Jarosław Filipek „Reinkarnacja wierzyć – nie wierzyć?”

 

Pisząc o psychice, zwłaszcza nieświadomości trudno pominąć tak ważny i ciekawy temat jak reinkarnacja. Nieświadomość, a zwłaszcza podświadomość przechowuje w swojej pamięci głębokiej wszystkie zdarzenia razem z emocjami. W terapiach związanych z hipnozą można dotrzeć do tych zdarzeń, a nawet je odtworzyć.

W przebiegu terapii jest to ważne. Zdarzenia uświadomione, mające wpływ na obecny stan psychiczny można wyciszyć, wykasować razem z towarzyszącymi im emocjami. Ma to znaczenie terapeutyczne. Wykasowanie emocji, pozwala zneutralizować bloki które powstawały w psychice. To powoduje, że przestają one mieć wpływ na jej stan obecny.

Dzięki temu można, bez przeszkód odbudować prawidłową psychikę i przywrócić jej równowagę.

Wracając do zdarzeń zapisanych w naszej nieświadomości.Wiele doświadczeń i badań pokazuje, że pamięć podświadomości przechowuje też wydarzenia z naszej przeszłości. Z okresu płodowego, a także z wcześniejszych żywotów – naszych wcześniejszych inkarnacji. Na co dzień te informacje są zablokowane, nie do odczytu. I jest to prawidłowy mechanizm. Dostęp do nich mógłby zakłócić spokojne życie wielu ludziom.

Dlatego lepiej, że zostają w niepamięci.

Jednak okazuje się, że zdarzenia zarówno w okresie płodowym jak i w poprzednich żywotach (wcieleniach) mogą mieć wpływ na nasz sposób życia, odbierania rzeczywistości czy np. na rodzaj naszych zainteresowań.Jeśli takie zdarzenia z przeszłości były dla nas traumatyczne czy tragiczne to emocje z nimi związane mogą negatywnie wpływać na nasze obecne życie i osłabiać naszą psychikę.Dotarcie do tych wspomnień (poprzednich wcieleń) nie jest łatwe. Może to zrobić dobry hipnoterapeuta, jak np. dr Andrzej Kaczorowski, z którym od wielu lat współpracuję.

Podczas dobrze przeprowadzonej hipnozy, w transie hipnotycznym umysł pozwala nam cofnąć się do przeszłości. Doświadczenia pokazują, że na obecne życie mogą mieć największy wpływ trzy ostatnie wcielenia. Docierając do nich możemy wyciszyć, odreagować toksyczne emocje i wtedy wspomnienia z przeszłości umysł zamyka w pamięci jako nieistotne. Odcina się od nich.Uwolniony umysł można potem odbudować i pozytywnie zaprogramować.

Terapie zostawmy terapeutom. Skupmy się teraz na zjawisku reinkarnacji.

Zjawisko reinkarnacji, poprzednich wcieleń, znane jest już od starożytności. W wielu kulturach było przyjęte jako ważny element wiary czy religii. Wprawdzie chrześcijaństwo odcięło się od tego zjawiska podczas obrad Soboru w Konstantynopolu (553 r.), ale nie znaczy to, że przestało ono istnieć w świadomości ludzkiej.Powróciło szeroką falą tak do Europy, jak i obu Ameryk.

W tym miejscu przytoczę pewien seans, który miał miejsce w 2003r.

Do naszego gabinetu przyjechała mama z 16 letnim synem. Chłopak miał kłopoty z nauką i koncentracją. Był przemęczony. Podczas seansu, w trakcie transu hipnotycznego pacjent zaczął opisywać obrazy ze swojego życia. W pewnym momencie postawa jego ciała zmieniła się, a on opowiedział niezwykłą historię:

-Zobaczył siebie, żyjącego w Paryżu. W kawiarni popijał kawę z wykładowcą ze swojej uczelni.Omawiali przyszłe zajęcia oraz tematy wykładów. Tylko obrazy, otoczenie jakby nie dzisiejsze. Był rok 1885.-

Kiedy skończył mówić terapeuta wyciszył jego umysł i dalej prowadził seans. Na prośbę matki nagraliśmy seans na kasetę magnetofonową. Kiedy kobieta odsłuchała cały seans ze łzami w oczach powiedziała do nas: „Jestem katoliczką, ale będę musiała uwierzyć w reinkarnację”. Co się okazało?

Jej syn, już od szkoły podstawowej zaczął interesować się kulturą Francji, a także z własnej inicjatywy zapisał się na kurs języka francuskiego. Można powiedzieć: „nic takiego”, ale w tej rodzinie nikt wcześniej nie interesował się Francją czy jej kulturą.

Temat reinkarnacji jest dość obszerny, ale na dzisiaj wystarczy.

P.S.

Jeśli będziecie cierpliwi to następnym razem opiszę własną przygodę z reinkarnacją…

Pozdrawiam i do usłyszenia.

Jarosław Filipek

Echa historii cz. II

 

 

Drodzy Państwo, ponieważ otrzymałam bardzo interesujące listy, wracam do tematu poprzedniego artykułu. Myślę, że warto, ponieważ opisane zjawisko jest raczej słabo zbadane i nieczęsto poruszane w przestrzeni parapsychologii.

Zaprezentowane relacje łączy pewien ciekawy wspólny element, odnoszący się do fizycznego odbioru zachodzących zjawisk. Zapraszam zatem do lektury.

Pierwszy list otrzymałam od Agaty. Jej ojciec Marcel był z zawodu geodetą. Często wyjeżdżał służbowo nad czym Agata i jej mama bardzo ubolewały. Z kolejnej delegacji, wrócił w wyjątkowo melancholijnym nastroju. Zapytany o przyczynę swojego zachowania, odparł, że po prostu jest zmęczony pracą i podróżą. Marcel pracował wtedy dla firmy, która kupiła bardzo rozległy teren, gdzie miało powstać osiedle i kilkanaście domów jednorodzinnych. Jego zadaniem było rozgraniczenie działek pod zabudowę indywidualną. Na miejscu okazało się, że występują spore nieścisłości między tym, co wcześniej naniesiono na mapę, a stanem faktycznym.

Około półtora roku później do Marcela zadzwonił znajomy, kierujący właśnie tą budową. Rozmawiali dłuższą chwilę, po czym ojciec bardzo przejęty poprosił, żeby Agata przyniosła mu kieliszek koniaku. Matka i Agata zaczęły dopytywać, co się takiego stało.

„Dowiedziałem się właśnie, że na działce położonej najbliżej lasu wykopano ludzkie szczątki. Ja znam tego kierownika budowy. Był zdenerwowany, bo wiecie, jak to jest, roboty wstrzymane. Policja, prokurator, a jak się okaże, że sprawa ma podłoże historyczne to jeszcze archeolodzy.

Mama odparła: przecież nie pierwszy raz na terenie, który mierzyłeś odkryto takie smutne znalezisko. Nam ciągle powtarzasz, że ziemia kryje wiele tajemnic i ludzie sami niewiedzą na czym mieszkają. Czemu cię to tak poruszyło? Mój ojciec był człowiekiem poważnym, zafascynowanym nauką i na pewno niełatwo mu było, przełamać się i opowiedzieć nam taką historię.

Przyznam się wam kochane dziewczyny, że na tej działce spotkała mnie bardzo dziwna przygoda. To była ostatnia działka do zrobienia. Piękne miejsce pod samym lasem. Jedyny mankament to ogromny głaz, który tam leżał. Na moje oko ważył koło dwóch ton. Oparłem się o ten kamień i chwilę odpoczywałem. Pracowałem w dużym pośpiechu, bo chciałem wrócić do domu ostatnim pociągiem. Nagle poczułem silny ucisk w skroniach. Pomyślałem, że głowa boli mnie ze zmęczenia. Zacząłem rozkładać swoje narzędzia, ale do tego bólu głowy doszedł jeszcze szum w uszach. Po chwili ten szum zmienił się w pisk i to było bardzo nieprzyjemne. Odruchowo zatkałem uszy palcami i zamknąłem oczy. Ten pisk ustał. Otworzyłem oczy i zdałem sobie sprawę, że w niepojęty sposób, znalazłem się w samym środku bitwy. Wiem, że to brzmi idiotycznie. Próbowałem szukać jakiegoś wyjaśnienia, ale nie znalazłem.

Mama poprosiła, żeby opisał nam ze szczegółami to, co widział, bez względu na to jak dziwne wydaje mu się całe zajście. Ojciec się wzbraniał, ale w końcu uległ naszym namowom. Słyszał zgiełk bitewny, wybuchy pocisków, krzyki ludzi. Z tego lasu wybiegł żołnierz, który próbował ukryć się za głazem, niemal natychmiast został on postrzelony w głowę. Padł dosłownie przed moim ojcem. Ojciec widział, jak reszta żołnierzy cofa się do lasu. Po czym wszystko zaczęło cichnąć, a obraz zaczął się rozmazywać. Kiedy w końcu zniknął zupełnie, ojciec odruchowo spojrzał na zegarek, upłynęły trzy minuty. Wiedział to, ponieważ zanim obraz się pokazał również sprawdzał godzinę, szacując w jakim tempie musi uwinąć się z robotą, żeby zdążyć na pociąg. Był oczywiście wstrząśnięty i zmobilizował wszystkie siły, żeby zrobić swoje i zdążyć na dworzec. Mówił, że się nie bał. Wiedział, że to nie były duchy, tylko coś zupełnie innego. Długo dyskutowaliśmy na ten temat. Ojciec do końca życia szukał publikacji i kontaktów, które umożliwiłyby mu zrozumienie tamtego doświadczenia. Podejrzewał, że doszło w tym miejscu do zakrzywienia czasoprzestrzennego. Interesował się również tym, co mogło wpłynąć na szczególny stan fizyczny, który wtedy odczuwał.

Dodam, że odkryte szczątki należały do żołnierza z I Wojny Światowej. Znaleziono fragmenty munduru carskiej armii.”

Przyznacie Państwo, że to doprawdy epickie doświadczenie. Wnioski jakie wysnuł ojciec Agaty wydają się być bardzo sensowne. Zwłaszcza, że na obecnym etapie fizyka kwantowa, potwierdza istnienie wielu wymiarów i pojęcie względności czasu znajduje dodatkowe potwierdzenie. Przejdźmy do kolejnej historii, przesłanej przez Błażeja.

„Mój dziadek był warszawiakiem z dziada pradziada. Chłopak z niebogatej, ale kochającej się rodziny, trafił w 1938 roku „na termin” do majstra i tak rozpoczął swoją pracę kanalarza, którą wykonywał aż do emerytury. Późno się ożenił i dlatego, mimo że zmarł mając dziewięćdziesiąt lat, nie cieszyłem się nim tak długo, jakbym chciał. Pozostał do śmierci młody duchem i koledzy zazdrościli mi tak fajnego dziadka. Opowiadał mnóstwo ciekawych historii, które opiszę i przekażę Tobie w najbliższym czasie. W pierwszej kolejności przedstawiam taką, która łączy się z artykułem „Echa historii”.

Rzecz dzieje się za Gomółki. Dzień, jak co dzień, dziadek, sam był już majstrem, a za pomocnika miał Michała. Był to prosty, wiejski chłopak, ale żądny wiedzy. Uczył się zaocznie, a po latach jako inżynier został przełożonym dziadka.

Tym razem zeszli do kanałów w miejscu, gdzie przecinały się dwa korytarze. (Zaznaczam, że byli tam nie pierwszy raz.) Przeszli kilkadziesiąt metrów. Dziadek mówił, że zaczęła go boleć głowa. To był mocny człowiek i niezwykle rzadko coś mu dolegało. Znał każdy zakamarek tego podziemnego miasta i to on był wyrocznią dla Michała. Dziadek mówił, że szli wtedy pod Starym Miastem. Nagle usłyszeli dziwne dudnienie i odgłos kroków. Michał złapał się za głowę, w uszach coś mu okropnie piszczało, mówił później, że to był „bolesny dźwięk”. Zdezorientowani oparli się o ścianę. Na przecięciu tych dwóch korytarzy zobaczyli grupkę ludzi. Dziadek wspominał, że ten widok przypominał fatamorganę, powietrze zrobiło się jakby gęste i falowało. Zjawy miały albo mundury, albo po prostu powstańcze opaski. Dwóch mężczyzn wspierało rannego kolegę. Była też kobieta. Szła jako pierwsza i to ona krzyknęła: granaty, rzucają granaty! Potem pojawił się jasny rozbłysk i wszystko zniknęło. Dziadek szybko się pozbierał, ale Michał dostał ataku paniki, w kółko powtarzał – co się stało panie majster, co się stało?

W czasie wojny dziadek przeprowadził kanałami wiele osób i takich grup jak ta „widmowa” również spotkał sporo. Przyznał, że nie rozumiał, co zaszło. Wiedział, chyba instynktownie, że trzeba zabrać z tego miejsca Michała i jakoś go uspokoić. Tak zrobił. Kiedy chłopak zaczął mówić do rzeczy, dziadek wytłumaczył mu, że musi wszystko zachować w tajemnicy, bo inaczej zamkną ich do Tworek. Po prostu są rzeczy niewyjaśnione i taka właśnie im się przytrafiła. Te kanały pochłonęły tysiące istnień ludzkich, może widzieli duchy zmarłych, a może jeszcze coś innego, ale mówić o tym nie ma sensu, bo albo ich wyśmieją, albo uznają za wariatów. Michał to zrozumiał i nikomu nic nie powiedział. Chciał się przecież kształcić, a kto w czasach komuny zainwestowałby w takiego, co szerzy ciemnotę i zabobon?

Wielokrotnie zastanawiałem się, co tak naprawdę widział mój dziadek. Pewnego razu natknąłem się na opis osoby, która miała podobne widzenie. Mężczyzna ten po prostu „zobaczył” w Strykowie fragment wydarzenia, które historia zna jako bitwę nad Bzurą. Mój dziadek zobaczył zatem kadr z Powstania Warszawskiego. Zastanawiam się też nad objawami fizycznymi, które wystąpiły u dziadka i jego pomocnika. Takie nieprzyjemne wrażenia mogą wywołać infradźwięki.”

Pojawia się wniosek, że kiedy otwierają się wrota czasu, ciało ludzkie nie pozostaje obojętne, a wręcz przeżywa fizyczny dyskomfort. Prawdą jest, że podobne odczucia wywołują infradźwięki. Tyle tylko, że w tym konkretnym wypadku trudno o badania empiryczne.

Z drugiej strony, wiele osób, którym dane było stać się przypadkowymi widzami takiej projekcji z przeszłości, nie wspominało o jakichkolwiek dolegliwościach natury fizycznej. Czyżby zatem odbiór takich przekazów uzależniony był od cech osobniczych lub związany jedynie z konkretnym miejscem? Sprawa zdecydowanie do zbadania.

Ciekawa jestem Państwa opinii na ten temat.

Jarosław Filipek – Afirmacje

Jarek Filipek

Afirmacje

świadome programowanie nieświadomości.

 

Żyjemy w czasach, gdy praca nad sobą, rozwój duchowy, otwartość na zmiany stają się niezbędne. Dlatego tak ważny jest dostęp do różnych technik poprawiających nasze życie. Aby zrozumieć, jak te techniki działają, co mogą poprawić, zmienić warto bliżej przyjrzeć się naszemu umysłowi.

O umyśle pisałem już wcześniej, ale pewne informacje muszę tutaj powtórzyć.

Wg mojej wiedzy i doświadczenia, umysł to niematerialny wytwór naszego mózgu, podobnie jak myśli. Umysł jest nierozerwalnie związany z mózgiem. W mózgu wyróżnia się dwie półkule, lewą i prawą, które są ze sobą ściśle związane, ale mają inne zadania. Podobnie w umyśle wyróżniamy dwie podstawowe części: świadomość i nieświadomość. Tę ostatnią dzielimy jeszcze na dwie inne: podświadomość i nadświadomość.

Świadomość to ta część umysłu, którą używamy w ciągu dnia (na jawie). Jest ona nierozerwalnie związana z lewą półkulą, odpowiadającą za logiką, porządek, poczucie bezpieczeństwa.Dzięki niej kontrolujemy nasze życie i planujemy naszą przyszłość, opierając się na jej logice.
Jednak nieświadomość ma dla nas dużo większe znaczenie. To od niej zależy, tak naprawdę jakość naszego życia. Podświadomość jest jak kaseta video, zawiera pamięć o wszystkich zdarzeniach naszego życia, od urodzenia do dzisiaj, razem z odczuciami i emocjami. W innym ujęciu podświadomość to zespół programów wewnętrznych, wg których działamy i reagujemy. Często się zdarza, że część tych programów jest nieprawidłowa, fałszywa, a czasem szkodliwa. Te programy powstawały w różnych sytuacjach życiowych i nie jest łatwo je zmienić.
Nadświadomość to brama, tunel do wyższej mądrości (Boga?). Istnieją doświadczenia, które pokazują, że człowiek poprzez nadświadomość może połączyć się z mądrością (inteligencją) zbiorową. Tam są zapisane wszystkie nasze zdarzenia (przeszłość, teraźniejszość i przyszłość funkcjonują obok siebie). Niektórzy nazywają to Kroniką Akaszy. Osoby jasnowidzące, przepowiadacze przyszłości, geniusze często korzystają z tej wiedzy.
Nieświadoma część umysłu jest powiązana z drugą (prawą) półkulą mózgu, która jest nieuporządkowana. Dla niej charakterystyczne są: ruch, zmiana, nieoznaczoność. Pełniejszy kontakt mamy z nią dopiero w odmiennych stanach świadomości: w stanach alfa (relaks), teta (hipnoza) i delta (sen).

Moje doświadczenia pokazują, że z umysłem można pracować z każdego poziomu świadomości i nieświadomości. Samemu najłatwiej pracować z poziomu świadomości. Niektórzy pracują samodzielnie w stanie alfa. Głębsze stany są dostępne dla specjalistów z dużym doświadczeniem. W stanie teta może pracować dobry hipnoterapeuta, do którego mamy zaufanie. Jest to ważne, bo w tym stanie docieramy do przyczyn naszych nieprawidłowych reakcji życiowych, czy stanów chorobowych. Wiedza i doświadczenie –  jak oczyścić lub nagrać na nowo dany program na życie  jest tutaj bardzo wskazane.

Jedną z takich technik, znaną i cenioną przez ludzi pracujących z umysłem jest sztuka pisania Afirmacji (zdań pozytywnych). Uważam, że jest to bardzo przydatna i łatwa w wykonaniu technika pisania nowych wzorców i przekonań o sobie samym.

Tak jak każda metoda pracy z umysłem, wymaga ona dużo cierpliwości i samozaparcia. Dzięki takiemu zaangażowaniu efekty tej techniki mogą nas samych zaskoczyć (pozytywnie). Przez 21 dni lub dłużej będziemy pisać odpowiednie zdania (afirmacje).

Przed przystąpieniem do wykonywania tej techniki musimy się przygotować i wykonać kilka czynności.

1. Kupić zeszyt (najlepiej 80 kartkowy) i dobry pisak.
2. Wybrać odpowiednią afirmację (cechę) którą chcemy u siebie zmienić.
3. Dobrać, najlepiej stałą, porę dnia, gdy jesteśmy sami i nikt nie będzie nam przeszkadzał.
W całym przygotowaniu najważniejszy jest dobór afirmacji. W tym celu, gdy jesteśmy sami i spokojni powinniśmy zastanowić się, jaka cecha, jaka reakcja życiowa nam najbardziej przeszkadza. Afirmacja będzie zawsze zdaniem przeciwnym.

Np. jeśli często odczuwamy lęk, niepokój. afirmacja może wyglądać następująco:
Ja …, moje imię (np. Jarosław), jestem odważny i pewny siebie.                                         Druga część ma nas upewnić, że już mamy tę cechę i tak właśnie się zachowujemy „teraz i zawsze”.

Całość może wyglądać tak: „Ja, Jarosław (imię) jestem odważny i pewny siebie, teraz i zawsze”.  To zdanie piszemy w zeszycie 5 razy. Potem odmieniamy to zdanie przez osoby: „Ty Jarosławie, jesteś odważny i pewny siebie, teraz i zawsze”. Tutaj możemy spotęgować efekt działania, wyobrażając sobie, że tak do nas mówi najbliższy przyjaciel. (Jeśli tak sądzi ktoś bliski, to może to być prawdą). To zdanie także piszemy 5 razy. Następnie piszemy w trzeciej osobie: „On Jarosław, jest odważny i pewny siebie, teraz i zawsze”. W tym przypadku wyobrażamy sobie, że tak mówi grupa przyjaciół. (Na pewno mają rację!). I to zdanie piszemy 5 razy.

Podsumowując: Jednego dnia zapisujemy afirmację w trzech osobach, po 5 razy każdą.   Razem 15 zdań. Tutaj mała uwaga. Dobierane zdania powinny być krótkie i nie mogą zawierać wyrazu: nie. Podświadomość obcina wyrażenie „nie”. Jeśli zaczniemy pisać: „Ja Jarosław, nie boję się …” podświadomość odetnie słowo „nie” i odczyta to zdanie, jako: „Ja Jarosław, boję się …”

I teraz następna ważna sprawa: technika wpisywania.
Zeszyt, do którego wpisujesz zdania (afirmacje) zawiera dwie rozłożone strony. Każda z nich ma inne znaczenie. W lewej wpisujemy afirmację. Prawą pozostawiamy pustą.

 

Ja Jarosław …

Ja Jarosław …

Ja Jarosław …                        5x

Ja Jarosław …

Ja Jarosław …

 

Ty Jarosławie …                       5x

 

On Jarosław …                      5x

 

Bzdura! Żartujesz?

Nigdy!

To niemożliwe! Itd. …     3 do 5 dni.

Zwariowałeś!

 

Potem pojawią się nowe skojarzenia:

Nie wiem… Może …  – takie wyrażenia pokazują, że umysł (podświadomość) zaczyna się zastanawiać … I już niedługo będzie gotowa zaakceptować w pełni to zdanie, ten nowy program, który piszesz po lewej stronie…

Prawa strona, to miejsce, gdzie wpisujemy nasze odczucia, myśli, wątpliwości, które wyrzuca podświadomość podczas pisania i pozytywnego myślenia. „nigdy”, „to niemożliwe”, ” i tak ci się nie uda”. W miarę pisania, te negatywne zdania maleją, są coraz rzadsze. Takie zdania mogą się pojawiać nawet przez kilka pierwszych dni.

Kiedy pojawią się inne odczucia i myśli: Nie wiem, Może … itp. to znak, że umysł zmienia swoje nastawienie. Zaczyna odpuszczać … I już niedługo przyjmie naszą Afirmację jako prawdziwą. Od tego momentu możemy swobodnie pisać afirmacje po obu stronach zeszytu: lewej i prawej. Proszę się tym nie zrażać i pisać z całym przekonaniem. Ważna jest cierpliwość.

Tutaj mała uwaga … Jeśli szybko minie faza sprzeciwu umysłu, lub jest minimalna, to może oznaczać, że temat, z którym pracujemy nie jest najważniejszy. Taki program może wymagać korekty, ale nie zmieni to bardzo widocznie naszych reakcji czy odczuć. Wtedy warto poszukać mocniejszej, trudniejszej cechy do zmiany.

Mój kuzyn był nieśmiały i wybrał afirmację: Ja Wojciech kocham siebie, teraz i zawsze.    Uderzenie było mocne i przez pierwsze dwa dni umysł tak się buntował, że nie chciał pozwolić na pisanie takich „bzdur”. Jak opisywał kuzyn, jego ręka sztywniała i nie chciała pisać nic co mogło naruszyć tą blokadę, ten wzorzec. Na trzeci dzień już mógł napisać całe zdanie i potem poszło gładko z wszystkimi fazami oporu umysłu.

Oczywiście wybór należy do Ciebie. Możesz zacząć od łatwiejszej blokady i w ten sposób nabierzesz większej wprawy. Ale będzie to dłużej trwało…

Pamiętaj masz pisać te zdania przez 21 dni lub trochę dłużej. Powodzenia!
P.S. Jeśli nie lubisz siebie to prawidłowa afirmacja może wyglądać następująco: „Ja Jarosław, lubię siebie …”.

Mocniejsza brzmi tak: „Ja Jarosław kocham siebie, teraz i zawsze”. Czego życzę tobie i twoim bliskim.

Jarosław Filipek

Konferencja w Zielonej Górze

Drodzy Państwo!

 

Prezentuję materiał ze spotkania w Zielonej Górze. Niestety, jak wspominałam orkan Ksawery spowodował awarię zasilania i w związku z tym nie wszystko udało się zarejestrować.

Mamy zatem około półtorej godzinną relację, na którą serdecznie zapraszam.

Echa historii, ślady dawnych zdarzeń

 

 

Zdarza się, że zupełnie bezwiednie stajemy się świadkami niezrozumiałych dla nas zjawisk, a przed naszymi oczyma przemykają obrazy świadczące o obecności istot duchowych. Dla wierzących w możliwość kontaktu między wymiarami odbiór takiej sytuacji i jej interpretacja wydają się zupełnie proste. Dla osób sceptycznych jest to czasami doświadczenie zmieniające chłodne podejście do zagadnienia lub przynajmniej pozostawiające pewien ślad w ich pamięci. Jednym słowem nikt nie przechodzi wobec paranormalnych manifestacji obojętnie.

Pojawia się jednak pytanie, co tak naprawdę widzimy? Czy zawsze jest to istność duchowa nawiedzająca daną przestrzeń lub przywiązana do niej na stałe z własnej woli lub bezsilności? Wiele wskazuje na to, że niekoniecznie obserwując osobliwe zjawisko, widzimy ducha.

Przedstawię dwie relacje. Pierwsza otrzymana od Pani Jolanty, którą ciepło pozdrawiam.

„To było dość dawno, chodziłam jeszcze do liceum.

W czasie wakacji całą naszą paczką pojechaliśmy do przyjaciół nieco starszych od nas, którzy pobrali się i kupili gospodarstwo rolne. To było gdzieś w okolicach Jeleniej Góry (nie pamiętam nazwy wsi). Z Jeleniej jechało się PKS-em do jakiejś większej wsi i potem piechotą do tej naszej dziury. To była wieś poniemiecka. Na dachu domu, w którym gościliśmy, widniała swastyka i data: rok 1936. Jak dziś pamiętam to doskonale. Na takim wzgórku pod lasem, znajdowały się ruiny cmentarza niemieckiego. Cały teren był zaniedbany, nagrobki porozbijane, nie sposób było odczytać nazwisk.

Po obiedzie, ja jako miłośniczka historii w ogóle, a II Wojny Światowej w szczególności, poszłam na ten cmentarz. Długo tam spacerowałam, użalając się nad ludzkim losem. Po kolacji gdzieś około 19:00 (to było lato, ciepło i widno) całe towarzystwo poszło do stodoły pośpiewać, pogadać i pograć na gitarach.

Ja zostałam w domu – bolała mnie głowa, było dość ciepło, a ja źle znoszę wysokie temperatury. Siedziałam sama w pokoju i czytałam. Było cicho. Odruchowo spojrzałam za okno. W przydomowym ogródku pod takim niedużym drzewkiem (wisienka) stał chłopiec. Potrząsał drzewem w taki sposób, aby owoce spadły. Chłopiec miał około 4-6 lat, był ubrany w białą bluzeczkę z krótkimi rękawkami i spodenki krótkie na szeleczkach (takie nosi się w Bawarii). Twarzy nie widziałam.

Pomyślałam, że to dziecko kogoś z przyjezdnych lub sąsiadów. Postanowiłam zapytać chłopca skąd się tam wziął. Wyszłam z domu i skierowałam się na ogródek. Kiedy rozejrzałam się na miejscu, nikogo tam nie znalazłam. Pomyślałam ze to dziwne, bo nie można było wyjść z tego ogródka tak abym tego nie zauważyła. Wróciłam do pokoju, spojrzałam w okno i ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu, chłopiec znów tam był. Teraz dopiero się wystraszyłam.

Podejrzewam, że był to ktoś z dawnych mieszkańców domu i wiem, że często moi przyjaciele, którzy tam mieszkali słyszeli dziwne dźwięki i kroki. Po dziś dzień, wystarczy, że przymknę oczy, żeby ujrzeć tego chłopca tak jak widziałam go tamtego lata.”

Teraz moja wizja, również z przed wielu lat. Pojechałam z przyjaciółką na urlop w góry. Maleńka miejscowość, cisza i spokój. Ta dziewczyna była po ciężkich przejściach osobistych i dlatego warunki wypoczynku były celowo dostosowane, aby ukoić jej cierpiącą duszę. Wcześnie rano poszłam na spacer. Szłam skrajem lasu, podziwiając przepiękną panoramę. Poniżej tego miejsca rozciągało się pole należące do moich gospodarzy, a za nim biegła droga prowadząca do centrum tej wioski. W pobliżu drogi rosło ogromne drzewo, na które zwróciłam uwagę zaraz po przyjeździe. Nie wiem, ile mogło mieć lat, ale miało tak gruby pień, że nie byłabym w stanie objąć go rękoma. Postanowiłam wracać na śniadanie i żeby skrócić drogę zaczęłam schodzić w dół, miedzą pomiędzy polami. W pewnej chwili spostrzegłam, że na najniższym konarze drzewa wisi człowiek. To był tak realny obraz, że bez zastanowienia zaczęłam biec w dół, cały czas myśląc w jaki sposób ratować tego wisielca. W dodatku byłam przekonana, że słyszę lament zrozpaczonej kobiety. Nie widziała jej, ale natężenie dźwięku wskazywało, że znajduje się w pobliżu. Zwolniłam przy rowie melioracyjnym, który był głęboki i wypełniony błotem, co nie ułatwiało przejścia na drugą stronę. Kiedy pokonałam tę przeszkodę i spojrzałam ponownie na drzewo, nikogo tam nie było. Rozpaczliwy lament również ucichł. Proszę mi wierzyć, że potrzebowałam dłuższej chwili, aby ochłonąć. Kiedy dotarłam na kwaterę udało mi się zachęcić do rozmowy moją gospodynię, a ta opowiedziała wiele historii o przeklętym drzewie wisielców.

Zastanawiam się czy ja i Jolanta widziałyśmy zjawy osób uwięzionych w pułapce swojej nagłej śmierci, czy raczej pewną projekcje astralną, rodzaj przekazu z pogranicza światów. Przecież projekcja astralna oznacza, nie tylko tajemnicze drzwi do innego wymiaru, ale i potencjalną podróż w czasie, który w innych wymiarach nie płynie liniowo.

Skojarzyłam te opisy z historiami zjaw z pól bitewnych. Praktycznie odnaleźć je można na każdym kontynencie. Takich relacji jest bardzo wiele przypomnę zatem dwa miejsca, w których dochodzi do tych zdumiewająco realnych manifestacji bardzo często.

Najbardziej znanym, wśród nawiedzanych pól bitewnych, jest oczywiście Gettysburg. W czasie wojny secesyjnej, a dokładnie od 1-3 lipca 1863 roku zginęło, przepadło bez wieści lub zostało rannych ponad 50 tysięcy ludzi. W roku 1966 przyjechała na miejsce bitwy grupa zajmująca się rekonstrukcją zdarzeń historycznych. W nocy nad obozem rekonstruktorów zapadła mgła. Słychać było werble, krzyki, po prostu zgiełk bitwy. Zdezorientowani ludzie wyszli z namiotów, a w otaczającej ich mgle dostrzegli zjawy żołnierzy walczących po obydwu stronach tego bratobójczego konfliktu. W tym miejscu wielokrotnie dochodziło do manifestacji o mniejszym lub większym nasileniu, opisanych przez licznych świadków.

Inny przykład to Alresfor w hrabstwie Hampshire, gdzie 29.03.1644 rozegrała się krwawa bitwa między skłóconymi frakcjami politycznymi ówczesnej Anglii. Ezoterycy po dziś dzień zbierają się w rocznicę tego smutnego wydarzania, żeby oczekiwać na zjawy, które ukazują się w tym miejscu cyklicznie.

Można założyć, że owe zbrojne widma to duchy zmarłych żołnierzy, tylko, że oczom obserwatorów jawią się nie pojedynczy ludzie, lecz całe armie. Zupełnie, jakby znaleźli się w samym środku realnej bitwy.

Takie historie nie są jedynie znakiem naszych czasów, pierwsze opisy podobnych widmowych żołnierzy pochodzą ze starożytnej Asyrii. Jak wspomniałam dotyczą wszystkich kultur i okresów historycznych, a za wspólny mianownik mają okrutną rzeź ludzi i zwierząt, której skalę zapewne trudno sobie wyobrazić.

Istnieje zatem możliwość, że stajemy się widzami zdarzeń minionych, a nie wizyt istot duchowych, odbywających się w czasie (przynajmniej w naszym mniemaniu) rzeczywistym. Być może część zamkowych białych dam, lub smętnych zjaw dzwoniących kajdanami to właśnie projekcje astralne. Uruchamiają się one w kontakcie z mniej lub bardziej licznymi odbiorcami i stanowią powtarzalny cykl obrazów oraz dźwięków. Proszę zwrócić uwagę, że bohaterowie tych projekcji nie wchodzą w interakcje z odbiorcą. Nie kierują wzroku w jego stronę, o nic go nie proszą i niczego względem niego nie czynią.

Jestem przekonana, że nowoczesna fizyka znajdzie prędzej czy później wyjaśnienie tego fenomenu i czynnika, który owe obrazy niejako uruchamia. Idę o zakład, że będzie to czynnik ludzki.