Być jak Shirley MacLaine – na scenie Teatru ŚwiętochłOFFice

 

Nie ma sztuki (tej przez duże S) bez duchowości i duchowości bez sztuki. Jestem o tym głęboko przekonana, ponieważ nic nie jest w stanie poruszyć najsubtelniejszej części naszego jestestwa, tak skutecznie jak sztuka. Z tego powodu, kiedy dane mi jest uczestniczyć w wyjątkowym widowisku artystycznym, wspominam o tym na stronach bloga.

Na deskach Teatru ŚwiętochOFFice wystawiono sztukę „Być jak Shirley MacLaine”. Tytuł nieprzypadkowy, gdyż postać głównej bohaterki Stephanie ma w sobie wiele z osobowości i charyzmy słynnej amerykańskiej aktorki. Jak powszechnie wiadomo, Shirley przyznaje się do wielu paranormalnych doświadczeń, co znalazło wyraz w napisanych przez nią książkach, a także stylu życia jaki prowadzi.

W sztuce Stephanie to niezwykle uzdolnione medium, wróżka i jasnowidząca. Odtwórczyni głównej roli Magdalena Tomaszewska, dała tej postaci piękną energię. Na scenie widzimy kobietę z krwi i kości, która kocha ludzi, rozumie ten i tamten świat, bez problemu zagląda za zasłonę przyszłości, ale jednocześnie ma temperament i silną osobowość, stabilnie osadzoną w TU i TERAZ. Urok i kobiecość działają kojąco na wyobraźnię i emocje obecnych. Jednym słowem, Magdalena Tomaszewska udowadnia, że nie takie medium straszne, jak je malują.

Jestem osobiście wdzięczna Magdalenie za tę rolę, ponieważ burzy ona chore wyobrażenia wielu osób, zapominających, że „Ta, która wie” jest dana światu, aby pomagać, a nie szkodzić. Chapeau bas przed tą utalentowaną aktorką i fascynującą kobietą!

Rolę Rene, współczesnego polityka francuskiego, odwiedzającego niezwykłą ezoteryczkę gra Jerzy Mazur. Wielka aktorska osobowość, niezwykły głos, po prostu klasa i profesjonalizm na najwyższym poziomie. Tutaj reprezentuje osobę z antypodów rzeczywistości widzianej oczyma Stephani. Jest człowiekiem sukcesu, doskonale odnajdującym się w polityce i show biznesie. Jednak zrządzeniem losu, podczas wypadku samochodowego opuszcza ciało i już w przestrzeni ducha spotyka pewną ważną dla siebie osobę. Niejasne przeczucie rangi jakże niespodziewanego spotkania, przemożna chęć zrozumienia tego, co zaszło, prowadzą go do mieszkania medium. Problem w tym, że Rene pragnie prostych odpowiedzi i chyba nie do końca pojmuje, że kto raz wyszedł poza kraniec rzeczywistości, nigdy nie będzie taki sam.

Nie ma tu otoczki sensacji, efektów specjalnych, które choć komercyjnie wydajne, nie wnoszą niczego do procesu rozumienia zjawisk z przestrzeni parapsychologii. Ot, po prostu spotykają się dwie dusze, a każda z nich wyposażona jest w prawdę, skrojoną na własną miarę. Z tym tylko, że Stephanie potrafi zabrać Rene tam, gdzie nie doszedł by bez jej pomocy.

Spektakl reżyserował Andrzej Maria Marczewski. Twórca, nie uprawiający sztuki obnażającej ułomności ludzkiej natury, co jest stosunkowo łatwe, tylko nieustannie poszukujący pokładów piękna, dobra i boskiej natury obecnych w każdym człowieku.

Sztuka reżyserska Andrzeja Marii Marczewskiego kojarzy mi się z grą na harfie. Z dwóch powodów. Po pierwsze harfa to instrument niezwykle wymagający i opanowanie go wymaga gigantycznego talentu. Po drugie dla tego, iż każdy harfista wypracowuje dźwięk swojego instrumentu i jego unikalną barwę, stąd nie ma dwóch identycznie brzmiących harf. Drugiego Andrzeja Marczewskiego też nie ma.

Dziękuję za wspaniały spektakl i mnóstwo wzruszeń. Jak tu nie kochać artystów ?!

 

 

Pragnę odnotować, że stylową scenografię spektaklu stworzyła Izabela Ptak. Okazało się, że Izabela nie tylko w poezji potrafi zachować harmonię i głębokie rozumienie każdego detalu.

Doprawdy elegancki debiut w nowej dziedzinie – przyjemnie obserwować taki rozwój.

Scenografię niewątpliwie wzbogacił energetyczny tryptyk : Wiara, Nadziej, Miłość, który pragnę zaprezentować :

Wiara

 

 

Nadzieja

 

 

Miłość

Czy OBE może być niebezpieczne?

 

 

Na prośbę jednego z Czytelników poruszam temat OBE.

W Internecie można znaleźć mnóstwo artykułów poświęconych tej tematyce. Jak to w sieci bywa, najczęściej autorzy wpisów reprezentują poglądy skrajne.

Z jednej strony mamy hura optymistów, którzy niczym ślepy koń na Wielkiej Pardubickiej nie widzą żadnych przeszkód. Cóż, doświadczenie życiowe uczy, że nie ma takiej dziedziny, która spełniałaby kryterium „dobre dla każdego”. Nawet sport w swojej lekkiej, rekreacyjnej wersji nie służy wszystkim. Również ci szczególnie predysponowani do jego uprawiania, muszą ze względów fizycznych, zdecydować się na konkretną dyscyplinę. Ostatecznie trudno wyobrazić sobie naszych wspaniałych mistrzów w pchnięciu kulą, wijących się w stylowych pląsach na płycie lodowiska. Ludzie nie są jednakowi i każdy posiada jakieś ograniczenia, z tym, że ich natura może być różnorodna.

Po drugiej stronie okopała się totalna opozycja. Specjalnie na potrzeby tego artykułu przejrzałam kilka stron i blogów, prowadzonych przez księży i zakonników. Oj, zapachniało siarką niczym w głębokim średniowieczu. Gołym okiem widać, że niektórym marzy się powrót Inkwizycji i paru heretyków, do że się tak wyrażę, szeroko pojętej obróbki. Według autorów artykułów godne najgłębszego potępienia są wszystkie praktyki medytacyjne, joga, a nawet słuchanie tak zwanej muzyki relaksacyjnej. Praktycznie każdy, kto zajmuje się wymienionymi dziedzinami jest skazany na potępienie. Wniosek nasuwa się sam: kto nie jest chrześcijaninem, szczerze oddanym doktrynie, ten zginie w czeluściach piekielnych. Ciekawa jestem, jak autorzy odnoszą swoje słowa do ekumenicznego pontyfikatu św. Jana Pawła II, który traktował z wielkim szacunkiem przedstawicieli religii Dalekiego Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem osoby Jego Świątobliwości Dalajlamy:

„Dalajlama był aktywnym uczestnikiem spotkania, które 27 października 1986 roku w rodzinnym mieście świętego Franciszka zgromadziło przedstawicieli kilkudziesięciu światowych religii. Zdjęcia i materiały filmowe z tego wydarzenia dokumentują, że tybetański przywódca duchowy znajdował się na trybunie honorowej po prawej stronie Jana Pawła II.”

Jeśli praktykowanie duchowości w takiej formie, jak robi to buddysta wiąże się z mocami nieczystymi, to czemu nieomylny i w dodatku uświęcony Jan Paweł II posadził Dalajlamę po swojej prawicy? Może wiedział więcej niż mógł powiedzieć?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wracając do zagadnienia OBE, czyli out-of-body experience lub po prostu doświadczenia poza ciałem, warto moim zdaniem zwrócić uwagę na pewne aspekty. Pomijając przypadki takie jak śmierć kliniczna, na które nie mamy w zasadzie wpływu, możliwe jest osiągnięcie stanu eksterioryzacji za pomocą różnych ćwiczeń, w tym również medytacji. Dzięki takiemu treningowi możemy opuszczać ciało, śnić tak zwane sny świadome, jednym słowem pracować z umysłem na wysokim poziomie.

Podnoszenie własnej świadomości to znaczny progres na drodze rozwoju duchowego. Czy zatem warto podążać za entuzjastami tej techniki?

Moim skromnym zdaniem, przed podjęciem takiej decyzji wskazane jest, aby dogłębnie przeanalizować przesłanki jakie nami kierują i zastanowić się nad własną kondycją – nie tylko duchową. Zdrowy rozsądek podpowiada, że osoby chore psychicznie lub nerwowo, a także chorzy z padaczką oraz szeroką gamą dolegliwości neurologicznych, powinni się dobrze zastanowić nad tego rodzaju praktykami i raczej pozostać przy technikach stricte relaksacyjnych. Teoretycznie można wprawdzie wrócić do ciała w każdej chwili, ale musi to być ciało stabilne.

Druga sprawa to nasza psychika. Powinna być zrównoważona, a człowiek pogodzony ze światem i sobą samym. Świat duchowy nie powinien być miejscem ucieczki przed ziemskimi zgryzotami, tylko czystym źródłem poznania siebie i praw transcendencji.

Jeśli w realnym świecie nie radzimy sobie z emocjami, mamy problemy z samym sobą, sterują nami różne kody i schematy, to poza ciałem będzie dokładnie tak samo. Przecież świadomość to po prostu my sami, razem z silnymi i słabymi aspektami osobowości. Dlatego jestem przekonana, że przed próbą eksterioryzacji, należy najpierw osiągnąć wewnętrzną harmonię.

Nie na darmo nasze babcie mówiły, że porządki w domu zaczynać należy od piwnicy. Ład wewnętrzny również uzyskujemy inicjując pracę na poziomie fundamentów.

Martwi mnie sytuacja, gdzie dana osoba, owszem zaczyna się budzić i postrzegać inaczej świat, w którym żyje, ale jednocześnie zmianę jakiej pragnie, opiera na dwóch przypadkowych wykładach i trzech książkach poświęconych duchowości. Każda zmiana jest tylko wtedy kompletna i stała, jeśli zaczyna się w nas, obejmując stopniowo wszystkie poziomy ludzkiej egzystencji od fizycznych do duchowych.

Dla przykładu, załóżmy, że pewien młodzieniec wychowany został w rodzinie, gdzie babcia kodowała swoje wnuki w następującym trybie: kto nie robi tego, co mówi nasz ksiądz pójdzie do piekła, a na każdego odstępcę czeka diabeł z widłami. Chłopak dorasta i zaczyna zmierzać w kierunku samodzielnego poznawania świata. Odkrywa, że istnieją alternatywne koncepcje i możliwości jego postrzegania.

Jeśli zmiana w jego poglądach, zachowaniu, wierze, jest tylko powierzchowna i stanowi jedynie przejaw młodzieńczego buntu, ukierunkowanego bardziej na pokaz niż do wnętrza, istnieje prawdopodobieństwo, że da o sobie znać wewnętrzny Cień. Z tej konkretnej przestrzeni, mówiąc obrazowo, zaatakuje go właśnie ów diabeł, malowniczo opisywany przez babkę. Wdrukowane wzorce w pewien sposób „zawalczą” o Ego, używając do tego celu również nieprzyjemnych obrazów. W efekcie przebieg jego doświadczeń z kręgu OBE może być dość przykry, a nawet niebezpieczny. Każda sytuacja lękowa ma przecież swoje konsekwencje.

Człowiek świadomy i prawdziwie wolny, niczego szkodliwego za sobą nie ciągnie. Nie wypiera pewnych przekonań, tylko siłą woli się od nich uwalnia. Konsekwentnie buduje samego siebie na nowo, dając temu wyraz nie tylko na zewnątrz, ale przede wszystkim w sercu i umyśle. Ten wewnętrzny spokój i co istotne miłość do samego siebie, pozwala zachować równowagę w ciele oraz poza nim.

Ciężkim zarzutem wobec OBE jest stosowanie środków narkotycznych w celu wywołania pewnych wizji lub wzmacniania doznań pojawiających się poza ciałem. Cóż, jeśli chodzi o doskonalenie umysłu droga na skróty po prostu nie istnieje. Jeśli ktoś próbuje przy pomocy farmakologii przyśpieszyć cokolwiek ten się srodze zawiedzie.

Czymś zgoła innym jest zażywanie różnego rodzaju preparatów przez szamanów w trakcie rytuałów stricte religijnych. Praktyki szamańskie mają ogromną tradycję i są ściśle związane z wierzeniami poszczególnych ludów. Dla szamana – kapłana jest to sposób na dotarcie do świata duchów. On po prostu spełnia swoją rolę żyjącego łącznika poruszającego się między wymiarami. Jest wybierany spośród wielu osób i z reguły posiada wrodzone zdolności paranormalne. Szamanem nie zostaje się przez przypadek, jest to powołanie do szczególnej służby i wszystko, co się z tym wiąże nie dotyczy pozostałych członków wspólnoty.

Taka jest moja ocena możliwości i zagrożeń płynących z OBE. Mam nadzieję, że ten tekst okaże się przydatny.

 

 

 

 

 

 

Jarosław Filipek „Wzorce zachowań”

Jarek Filipek

 

 

 

Spokój wewnętrzny o którym pisałem poprzednio możemy uzyskać wchodząc w stan A (alfa) i głębiej T (teta). Wibracje umysłu spadają tutaj do 7Hz i poniżej.

Jest to bardzo ważny i ciekawy stan umysłu. Otwiera się bowiem dostęp do Nieświadomości, a Umysł Świadomy przestaje mieć kontrolę.

Podświadomość to bardzo ważna część Umysłu Nieświadomego. Zawiera wszystkie nasze wspomnienia, emocje, wzorce zachowań od momentu urodzenia do dzisiaj.

Informacje z tego okresu często wystarczają do zdiagnozowania i usunięcia różnych, także poważnych problemów z naszą psychiką. Wbrew pozorom zwiększona podatność na stres czy podatność na wzorce społeczne (moda, autorytety) mogą wynikać z pewnych programów zapisanych w dzieciństwie.

Te programy, wg których działamy w życiu dorosłym to „wzorce zachowań”.W tym artykule chciałbym Ci przybliżyć to pojęcie.

Wzorce zachowań

Wg fachowców powstają (są nagrywane) najczęściej w okresie między szóstym, a dziewiątym rokiem życia. Mniej więcej na przełomie 1 i 2 cyklu siedmioletnich cyklów rozwoju osobowości. (O siedmioletnich cyklach będę mówił w innym miejscu).

Na ich powstanie mają wpływ:

– rodzice   tu trzeba dodać, że rodzice mają największy wpływ i jest on najbardziej rozciągnięty w czasie

– szkoła, a w niej nauczyciele i inni uczniowie.

– pierwsze lekcje religii, tutaj ksiądz lub katecheta (katechetka).

W obecnych czasach dochodzą jeszcze dwa ważne źródła:

– Internet, gdzie obok siebie znajdziemy wspaniałe, pozytywne przykłady oraz chore, urojone opinie nieznanych, często anonimowych ludzi.

– towarzystwo (grupa). niekoniecznie z tej samej szkoły

Informacje z różnych źródeł mogą być czasem sprzeczne. Z tych kilku źródeł młody człowiek wybiera opinie o sobie oraz wzorce i autorytety. Dlaczego człowiek wybiera informacje z tego, a nie z innego źródła nie do końca wiadomo.

Reasumując.Młody człowiek zbierając te informacje tworzy fundament swojego życia – wzorce zachowań.Jednak młody uczeń nie przejmuje się tym programem. Jego głównym zadaniem jest przecież nauczyć się i zdać do następnej klasy. I tak mniej, więcej wygląda sytuacja do 18 roku życia.

W wieku 18 -19 lat jest przekonany o swojej dorosłości Dowód osobisty, zdana matura mają to potwierdzać. Dlatego próbuje teraz zachowywać się jak inni dorośli ludzie.Idzie np. na imprezę i chce naśladować innych. Jego wzorzec zachowań jest gotowy do użycia. Włącza się automatycznie w różnych sytuacjach.   I co ciekawe działa wg pewnego schematu, ułatwienia “Podobne przyciąga podobne”.

Wróćmy do młodego człowieka. Przychodzi na imprezę, naśladuje innych. Chce im czymś zaimponować i nagle “jakby ze środka” słyszy wewnętrznie (właściwie czuje), że nie! Tobie nie wolno! Ty tego nie zrobisz! I ten 18 letni młodzieniec rozkojarzony, często zdenerwowany wraca do domu i postanawia: “Następnym razem będzie po mojemu!”. Niestety, kiedy idzie na następne spotkanie sytuacja się powtarza.

Wynika to z dwóch faktów:

1. Wzorzec zachowań jest trwałym programem. Z założenia ma nam pomagać.

2. Młody człowiek nie wie co się dzieje i najczęściej nie potrafi sobie pomóc.

I tutaj podam przykład z naszej praktyki.

Na Targach Zdrowia i Niezwykłości zgłosił się młody, załamany człowiek, bliski rozpaczy. Potrzebował pomocy. Miał kłopot w kontaktach z kobietami. Kiedy umawiał się na randkę, wszystko było ok.! Po randce wracał do domu i znajomość urywała się. Nie dochodziło do drugiej randki. Nie kontaktował się więcej z dziewczyną, nawet jeśli ona bardzo tego chciała. Dlaczego? Ponieważ ten młody mężczyzna nie chciał ponownie przeżywać koszmarów sennych, jakie przydarzały mu się po wcześniejszych randkach. Co się działo?

Po pierwszej randce, w nocy ten młodzieniec miał sen: Widzi siebie w ciemnych, szarych, nieprzyjemnych pomieszczeniach, gdzie z sali wykładowej słyszy donośny głos” Pamiętaj! Druga, trzecia randka często prowadzi Was młodych do łóżka. A seks przed małżeństwem, to GRZECH! Jak wiecie, Ci co grzeszą idą do PIEKŁA! A w Piekle ogień nie do zniesienia będzie Was smażył po Wieki!” I ten młody mężczyzna spocony, wybudzony, już do rana nie mógł zasnąć.

Czy można mu pomóc? W seansie hipnozy, głębokiej relaksacji mamy dostęp do wszystkich informacji w podświadomości. Cofając go do szkoły przypominamy mu wszystkie przyjemne chwile tam spędzone. Potem wyciszony umysł wróci do innych zdarzeń związanych ze szkołą.

Wszystkie ważne emocjonalnie chwile zostaną przypomniane. Także te przykre, męczące.Kiedy pojawi się interesujące nas zdarzenie, tym razem z lekcją religii możemy zdjąć z niego stare emocje I przeprowadzić wybaczanie. Proces wybaczania jest tutaj bardzo ważny.

Jemu pomogło. Po drugim seansie umówił się z nową dziewczyną i do końca randki był wesoły, zadowolony. Umówił się też na drugą randkę.

Istnieją oczywiście wzorce humorystyczne:

“Młode małżeństwo przygotowuje Wigilię. Żona bierze kawałek szynki, odcina z dwóch stron iwrzuca do garnka. Zdziwiony mąż pyta: Co ty robisz? Dlaczego obcinasz szynkę. To przecież dobre mięso! Żona odpowiada: Zawsze tak robiłam. Mama mnie nauczyła.

Na Wigilię przychodzi mama młodej żony. Mąż pyta teściowej; Mamo, dlaczego obcinasz szynkę przed włożeniem do garnka. Teściowa, mocno zdziwiona odpowiada: Nie wiem, zawsze tak robiłam. Po chwili dodaje: A tak, moja mama zawsze tak robiła.

Postanowiono zadzwonić do babci, żeby rozwiać tę wątpliwość. Starsza Pani chwilę zastanawiała się i potem odrzekła: “Kochani, za moich czasów (PRL) wszystkiego brakowało. Także odpowiednich naczyń. Moja brytfanka była mała, więc chcąc przygotować szynkę musiałam ją obciąć, żeby zmieściła się w brytfance”. “

Wzorzec zachowań to temat przede wszystkim dla pedagogów i rodziców, żeby mieli świadomość jak i kiedy pozytywnie programować swoje dzieci. Tutaj mogę powiedzieć, że zachodni styl wychowania, bardziej sprawdza się w dzisiejszej dobie. U nas przez długi czas robiono to, w  sposób można powiedzieć, nie przystający do potrzeb życiowych. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej jest już dużo lepiej.

Pozytywne myślenie

Ale jeszcze 15 – 20 lat temu dochodziło do takich anegdotycznych sytuacji:

“Psycholog przeprowadza nabór kandydatów do pracy w przedstawicielstwie firmy zachodniej. Prowadzi rozmowy z 10 najlepszych kandydatów. Sami fachowcy, z wyższym wykształceniem i dużą praktyką.  Po pierwszych 9 rozmowach wszyscy mieli już dość. Rozmowy za każdym razem miały podobny przebieg. “ To mogę, ale musicie mi zapłacić. Na tym się nie znam. Tego mnie nie uczono, itp… Wchodzi ostatni kandydat. I jaka zmiana! Spokojnie wyjaśnia, że zapoznał się z ofertą firmy i jest przekonany, że może być przydatny w tym i w tym. Jest otwarty, więc jeśli spotka nowe wyzwania, to chętnie się doszkoli. Ogólne poruszenie!. Nareszcie ktoś normalny. Przy wypełnianiu ankiety końcowej przed przyjęciem do pracy padło pytanie: Pochodzenie. Odpowiedź kandydata zadziwiła wszystkich. 10 lat mieszka w Polsce. Urodzony w Hiszpanii.”

Dlatego na koniec mały apel.

Uczmy wszystkich, dzieci i otoczenie pozytywnego myślenia o sobie!

 

Spotkanie w Zielonej Górze – informacje i podziekowania

 

 

 

Szanowni Państwo!

Spotkanie w Zielonej Górze odbyło się i mam nadzieję już niebawem zaprezentuję nagranie. Kolega z kanału VTV opracowuje materiał, jakim dysponujemy.

Tak się złożyło, że w trakcie debaty nad Zieloną Górą rozpętała się wichura nazwana przez meteorologów orkanem Ksawery. Niestety w pewnym momencie miasto zostało całkowicie pozbawione zasilania, a my resztę czasu spędziliśmy w nastrojowym oświetleniu lamp awaryjnych. Z tej przyczyny nie wszystko mogliśmy zarejestrować, nad czym szczerze ubolewam, ponieważ dyskusja była niezwykle interesująca.

Na szczęście, mimo nawałnicy wszyscy dotarli bezpiecznie do domów. Przyznam, że moja podróż rozpoczęta w południe dnia następnego (piątek) zakończyła się dopiero w sobotę nad ranem. Zrozumiałam dobitnie, co znaczy paraliż komunikacyjny kraju.

Chciałam serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom, a także publiczności, która mimo fatalnej pogody szczelnie wypełniła tak dużą salę. Dziękuję z całego serca za przyjazd, za udział, za świetną atmosferę oraz wspaniałe wystąpienia, które na długo zapadną w pamięci i sercach publiczności.

Dziękuję z głębi serca, ponieważ od każdego z obecnych coś otrzymałam:

– Jakubowi Paździor za genialne warsztaty medytacyjne, które odbyły się przed rozpoczęciem debaty

Wśród uczestników słychać było wiele słów zachwytu i jedno pytanie – czemu tak krótko?

Lepszej rekomendacji nie można otrzymać.

– Joannie Sachse – za piękny wykład i słoneczną osobowość, która wpłynęła kojąco na wszystkich obecnych. Mam nadzieję na kolejne spotkanie.

– Tadeuszowi Hoppe – za unikalną wiedzę i pewne, nowe koncepcje, na które się otworzyłam

– Andrzejowi Kaczorowskiemu za energię i piękne dzielenie się ogromną wiedzą oraz doświadczeniem terapeutycznym

– Robertowi Rudiak za trud włożony w organizację tego przedsięwzięcia oraz za opiekę jaką otoczył mnie, kiedy Zielona Góra stała się miastem odciętym od świata

-Maćkowi Mikurdzie za profesjonalne prowadzenie debaty i pomoc przy jej organizacji

-Studiu VTV za nagranie programu i opiekę medialną. Studio VTV rozwija się i dobrze, bo to solidny partner !

dziękuję