Słyszałem ich myśli, czułem energię serca…

Zapraszam do lektury niezwykle przejmującej opowieści Andrzeja, który dwukrotnie otarł się o śmierć.

Szanowna Pani Ado!

Dzisiaj jest trzecia rocznica mojej drugiej śmierci klinicznej. Już w zeszłym roku chciałem opisać moje przeżycia i wysłać do Pani, ale jakoś zabrakło mi cierpliwości. Poza tym nie bardzo potrafię przelewać swoje myśli na papier. Tym razem postanowiłem, że nie wstanę od komputera aż skończę. Mam nadzieję, że innych ludzi to zainteresuje.

Pierwszy raz znalazłem się poza ciałem w wieku 17 lat. Miałem atak wyrostka i tak pechowo się stało, że rozlał się on na stole operacyjnym. Przez to byłem długo w narkozie, a operacja trwała prawie cztery godziny. Nie pamiętam żadnego tunelu ani jakiegoś spadania w dół, o czym piszą inne osoby. Zamknąłem oczy będąc jeszcze w ciele, a kiedy otworzyłem je ponownie byłem poza ciałem. Unosiłem się w powietrzu, w takiej pozycji, jakbym był przyklejony plecami do sufitu. Byłem kompletnie zdezorientowany i wystraszony. Udało mi się jakoś zmienić tę dziwna pozycję i, jeśli można tak powiedzieć, stanąłem obok lekarza. Widziałem wnętrze mojego ciała. Coś tam w środku zaczęło krwawić i lekarz wrzeszczał na wszystkich, klął jak szewc. Moja pierwsza przytomna myśl, była taka: niby inteligent a przeklina gorzej jak mój ojciec.

Zawsze źle znosiłem widok krwi, więc pomyślałem, że nie chce być w tym pomieszczeniu i w tej samej chwili znalazłem się na korytarzu. Tam dopiero ujrzałem cudne widowisko. Obok mnie przepłynęła w powietrzu postać młodej dziewczyny. W tym samym momencie, na końcu korytarza objawiło się coś na kształt świetlistego wiru. Ten wir z kolei utworzył rodzaj owalnego lustra z falująca taflą. Dziewczyna podpłynęła do tej tafli. Z lustra wydobyło się przepiękne tęczowe światło i owinęło się wokół niej, po czym delikatnie uniosło ją i zabrało do wnętrza lustra. Błyskawicznie znalazłem się przy tym lustrze, bo też chciałem tam wejść. Poczułem jednak taką blokadę, jakbym odbił się od niewidzialnej ściany. Następnie z głębi tafli wypłynęło kropla, która wyglądała jak kulka rtęci. Chodzi mi o to, że podobnie się poruszała. Nazwałem ją „żywą kroplą” Ta kropla dotknęła mojego czoła, między oczami i na tym zakończyło się całe doznanie, ponieważ obudziłem się w ciele, już po operacji.

Ciekawostka jest taka, że na trzeci dzień po operacji odwiedzili mnie koledzy. Jeden powiedział: miałeś chłopie szczęście, bo kilka godzin przed tobą przywieźli tutaj siostrę mojego sąsiada. Też wyrostek robaczkowy, ale nie przeżyła operacji. Dziwnie mi się wtedy zrobiło, bo mimo młodego wieku przyszła do mnie refleksja o śmierci. Kolegom nic nie powiedziałem, ale w sercu emocje były ogromne.

Drugi przypadek wyglądał całkiem inaczej. Miałem zawał, z bólu straciłem przytomność. Co można powiedzieć było wybawieniem. Na moment ocknąłem się w karetce. Później znalazłem się nad swoim ciałem, znów na sali operacyjnej. Tym razem się nie bałem, tylko byłem ciekaw, co będzie dalej. Stałem w niewielkiej odległości od lekarza, kiedy jedna z pielęgniarek dosłownie przeze mnie przeszła. Odczułem to jako szarpnięcie.

Obserwowałem cały zespół. Zwróciłem uwagę, że pani anestezjolog siedzi jakaś taka smutna i patrzy w te wszystkie monitorki, ale myślami gdzieś błądzi. Zbliżyłem się do niej i (jeśli można to ująć obrazowo) położyłem jej rękę na ramieniu. Wtedy stało się coś niesamowitego, bo zacząłem słyszeć jej myśli i czułem energię serca. (Doktor miała romans z kolegą i zastanawiała się czy, to ma sens i czy nie jest tylko przygodą w jego życiu.) Aż odskoczyłem z wrażenia. Przesunąłem się do innej osoby i też słyszałem jej myśli. Opuściłem salę i popłynąłem przez korytarz, nie wiem jak to możliwe, ale komu położyłem rękę na ramieniu, ten stawał się dla mnie jak otwarta księga. Później zobaczyłem moją żonę i córkę, strasznie płakały, co napełniło mnie niewyobrażalnym smutkiem. Pomyślałem o synu i chyba w tej samej sekundzie znalazłem się przy nim. Jechał samochodem i rozmawiał przez telefon, na szczęście miał zestaw głośnomówiący. Odwoływał jakieś ważne spotkanie z (dajmy na to) -Iksińskim, następnie dzwonił do synowej z informacją, że tata jest w ciężkim stanie i on jedzie do szpitala. Wylał na siebie resztkę kawy. Pomyślałem, że bardzo ich wszystkich kocham i chcę być z nimi, że jeszcze nie pora umierać. Znów byłem na korytarzu szpitalnym, a przede mną pojawiła się ta „żywa kropla”. Zbliżyła się po woli i dotknęła mojego czoła.

Odzyskałem przytomność w ciele. Bardzo się cieszę, że jeszcze mogę pobyć na tym świecie, spędzać czas z bliskimi i służyć im radą i pomocą. Mam tylko pytanie, czy spotkała się Pani z innymi historiami, gdzie ludzie poza ciałem słyszeli myśli innych osób? Ja teraz zacząłem czytać książki poświęcone tematyce doświadczeń z pogranicza, ale takiego opisu nie znalazłem. Pewnie jeszcze dużo muszę się dowiedzieć, żeby podnieść swoją świadomość.

Na zakończenie dodam, że po szpitalu, rozmawiałem z synem i był on zdumiony, bo rzeczywiście odwoływał to konkretne spotkanie i zalał się kawą. Miałem też rozmowę z panią anestezjolog, której powiedziałem, że byłem poza ciałem. Ona zareagowała ostro, że to omamy były po lekach. Ja jej na to, że mogę powiedzieć, o czym wtedy myślała. Zrobiłem to, a ona najpierw poczerwieniała, a potem energicznie wyszła z pokoju.

Dziękuję Pani za wszystkie teksty i nagrania. Jeśli ten mój nieporadny list się nadaje do publikacji, to proszę go wykorzystać wedle woli. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego, co najlepsze.

Drogi Andrzeju, dla każdego ta jedyna w swoim rodzaju podróż ku granicom poznania, ma inny charakter. Dla jednych głównie duchowy, transformujący ich osobowość, wnoszący bezcenne światło, które już zawsze będzie oświetlało drogę życia. Dla drugich będzie to również wyzwanie intelektualne, choć wątpię, aby ktokolwiek objął całokształt zagadnienie rozumowo.

Wspaniale, że zgłębia Pan tematykę duchowości. Opowieści innych osób, które doświadczyły tego co my, są cenne, ponieważ dają nam poczucie wspólnoty. Nie jesteśmy samotnymi dziwolągami, tylko wielką, internacjonalną gromadą dusz połączonych wspólną emocją i wspomnieniami. Co do pytania o czytanie w myślach, to spotkałam się z takimi relacjami, ale na ten moment mogę przytoczyć tylko jedną, z książki Raymonda Moody’ego „W stronę światła”

Z inna zadziwiającą historią wskazująca na to, że przeżycia na granicy śmierci nie są złudzeniem umysłu, zapoznał mnie pewien lekarz z Południowej Dakoty. Kiedy jechał do szpitala, miał stłuczkę. (…) wypadek ten wprawił go w przygnębienie i zaprzątał jego myśli, kiedy tego ranka reanimował mężczyznę, któremu przestało bić serce. Następnego dnia pacjent, któremu uratował życie, powiedział mu niezwykłą rzecz:

Panie doktorze, kiedy pan mnie ratował, opuściłem ciało i oglądałem pana przy pracy.

Lekarz zaczął go wypytywać i zdumiała go ścisłość jego relacji. Mężczyzna ze szczegółami opisywał wygląd instrumentów, powiedział nawet w jakiej kolejności były używane. Podał kolory, kształt, a nawet ustawienia pokręteł i mierników na urządzeniach. Jednak ostatecznie przekonały lekarza słowa pacjenta:

Wiedziałem, że martwi się pan tym wypadkiem. Ale naprawdę nie ma się czym przejmować. Pan poświęca swój czas innym. Nikt przeciwko panu nie wystąpi.

Pacjent nie tylko postrzegał swoje fizyczne otoczenie, ale również czytał w myślach. [1]

W Pana liście, najbardziej poruszył mnie fragment o „żywej kropli”, bo to poetycka wręcz metafora światła, które wniknęło w głąb świadomości poprzez czakrę trzeciego oka.

Pana relacja, po raz kolejny potwierdza tezę, że przestrzeń nazywana Zaświatem, jest miejscem pełnym życia i życzliwej nam Mocy. Przygarnia dusze, które trwale odłączyły się od ciała, a pozostałe inspiruje do powrotu, gdyż ich czas jeszcze nie nadszedł, a plan duszy nie został wykonany.

Dziękuję z serca za ciekawą historię i życzę owocnej obecności na planie fizycznym.

 

 

 

[1] R. Moody „W stronę światła” Bydgoszcz 1992 str.165,166

8317total visits,6visits today

Tagi , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *