Betty J. Eadie „Po schodach do nieba”

Wszyscy znamy powiedzenie „życie jest najlepszym nauczycielem”. Po lekturze książki autorstwa Betty J. Eadie, doszłam do wniosku, że paradoksalnie śmierć i doświadczenia z pogranicza posiadają ogromną wartość dydaktyczną. Wiedza jaką pozyskujemy w tym szczególnym stanie i niezwykłym czasie pozwala wrócić do świata fizycznego na nowych zasadach, z nową perspektywą. Po takim doświadczeniu nic nie będzie takie jak dawniej.

 

Na skutek perypetii rodzinnych, mała Betty znalazła się w szkole z internatem prowadzonej przez zakonnice. Z tamtego okresu wyniosła przekonanie, że Bóg to osoba niecierpliwa i zagniewana. Poznała Boga, który nie kocha bezwarunkową miłością tylko obserwuje i osądza. Dorosła Betty, jako matka sześciorga dzieci wiodła pracowity żywot. Nie miała ani czasu ani ochoty aby zastanawiać się nad sensem istnienia.

Wszystko zmieniło się w ciągu jednej doby. Betty poddała się zabiegowi histerektomii. Nic niezwykłego, ot planowa operacja jakich wykonuje się setki każdego dnia na całym świecie. Jednak tym razem nie wszystko poszło zgodnie z planem. W wyniku powikłań pooperacyjnych serce Betty przestało bić. Opuściła ona swoje ciało i wyruszyła w podróż, która na zawsze zmieniła ją samą, a pośrednio życie jej i wielu innych osób.

Jej opowieść jest prosta, szczera i piękna. Jeśli komuś wydaje się, że skądinąd nieoceniony Raymond Moody w swoich książkach zawarł i ogarnął już wszystko, jest w błędzie.

Betty bardzo długo zwlekała z opisaniem swoich doświadczeń. Wydawały się jej bowiem tak bogate, porywające i cudowne, że brakowało słów aby oddać cały ładunek emocjonalny jaki ze sobą niosły. Dojrzała jednak i znalazła siły aby podzielić się pozyskaną wiedzą z innymi i przekazać przesłanie dla świata „kochajcie się, bo to jest najważniejsze”.

Od siebie dodam tylko tyle: Betty, dziękuję Ci za każde słowo. Twoja relacja to kolejny dowód na życie po życiu, które w rzeczywistości jest wspaniałym powrotem do domu.

 

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Litera Nova

Opętania w czasach współczesnych

Jakiś czas temu otrzymałam wiadomość od Pani, która podejrzewa, że jej siedemnastoletnia bratanica została opętana. Dziewczyna po serii niepokojących incydentów objęta została opieką psychiatry. Jej stan stopniowo pogarszał się (obecnie przebywa w zakładzie zamkniętym), a zaordynowane leki jedynie otępiają, nie przynosząc wymiernych korzyści. Pani opisała szczegółowo znaki i symbole znajdujące się w pokoju dziewczyny oraz cytowała słowa wykrzykiwane przez nią jak w transie. Dziewczyna podczas jednego z napadów okaleczyła się i własna krwią namalowała pentagram. Zdarza jej się mówić językami, których nie rozumie nikt z obecnych. I choć opis tej sytuacji przypomina scenariusz horroru klasy B to niestety jest prawdziwy. Ojciec dziewczyny nie przyjmuje do wiadomości, że choroba córki może mieć swoje podłoże w sferze duchowej, a nie fizycznej. Pojawia się pytanie: „jak mam przekonać mojego przeintelektualizowanego brata, że bratanica jest opętana? Przecież to „coś” ją zamęczy, a psychiatra już rozkłada ręce i proponuje leki uspokajające dla rodziców. Najdziwniejsze jest to, że mój brat uważa się za osobę wierzącą.”

Od wieków Kościół (jako instytucja) usiłował nakłonić ludzi aby kochali Boga ze strachu przed Nim samym. Oczywiste jest, że przez zastraszanie nie sposób wzbudzić uczuć pozytywnych. Czasy się zmieniały, a ludzie stawali się coraz bardziej krytyczni wobec teorii o mękach piekielnych i zwierzopodobnej istocie, która grasuje po świecie siejąc zgorszenie i zamęt. Przypomina się stare porzekadło o wylewaniu dziecka z kąpielą. Tak się stało i tym razem. Prymitywna idea lansowana przez wieki została zweryfikowana przez oświecone umysły i wylądowała na dnie śmietnika z napisem absurd. Niestety przy okazji zło traktowane na znacznie głębszym poziomie, razem z zagrożeniami jakie ze sobą niesie pozostało jedynie w świecie idei, z wykluczeniem jakiejkolwiek personifikacji. Oczywiście zły może być pies lub człowiek, ale zły duch to już pojęcie z obszaru ciemnoty i zabobonu.

Egzorcyzm, rozumiany jako uwolnienie od bytu, który wbrew woli człowieka zawładnął jego ciałem, nie jest domeną kościoła katolickiego. Od zarania dziejów każda religia, w której występowali dobrzy i źli bogowie lub dobre i złe duchy przewidywała możliwość opętania i stosowała właściwe sobie remedia w celu uwolnienia człowieka od istoty zawłaszczającej jego ciało. Takie uwolnienia do dzisiejszego dnia praktykują szamani, kapłani Voodoo oraz księża, a nawet egzorcyści świeccy. Żydzi z kolei wierzą, że ciałem człowieka może zawładnąć duch zmarłej osoby czyli Dybuk. W takiej sytuacji uwolnienia dokonuje rabin odprawiając stosowne rytuały. Jest to bardzo, rzec można, praktyczne podejście do sprawy, ponieważ opętania demoniczne zdarzają się zdecydowanie rzadziej niż opętania duchowe. Zapewne wiele dusz , które nie potrafią bądź nie chcą, znaleźć drogi do miejsca sobie należnego szuka możliwości wtargnięcia w ciało osoby żyjącej aby poprzez jej zmysły nadal doświadczać życia fizycznego we wszystkich jego aspektach.

Współczesna psychiatria ukuła wiele zgrabnych terminów, aby wytłumaczyć zachowania, które nie mieszczą się w przyjętych normach. Mamy osobowość dyssocjalną, psychopatyczną czy socjopatyczną. Opisano multum chorób psychicznych – sama schizofrenia ma kilka odmian . Oczywiście nie twierdzę, że lekarze wymyślili sobie nieistniejące choroby. Po prostu nie we wszystko jestem w stanie uwierzyć. Jaskrawym przykładem są dla mnie przypadki seryjnych morderców, którzy wydają się być bardzo przeciętni tak pod względem zaradności życiowej jaki i wydolności intelektualnej, a w momencie planowania i popełniania morderstw nagle w cudowny sposób rośnie ich IQ. Ludzie ci są w stanie zacierać wszystkie ślady, przewidywać działania Policji czy innych służb i wodzić za nos całą rzeszę fachowców.

Jak to możliwe, że kochający i troskliwy ojciec nagle, pod wpływem siły, której nie potrafi zdefiniować, zabija swoją żonę i dzieci ? Czy mobbing lub utrata pracy mogą tłumaczyć taką zmianę zachowania?

Czy młoda, zdolna kobieta, która niejednokrotnie dawała dowody miłości i troski wobec swoich bliskich w przeciągu jednej nocy zaczyna ich nienawidzić i morduje z zimną krwią , ot tak?

Czy naprawdę tylko mnie przeszło przez myśl, że ktoś lub coś im pomaga, lub innymi słowy, że stają się jedynie bezwolnym narzędziem kierowanym przez prawdziwego sprawcę?

Wracając jednak do przypadku opisanego na wstępie, uważam, że absolutnie kwalifikuje się do egzorcyzmu. Młodzież często nosi ubrania z napisami i symbolami, których albo nie rozumie, albo lekceważy siły które mogą one przywołać. Chcąc wyrazić swój bunt wobec świata młodzi ludzie organizują rytuały podszyte czarną magią, a tablice Ouija traktują z równą beztroską, co tarczę do gry w lotki. Można założyć, na granicy pewności, że dziewczyna brała udział w takich praktykach i otworzyła drogę do zniewolenia własnej osoby. W tej chwili leki nie pomagają i nie pomogą, chyba że byt opętujący znudzi się tak bezużyteczną zabawką i opuści jej ciało. W polskich szpitalach rzadko zdarzają się lekarze, a zwłaszcza ordynatorzy gotowi na współpracę z egzorcystą. Zdumiewa mnie to ponieważ pacjent (lub jego opiekun prawny) mogą domagać się obecności osoby duchownej i praktyk związanych z wyznawana przez siebie religią, a egzorcyzm w katolicyzmie traktowany jest jako sakrament.

Zdaje sobie sprawę, że dla wielu osób moje zdanie może być bardzo kontrowersyjne. Wszystkim, którzy uwolnienie (egzorcyzm) stawiają na równi z literackim „włożeniem Rozalki na trzy zdrowaśki do pieca” życzę aby nigdy nie musieli konfrontować swoich przekonań ze stanem faktycznym.

Nie dalej jak wczoraj młody mężczyzna zamordował dziewczynkę siekierą. Jak twierdzi zrobił to pod wpływem impulsu. Być może ten niepojęty czyn był wynikiem długotrwałej frustracji. Na pewno nie popełnił tej zbrodni w pełni świadomie. Zło zawsze znajdzie sposób by przypomnieć o swoim istnieniu.

Rodzicom zamordowanej dziewczynki składam szczere, z serca płynące wyrazy współczucia.