Odpowiadam na Państwa pytania cz.4

Po raz kolejny dziękuję za wszystkie wiadomości od Państwa. Niestety nie jestem w stanie pisać częściej, nad czym ubolewam. Cóż życie nakłada swoje ograniczenia.

Często powtarzającym się pytaniem jest: „ Jak wyglądał świat, który Pani widziała? „ Oraz „Czy nie wydaje się Pani, że to jednak była iluzja umysłu. Przecież relacje wielu osób w tej kwestii różnią się od siebie i to często znacząco. Moim zdaniem powinny być zgodne”

Drodzy Państwo proszę wyobrazić sobie taką sytuację. Trzech Aborygenów, (którzy o Polsce wiedzą tyle, że istniej) zostaje przetransportowanych na teren naszego kraju. Jeden ląduje w Bieszczadach, drugi w Warszawie, a trzeci na przykład w Dziwnówku. Zastanówmy się, jaki obraz Polski zachowa w swej pamięci każdy z nich? Kiedy zaczną opowiadać swoim krajanom jak wygląda Polska ich relacje będą skrajnie różne. Różne, ale prawdziwe. Skąd przekonanie, że wszyscy „lądujemy” dokładnie w tej samej przestrzeni? Poza tym każdy, kto miał doświadczenie z pogranicza, opisuje to, co widział mierząc wszystko swoją miarą. Chodzi mi o to, że nie da się uniknąć porównywania tamtego świata do własnej przestrzeni. Jeśli ktoś wychował się na przykład na wsi powie: widziałem bardzo wysokie budynki, mieszkaniec dużej metropolii, dla, którego wysoki znaczy stu piętrowy o tych samych budynkach powie widziałem niewysokie budynki. Jaki obraz powstanie w umyśle słuchacza pod wpływem obydwu relacji to już zupełnie odrębne zagadnienie.

Jeszcze raz podkreślam, że to, co widziałam odbierałam, jako bardzo realne. Jak okiem sięgnąć panował ład i porządek. Znać było rękę świetnego ogrodnika. Wszędzie gdzie było to możliwe rosły kwiaty, krzewy i drzewa. Oczywiście nie rosły dziko, lecz znakomicie wkomponowano je w otoczenie. Jeśli chodzi o budynki to cechą charakterystyczną były dachy w kształcie kopuły. Architektura nie obfitowała w jakieś szczególnie dziwne futurystyczne budowle. Wprost przeciwnie dominowała szlachetna prostota. Kolorystyka również pozostała raczej stonowana. Przeważały subtelne pastele, zwłaszcza w odcieniach błękitu. Praktycznie tylko dwa największe budynki w zasięgu mojego wzroku miały intensywny kolor elewacji, myślę, że cynober byłby najbliższy tej barwie. Budowle ozdobiono delikatnym wzorami w kształcie rozety. Przypominało to najwyższej, jakości koronkę. Pomiędzy budynkami biegła jedna bardzo szeroka droga, odchodziło od niej wiele rozgałęzień. Miałam wrażenia, że budynki, czy nawet klomby są rozmieszczone w idealnej symetrii względem siebie. Widziałam też wielki park, po środku, którego znajdowała się imponujących rozmiarów kompozycja kwiatowa również w kształcie rozety. Wiedziona ciekawością znalazłam się we wnętrzu jednego z budynków, który okazał się być biblioteką. Wszystkie meble stanowiące wyposażenie wykonane były z litego drewna. Biblioteka posiadała ogromną ilość woluminów. Sklepienie przedstawiało planety i gwiazdy, jednym słowem mapę nieba. Jak wspomniałam widziałam zwierzęta, które niczym nieskrepowane przebywały głownie na terenie parku. Istoty ludzkie zamieszkujące ten świat to bez wątpienia zorganizowana społeczność. Każdy czymś się zajmował. Widziałam sporą grupę, która wykonywała ćwiczenia w parku. Biblioteka miała swoich pracowników i czytelników lub raczej studentów, którzy robili notatki. Po głównej drodze jeździł pojazd przypominający dzisiejsze nowoczesne pociągi. Poruszał się niemal bezszelestnie. Ludzie wsiadali i wysiadali. Miejsce tętniło życiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Mieszkańcy byli bardzo spokojni, mieli pogodne twarze i mówili łagodnym głosem. Patrząc na nich myślałam, jacy są ufni względem siebie. Ludzie ci mieli bardzo różne rysy twarzy, ale może ten brak nerwowego napięcia powodował, że byli piękni poprzez swoja delikatność. Moja babcia, którą tam spotkałam wydawała się dużo młodsza niż w chwili śmierci. Nie miałam wątpliwości, że była w tym miejscu szczęśliwa.

Świat ten był piękny, ale nie laurkowy, przesłodzony czy baśniowy w dziecięcym rozumieniu tego słowa. Był lepszy, doskonalszy i bardziej wzniesiony duchowo. Osoby, które tam przebywały trafiły w to miejsce nie przypadkowo i nie bez perspektywy na dalszy rozwój.

Niedawno napisał do mnie pewien Pan, który chciał, aby jego relacja stanowiła przestrogę dla osób, które zapragną pójść drogą na skróty i trafić na drugą stronę w terminie przez siebie wybranym.

„Byłem zawodowym żołnierzem. Brałem udział w misjach i widziałem wiele rzeczy, które nie jednego by przeraziły. Wydawało mi się, że jestem zahartowany i nic mnie w życiu nie zaskoczy. Jednak stało się inaczej. Moja kobieta zostawiła mnie, utopiłem wszystkie oszczędności w nietrafionej inwestycji finansowej. Posypało się całe moje życie. Wszystkie plany i marzenia poszły w niwecz. Załamałem się jak szczeniak. Zaczęło się ostre picie. Jechałem pijany samochodem i o mało, co nie zabiłem kobiety na przejściu. Doszedłem do wniosku, że jestem zerem i nie mam, po co żyć. Skombinowałem leki nasenne. Wziąłem ich dużo. Można powiedzieć, że ciemność mnie pochłonęła. Wiem, że to trochę głupio brzmi, ale ocknąłem się w dziwnym świecie. Oświetlał go jakby blask księżyca. Wszędzie rosły jakieś chaszcze. To było wielkie bagno. Otaczały je góry. Chyba instynktownie ukryłem się w krzakach. Wiem, że byli tam inni. Ogarnął mnie strach, taki zwierzęcy, bezgraniczny. Nie chciałem tam być. W tym samym czasie moja matka, która od rana chodziła jakaś niespokojna, (ojciec podsumował, że chodziła po domu jak lwica po klatce) zdrzemnęła się na moment przed telewizorem i w tym półśnie usłyszała głos. Głos ten mówił „ratuj syna, ratuj syna”. Głos nie należał do nikogo znajomego. Matka zerwała się, błyskawicznie ubrała i wybiegła przed dom. Opowiadała, że ogarnął ją paniczny strach do tego stopnia, że nie miała odwagi samodzielnie prowadzić samochodu. Złapała taksówkę i przyjechała do mnie. Miała klucze, bo często mnie nie było i wtedy zajmowała się mieszkaniem. Wpadła do środka i znalazła mnie bez oznak życia. Wybrała numer ratunkowy i ustawiła telefon na głośnomówiący. Dzięki temu mogła rozmawiać i robić mi masaż serca. Ja w tym samym czasie pragnąłem wrócić do żywych. Siedząc w tych krzakach nagle poczułem silne szarpnięcie. Wkrótce potem odzyskałem przytomność. Nie ma Pani pojęcia, jaki byłem szczęśliwy. Nigdy więcej nie targnę się na swoje życie. Raz, że wszystko się zmieniło i jestem szczęśliwy, a dwa, że za nic w świecie nie chcę wrócić w to straszne miejsce.”

Tekst maila nieco skróciłam. Publikuję na życzenie autora. Jestem bardzo wdzięczna za tą niezwykle szczerą i osobistą relację.

Nie jest to jedyna relacja niedoszłego samobójcy, jaką posiadam. Zapewne powrócę jeszcze do tego tematu.

158total visits,1visits today

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

7 odpowiedzi na „Odpowiadam na Państwa pytania cz.4

  1. ~Bogdan mówi:

    Beatko, bardzo Ci dziękuję za ten opis harmonijnego i pięknego świata, przyjemnie się go czyta, aż się tak naturalnie ciepło na sercu robi.
    Drugi opis świata cytowany z listu czytelnika również sobie cenię bo skutecznie dociera do każdego kto zamierza użalać się nad swoją niedolą, do mnie przynajmniej trafia

  2. ~Bogdan mówi:

    W każdym razie kto ma znaleźć ten tekst to na pewno znajdzie.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Stały czytelnik.
    ps. dziękuję za już i proszę o jeszcze..
    Dziękuję Ci również tu na forum za to że zechciałaś postawić mi tarota a także sprawdzić co powiedzą runy, było to dla mnie bardzo cenne usłyszeć o sobie to co w zasadzie wiem ale nigdy nikt trzeci mi jeszcze nie powiedział, nie byłem świadom jak wiele to może we mnie zdziałać..
    Zaś opis tego co wyczytałaś z moich dłoni dopełnił całości..!
    Dziękuję za Twoje wszechstronne talenty, czy to wrodzone czy nabyte po przeżyciach tu opisywanych – nieważne, ważne że pomagają innym w tych zawiłych w przeróżne energie czasach

  3. ~Bogdan mówi:

    przepraszam ale trochę tu podzieliło mój komentarz, może za długi

  4. ~Bogdan mówi:

    przepraszam ale trochę tu podzieliło mój komentarz, może za długi

  5. ~Dominik mówi:

    Bardzo ciekawie sie to wszystko czyta…od urodzenia choruję na zanik mięśni i z tym związane różne choroby… nie raz myślałem żebym ze sobą skończyć bo myślę że już nic dobrego tu mnie nie czeka ale zawszę się bałem i nadal boję że trafię w gorsze miejsce z którego nie będzie powrotu…często jestem smutny i pozbawiony chęci do życia…

    • ~sarna mówi:

      Dominiku,
      niezaleznie od tego czy i jak jestesmy chorzy, wszystko na tym swiecie zalezy od nas samych. Jesli zdecydujesz, ze Twoje zycie bedzie smutne i nic dobrego Ci nie przyniesie – to niestety tak bedzie. Jesli zaczniesz myslec pozytywnie bez wzgledu na wszystko – Twoja jakosc zycia z cala pewnoscia sie poprawi. Musisz jednak Ty to sprawic. Nie czekaj na nic i zacznij dzialac. Klucz do Ciebie samego tkwi w Tobie.
      Pozdrawiam bardzo cieplo
      Boguslawa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *