poprosiła Basię, aby pojechała do jej mieszkania i przywiozła ubranie oraz buty. Basia pojechała, nie obawiała się przy tym niczego. Uznała, że Andrzej, co miał zrobić to zrobił, a do niej przecież nic mieć nie może. Zastała włączony telewizor i grające radio. Kiedy wyłączyła odbiorniki, spakowała rzeczy ciotki, postanowiła zajrzeć do sypialni. Głośno skomentowała:

– No, dałeś czadu kuzynie!

Kapelusze i pudła były porozrzucane po całej sypialni, a jeden smętnie dyndał zaczepiony o żyrandol. Nie sprzątała tego bałaganu. Pomyślała, że choć to okropne, ciotce dobrze zrobi jak utrwali sobie w głowie to i owo podczas porządków.

Hanka zwróciła klucze Natalii, nie wtrącała się więcej w sprawy spadkowe.

 

Czy można uciec przeznaczeniu ?

Niedawno w jednym z programów poświęconych „modzie i urodzie” wspomniano osobę Pani Agnieszki Kotlarskiej. Wygrała ona konkurs piękności, co otworzyło jej drogę do kariery w prestiżowych agencjach modelek. Jej twarz zdobiła okładki kluczowych dla tej branży magazynów, zatrudniali ją najlepsi projektanci. W roku 1996 miała zarezerwowany lot do Paryża. Tuż przed planowanym wylotem termin pokazu przełożono. Pani Agnieszka zmieniła swoją rezerwację. Samolot, którym pierwotnie miała lecieć eksplodował, a katastrofy nie przeżył nikt. Pisano o tym szeroko w prasie krajowej. Pamiętam nawet wywiad w kolorowym czasopiśmie gdzie Pani Agnieszka mówiła, że czuje się jakby podarowano jej drugie życie, że przewartościowała wszystko i dopiero teraz naprawdę docenia to, co ma. Sześć tygodni później została zamordowana pod własnym domem przez niezrównoważonego psychicznie wielbiciela.

Zapewne przypomina się Państwu w tym momencie seria filmów po tytułem „Oszukać przeznaczenie”. Ja miałam takie skojarzenie natychmiast. W ezoteryce mówi się o zjawisku odroczenia w czasie, o karmicznym powinowactwie zdarzeń. Ja osobiście jestem przekonana, że przeznaczenia oszukać nie sposób, a jeśli w „cudowny” sposób unikamy śmierci to znaczy, że po prostu nie była nam ona pisana, jedynie potrzebowaliśmy silnego bodźca, aby zmienić coś w swoim życiu, naprawić relacje partnerskie czy po prostu zrozumieć, że życie jest cenne i nie trwa wiecznie.

W mediach pojawiają się wzmianki o ludziach znanych, popularnych i interesujących dla wielu. Pozwolę sobie przytoczyć podobne wydarzenia dotyczące zwykłych ludzi.

Niedaleko miasta, w którym mieszkałam przez wiele lat znajdują się dwa ośrodki wypoczynkowe. Na drodze, dojazdowej wypadki zdarzają się dość często. Pracowałam z panią, której siostra wraz z mężem i dójką przyjaciół zginęła wracając z tak zwanego plażowania. Zaznaczam, że i kierowca i pasażerowie byli trzeźwi. Tak samo jak kierowca tira, który wymusił wtedy pierwszeństwo. Wielka tragedia dla całej rodziny.

Kilka lat po tej kraksie czwórka młodych ludzi również wracała feralną droga. Tak jak poprzednio doszło do nieszczęśliwego wypadku z tym, że dwoje z nich przeżyło, konkretnie rodzeństwo brat i siostra. Dokładnie sześć lat później chłopak ten wyjechał w delegację i zginął staranowany przez inny samochód. Zgadzała się data i pora dnia. Jego siostra przeżyła jeszcze kilka lat niestety zachorowała i zmarła na raka również dokładnie w rocznicę wypadku.

Nie musze sięgać do historii osób, które są dla mnie obce, mam przeżycia o podobnym charakterze z własnego podwórka. Byłam wtedy uczennicą szkoły podstawowej, stałam na przejściu dla pieszych czekając na zielone światło. Dokładnie w tym miejscu zakręcał samochód ciężarowy załadowany płytami paździerzowymi. Były źle zabezpieczone i podczas wykonywania skrętu wypadły oczywiście prosto na mnie. Nie posiadam dokumentacji medycznej z tego okresu, ale wiem na pewno, że wypadek zdarzył się w maju. Dokładnie piętnaście lat później w sobotę szłam do pracy, aby skończyć coś pilnego. W biały dzień na pasach  potrącił mnie samochód. Kierowca był trzeźwy i ja oczywiście też. Pamiętam do dziś komentarz ordynatora szpitala, w którym znalazłam się po wypadku. Jest dosadny, ale i humorystyczny, więc przytoczę go „ Pani anioł stróż to ma skrzydła dupne jak Boeing, normalnie człowiek by tego nie przeżył”

Wtedy jeszcze nie skojarzyłam tych dwóch dat. Dopiero za trzecim razem powiązałam sprawy. Trzecie zajście to również wypadek samochodowy, lecz tym razem na szczęście byłam pasażerką. Minęło kolejnych piętnaście lat wypadek wydarzył się dokładnie czwartego maja.

Jestem przekonana, że gdyby większość ludzi zrobiła swoisty rachunek sumienia to okazałoby się, że pewne ważne wydarzenia pojawiały się w cyklach i stanowiły albo początek albo koniec jakiegoś znaczącego okresu. Może gdybyśmy potrafili wyciągać więcej niż tylko powierzchowne wnioski z tego, co nas dotyka powtórki nie byłyby konieczne?

 

Żałoba i rytuały pogrzebowe

Dzisiejszy wpis stanowi odpowiedź na pytanie, które zadane zostało w jednym z komentarzy i które powtarza się w korespondencji prywatnej. Absolutnie nie czuję się autorytetem, znającym jedynie słuszne odpowiedzi. Jednak mam własny, wyrobiony przez lata pogląd na zadane tematy i pozwolę sobie podzielić się nim z Państwem.

Pytanie cytuję: „ W różnych kulturach przedstawia się różne rytuały pochówku ciała. Czy sposób pochówku ma wpływ na przejście w stan bezcielesny?

Rytuały chrześcijańskie są powszechnie znane. Proponuje od tak chociażby dla poszerzenia horyzontów przyjrzyjmy się rytuałom pogrzebowym obowiązującym w kanonie judaistycznym. Najkrócej rzecz ujmując po śmierci osoby bliskiej domownicy zasłaniają wszystkie lustra, jakie znajdują się w domu. Zgodnie z tradycją pogrzeb powinien odbyć się dobę od zgonu. Ciało zmarłego jest obmywane, zawijane w biały całun, a na oczy kładzie się skorupy z rozbitego naczynia. Razem ze zmarłym chowa się wszystkie jego opatrunki, protezy i wszelkie inne tkaniny, na których znajduje się jego krew. W Izraelu do dnia dzisiejszego zbiera się z ulicy krew na przykład ofiary wypadku. Chodzi o swoiste zachowanie integralności ciała. Po tych zabiegach zwłoki zmarłego wkłada się do trumny i przenosi z domu pogrzebowego na cmentarz, czyli kirkut. Sama uroczystość pogrzebowa jest dość krótka. Zwykle syn lub bliski krewny odmawia kaddisz. Następuje okres siedmiodniowej żałoby – sziwa, rozumianej bardzo restrykcyjnie, a po niej okres trzydziestodniowej żałoby, – szloszim, również przebieg tego etapu jest ściśle określony. Dobre dusze udają się na łono Abrahama, a złe zapełniają Szeol, czyli piekło.

Rytuał wieloelementowy i kultywowany od tysięcy lat, co bez dwóch zdań jeszcze bardziej podnosi jego rangę w oczach wyznawców. Ciało pojmowane, jako święte naczynie dla duszy pochowane zgodnie z obyczajem. Zacne to i ważne patrząc chociażby przez pryzmat szeroko pojętego humanizmu, jeśli już nie religii. Miarą naszego postępu, rozwoju i człowieczeństwa jest rozumienie doniosłości śmierci. Wydaje mi się, że bestialstwo i brak szacunku obciąża i to w poważny sposób sumienia żyjących. Czy tradycje te mają znaczenie dla duszy zmarłego?

Odpowiem pytaniem na pytanie. Czy  kadisz lub modlitwa Wieczny odpoczynek odmawiane przez więźniów na widok dymu z komina w NIEMIECKIM obozie koncentracyjnym, to za mało by czysta ludzka dusza podążyła ku swemu przeznaczeniu??? Czy ofiary reżimów grzebane w bezimiennych grobach, mają pozostać zakładnikami nieodprawionych obrzędów?? Byłoby to dla mnie zaiste pozbawione sensu i nadawało wszelkim ceremoniom rangę czarnej magii, a nie czystej i szlachetnej intencji.

Nawet zwierzęta kultywują swoiste rytuały pogrzebowe, co zostało udowodnione podczas wieloletnich obserwacji stad słoni czy małp. Dlatego uważam, że opłakiwanie zmarłych jest instynktowne. Natura wyposażyła nas w specyficzny wentyl bezpieczeństwa wobec emocji tej rangi. Nie ma znaczenia, w co i jak głęboko wierzymy, kiedy stajemy przed faktem ostatecznym jesteśmy bezbronni jak dzieci. Żadne doktryny nie są w stanie pohamować naturalnego afektu, żalu, łez. Rytuały są stworzone po pierwsze w celach praktycznych (szybki pochówek w krajach o gorącym klimacie) po drugie, aby w pewnym sensie wspomóc tych, który odchodzą, ale przede wszystkim tych, którzy pozostają. Żałoba to okres rekonwalescencji dla rodziny i bliskich w tym sensie jej rola jest nie do przecenienia.

Dopełnienie swoistego misterium pochówku daje poczucie, że zrobiono wszystko, co trzeba, aby ciało zmarłego zachowało swoją godność.

Osobiście uważam, że w chwili, kiedy ciało umiera dusza opuszcza je, aby wyruszyć na spotkanie ze swoim przeznaczeniem. Jakie są jej dalsze losy to już kwestia wiary każdego z nas. Wiary i nadziei.

W najbliższym czasie postaram się odpowiedzieć na kolejne pytania, najlepiej jak potrafię.

Słowo niemieckim napisałam celowo drukowanymi literami- to taki mój mały protest wobec licznych „przejęzyczeń” pojawiających się w międzynarodowych mediach.