Joseph M. Marshal III „Idź zawsze do przodu”

Dwa lata temu miałam ogromna przyjemność uczestniczyć w warsztatach prowadzonych przez Pana Leszka Michalika, a poświęconych duchowości i kulturze Indian. Pan Michalik jest podróżnikiem i pisarzem, adoptowanym ( tym samym pełnoprawnym) członkiem plemienia Kri. Dzięki wspaniałym wykładom zrozumiałam jak bogata i głęboka jest indiańska filozofia oparta na tradycji życia w harmonii z Naturą i Matką Ziemią.

Z tym większym zainteresowaniem sięgnęłam po książkę Joseph’a M.Marshala III  pod znamiennym tytułem „Idź zawsze do przodu”. Narracja poprowadzona jest w formie rozmowy między młodym mężczyzną, a jego dziadkiem. Doświadczony Stary Jastrząb prostymi słowami tłumaczy wnukowi, że „życie jest podróżą, którą czasami przemierzamy w świetle, a czasami w mroku”. Przytacza historie z własnego życia, sięga do losów bliższych i dalszych krewnych, aby w zrozumiały sposób wyjaśnić sens radości i cierpienia, narodzin i śmierci. Jest to wiedza wielopokoleniowa, uniwersalna i bezcenna. Wiedza, która „napełnia serce mądrością, a umysł zrozumieniem”.

Moja osobista refleksja jest taka –  należy garściami czerpać z dobrych źródeł  !

Żyjemy w dziwnych czasach. Coraz więcej dzikości serca, coraz mniej zrozumienia , zwłaszcza dla innych. Depresja, uczucie bezsilności i beznadziei, dopadają ludzi, którzy z pozoru świetnie sobie radzą. Śmierć bliskiej osoby to doświadczenie znane większości z nas, jednak dla niektórych staje się ono traumą niemal nie do udźwignięcia. W takich chwilach proste i ciepłe słowa starego Indianina mogą bardzo pomóc.

Zdecydowanie polecam !

 

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Studio Astropsychologii do nabycia TUTAJ

„Musimy rozumieć więcej aby bać się mniej.”

„W życiu nie ma rzeczy, których należy się bać, są tylko rzeczy, które trzeba zrozumieć. Musimy rozumieć więcej aby bać się mniej.”

Maria Skłodowska Curie

 

Sporo przestrzeni na tym blogu poświęciłam zagadnieniom śmierci klinicznej, co jest zrozumiałe bo to temat bliski memu sercu. Pragnę przedstawić inne przypadki w których również doszło do wyjścia poza ciało. Z medycznego punktu widzenia nie są one aż tak spektakularne, a ich przebieg czasami pozostaje wręcz niezauważalny dla otoczenia. Nie zmienia to faktu, że spontaniczne (odruchowe) opuszczenie ciała, świadczy dobitnie o tym, że dusza, jako kwintesencja naszej osobowości, jest z ciałem połączona, ale nie tożsama.

Zacytowałam naszą wybitną rodaczkę nie bez kozery. Wobec zjawisk z pogranicza życia i śmierci nauka pozostaje w zasadzie obojętna. Neurologia opisując takie przypadki używa naprzemiennie określeń: omamy lub halucynacje. Mam wrażenie, że te dwa słowa to swoiste dżokery, które zastępują wiele innych bardziej adekwatnych terminów. (Podobną rolę w pozostałych specjalnościach medycznych pełni słowo „alergia”. To też dżoker. Kiedy nie wiadomo, co się dzieje to zapewne pacjent ma alergię). Nieliczni uczeni, rozumieli, że powtarzalność opisów , ogromna liczba osób , które doświadczyły wyjścia poza ciało, już chociażby ze statystycznego punktu widzenia przedstawia ciekawy materiał badawczy. Niestety jak do tej pory brakowało im albo poparcia, albo środków aby swoje prace kontynuować.

Jak zwykle pragnę posłużyć się przykładami. To fragment listu od Pani Marzeny, która trzy lata temu została szczęśliwą mamą bliźniaczek. Dziewczynki urodziły się siłami natury. Młodsza dokładnie dwadzieścia minut po swojej siostrzyczce.

„Wszystko szło znakomicie. Jednak w chwili kiedy rodziła się druga córa nagle opuściłam ciało. Znalazłam się z tyłu własnej głowy i z tej perspektywy obserwowałam wydarzenia. Maleńka właśnie przywitała świat, nie była jednak tak różowiutka jak jej siostra. Mój mąż patrzył jak zahipnotyzowany na dziecko. Położna zaczęła krzyczeć do lekarki: nie oddycha, nie oddycha. Wtedy pomyślałam sobie, co ja tu robię przecież moje dziecko mnie potrzebuje. Usłyszałam jakby kliknięcie i ocknęłam się w ciele. Jestem przekonana, że to nie była żadna halucynacja. Przez kilkanaście sekund byłam poza ciałem. Nie wiem dla czego tak się stało. Widziałam i słyszałam wszystko bardzo wyraźnie tyle, że w inny sposób. Nie chcę używać wielkich słów, ale tego dnia w pewnym sensie ja też urodziłam się na nowo. Najpierw nie analizowałam sprawy zbyt głęboko. Trudy opieki nad bliźniaczkami dały mi nieźle w kość. Jednak kiedy ogarnęłam codzienność przyszła refleksja. Nie bardzo mam z kim rozmawiać na ten temat dla tego napisałam do Pani”.

Drugi przypadek dotyczy osoby, którą poznałam osobiście. Postaram się jakoś w miarę składnie przedstawić zdarzenia, a są one naprawdę niezwykłe.

Tomasz studiował zaocznie i pracował w systemie zmianowym. Rzecz dzieje się latem. W tym dniu skończył pracę około dziesiątej w nocy. Prosto z pracy jechał do swojej dziewczyny. Mieszkała w nowo wybudowanych blokach na obrzeżach dużego osiedla.   Teren budowy był jeszcze nieuprzątnięty. Tomek wysiadł z autobusu i udał się do nocnego sklepu gdzie oprócz artykułów spożywczych kupił jeszcze paczkę papierosów. Zapakował to wszystko do plecaka i wyszedł ze sklepu. Zaczepiło go trzech mężczyzn. Chcieli żeby poczęstował ich papierosami. Odmówił grzecznie i odszedł. Miał przed sobą spory kawałek drogi do pokonania. W pewnej chwili zorientował się, że ci mężczyźni idą za nim. Nie jest typem tchórza, ale proporcja sił trzech na jednego nie dawała mu najmniejszych szans. Przyśpieszył kroku. Mężczyźni również szli coraz szybciej. Zaczęły mu puszczać nerwy, zwłaszcza, że w tej okolicy napady nie należały wcale do rzadkości. Zaczął biec. W trakcie ucieczki odwrócił na chwilę głowę i zauważył, że jeden z napastników odłączył się i najprawdopodobniej będzie usiłował okrążyć go z drugiej strony. Mężczyźni wykrzykiwali obelgi i pogróżki pod adresem Tomka. W takiej chwili człowiekiem rządzi już tylko zwierzęcy strach. Tomek powiedział, że całe życie przeleciało mu przed oczami. Biegł na oślep. Nie było latarni więc stracił jakąkolwiek orientację w terenie. Powiedział, że nigdy wcześniej nie był tak przerażony. W myślach błagał – aniele stróżu jeśli istniejesz ratuj. Nagle poczuł silne pchnięcie i w tym momencie stracił grunt pod nogami. Spadał ze skarpy prosto w krzaki i gałęzie, którymi budowlańcy maskowali swoje niechlujstwo. Przez moment nie był świadom niczego. Po chwili zdał sobie sprawę, że stoi jakby na swoim ciele. Słyszał przekleństwa mężczyzn, którzy nie potrafili go znaleźć, a byli wściekli i koniecznie chcieli tą wściekłość rozładować. W oddali widział światła palące się w domach. Pierwsza myśl – oni mnie zbili, jestem poza ciałem, nie żyję. Mężczyźni zaczęli się oddalać, zrezygnowali z dalszych poszukiwań. Tomasz nie czół bólu, ani strachu. Był po prostu zdumiony. Kiedy odgłosy kroków ucichły pomyślał, że bardzo chce zobaczyć swoją dziewczynę. Odzyskał przytomność i był to niestety bolesny fakt. Z trudem usiadł. W tym momencie odezwała się komórka. Jego dziewczyna niepokoiła się o niego. Oczywiście została wezwana pomoc i wszystko dobrze się skończyło. Tomek uznałby całą sytuację za zwykłe majaczenie, spowodowane urazem głowy, gdyby takowy uraz nastąpił. Jednak to właśnie głowa pozostała jedyną nieuszkodzoną częścią ciała. Najmniejszego siniaka, zadrapania czy innych oznak gwałtownego kontaktu z twardym podłożem

Moja babcia miała takie powiedzenie „Nie strasz ludzi, bo z przestrachu to z człowieka może dusza wyskoczyć” myślę, że coś w tym jest.

Od lat naukowcy przekonują nas, że OBE (out of body experience) jest częścią doświadczeń sennych, mimo silnego wrażenia realności. Nie wiem jak Państwa, ale mnie nie przekonali.

Klątwy i uroki cz.3

Drodzy Państwo postanowiłam napisać jeszcze parę słów na temat tych nieszczęsnych klątw, które tak bardzo Państwa niepokoją.

1/W korespondencji od Państwa padło pytanie, czy istnieją słuszne klątwy? Czy jeśli ktoś wyrządził nam wielką krzywdę mamy moralne prawo odwetu? Są to kwestie etyczne. Dylematy ich dotyczące, doczekają się odpowiedzi na miarę sumienia pytającego. Doskonale rozumiem sytuację w której po prostu puszczają nam nerwy, co w konsekwencji prowadzi do tego, że wypowiadamy słowa, których później możemy żałować. To jest ludzkie, spontaniczne , żeby nie powiedzieć instynktowne. Bez wątpienia, planowanie zemsty, taki rewanż na zimno, ma zupełnie inny ciężar gatunkowy. Zważywszy, że istnieją liczne metody dochodzenia swoich praw oraz zadośćuczynienia za straty finansowe czy moralne, klątwa nie znajduje usprawiedliwienia. Najprościej rzecz ujmując klątwa narusza naturalny porządek rzeczy , równowagę między człowiekiem, a wszechświatem, prawo wolnego wyboru. Uderza w fundament osobowości. To pocisk naprawdę wielkiego kalibru.

2/Osobom zaniepokojonym, ulgę powinna przynieść świadomość, że większość ludzi nie posiada stosownej wiedzy, aby taka klątwę rzucić. Z kolei korzystanie z usług zaklinaczy, którzy są w stanie to zrobić jest bardzo kosztowne i zapewne wysoka cena skutecznie studzi zapędy wielu potencjalnych klientów.

3/Istnieją talizmany ochronne, które zapewniają osłonę przed atakami mentalnymi. Jeśli ktoś poczuje się lepiej ze świadomością, że posiada dodatkowe wsparcie, może taki talizman nabyć. Najlepszą ochronę moim skromnym zdaniem zapewnia czyste sumienie i życie w którym osobista realizacja odbywa się bez szkody dla kogokolwiek.

4/Czy można przekląć osobę niewinną? Większość szamanów twierdzi, że nie można nikogo przekląć bez powodu. Umysł osoby niewinnej ma taką moc, że jest w stanie obronić się lub wręcz w trybie natychmiastowym przekierować klątwę do jej źródła. Osobie niewinnej można zaszkodzić używając czarnej magii, ale wtedy angażuje się siły nie z tego świata.

5/Jeśli chodzi o ekskomunikę pamiętajmy, że choć zamiennie używa się nazwy klątwa kościelna to jednak porównanie wydaje się być nieuzasadnione. Ekskomunika to raczej fizyczne odsunięcie od wspólnoty i uczestnictwa w obrzędach religijnych, a nie atak mentalny. Oczywiście w dawnych czasach śmierć moralna (wykluczenie) prowadziła do śmierci fizycznej osoby ekskomunikowanej. Jednak w dzisiejszej dobie nie są to pojęcia tożsame.

6/Jeśli już coś takiego nam się przytrafi czy możemy się samodzielnie uwolnić? Wierząc w kosmiczną zasadę przyczyny i skutku można śmiało założyć, że naprawienie wyrządzonej krzywdy lub zadośćuczynienie osobie poszkodowanej w naturalny sposób przerywa ciąg zdarzeń. Modlitwa i skupienie również mogą być bardzo pomocne. Jest tu jednak potrzebny szczery kontakt ze Stwórcą, a nie ucieczka przed konsekwencjami w myśl powiedzenia „jak trwoga to do Boga”. Warto powiedzieć sobie „ wybaczam wszystkim i proszę o wybaczenie każdego z osobna”. Zaangażowanie i praca w kierunku samodoskonalenia ma znaczenie i chroni nas przed popełnieniem kolejnych błędów. Jeśli zwrócimy się o pomoc do osoby, która jest w stanie zdjąć klątwę i ustabilizować energetycznie nasz organizm to nie miejmy złudzeń, że osoba ta załatwi za nas wszystko. Użyję mało poetyckiego porównania. Moim zdaniem ze zdjęciem klątwy jest trochę tak jak z resekcją zęba, ból ustępuje, ale luka w uzębieniu pozostaje. Czym (jaka energią) uzupełnimy ten ubytek zależy tylko od nas samych.

Andrei Moreira „Leczenie, samouzdrawianie. Spojrzenie medycyny spirytystycznej”

Andrei Moreira jest lekarzem specjalizującym się w homeopatii . Przewodniczy Stowarzyszeniu Lekarzy Spirytystów Stanu Minas Gerais. Dzięki jego publikacji po raz pierwszy miałam okazję głębszego poznania idei medycyny spirytystycznej. Idei, którą można streścić w kilku słowach: „zdrowie to rzeczywiste połączenie człowieka ze Stwórcą”

Nie jest tajemnicą, że medycyna holistyczna jest mi bardzo bliska. Z doświadczenia wiem, że część osób ma wątpliwości natury etycznej lub religijnej i dla tego nie korzysta z pomocy homeopatów oraz naturoterapeutów posługujących się na przykład Reiki. Podłoże tych obiekcji jest dla mnie nie do końca zrozumiałe, co nie zmienia faktu, że takowe istnieją. Główna zastrzeżenie budzi brak powiązania między tymi metodami, a nauką Jezusa.

Doktor Moreira uzdrawianie duchowe opiera właśnie na naukach Jezusa. Według wizji doktora Jezus jest terapeutą, który uzdrawia nie tylko ciało, ale przede wszystkim dusze chorego. Bardzo interesująco zostały w książce opisane i zinterpretowane przypadki uzdrowień znane z Ewangelii. Bez zmiany w przestrzeni umysłu i duszy niemożliwe jest całkowite cofnięcie się choroby.

Szczególną uwagę poświęciłam dwóm rozdziałom. Mianowicie dziewiątemu „Miłosierdzie jako uzdrawiająca siła duszy” oraz dziesiątemu o znamiennym tytule „ Wybaczanie –droga do całkowitego uzdrowienia”. Ranga przebaczenia w procesach uzdrawiania lub samouzdrawiania jest ogromna. Niestety wielu lekarzy i psychologów bagatelizuje ten aspekt lub zgoła go pomija. Tymczasem pielęgnowana latami złość i chęć odwetu stanowią naturalne i żyzne podłoże chociażby dla rozwoju raka. To zdumiewające, że jesteśmy gotowi poddać się bolesnym i kosztownym terapiom, a jednocześnie nie potrafimy wybaczyć innym, a nawet samym sobie.

„ Nie wybaczyć to tak , jak wypić truciznę i jednocześnie pragnąć, by umarł ktoś inny”

Polecam ten tytuł Państwa uwadze.

Książka do nabycia TUTAJ