Theresa Cheung „Rozmowy z niebem”

Przedstawiam Państwu kolejną książkę Theresy Cheung, autorki znanej i lubianej, zwłaszcza w kręgach osób zainteresowanych duchowością. Tym razem Theresa zebrała opowieści wielu osób, które w ten czy inny sposób odczuły obecność bliskich zmarłych w swoim życiu. Każda z tych historii, opatrzona jest osobistym komentarzem autorki. Te spotkania, to swoisty dar niosący nadzieję na wielu płaszczyznach egzystencji. Dla jednych jest to dowód, że istniejemy również poza ciałem, dla innych wyraz niekończącej się miłości i łaska pocieszenia. Bywa, że kontakt między wymiarami przynosi rady i wskazówki dotyczące całkiem realnych aspektów życia.

„My, mieszkańcy innego świata, na swój sposób jesteśmy obecni w waszym zżyciu. Wystarczy, że otworzycie serce, wyostrzycie zmysły i zechcecie zwrócić na nas uwagę”

Na ten aspekt, autorka kładzie wyjątkowo silny nacisk. Aby dostrzec subtelne oznaki duchowej obecności zmarłych, trzeba rzeczywiście otworzyć serce i wyostrzyć zmysły. Warto docenić każdy otrzymany znak i nie oczekiwać spektakularnych wystąpień.

Bohaterowie, opisują swoje doznania w sposób prosty i pozbawiony zbędnego patosu. Widać, jak cenny jest dla nich każdy, nawet drobny sygnał z zaświatów. To zwykli ludzie, a nie media o niespotykanej mocy. Ich szczere relacje pozwalają uwierzyć, że rozmowy z niebem, są osiągalne dla każdego.

Książkę zdecydowanie polecam. Dziękuję Wydawnictwu Muza za możliwość zapoznania się z tym niezwykłym świadectwem życia po życiu.

Zapisz

Wielka próba charakteru

Otrzymuję wiele ciekawych, wzruszających lub wręcz wstrząsających informacji od Państwa, ale ten list poruszył mnie do głębi. Jest to niezwykle dramatyczna historia i przez chwilę zastanawiałam się czy ją przytoczyć. Wszak dramatów w codziennym życiu nam nie brakuje. Doszłam jednak do wniosku, że z moralnego i dokumentalnego punktu widzenia ma ogromną wartość. Jest świadectwem cierpienia, walki dobra ze złem, ale również serdecznej obecności duchowej bliskich zmarłych. Pięknie definiuje wartość wybaczenia.

Syn pani Haliny, Paweł zginął w wypadku samochodowym. Sprawca wypadku był jego rówieśnikiem miał 23 lata, (zamiast imienia użyjmy inicjału T) . Tym razem alkohol nie wchodził w grę. Chłopak był pod wpływem środków psychotropowych. Po tego typu lekach nie wolno prowadzić samochodu i T. powinien doskonale o tym wiedzieć. Jednak zważywszy jego stan psychiczny orzeczono, że w chwili, kiedy wsiadał do samochodu nie miał pełnej świadomości tego, co robi.

„ Nic mnie wtedy nie interesowało. On zabrał mi mojego Pawełka. Chciałam żeby cierpiał, żeby coś go bolało, żeby dosięgła go jakaś okropna choroba. Znajomi jeszcze dolewali oliwy do ognia, powtarzając – pewnie bogaci rodzice załatwili synalkowi „żółte papiery”. Nie potrafiłam się nad niczym skupić. Współpracownicy, a nawet przełożeni wiedzieli o mojej tragedii i przymykali oko na moje zachowanie. Klienci zaczęli się skarżyć. Kierowniczka działu zaproponowała żebym poszła na chorobowe i wróciła jak uporządkuję myśli. Owszem poszłam do lekarza, ale nie brałam leków, które mi przepisał. Miałam dużo czasu na myślenie. Kiedy córka i mąż wychodzili do swoich zajęć, zostawałam sama. Muszę pani powiedzieć, że zło jest wyczuwalne fizycznie. Im miałam gorsze, straszniejsze myśli tym bardziej było mi zimno. Nie potrafiłam się rozgrzać. Pewnej nocy przyśnił mi się Paweł, który patrzył na mnie surowym wzrokiem i powiedział: mamo opamiętaj się! Powtórzył te słowa trzy razy. Nie rozumiem, czemu zlekceważyłam ten sen. Ja brnęłam w swój obłęd i zamarzałam od środka. Wreszcie pojawił się pomysł najgorszy z możliwych, chciałam tego chłopaka unicestwić. Z perspektywy czasu nie chce mi się wierzyć, że taka myśl pojawiła się w mojej głowie. Wniosek jest tylko jeden. Kiedy otworzymy się na zło to ono niszczy nas w szybkim tempie. Na szczęście opamiętanie przyszło w przedziwny sposób. Znowu śnił mi się mój syn. Kategorycznym głosem powiedział, że mam pojechać na cmentarz i zapalić znicz na grobie babci (mojej mamy) i drugi koniecznie pod białą kapliczką. Obudziłam się zlana potem. Paweł nigdy na mnie nie podnosił głosu. To był taki szok psychiczny. Cmentarz, na którym pochowana jest moja mama znajduje się jakby z drugiej strony miasta. Nawet samochodem jest to kawał drogi. Zawahałam się: jechać czy nie jechać? Wreszcie ubrałam się i pojechałam. Odwiedziłam grób mamy i poszłam pod tą białą kapliczkę. Czułam wielkie napięcie. Chyba oczekiwałam, że Paweł mi się ukaże albo, ze stanie się coś nadzwyczajnego. Kiedy zapalałam znicz usłyszałam płacz. W głębi alejki za takim wielkim krzewem ktoś płakał. Poszłam sprawdzić, co się stało. Nad grobem pochylała się starsza pani. Zbierała ona kawałki rozbitego marmurowego wazonu. Odezwałam się: czy mogę jakoś pomóc? Kiedy kobieta wyprostowała się i odsunęła kawałek dalej, zobaczyłam zdjęcie mężczyzny przytwierdzone do płyty nagrobnej. Przysięgam, byłam pewna, że mam halucynacje, że to już całkowity obłęd nastąpił. Na zdjęciu widziałam chłopaka, który zabił mego Pawełka. Starsza pani chyba nie zauważyła, co się ze mną dzieje. Mówiła o wandalach, o zdemolowanym wazonie i jak źle się dzieje na świecie. Ja patrzyłam jak nieprzytomna tylko na zdjęcie. Wreszcie przeczytałam napis obok tego zdjęcia. Nazwisko się zgadzało, ale imię było inne. Zapytałam tej pani, czy pozwoli mi usiąść na ławce koło grobu. To była miła staruszka. Nie wiedziałam, jak mam ją zapytać, kim dla niej jest ten mężczyzna?”

Pozwolę sobie streścić następny fragment. Pani Halina przemogła się i zapytała, kim jest mężczyzna ze zdjęcia? Okazało się, że starsza pani jest jego babcią. Jak się Państwo domyślacie chodziło o bliźniaczych braci. Staruszka opowiedziała o wielkiej rodzinnej tragedii. Po zakończonym semestrze bracia planowali wspólny wypad w gronie przyjaciół.

T. wymyślił wyjazd połączony ze sportami wodnymi. Drugi brat długo nie potrafił się zdecydować, ale wreszcie uległ namowom i pojechał. Doszło do tragedii i chłopak utonął. Babcia opowiadała ze szczegółami jak T. pogrążał się w depresji. Obwiniał się za śmierć brata i nikt nie potrafił przekonać go, że nieszczęśliwe wypadki po prostu się zdarzają. Snując opowieść staruszka doszła do tematu wypadku, który T. spowodował. Była załamana tym, co się stało. Sugerowała, że to chyba jakaś klątwa, bo przecież normalnie „takie nieszczęścia nie chodzą w parach”. Powiedziała, że aktualnie T. przebywa na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego, ponieważ jego stan się pogorszył. Powiedziała też, że jeśli się nic nie zmieni to straci ostatniego wnuka, jakiego ma. Pani Halina przytuliła staruszkę, odprowadziła babcię do wyjścia i zgodnie z jej życzeniem zamówiła dla niej taksówkę. Sama wsiadła do swojego auta i nie pamięta jak długo tam przebywała. Nastąpiła galopada myśli i kompletny zamęt. Z odrętwienia wyrwał ją dzwoniący telefon. Mąż i córka martwili się o nią. Kobieta powiedziała gdzie się znajduje i poprosiła żeby tam przyjechali. Kiedy przybyli na miejsce, pani Halina zaprowadziła ich na grób chłopaka i w skrócie opowiedziała całą historię. Wszyscy byli wstrząśnięci do głębi. Po powrocie do domu Halina przyznała się do swoich strasznych myśli i opowiedziała sen, który przygnał ją na cmentarz. Mąż był jej wyznaniem poruszony i tłumaczył, że przecież mają córkę, która niebawem wyjdzie za mąż, że doczekają wnuków. Córka okazała się osobą bardzo dojrzałą i oświadczyła, że w tej sytuacji pojedzie do T. i powie, że mu wybacza. Mąż również tak postanowił, „aby nie mnożyć już i tak wielkiej tragedii”. Pani Halina wahała się, jednak, kiedy pomyślała o babci T. postanowiła postąpić tak jak jej najbliżsi. Znali adres rodziny T. i pojechali tam razem. Swoim przybyciem i słowami wybaczenia, wywołali wielkie zdumienie, ale i radość. Okazało się, że sprawa spotkania nie jest tak prosta i dopiero po konsultacji z lekarzami, wybrano odpowiedni moment.  Ich spotkanie stało się wielkim przeżycie dla wszystkich. Chłopak wyglądał jak z krzyża zdjęty, ale kiedy usłyszał, że wybaczają mu to, co się stało, nieco się ożywił. Lekarze powiedzieli, że z punktu widzenia terapeutycznego ich gest ma ogromne, być może kluczowe znaczenie w kwestii poprawy stanu jego zdrowia. Pani Halina zwierzyła się ze wszystkiego swojej przyjaciółce.

„Moja przyjaciółka jest bardzo mądrą kobietą. Powiedziała do mnie tak – to nie był żaden zbieg okoliczności, nie mów też, że świat jest mały, to był cud po prostu wielki cud i tak masz o tym myśleć- miała rację. To był akt łaski, który mi dano. Zastanawiam się tylko czy we śnie przyszedł do mnie Paweł, czy to mój Anioł się tak objawił? Na zdrowy rozum ten Ktoś znał przyszłość i wiedział, kogo spotkam na cmentarzu. Chodzę na grób syna, czekam na narodziny wnuka i bardzo pragnę żeby T. doszedł do zdrowia. Wiem, że już od pewnego czasu jest w domu.”

 

Karen Henson Jones „Na krawędzi śmierci”

podroz-ktora-odmieni-twoje-zycie-karen-henson-jones-ksiAZka_midi_485422_0001

 

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Atrakcyjna młoda kobieta, gruntownie wykształcona i niezwykle ambitna śmiało pnie się po szczeblach kariery zawodowej. Regularnie odwiedza ona swoich rodziców, z którymi ma bardzo dobry kontakt. Podczas jednej z takich wizyt traci przytomność i zostaje przewieziona do szpitala. Lekarze przeprowadzają badania, wreszcie jeden ze specjalistów zadaje zaskakujące, wręcz szokujące pytanie: „Czy w pani rodzinie zdarzały się nagłe zgony?”

Taka historia stała się udziałem Karen Henson Jones, autorki książki, którą chciałabym dzisiaj przedstawić. Używając nomenklatury medycznej u Karen wykryto „zespół długiego QT, będącego odmianą zespołu nagłej śmierci arytmicznej”. Ta diagnoza wywróciła życie młodej kobiety do góry nogami. Karen zachowała się bardzo racjonalnie i skonsultowała diagnozę z kilkoma kardiologami. Podjęto decyzję o wszczepieniu rozrusznika serca. W wyniku komplikacji pooperacyjnych Karen w krótkim czasie trafiła ponownie na stół operacyjny, gdzie chwilę później opuściła swoje ciało.

Myślę, że każdy czytelnik tej książki bardzo szybko z biernego obserwatora zmieni się w kibica, który ma ochotę wykrzyknąć – Karen wytrzymaj, dasz radę!

Bardzo cenię szczerość autorki w kwestii opisów jej zmagań z powikłaniami, z bólem, czy wreszcie z własnym smutkiem i trwogą. Kiedy, po kilku latach ciało zregenerowało się, Karen wyruszyła w podróż życia. Poszukując formy dla swojej przebudzonej duchowości, odwiedziła Indie, Bhutan i Izrael. W każdym z tych miejsc budowała siebie na nowo.

Na koniec dodam, że książka pełna jest dobroci, humoru i nadziei. Warto poznać bliżej Karen i jej historię.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Studio Astropsychologii

Do nabycia TUTAJ

Zapisz

Zdrój Dusz

 

Państwa pytania są zawsze bardzo ciekawe. W wielu dziedzinach nie czuję się ekspertem, ale staram się udzielać odpowiedzi na miarę swojej wiedzy oraz świadomości. Istnieją dziedziny, gdzie ekspertów po prostu nie ma, a ja mogę dzielić się z Państwem jedynie refleksami, do jakich prowadzi mnie głos serca.

„Jeśli dusze wędrują z nieba na ziemię i na odwrót to jest to pewnego rodzaju rotacja, ale czy ta cała grupa dusz podróżujących to jest jakaś stała liczba? Czy w niebie lub gdziekolwiek indziej rodzą się zupełnie nowe, młode dusze, które zwiększają liczbę społeczności niebiańskiej?” Takie pytanie zadał Pan Rafał.

Reinkarnacja, (metempsychoza, transmigracja) zakłada, że dusza, lub jak kto woli świadomość, po śmierci ciała fizycznego może wcielić się w nowy byt. W ten system wierzy około 900 mln Hinduistów, poza tym Buddyści oraz chociażby gnostycy. Nie ukrywam, że jest to idea bliska również mojemu sercu. „Jestem zaprawdę jeno wędrowcem, pielgrzymem na tej ziemi! Czyż wy jesteście czymś więcej? Pisał J. W. Goethe w „Cierpieniach młodego Wertera” Faktem jest, że przybywamy na ten świat nadzy i odchodzimy z niego, pozostawiając cały swój dorobek. Zatem jedyną cenną rzeczą, jaką możemy zabrać jest tylko doświadczenie. Niczego więcej, po tamtej stronie nam nie trzeba.

Wielu ezoteryków i mistyków dzieli dusze na stare i młode. Te pierwsze przeszły już wiele wcieleń i maja olbrzymi bagaż doświadczeń, te drugie niedawno opuściły źródło życia. Bóg jest bytem trudnym do ogarnięcia dla ludzkiego umysłu. Różne religie przypisują Istocie Najwyżej cechy, zgodne ze swoją doktryną i tradycją. Generalnie Bóg postrzegany jest, jako dawca życia w jego nieprzeliczonych formach (gatunkowych) i aspektach kosmicznych. Jest On nieskończonym źródłem, od którego oddzielają się cząstki energii –„wieczyste istności” zwane duszami. Może ich być, zatem bardzo wiele, a konkretna liczba zależy od woli Stwórcy. Oczywiście mistycy lub teolodzy przedstawiają ten proces bardzo różnie. Bez względu na użyte słowa sens pozostaje ten sam.

Mnie urzekła opowieść hebrajska o niebiańskim miejscu zwanym Zdrojem Dusz. Według słów proroka Joela, Królestwo Boże ma wiele mieszkań, a w jednym z nich mieszkają dusze. Kiedy dusza zstępuje z nieba, widzą ją tylko wróble i wtedy radośnie ćwierkają. Zgodnie z tradycją żydowską, Zdrój Dusz to izba, która znajduje się w Siódmym Niebie. Każda ludzka dusza właśnie stamtąd pochodzi. Mistyczne znaczenie Zdroju Dusz polega na podkreśleniu, że każdy człowiek jest unikalny i tak samo ważny w oczach Boga. Kiedy w ludzkich sercach zgaśnie nadzieja i upadnie wiara, zdrój opustoszeje. Bóg odmówi ludziom łaski życia. (Tak, życie to dar, a my bardzo często o tym zapominamy.) Narodzi się wtedy dziecko pozbawione boskiego tchnienia, a tym samym całkowicie niezdolne do życia. Nastąpi koniec świata, jaki znamy.

W wielu legendach, znanych na naszej planecie, dusza ludzką albo spływała na ziemię pod postacią ptaka, albo ptak zabierał ją do nieba. Często „nowym duszom” towarzyszyły skowronki lub jaskółki, a kruk odprowadzał je w zaświaty. Cóż, ptaki szybują w przestworzach, ale gniazda budują na ziemi. Można powiedzieć, że w symboliczny sposób łącza ze sobą to, co na dole z tym, co na górze.

Proszę zwrócić uwagę, że nazwa kolumbarium (budowla cmentarna pełniąca funkcję zbiorowego grobowca), pochodzi od łacińskiego słowa columba, czyli gołębica.

Jest nadzieja, że dopóki na ziemi żyją ludzie szlachetni, pełni wiary i miłości, Zdrój Dusz pozostanie pełny. Dzięki czemu powitamy na świecie nowonarodzonych, a i my będziemy mieli gdzie powrócić.

(Motyw Zdroju dusz został wykorzystany w filmie „Siódmy znak”. Mimo, że to produkcja hollywoodzka, a co za tym idzie obciążona pewnymi charakterystycznymi cechami, polecam ten film. Jego przesłanie jest bardzo czytelne i wartościowe)