Paraliż senny – czy atak duchowy? Historie Czytelników

Noc to szczególny czas, pełen zagadkowych szeptów i znaków. To pora tajemnych kochanków i spraw ukrytych, którym dzień nie służy. Choć przynosi sen dający wytchnienie, budzi też trwogę, okrywając ziemię swoją ciemną szatą.

Jesteśmy dziećmi światła i z tej przyczyny, wierzymy temu, co jasne i ciepłe. Noc, ma swoje dzieci, żyjące z dala od zgiełku dnia i rażących promieni słonecznych. Istoty miłujące niezliczone gwiazdy i wyznające potęgę Księżyca. Jak powiadają niektórzy, Matka Noc przygarnia również przybyszy ze światów duchowych, owych międzywymiarowych straceńców, którym droga do Wiecznego Domu nieco się zapętliła.

Pragnę odnieść się w tym artykule do zjawiska, znanego od zarania dziejów, a dotyczącego szczególnego stanu, w którym doświadczamy paraliżu ciała oraz wrażenia, że jesteśmy duszeni przez potworną istotę, wysysającą z nas siły życiowe.

Wszystkie ludy ziemi, znają to zjawisko i przypisują jego pojawianie się różnym istotom z tego i innego świata. W wierzeniach słowiańskich zmora lub mara to istota pół demoniczna, męcząca śpiące osoby i wysysająca z nich krew. W folklorze ta istota zwana jest również: strzygoniem lub strzygą, kikimorą, dusiołkiem lub nocnicą. Demonologia, wymienia sukuby i inkuby, jako istoty atakujące śpiących mężczyzn i kobiety w celu odebrania im energii seksualnej i cennych życiowych fluidów.

Tymczasem nauka, wspomniane doświadczenie określa mianem paraliżu sennego. Stan taki występuje fizjologicznie podczas snu i zapobiega wykonywaniu przypadkowych ruchów ciała. Ze zjawiskiem paraliżu przysennego mamy do czynienia wówczas, gdy mózg zaczyna wysyłać owe impulsy w niewłaściwym momencie: przy gwałtownym wybudzaniu się ze snu w fazie REM lub podczas zasypiania, gdy nie doszło jeszcze do utraty świadomości.[1]

Teoria naukowa brzmi przekonująco. Gdybyśmy podczas snu odtwarzali ruchy, jakie wykonujemy w wizji sennej, mogłoby to zagrażać nie tylko nam, ale również naszemu otoczeniu. Zatem mechanizm ograniczający naszą ruchliwość zapewnia nam bezpieczeństwo. Wiemy doskonale jak groźne są stany somnambuliczne, podczas których człowiek śniący nieświadomie wstaje z łóżka, porusza się po mieszkaniu, lub co gorsza z niego wychodzi.

Zastanawia jednak fakt, że niektóre osoby przeżywają ten stan tylko raz w życiu i do tego w bardzo szczególnych okolicznościach. Za zgodą panów, którzy do mnie napisali, prezentuję ich doświadczenia i kontekst historyczny oraz obyczajowy.

  1. Historia Grzegorza

W roku 1989 byłem wraz kolegą na tak zwanych saksach w Niemczech. Pracowaliśmy w jednej z wiosek nad Mozelą. Mieszkaliśmy w starej kamienicy i mieliśmy wspólny dość ciasny pokój. W pomieszczeniu, które służyło nam za sypialnię było tylko łóżko i materac oraz mały stół. Ja spałem na łóżku.

Jednej nocy miałem dziwny i dość przerażający sen, któremu towarzyszył paraliż senny. Bardzo realnie przyśnił mi się byt duchowy, który próbował mnie udusić. Nie widziałem go, a tylko czułem. W myślach zapytałem kim jest i czego ode mnie chce. Telepatycznie odpowiedział, że jest kobietą, Niemką, która pracowała w czasie wojny w obozie i nie lubi Polaków oraz że zmarła w tym łóżku. Powiedziała też, że mnie zabije.

Jak to w paraliżu bywa wszystko działo się bardzo realnie. Widziałem mojego kolegę jak śpi, ale nie mogłem się ruszyć, żeby go obudzić. Chciałem krzyczeć o ratunek, ale nie byłem wstanie otworzyć ust. Nie wydobył się z nich nawet najmniejszy jęk. Panowała kompletna cisza, przerywana tylko miarowym oddechem mojego kolegi. Robiło się nieciekawie. Prosiłem, te istotę, żeby przestała. Bez odzewu. Płakałem i traciłem oddech. Ostatnią myślą jaka przyszła mi do głowy była modlitwa. Zacząłem w myślach prosić o ratunek Jezusa. W pewnej chwili puściła mnie. Obudziłem kolegę, a on długo musiał mnie uspokajać, bo byłem spanikowany. Po wielu namowach wróciłem nawet do tego samego łóżka. Sen już się nie powtórzył ani tej nocy ani w dniach kolejnych.

Następnego roku przyjechałem w to samo miejsce, ale tym razem z bratem. I oczywiście „na złość” Niemce spałem w jej łóżku, ale już mi się nie śniła. Za to wynikła inna ciekawa historia. Pracował z nami kolega, który biegle posługiwał się niemieckim. Któregoś razu przy winie opowiadałem tę historię, a kolega przetłumaczył ją naszym gospodarzom.

Okazało się, że parę lat temu w tym budynku znajdował się dom spokojnej (sic!) starości. Jednak został zlikwidowany. A w tym pokoju i w tym łóżku faktycznie kiedyś leżała i w końcu zmarła starsza pani. Jej imienia już nie pamiętam. Wiele wskazuje na to, że mogła być SS-manką w obozie. Do dziś się zastanawiam czy to, aby na pewno był zwykły paraliż senny? Dodam, że od tej pory już nigdy więcej nie doświadczyłem czegoś takiego.

 

 

  1. Historia Norberta

Jeszcze za czasów studenckich przeżyłem pewną niesamowitą historię, która po dziś dzień nie daje mi spokoju. Było to tak: mój wujek prowadził firmę remontowo – budowlaną i świadczył swoje usługi w różnych krajach. Miał wiele zamówień, bo jedni zadowoleni klienci polecali go kolejnym osobom. Wujek jest złotą rączką i potrafi naprawić dosłownie wszystko, sprosta nawet bardzo kapryśnym klientom. Poprosiłem go, żeby mnie zatrudnił na czas wakacji. Zgodził się chętnie, zwłaszcza, że trafiło mu się wyjątkowo duże zamówienie. Pojechaliśmy do Francji, gdzie na terenie starej winnicy było mnóstwo prac remontowych. Po śmierci właściciela, winnica i zabudowania podupadały. Nowy zarządca miał wiele pomysłów i chciał doprowadzić budynki do dawnej świetności. Marzył mu się hotel i restauracja.

Mieszkaliśmy w jednym z takich budynków. Mnie trafił się mały pokoik wyglądający jak typowa służbówka. Najpierw byłem szczęśliwy, że nie muszę spać w tym samym pokoju, co wujek, bo on strasznie chrapie. Pierwsze noce minęły spokojnie, jednak później zacząłem się budzić, bo wydawało mi się, że ktoś chodzi po pokoju. Słyszałem takie dziwne szuranie, odgłosy poruszanych przedmiotów, skrzypienie drzwi. Tłumaczyłem sobie, że to stary dom i ma swoje odgłosy.

Pewnej nocy znowu się przebudziłem i ku swemu przerażeniu zobaczyłem sylwetkę mężczyzny, stojącego przy oknie. Był zwrócony twarzą w stronę okna, a plecami do mnie. Przerażony zapaliłem światło i zjawa znikła. Ta sytuacja powtórzyła się ponownie, jakieś trzy dni później z tym, że zobaczyłem tego mężczyznę z bliska. Bez problemu mogłem opisać jego twarz. (siwe włosy, orli nos, szrama w poprzek czoła)

Bałem się tam spać, ale z drugiej strony było mi wstyd się przyznać, że widzę ducha. Myślałem, że współpracownicy mnie wyśmieją. Spałem przy zapalonej lampce.

Wreszcie przyszła ta najgorsza noc. Zasnąłem, ale przebudziłem się z uczuciem ogromnego ciężaru na klatce piersiowej. Otworzyłem oczy, a ten mężczyzna mnie dusił. Nie wiem czy był to tak zwany paraliż senny. Nie wszystkie objawy pasowały do definicji książkowej. Mogłem krzyczeć i szarpałem się ze zjawą. Wujek, śpiący za ścianą usłyszał moje wrzaski i przybiegł do mnie. Kiedy usłyszałem najpierw jego wołanie (idę do ciebie, co się tam wyrabia) a następnie skrzypienie otwieranych drzwi, zjawa zniknęła.

Na szyi miałem odbite palce, byłem w okropnym stanie psychicznym i wyznałem wujkowi, co przeżywam w tym pokoju od momentu naszego przyjazdu. Wbrew moim obawom nie wyśmiał mnie i zaproponował żebym spał gdzie indziej. Powiedział, że w starych domach nie takie rzeczy się zdarzają. Zmieniłem lokum i wszystko ustało.

Kilka dni później, wypadło francuskie święto narodowe i właściciel winnicy zaprosił nas na obiad. Był bardzo zadowolony z postępów w robocie. Z jego żoną i córką mogłem rozmawiać w języku angielskim. Z nim wujek mówił po niemiecku. Zapytałem o poprzednich właścicieli i o historię winnicy. Ponieważ obie panie były bardzo sympatyczne, przyznałem się im do moich nocnych przygód. Dowiedziałem się, że w tej służbówce mieszkał kuzyn poprzedniego właściciela, a mój opis rzeczywiście odzwierciedla wygląd tego mężczyzny.

Za mieszkanie, wikt i niewielkie wynagrodzenie ( ten kuzyn) zajmował się zwierzętami, drobnymi naprawami i ogrodem. W czasie wojny kolaborował z Niemcami, był ich szpiclem – donosił na francuzów i pomagał wyłapywać ukrywających się Żydów. Po wojnie był sądzony i odsiedział kilka lat. Blizna, która zwróciła moją uwagę powstała , kiedy omal nie doszło do samosądu – ludzie go po prostu nienawidzili.

Nikt nie chciał go zatrudnić, więc propozycja kuzyna była dla niego wybawieniem. Podobno na starość zwariował i mówił, że jakaś żydowska rodzina przychodzi go w nocy straszyć. Całymi nocami nie gasił światła. Według tych pań prześladowały go po prostu wyrzuty sumienia.

Zapytałem, czy wierzą, że to on mnie nawiedził w nocy? Odparły, że to możliwe, bo mam wszystko to o czym on marzył: młodość, wykształcenie, sympatię ludzi.

Sam nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Ta sprawa nie daje mi spokoju, nie pasuje do mojego światopoglądu, ale jednocześnie trudno mi podważać realność tego, co widziałem i czułem.

Jeśli obaj panowie przechodzili paraliż senny, a to co widzieli, słyszeli i czuli było jedynie halucynacją to skąd taka zbieżność szczegółów i faktów historycznych? Wszak halucynacja z definicji określa widzenie czegoś, co fizycznie nie istnieje.

Może prawda leży pośrodku?

Medycyna prawidłowo zdefiniowała pewien specyficzny stan naszego ciała związany z fazą REM, a istoty niefizyczne wykorzystują ów moment, aby zbliżyć się do śpiącego człowieka. Logicznie rzecz biorąc ma to sens, bo każdy napastnik obserwuje ofiarę, aby uchwycić chwilę, w której jej uwaga jest rozproszona lub z innych powodów, ma ona mniejszą szansę na obronę.

Paradygmaty współczesnej nauki negują istnienie świata duchowego. Każde ludzkie doświadczenie dotykające tej przestrzeni przypisuje się halucynacjom, omamom i zaburzeniom pracy mózgu. Zupełnie jakby człowiek był biomaszyną; skomplikowaną, wielozadaniową i działającą li tylko na płaszczyźnie fizycznej. Wydaje się, że z punktu widzenia nauki, idea o duchowej istocie człowieka, traktowana jest nie jako sprawa wątpliwa tylko wstydliwa – niczym poważny błąd konstrukcyjny, aberracja systemu.

Doprawdy trudno uwierzyć, żeby tak doskonała „maszyna”, w dodatku zdolna do samo replikacji, wyewoluowała od organizmu jednokomórkowego, bez jakiejkolwiek ingerencji zewnętrznej. Utwierdzam się w tym przekonaniu, obserwując obecne technologie, do tworzenia których potrzeba wybitnych specjalistów, pracujących w zespołach interdyscyplinarnych. Postęp wymaga bowiem wiedzy nieosiągalnej dla jednego człowieka.

W moim pojęciu, istota ludzka jest dziełem Wielkiego Kosmicznego Architekta, którego cząstkę nosimy w sobie. On, w swoim geniuszu sprawił, że jesteśmy tak samo blisko rzeczy widzialnych jak i niewidzialnych. W świecie fizycznym fizyczni, w astralnym dotykamy pełnej wielowymiarowości. Z tej przyczyny badanie i ocenianie jakiegokolwiek zjawiska, tylko w kontekście jednowymiarowej płaszczyzny bytu, jest głębokim nieporozumieniem.

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Pora%C5%BCenie_

Jeśli strona ta była Wam pomocna, jeśli pragniecie rozwoju Biura Duchów możecie wesprzeć finansowo istnienie bloga KLIKNIJ TUTAJ

 

 

Tagi , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

4 odpowiedzi na „Paraliż senny – czy atak duchowy? Historie Czytelników

  1. Lidka mówi:

    Przeżyłam dwukrotnie paraliż senny. Pierwszy raz kiedy moja maleńka córeczka spała obok mnie przy zapalonej lampce nocnej, a drugi w Egipcie po odwiedzeniu grobowca Totmesa. Opiszę wam najpierw ten drugi przypadek bo był dziwny, tym bardziej,że zawsze utożsamiałam swoje poprzednie wcielenie związane z Egiptem, a to były moje pierwsze odwiedziny w tym arcyciekawym kraju.
    Nie pamiętam od kiedy zaczęłam wierzyć w reinkarnację,ale od najmłodszych lat fascynował mnie Egipt,miałam uczucie,że 
    coś mnie z nim łączy. Moim marzeniem było zobaczyć te artefakty na własne oczy. To były lata 60-te ubiegłego wieku więc wyjazd do Egiptu był nieosiągalny. W latach siedemdziesiątych trafiłam do muzeum w Dreźnie i tam w najniższych piwnicznych salach trafiłam na Egipskie mumie i inne wykopaliska z Egiptu zawłaszczone podczas drugiej wojny światowej. I nagle znalazłam się tam zupełnie sama pośród tych wszystkich eksponatów. Uczucie jakie wtedy mnie ogarnęło było nie do opisania – ja zaczęłam się panicznie bać i szybko opuściłam te pomieszczenia. 
    Po latach wreszcie moje marzenie się zrealizowało i w roku 2004 miałam okazję po raz pierwszy wyjechać do Egiptu. 
    Dolina Królów – miałam 5 karnetów do odwiedzenia grobowców Faraonów. Odwiedziłam 4 i szukałam jeszcze jakiegoś żeby wykorzystać ten ostatni karnet. Daleko w głębi było wejście do grobowca gdzie nie stała żadna kolejka. Było nas 3 osoby, postanowiłyśmy do niego wejść. Z każdym zbliżającym się krokiem do tego grobowca powoli zaczął ogarniać mnie dziwny niepokój i lęk – taki sam jak w drezdeńskim muzeum. 
    Weszłyśmy do wewnątrz. niepokój mój był tak ogromny, że chciałam to miejsce opuścić jak najszybciej. Za przyzwoleniem obecnego tam Araba zrobiłyśmy kilka zdjęć i opuściłyśmy ten grobowiec. Wtedy z każdym oddalającym się krokiem opuszczał mnie ten dziwny niepokój, aż wreszcie po oddaleniu się na około 100 m poczułam się normalnie. Przeczytałam informację to był grobowiec Faraona Totmesa.
    Wydawałoby się,że na tym uczuciu zakończyła się moja dziwna przygoda z grobowcem, ale nie, to miało jeszcze ciąg dalszy. Po powrocie na statek (była to wycieczka statkiem po Nilu) kiedy to po kolacji, po zgaszeniu telewizora ułożyłyśmy się do snu z koleżanką obudził mnie samoistnie włączony się telewizor. Spojrzałam na zegar, była 23,55. No cóż pomyślałam, może coś zadziałało na statku i główna jakaś centrala włączyła telewizor , zgasiłam go i ponownie zasnęłam.
    Nad ranem obudziło mnie uczucie czyjejś obecności. Poczułam jak ktoś siada w nogach mojego łóżka. Byłam odwrócona do ściany. Dziwne, ale nie czułam strachu. Po chwili ten ktoś przesunął się i usiadł w połowie łóżka na wysokości moich bioder.Wyraźnie czułam jak materac wgniótł się pod ciężarem tego kogoś.Wtedy pomyślałam:- nie chcę cię, idź sobie i zaczęłam się modlić. Chciałam modlić się na głoś, ale nie mogłam wydobyć głosu. Siłą woli zaczęłam wydobywać głos i usłyszałam własny bełkot. Wtedy obudziła się koleżanka i spytała: – coś ci się śni? Wstała i potrząsnęła mnie za ramię. Powiedziałam :-Irenka, zapal światło. Kiedy zapaliła światło poczułam jak ten ktoś powoli wstaje i wychodzi. Materac wrócił do pierwotnego stanu. Zrelacjonowałam jej to zjawisko ,a ona stwierdziła :- śniło ci się to wszystko.
    -Irenko ,jak mogło mi się to śnić kiedy relacjonuję ci to co się działo już po zapaleniu światła i doskonale pamiętam moment kiedy wstałaś,żeby potrząsnąć moim ramieniem. Przyznała mi rację.
    Kiedy opowiedziałam o tej nocnej wizycie naszej pilotce, ta zaproponowała mi zmianę kabiny. Nie skorzystałam z tej propozycji bo zaraz po południu statek ruszył w dalszy rejs, a ja odczułam wtedy błogi spokój.
    Po 10 latach wróciłam do Egiptu i ponownie znalazłam się w Dolinie Królów. Postanowiłam jeszcze raz odwiedzić grobowiec Totmesa. Niestety w połowie drogi ponownie ogarnął mnie nieopisany niepokój. Zawróciłam ! 
    Kiedy znalazłam się w Kairskim muzeum nie miałam odwagi zejść do sali z egipskimi mumiami, przez cały czas zwiedzania towarzyszył mi ten sam niepokój i w zależności w jakiej sali się znajdowałam niepokój ten albo narastał albo się zmniejszał. 
    W dalszym ciągu jestem zafascynowana artefaktami Egiptu i zdaję sobie sprawę,że gdzieś tam w poprzednim życiu musiało się coś wydarzyć co ciągnie mnie do niego, a jednocześnie potęguje wielki strach.
    Wywołałam zdjęcia zrobione w grobowcu Totmesa. Na wszystkich było pełno przezroczystych kulek takich jak różnej wielkości baniek mydlanych. Zaraz potem natrafiłam na artykuł w jednej z gazet
    pod tytułem „Tak wygląda dusza” . Zdjęcia były bliźniaczo podobne do moich!

  2. Agata mówi:

    Pani Ado ja trochę z innej beczki. Zapamiętałam wizję, którą Pani pokazała Baba Wanga we śnie, a która była makabryczna. I pytanie moje jest takie,czy ta jasnowidząca odwiedziła już Panią po raz drugi,bo pamiętam że taką obietnice złożyła. Pytam dlatego,bo na YouTube przed chwilą obejrzałam p.Jackowskiego i jego „wizję na żywo” i po tym co usłyszałam przyszło mi do głowy że jedna z wizji p.Jackowskiego może dotyczyć właśnie Watykanu. Pozdrawiam

    • edel mówi:

      Tak, odwiedziła mnie jeszcze dwa razy – później oświadczyła, że nadszedł jej czas na kolejne wcielenie. Zgodnie z jej oświadczeniem urodziła się w Rosji.Zawsze wybiera kraj, który najbardziej jej potrzebuje.

  3. Mikka mówi:

    To ja chyba ze wszystkich opisanych tutaj zjawisk miałam klasyczny paraliż senny. Pierwszy raz przeżyłam go będąc na ostatnim roku studiów, mieszkałam wtedy w mieszkaniu po moich dziadkach, pokój dzieliłam z siostrą, a w innym pokoju mieszkały inne dwie studentki. W nocy
    doznałam dziwnego uczucia, wydawało mi się że spadam w czarną otchłań, ponadto na piersi czułam ogromny ciężar, zaznaczam, że nie była to konkretna zjawa, duch, mara zwyczajny ciężar tak jakby coś mnie przygniatało ale nikogo nie widziała. Przebudziłam się, dokładnie widziałam pokój, śpiącą siostrę zaznaczam, że nadal czułam ten ciężar który pchał mnie w czarną otchłań, niestety mimo , że już nie spałam nie mogłam się ruszyć, nie mogłam mówić, krzyczeć byłam dosłownie sparaliżowana. Nie mam pojęcia jak długo to trwało ale było to przerażające uczucie, ostatnimi siłami woli udało mi się ruszyć palcem u nogi i wtedy właśnie odzyskałam władzę nad swoim ciałem. Zniknęła też otchłań i ciężar na piersi. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, byłam mokra, roztrzęsiona, przerażona do tego stopnia, że wskoczyłam do łóżka do siostry, udało mi się jakoś zasnąć. Rano siostra żartowała, że nawiedzają mnie jakieś duchy ale ja wiedziałam, że to nie to , że to co przeżyłam nie jest żadnym nawiedzaniem, opętanie, nurtowało mnie to ale na jakiś czas zapomniałam o tym, aż do pewnego dnia w którym do rąk wpadło mi czasopismo „Charaktery”. W nim to własnie przeczytałam artykuł o tym czym jest i skąd bierze się paraliż senny. Zaznaczam, że świadomość że nie zwariowałam i że ni tylko ja to przeżywam była kojąca. Drugi raz podobne doświadczenie zdarzyło mi się w tym samym pokoju kilka lat później, pokój ten był już moją sypialnią małżeńską, od tego czasu już nigdy się to nie powtórzyło ale dbam o to żeby do snu nie kłaść się zdenerwowana, wzburzona, bo umiejętność zasypiania jest bardzo ważna dzięki temu jak na razie paraliż mnie nie chyta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *