Konferencja „Dokąd po śmierci?” -refleksje i plany

Szanowni Państwo!

Przedstawiam materiał stanowiący krótkie podsumowanie ubiegłorocznej konferencji, „Dokąd po śmierci” Niestety dopiero teraz udało nam się spotkać i zrealizować to nagranie.

Dyskutujemy również nad kształtem tegorocznej konferencji, którą mam nadzieję uda nam się zorganizować. Jeśli macie Państwo pomysły, uwagi lub propozycje dotyczące zaproszonych gości czy poruszanych tematów będziemy szczerze wdzięczni za wszystkie uwagi. W gromadzie siła – również ta twórcza.

Postaramy się też o większe pomieszczenie. W zeszłym roku było mi bardzo przykro, kiedy część z Państwa po prostu nie mogła uczestniczyć w wydarzeniu gdyż zabrakło miejsca na sali. Niestety ograniczają nas finanse, zwłaszcza, że impreza ma charakter niekomercyjny.

Przeszczepy – czy mogą zmienić człowieka?

 

 

 

Kwestia przeszczepów to wbrew pozorom temat niejednoznaczny. Zaczynając od tego, że generalnie trzeba śmierci jednej osoby żeby można było ratować życie drugiej, a kończąc na tzw. czarnym rynku narządów uzyskujemy raczej przykry obraz transplantologii. Spore kontrowersje budzi również pobieranie narządów od chorych ze stwierdzoną śmiercią pnia mózgu. Są to tematy sensacyjne, więc chętnie podejmowane przez media. O korzyściach tej metody mówi się mniej, najczęściej tylko przy okazji Dnia Transplantologii.

 

Oczywiście wykonywane są przeszczepy od żyjących dawców (nerki, wątroba, szpik) i bezwzględnie przynoszą one korzyści wielu chorym osobom. Nie mam odpowiedniej wiedzy żeby wchodzić w dyskusję merytoryczną. Po prostu wydaje mi się, że szum medialny powstały po oświadczeniu prof. Talara ma bardzo niekorzystny wpływ na polską transplantologię. Sugerowanie jakoby lekarze transplantolodzy świadomie pobierali organy od żywych dawców (czytaj ludzi, których można było uratować) jest wielkim nadużyciem. Natomiast dyskusja nad tym, czy osoba, której mózg został trwale i nieodwracalnie uszkodzony, jest, aby na pewno martwa (?) ma w sobie więcej z rozważań teologicznych niż medycznych. Może, w pierwszej kolejności, należałoby rozstrzygnąć, kiedy dana forma leczenia i podtrzymywania życia służy jeszcze dobru konkretnej osoby, a kiedy staje się uporczywą terapią przedłużającą niepotrzebne cierpienie i agonię. Przypomnijmy sobie casus Jana Pawła II, który de facto odmówił przewiezienia do szpitala i chciał „odejść do domu Ojca”

Istnieje jeszcze jeden aspekt przeszczepów, rzadko poruszany, a w niektórych kręgach wzbudzający wręcz szyderczy śmiech. Chodzi o potencjalne zmiany, jakie mogą nastąpić w psychice, sposobie bycia, a nawet preferencjach żywieniowych osoby otrzymującej organ.

Cytuję fragment listu, jaki otrzymałam od Marty:

„Około sześciu lat temu, mój kuzyn Łukasz, z którym jestem w bardzo dobrej relacji, przeszedł przeszczep nerki. Dawca był obcą osobą, wiemy tylko, że był motocyklistą i w wypadku doznał rozległych obrażeń głowy. Łukasz zawsze był moim najlepszym kumplem i wiemy o sobie wiele, znamy swoje mocne i słabe strony, zainteresowania itp. Od czasu przeszczepu Łukasz się zmienił. Nie chcę powiedzieć, że zmienił się na gorsze. Jest inny, lubi na przykład ostro przyprawione potrawy, słucha ostrzejszej muzyki, czego wcześniej nie było. Kiedyś wyznał mi, że śnią mu się obce osoby, jakieś sytuacje, w których nie brał udziału, po prostu „śnią mu się nie jego sny”. Tak właśnie powiedział. Czy myśli Pani, że z Łukaszem połączyła się cząstka duszy tego motocyklisty? Jak inaczej wytłumaczyć te zmiany, dziwne sny, częste odczucia deja vu?”

Ta sprawa ma kilka aspektów. Po pierwsze, z listu wynika, że Łukasz przeszedł przeszczep, jako niespełna osiemnastolatek. Jak łatwo policzyć w chwili obecnej wszedł już w wiek męski, a co za tym idzie zmiana smaków i innych upodobań ma swoje logiczne wytłumaczenie.

Nie ulega wątpliwości, że jest on trwale połączony ze swoim dawcą i w ten sposób stał się swego rodzaju chimerą. Należałoby w tym miejscu przywołać zjawisko mikro chimeryzmu zachodzącego między matką a dzieckiem. Można śmiało powiedzieć, że dziecko wrasta w ciało matki. Sam proces, który powstrzymuje organizm kobiety przed odrzuceniem ciała obcego (dziecko posiada przecież 50% genów ojca) pozostaje nie do końca wyjaśniony. W 1997 roku odkryto, że w krwi kobiety ciężarnej obecne jest wolne, pozakomórkowe DNA płodu. I wcale nie są to śladowe ilości. W niektórych przypadkach DNA dziecka stanowi nawet 20 proc. całego wolnego DNA obecnego we krwi matki. Proszę poczytać sobie na ten temat – komórki płodu w wielu wypadkach bynajmniej nie pozostają bierne. Ich wpływ na zdrowie matki / korzystny lub nie/ jest bezdyskusyjny. Na przykład DNA synów, obecne w mózgach matek może w pewnym stopniu chronić je przed chorobą Alzheimera.

Nasuwa się pytanie, czy obce DNA dawcy może powodować zmiany w mózgu biorcy? Wygląda na to, że może. O możliwościach naszego DNA, pamięci komórkowej i innych procesach biologicznych towarzyszących pojawieniu się w ludzkim organizmie obcego DNA wiemy jeszcze stosunkowo niewiele. Tak czy inaczej nie przypisywałabym zmianie smaku zgoła nadprzyrodzonych mechanizmów. Równocześnie nie lekceważyłabym wpływu, jaki może mieć obce DNA na organizm biorcy, a zwłaszcza jego mózg.

Oczywiście nie można wykluczyć, że z sobie tylko znanego powodu, dusza dawcy podąży za swoim fizycznym sercem i zostanie czas jakiś w pobliżu biorcy. W skrajnym wypadku mogłaby go nawet opętać. Znam tylko jeden opisany przypadek tego typu.

Rzecz cała wydarzyła się w Wielkiej Brytanii. Młodemu mężczyźnie przeszczepiono serce. Dawcą był jego rówieśnik biorący udział w tzw. nielegalnych wyścigach samochodowych. Dawca miał dwa wypadki: po pierwszym pozostała mu lekko niesprawna noga, drugiego nie przeżył. Biorca w kilka tygodni po przeszczepie zaczął zachowywać się bardzo dziwnie. Miał momenty, w których był niezaprzeczalnie sobą i takie, w których stawał się Dawcą. Zmieniał mu się głos, pojawiała się agresja, przekleństwa, nawet poruszał się lekko pociągając nogą. Psychiatrzy szybko zdiagnozowali osobowość mnogą, a nagłe pogorszenie zdrowia psychicznego położyli na karb szoku związanego z ciężką, zagrażającą życiu operacją. Na szczęście matka chłopaka nie dała za wygraną. Znalazła medium, które potwierdziło jej przypuszczenia. Udało się odprowadzić zbłąkaną duszę, – w czym dopomógł również pastor. Taka współpraca w naszym kraju byłaby nie do pomyślenia.

Biorca wrócił do równowagi i mógł w pełni cieszyć się zdrowym sercem, które pozwoliło mu żyć pełnią życia.

Moim skromnym zdaniem, nasza złożona świadomość jest tożsama z duszą, co nie wyklucza istnienia pamięci komórkowej obejmującej to, co instynktowne lub związane fizjologicznie z przetrwaniem ciała.

Jestem przeciwna doszukiwaniu się „na siłę” rzeczy nadprzyrodzonych tam gdzie ich nie ma. Zwłaszcza, że wszystkie wątpliwości w takich sytuacjach stają się orężem szyderców.

 

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Życie po życiu, a sprawa zwierząt

 

 

Cieszę się, że wśród czytelników mojego bloga jest tak wielu miłośników zwierząt. Zachęcana licznymi mailami jeszcze raz pozwolę sobie odnieść się do sprawy zwierzęcego „życia po życiu”.

Żyjemy w świecie cyber-technologii, mieszkamy w betonowych domach, a nasze stopy nie znają miękkości trawy. Bardzo często Naturę traktujemy jako wroga, który złośliwie niszczy chodniki siejąc w szparach chwasty, wroga który „nasyła” na nas tornada, deszcze i śnieżyce.

Stawiając siebie ponad wszelkim stworzeniem uzurpujemy sobie prawo do „czynienia sobie Ziemi poddaną”. Okazjonalnie zachwycamy się pięknem krajobrazu, ale nie czujemy się jego częścią. Kiedy wyjeżdżamy na wycieczkę w góry czy do lasu, zachowujemy się jakbyśmy wpadli w odwiedziny do dawno niewidzianej ciotki. Owszem występuje pewne powinowactwo, ale głębokiej więzi brak. Tymczasem jesteśmy częścią Natury, która nie dzieli swoich dzieci na lepsze i gorsze. Ona pielęgnuje życie w wielu formach i rodzajach. Każde stworzenie ma szansę żyć i przeżyć doświadczając łaski istnienia.

Proszę zwrócić uwagę, że religie pierwotne zupełnie inaczej postrzegały świat. Była to głęboka duchowość nie rozdzielająca świata na lepszy ludzki i gorszy zwierzęcy. Celtowie, Germanie lub Słowianie widzieli w górach i lasach miejsca święte, kolebki życia i rezerwuar sił witalnych. Zabijali zwierzęta żeby przeżyć ponieważ w dawnych czasach dostęp do żywności nie był tak oczywisty, jak w dzisiejszej zamożnej Europie.

W tej chwili przemysł hodowlany uczynił ze zwierząt towar, który można po prostu produkować zupełnie jak meble czy telewizory. Utrwalił się podział na zwierzęta, które można jeść i  przyjaciół człowieka (psy, koty), których jedzenie jest kulturowym tabu. W życiu po życiu, w tak zwanym niebie też chcemy spotkać swoich pupili. Wyobrażamy sobie, że nasza miłość czyni akurat te stworzenia wyjątkowymi, lepszymi od wszystkich innych.

Jest to wielka hipokryzja. Wiem, że niektórzy się oburzą na moje słowa, ale zawsze piszę to, co myślę. Jeśli jest się katolikiem czy w ogóle chrześcijaninem i uznaje się dogmaty kościelne trudno jednocześnie wierzyć w zmartwychwstanie zwierząt. Mimo, że w historii kościoła pojawiają się takie postacie jak św. Franciszek z Asyżu głoszący miłość do braci mniejszych, reguła pozostaje niezmienna: zwierzę nie ma duszy, a człowiek to korona stworzenia. Człowiekowi wolno wszystko i tylko on, oczywiście odpowiednio poprowadzony przez swego duchowego pasterza dostąpi życia wiecznego. Częściej wśród duchownych natkniemy się na myśliwych niż miłośników zwierząt. Czy wśród osób protestujących w obronie zwierząt spotkaliście Państwo jakiegoś biskupa lub księdza? Ja nie spotkałam obrońców zwierząt w koloratkach. Za to widziałam filmik ze święcenia nowo powstałej rzeźni. Chodziły również słuchy, że biskupi lobbowali w sprawie uboju rytualnego. Podobno z inspiracji duchownych innych wyznań, dla których ten barbarzyński zwyczaj ma fundamentalne znaczenie religijne. Tej wersji zadają kłam, co przytomniejsi obserwatorzy dopatrujący się wpływów bardziej wypłacalnego lobby hodowców. Zostawmy jednak politykę, bo to temat niezdrowy i niesmaczny. Fakty są takie, że Kościół w obliczu rosnących w siłę ruchów „pro animals”, powiększającej się rzeszy wegetarian i wegan, gotowych opuścić swych pasterzy w imię miłości do braci mniejszych zaczął szukać rozwiązań teologicznych, aby jakoś załagodzić tę kwestię. Przeczytałam sporo wywodów o mnogiej duszy zwierzęcej, o tym, że w Piśmie można znaleźć kilka cytatów przemawiających za obecnością zwierząt w Raju, o mocy Boga dla którego nie ma rzeczy niemożliwych itp. Konkretnego stanowiska nie ma.

Jednym słowem katolik lub prawosławny sam musi rozstrzygnąć, powołując na sędziego własne sumienie, czy należy do rasy panów, czy po prostu jest jedną z wielu Istot żyjących na tej planecie. Rozstrzygnąć dodajmy ze wszystkimi konsekwencjami przyjęcia określonego stanowiska.

Filozofia buddyjska i hinduska to zupełnie inna mentalność. Ze względu na wiarę w reinkarnację ludzie Wschodu, trzy razy się zastanowią zanim skrzywdzą zwierzę. Nie chodzi tu oczywiście tylko o możliwość odrodzenia w ciele zwierzęcia, ale przede wszystkim o nie zadawanie cierpienia, ponieważ to celowe okrucieństwo najbardziej obciąża karmę.

Pytacie Państwo, czy po tamtej stronie widziałam zwierzęta? Owszem widziałam, co ważniejsze widziało je wiele osób. Nie wiem czy były to duchy zwierząt żyjących wcześniej wśród nas, czy zupełnie inne stworzenia.

Wierzę, że istnieje nieogarniony dla ludzkiego rozumu Bóg, który jako siewca życia uczynił tę planetę płodną. Powołał Naturę, Gaję, Matkę Ziemię (nazwa dowolna) do opieki nad wszystkimi stworzeniami. Jesteśmy połączeni tak z Ojcem w Niebie jak i Matką Ziemią, po śmierci ciała przechodzimy do świata duchowego gdzie przyjmujemy ciała mistyczne. Być może, że dusze zwierząt różnią się od ludzkich dusz, ale nie są w związku z tym gorsze tylko inne. Energia życiowa nie ginie, a co za tym idzie energia zwierząt również trwa w tej czy innej formie.

 

 

 

 

Dyktowania Ludzi w Duchu

Zgodnie z obietnicą zamieszczam rozmowy z Robertem Aleksandrem Gajdzińskim, spadkobiercą i wydawcą Dyktowań ludzi w duchu, jakie otrzymała Nell Halina Noel.

Polecam te programy Państwa uwadze, pomimo, że niektóre treści mogą budzić kontrowersje. Traktuję Dyktowania, jako przesłanie pełne nadziei tak potrzebnej w naszych czasach.

 

CZ. I

CZ.II

Cz.III

CZ.IV

https://www.youtube.com/watch?v=-0qxrCoQlsc