Terapia regresywna – rozmowa z Izabelą Konwińską

Temat regresji do poprzednich wcieleń pojawił się na blogu kilka razy i wzbudził spore zainteresowanie, postanowiłam zatem zaprosić do rozmowy specjalistę w tej dziedzinie.

Moją rozmówczynią jest Izabela Konwińska, absolwentka brytyjskiej Past Life Regression Academy, członek międzynarodowego Spiritual Regression Therapy Association, certyfikowana terapeutka regresywna.

Przypomnijmy, że terapia regresywna odnosi się nie tylko do wspomnień z obecnego życia, ale obejmuje swoim zasięgiem również poprzednie wcielenia. W myśl zasady, że dusza ludzka (świadomość) stanowi sumę wszystkich doświadczeń i nabytej wiedzy, terapia obejmuje swoim zasięgiem nieprzepracowane traumy, sięgające daleko w głąb indywidualnej historii każdego człowieka.

Informacje gromadzone przez lata mogą mieć ogromny wpływ na nasze „Tu i teraz”. Kiedy nabyta wiedza przyśpiesza rozwój w obecnym życiu, a bagaż wspomnień nastraja nas optymistycznie wobec przyszłości, możemy mówić o sukcesie. Bywa jednak odwrotnie. Mimo powodzenia, szeroko pojętej pomyślności w działaniach nie potrafimy cieszyć się tym co mamy. Względnie strachy, fobie, nerwice natręctw skutecznie odbierają nam siły by cieszyć się życiem. Może też się zdarzyć, że logicznie niewytłumaczalna niechęć, obsesyjne zwalczanie konkretnych ludzi lub idei ma swoje źródło w urazach doznanych wieki temu.

Terapeuci regresyjni, uważają, że nasze ciało, umysł, emocje i duch są zasadniczo ze sobą powiązane.  W swojej pracy koncentrują się na uzyskaniu dostępu do wspomnień z przeszłości, bezpośrednio związanych z aktualnymi wyzwaniami. Starają się je zrozumieć, przekształcić i leczyć.

Biuro Duchów: Pani Izabelo, proszę przybliżyć istotę terapii regresyjnej i wskazać najistotniejsze, pani zdaniem aspekty, wyróżniające ją wśród innych metod pracy z pacjentem.

Izabela Konwińska: W tej metodzie, chodzi przede wszystkim o dotarcie bezpośrednio do podświadomości. Nie prowadzimy odgórnej diagnostyki, raczej podążamy za konkretnym problemem. W stanie głębokiej relaksacji cofamy się do źródła i tam przepracowujemy dane zagadnienie. Każda trauma pozostawia nas w stanie wewnętrznego kryzysu, którym można zarządzać. Czasami rozwiązujemy go już na pierwszej sesji, a czasami stopniowo łagodzimy symptomy.

BD: Czy osoba, zgłaszająca się do pani, musi wierzyć w ideę reinkarnacji, aby skorzystać z terapii?

IK: Wbrew pozorom nie ma takiej potrzeby. Po pierwsze dlatego, że regresja może dotyczyć jedynie obecnego życia, w którym problemy nagromadziły się w okresie dzieciństwa. Dodam, że wydarzenia te są bardzo często lekceważone, a większym stopniu wpływają na nasze życie niż zazwyczaj zdajemy sobie sprawę. Po drugie, pacjenci, którzy nie wierzą w wędrówkę duszy, tłumaczą sobie napływające obrazy, jako komunikat płynący z podświadomości, a nie faktyczne wydarzenia historyczne. Po prostu uważają, że podświadomość, posługuje się językiem obrazów, wymową scen, sytuacji w taki sposób, aby najlepiej odzwierciedlić sedno sprawy. Są też osoby przekonane, że dostrajają się do wiedzy Wszechświata i poprzez doświadczenia innych osób, widzą swoją obecną sytuację.

BD: Z jakimi problemami ma pani do czynienie najczęściej?

IK: Podzieliłabym pacjentów na dwie kategorie:

Pierwsza: pacjenci z problemami bólowymi i ogólnie dolegliwościami, które nie poddają się diagnozie medycznej i z tego powodu są praktycznie nieuleczalne. Medycyna szuka symptomów fizycznych, jak chociażby stany zapalne lub zmiany zwyrodnieniowe. Jeśli ich nie znajduje, lekarz zaczyna (w najgorszym razie) podejrzewać pacjenta o hipochondrię lub (w najlepszym przypadku) sugeruje problemy psychiczne.

Ci pacjenci, mają traumę niejako zamrożoną w ciele fizycznym. Stąd w mojej praktyce korzystam również z sekwencji pracy z ciałem. W stanie głębokiej relaksacji staramy się odreagować konkretne przeżycie i poprzez wizualizację, dotyk itp. techniki uwolnić ciało od bólu.

Druga grupa: pacjenci z problemami na poziomi psychicznym. Chodzi tu o lęki, fobie, wszelkie wyzwania emocjonalne, które trzymają człowieka w miejscu, a nawet ciągną w dół. Mam tu również na myśli pewne wzorce, powtarzające się w naszym życiu. Przyciąganie, tego samego typu osób lub podobnych sytuacji. Niby, na poziomie świadomym wiemy, że ten ktoś nie jest odpowiednim dla nas partnerem, ale brniemy po raz enty w układ stanowiący kalkę poprzedniego, zakończonego kompletnym fiaskiem.

Mimo, że bardzo się staramy, działamy i dajemy z siebie wszystko, zmiany na lepsze nie nadchodzą, a nasze życie zaczyna przypominać szaleńczy bieg chomika w kołowrotku. To również wynik ograniczeń nabytych we wcześniejszych żywotach.

BD: Czy mogłabym prosić o podanie przykładów, które w sposób przejrzysty ukazują mechanizm, o którym mówimy?

IK: Przytoczę trzy w miarę „przejrzyste” przypadki regresji do przeszłego wcielenia:

– klient, który bał się przemawiać publicznie – przyczyną było wcielenie, w którym został publicznie upokorzony i stracony przez przeciwną opcję polityczną,

– klientka, która kompulsywnie myła ręce – cofnęła się do okresu I Wojny Światowej, była wtedy salową w szpitalu polowym, prała prześcieradła, godzinami patrzyła na brudną wodę, swoje ręce w niej zanurzone i słuchała krzyków rannych,

-klientka, która miała trudną relację z pieniędzmi, odczuwała stres, nawet kiedy musiała wydać niewielkie kwoty na najpotrzebniejsze rzeczy – ten problem miał swoje korzenie w poprzednim wcieleniu, przeżytym w ciele młodego górnika, najstarszego z rodzeństwa.

Po śmierci ojca, na jego barki złożono ciężar utrzymania rodziny i młodzieniec zostaje niejako przymuszony, żeby „robić karierę”, z poczucia obowiązku względem rodziny poświęca osobiste szczęście dla pieniędzy.

BD: Czy można w jakiś sposób wybrać sobie zakres lub rodzaj wcielenia, do którego chcemy powrócić?

IK: Można odbyć sesję z intencją dotarcia do wcielenia, które było dla nas satysfakcjonujące pod wieloma względami. Czasami taka sesja jest pożyteczna w tym kontekście, że oswaja pacjenta z nową formą terapii, odkrywa jej możliwości, przebieg i formę.

BD: Cóż, tak to już w życiu bywa, że aby zapanował porządek, musi na moment powstać jeszcze większy chaos lub przynajmniej zamieszanie. Cofając się możemy dotknąć niezwykle bolesnych momentów i emocji.

IK: Decydując się na tego typu terapię, trzeba mieć świadomość, że dotkniemy trudnych obszarów.

Potrzebna jest pewna wewnętrzna deklaracja: tak, chcę zmiany i jestem gotowy zapłacić za to konieczną cenę. Ta cena to pełne odczucie trudnych emocji, które niejednokrotnie całymi latami wypieraliśmy,  „zamiataliśmy pod dywan”. Wykwalifikowany terapeuta wie jednak, jak sesję poprowadzić i zakończyć w taki sposób, aby była ona zamkniętą całością i aby klient opuścił gabinet ze spokojem w sercu. Każda sesja jest więc pewnym kompletnym krokiem na drodze rozwoju.

BD: Na czym według pani polega wyjątkowość tej terapii?

IK:  Powiedziałabym, że na dwóch  rzeczach. Z praktycznego punktu widzenia – na wyjątkowej skuteczności. Z reguły do przepracowania danego „wątku” czy niechcianego symptomu  wystarcza 3 do 5 sesji.  Drugi element to aspekt duchowy, wyjątkowe doświadczenie głębokiego kontaktu ze swoim wewnętrznym JA.

BD: Czy istnieją ograniczenia do stosowania terapii regresywnej?

IK: W zasadzie pierwszym ograniczeniem jest wiek pacjenta. Tego typu terapii nie zaleca się u osób poniżej szesnastego roku życia, a także w wieku mocno zaawansowanym. Poza tym u pacjentów ze zdiagnozowaną chorobą psychiczną,  przy wysokich dawkach leków psychotropowych.  Przeciwskazaniem jest także ciąża.

BD: Dziękuję za rozmowę.

Istotne informacje:

https://www.spiritual-regression-therapy-association.com/past-life-regression-therapists.htm

Kontakt :

Izabela Konwińska

tel. 515 750 161

strona:

https://www.facebook.com/Izabela-Konwinska-Hipnoterapia-282298222238098/?ref=profile_intro_card&__xts__[0]=31.[100000815841129%2C%22intro_card%22%2C%7B%7D]

 

 

Audycja w Radio Paranormalium „Kontakty z Zaświatami”

Zapraszam Państwa na audycję radia Paranormalium z cyklu „Debaty (nie)kontrolowane”

Termin: 20.01.2019 godzina 19 ,00

Dodam, że audycja realizowana jest na żywo, a Słuchacze mogą brać w niej czynny udział.

Jeśli taka będzie wola Słuchaczy, istnieje szansa na powstanie cyklu, w którym poruszane będę nie tylko zagadnienia kojarzone z blogiem „Biuro Duchów” ale również inne ciekawe tematy związane z duchowością.

Poza tym zachęcam Państwa do zaproponowania tematu tej, lub kolejnych audycji.

https://www.paranormalium.pl

 

 

Sny o zmarłych – mistyczne znaki dla nas wszystkich

Drodzy Państwo, otrzymałam poruszająca korespondencję i pragnę podzielić się z Państwem treścią listu, a także moimi przemyśleniami. Bez zbędnych wstępów zapraszam do lektury:

Szanowna Pani!

Postanowiłem do Pani napisać, ponieważ przydarzyła mi się niezwykła historia. Myślę, że warto, aby poznali ją również czytelnicy Biura Duchów.

Latem ubiegłego roku moją rodzinę spotkała wielka tragedia. W wypadku samochodowym zginął mój brat Andrzej. Wiele jest opowieści o skłóconych i rywalizujących ze sobą braciach, ale nas to nie dotyczyło. Brat było ode mnie starszy prawie dwanaście lat i w okresie, kiedy zmarł nasz ojciec, a ja i mama zostaliśmy w trudnej sytuacji materialnej, bardzo nam pomagał. Dzięki jego pomocy finansowej oraz pracy, którą dla mnie znalazł mogłem skończyć studia. Byliśmy bardzo zżyci ze sobą i mimo różnicy wieku lubiliśmy spędzać razem czas.

Mieszkam obecnie z mamą, która jest w podeszłym wieku. Mam żonę i synka. Dzieci mojego brata są już praktycznie samodzielne.

W ubiegłym roku, latem, Andrzej wyjechał służbowo do Niemiec. Przy okazji odwiedził tam swojego przyjaciela, który był ciężko chory i bardzo zależało mu na tym spotkaniu. Kiedy wracał do hotelu wydarzył się poważny wypadek. Andrzej tego nie przeżył.

Kiedy kładliśmy się spać, Andrzej przysłał mi SMS, że u niego wszystko dobrze i wraca na weekend. Ucieszyłem się, że wróci, bo mieliśmy razem jechać na ryby. Nie wiem, jak to napisać, żeby nie brzmiało głupio, ale tej nocy śniło mi się, że się obudziłem i poszedłem do kuchni. Już z daleka widziałem, że świeci się tam dziwne, jasne światło. W kuchni zastałem Andrzeja, który siedział przy stole na swoim ulubionym miejscu. Był spokojny. Spojrzał na mnie i powiedział:

Janek, ja nie żyję. Sam jestem w szoku, ale tak wygląda prawda. Proszę cię pomóż mojej rodzinie przetrwać to wszystko. Oni będą pewnie płakać i rozpaczać, a tu trzeba tyle rzeczy załatwić. Przysięgnij, że będziecie z nimi!

Powiedziałem, że przysięgam. Andrzej jeszcze tak się chwilę zastanowił i dodał:

Mamie powiedz, że aniołów nie widziałem, ale że tamten świat istnieje to prawda.

Ten sen nagle się skończył, a obudziła mnie żona. Podobno szarpała mnie i nie mogła dobudzić przez kilka minut. Była wystraszona, bo nasz, bardzo spokojny pies, który ze względu na upał wolał spać na dworze, zaczął wariować. Pies wył, szczekał, biegał po całym podwórku. Ja się zerwałem z łóżka i złapałem za komórkę. Dzwoniłem do brata. Nie odbierał więc opowiedziałem żonie, co mi się śniło i poszedłem uspokoić psa, bo zdążył już obudzić sąsiadów. Dzwoniłem na numer brata kilkanaście razy. W końcu po drugiej stronie usłyszałem męski głos, niestety nie był to mój brat tylko ktoś z Policji. Nie mówię zbyt dobrze po niemiecku, ale powiedziałem, że jestem bratem Andrzeja i szukam go. Ten policjant opowiedział o wypadku, że Andrzej nie żyje i żeby ktoś z Polski jak najszybciej tam przyjechał. (…)

Ja się nigdy nie interesowałem duchami, snami o zmarłych itp. Jednak ten sen nie dawał mi spokoju i tak razem z zoną znaleźliśmy Pani bloga. Czytaliśmy go nawet mojej mamie. Była to dla nas pewna pomoc, jakby terapia.

Zawsze wydawało mi się, że sny to coś ulotnego, symbolicznego, oderwanego od realności. Jednak ten sen, w którym Andrzej do mnie przyszedł był niesamowicie rzeczywisty. Jakby się działo prawdziwe życie. Myślę, że w godzinę śmierci człowiek uzyskuje jakąś szczególną moc, skoro takie rzeczy są możliwe. (…)

 

Przede wszystkim dziękuję za tę cenną relację. Z mojego punktu widzenia, możliwości człowieka po śmierci fizycznej nie są wcale tak ograniczone jakby się wydawało. Zachowanie Andrzeja było naturalne i związane z jego osobowością (o czym wspomniano w liście). Mimo przebywania poza ciałem, był po prostu sobą w pełnym tego słowa znaczeniu. Dlatego nie dziwi troska z jaką Andrzej myślał o swojej rodzinie.

Wiadomość przekazał bratu w bardzo bezpośredni, męski sposób. To również przekonuje mnie do autentyczności tej wizji. Wszak, jeśli o wyjątkowości jednostki stanowi jej świadomość to w chwili śmierci fizycznej jest ona taka jak za życia. Nie zmieniamy się nagle w kogoś kim nigdy nie byliśmy.

Pan Janek wspomina w liście, że rozmawiał o swoim śnie z proboszczem, a ten był bardzo sceptyczny i chyba mu nie uwierzył. Cały czas kładł nacisk na psychologiczną stronę zaistniałej sytuacji i nie zważał na fakt, że Jan nie wiedział o śmierci brata więc nie mógł niczego sobie „domniemać mentalnie”

Nie oceniam takiej postawy, zapewne duchowny wolał zachować neutralność lub po prostu trzymał się wytycznych. Jednak nie ukrywam, że ciekawi mnie, co powiedziałby na relację, którą zacytuję teraz.

Tekst pochodzi z materiałów do przedstawienie „Cela ojca Maksymiliana” w reżyserii Andrzeja M. Marczewskiego – Teatr Karola Wojtyły – jest to streszczenie listu Marii Kolbe, matki św. Maksymiliana Kolbe, napisanego w czasie okupacji niemieckiej.

„Jeden z tych listów napisany w okresie okupacji zawiera opis nadzwyczajnego spotkania. Maria Kolbe pisze, że w 1941 r., wkrótce po męczeńskiej śmierci swojego syna, o której wtedy jeszcze nie wiedziała, po przebudzeniu rozpoczęła poranną modlitwę. W pewnej chwili usłyszała delikatne pukanie do drzwi, odwróciła się i zdumiona zobaczyła swego syna Maksymiliana ubranego we franciszkański habit. Był radosny, uśmiechnięty, nadzwyczajnie piękny i promieniujący przedziwną jasnością. Pani Kolbe zaniemówiła z radości i zapytała po chwili milczenia:

Synu czy Niemcy ciebie wypuścili?

Maksymilian przeszedł prze pokój, zbliżył się do okna i powiedział: Nie martw się o mnie, mamo. Tam, gdzie jestem, jest pełnia szczęścia.

Po wypowiedzeniu tych słów nagle znikł. Maria Kolbe natychmiast zrozumiała, że jej syn umarł i przyszedł, aby ją o tym poinformować. Dopiero później przyszła pocztą oficjalna wiadomość z obozu w Oświęcimiu o śmierci jej syna.”

Przypuszczam, że to objawienie poczytano za przejaw świętości lub szczególną łaskę związaną z osobą Maksymiliana Kolbe.

 

Jarosław Filipek „Umysł a duchowość”

 

Rzeczywistość, która nas otacza jest dużo szersza niż to co widzimy, czujemy. To umysł świadomy ograniczony wieloma filtrami, zmysłami wprowadza ten ograniczony obraz.

Z zasady robi to dla naszego dobra. Chce w ten sposób odciąć nas od informacji, które mogą przynieść strach, niepewność, lęk czy ból. I dlatego ogranicza nasze codziennie spostrzeganie do świata ograniczonego 3D, świata materialnego, gdzie wszystko jest wytłumaczalne i zrozumiałe.

Możemy nawet powiedzieć, że osoby, które nie interesują się ezoteryka, duchowością są bezpieczne – Świat duchowy, astralny nie będzie się nimi interesował. Jak jest naprawdę? Jak wygląda ten szerszy, rzeczywisty Świat? Nie do końca wiadomo.

Pełniejszy kontakt z Rzeczywistością ma Umysł Nieświadomy: Podświadomość, a zwłaszcza Nieświadomość. Niektórzy ludzie: media, jasnowidzący, dzieci do lat 4 mają bardziej naturalne predyspozycje do widzenia, odczuwania tego szerszego świata. Podobnie niektóre zwierzęta, jak np. psy.

Czy warto poznać bliżej ten nieznany, obcy dla nas świat?

Są różne odpowiedzi na to pytanie. Ja mogę przedstawić Państwu moje doświadczenia. One potwierdzają moją tezę, że tamten świat stanowi jednak wielką tajemnicę.

Oczywiście relacje, doświadczenia związane z tamtą rzeczywistością mogą się różnić między sobą. Wynika to z faktu, że każdy z nas jest inny, ma nieco inny Umysł  inne wzorce i potrzeby. Osoby, które na co dzień zajmują się jasnowidzeniem (przybliżaniem obrazu przyszłości) kontaktują się z „tamtą stroną” za pomocą pewnych narzędzi, symboli. Najczęściej są to Karty klasyczne, Tarot, Runy czy wahadełko, różdżka. Te narzędzia pomagają tylko w głębszym nawiązaniu kontaktu ze Światem Astralnym. Te osoby i tak muszą wejść w odpowiedni stan Umysłu poniżej stanu Alfa.

Problem dla początkujących polega na tym, że świat Astralny ma dwie strefy. Pierwsza bliższa naszego Świata jest jakby zabrudzona, wymieszana. Są w niej obok siebie informacje dobre, prawdziwe i te fałszywe, niepewne (podobnie jak w Internecie). Dopiero w drugiej, odległej strefie znajduje się rzeczywista „Kronika Akaszy” (wg Junga skupisko Nieświadomości Zbiorowej). I to z niej chcą pobierać informacje różni przepowiadacze, jasnowidzący.  Dlatego korzystając z wiedzy i możliwości takich „fachowców” należy być ostrożnym.

Na szczęście są Stowarzyszenia, Grupy ludzi, którzy pod kontrolą i z dużą ostrożnością próbują badać, poznawać tamtą stronę. I dzięki temu są właściwie „bezpieczni”. Przed wojną (lata 30-te XX wieku.) Spirytyzm był kojarzony z wirującymi stolikami i wywoływaniem duchów. Oczywiście przy pomocy odpowiednich Mediów. Jednak ten sposób kontaktu z „tamtą stroną” budził raczej ciekawość i strach. Na szczęście wiele się zmieniło.

W 2009 r. powstało w Warszawie „Polskie Towarzystwo Studiów Spirytystycznych”. które w swoich założeniach opiera się na doświadczeniach przywiezionych z Brazylii. Tam ruch spirytystyczny ma już wieloletnią tradycję opartą na współpracy mediów i „rozpoznanych duchów”, które dyktują informacje na temat tamtej rzeczywistości. Dochód ze sprzedaży tak powstałych książek jest w całości przeznaczony na działania charytatywne.

W Polsce Spirytyści opierają się na literaturze stworzonej przez Allana Kardeca: „Księga Duchów”, „Księga Mediów”, „Ewangelia wg Spirytyzmu” itp. oraz relacjach z tamtego świata spisanych przez znane medium – Xico Xaviera np. „Nasz Dom” – ciekawą wizję ewolucji Duszy po śmierci. Z tej relacji powstał bardzo ciekawy, wzruszający film.

Na I Kongresie założycielskim w Warszawie Spirytyści gościli kilku ciekawych ludzi z zagranicy. Jednym z nich był francuski lekarz, pracujący wg założeń współczesnego spirytyzmu. Z jego wypowiedzi zapamiętałem kilka ostatnich zdań:

„My spirytyści… Jeśli mamy telefon z tamtej strony, to możemy odebrać, czasem pomóc.(Duchy, też mogą potrzebować interwencji. np. w przekazaniu jakiejś informacji do ludzi żyjących.). Ale nikomu kto nie ma doświadczenia nie radzę, nie proponuję dzwonić w tamtą stronę. Z jednego powodu… Nie wiadomo kto odbierze.”

I to jest prawda.

Zapewne pamiętacie ciekawe programy z krakowskiej TV prowadzone przez Macieja Trojanowskiego: „Strefa 11”. „Nie do wiary”. W jednym z programów przedstawiono relację z Ameryki Południowej, w której trójka młodych uczniów wpadła na pomysł wywoływania duchów. Mieli ułatwione zadanie, bo w sklepie mogli kupić tabliczkę Quija, gdzie są już narysowane pewne symbole i litery do odczytu. Problem polegał na tym, że przywołane „duchy” nie chciały odejść. A dzieci nie potrafiły zamknąć połączenia. Ale nie było to „widoczne”. Dzieci wróciły do domu i właściwie zapomniały o zdarzeniu. Jednak „duchy” nie zapomniały. Kilka lat później uczestnicy zdarzenia zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.

Prawdą jest, że w tamtej kulturze kontakt z duchami, zjawami jest jakby wtopiony w ich przekonania, mity. Dlatego takie zdarzenia są tam bardziej jaskrawe.

Nie chcę nikogo straszyć, ale wiem, że kontakt z „tamtą stroną”, zwłaszcza na własną rękę może mieć różne następstwa. Zdarza się, że osoba, która przychodzi do mojego gabinetu „bawiła się” w szkole w wywoływanie duchów. A potem ja muszę to wszystko naprawiać…

Na początek opowiem o kilku moich doświadczeniach jako Medium.

Jeśli medium jest prowadzone przez fachowca, mistrza to właściwie wszystko jest pod kontrolą. Pewnego dnia przyszło do gabinetu troje ludzi, którzy prosili o pomoc. Okazało się, że ich bogaty wuj zmarł niedawno i nie zostawił testamentu. Majątek wuja był duży i rodzina była już skłócona: Nie wiedzieli, kto i co powinien dostać. Proszono nas o nawiązanie kontaktu z wujem i dopytanie: Komu, co pozostawił. Sprawa nie była typowa, ale postanowiliśmy im pomóc.Kiedy zostałem wprowadzony w trans, poszybowałem swoim umysłem w specjalne miejsce, gdzie mam łatwiejszy dostęp do świata duchowego. To miejsce jest szczególne.

Tutaj wszystkie wyobrażenia materializują się, a zaproszeni „duchowi” goście łatwiej pojawiają się. Wg moich wyobrażeń, przestrzeń, w której przebywają dusze, to część nieba po prawej stronie nad moim „siedliskiem”. To miejsce, za każdym razem może wyglądać inaczej. Tym razem, na trawiastej polanie, pod dużym drzewem stanęła ławka. Usiadłem na ławce i poprosiłem o kontakt. Zaprosiłem „duszę” wuja do tego miejsca.

W pewnym momencie poczułem, jak ławka zadrżała. Z góry spłynęła na nią jasna, świetlista postać. Postać od razu przejęła inicjatywę. Z pretensjami: „O co chodzi?” „Dlaczego zakłócacie mój spokój?”, „Nie mam czasu na głupoty!” zwróciła się do mnie.

Musiałem jej wytłumaczyć, że rodzina jest w potrzebie. Nie mogą sobie poradzić. Zaczynają się kłócić, bo nie mogą znaleźć testamentu. Po chwili usłyszałem: „No tak!”, Oni zawsze…” „Znów muszę interweniować”. I potem: „Dobrze! To co „powiem” proszę im przekazać”.

Nie pamiętam słów, jakich używał, ale sam przekaz trwał dłuższą chwilę. Potem zostałem wybudzony i wróciłem do „rzeczywistości”. To co zobaczyłem mocno mnie zadziwiło. Miałem przed sobą trójkę wystraszonych osób, która wpatrywała się we mnie ze zdumieniem i przerażeniem. Okazało się, że to co mówiłem i przekazywałem podczas transu było bardzo dokładne. Używałem takich samych słów i akcentów jak ich wuj za życia. Dlatego w pośpiechu opuścili nasz gabinet. Przypuszczam, że już nigdy więcej nie chcieli kontaktów ze swoimi przodkami.

Dla medium pojęcie „czasu i przestrzeni” nabiera innego znaczenia. Aby dobrze odbierać tamtą rzeczywistość trzeba posiadać pewne dodatkowe właściwości.

Czy można się tego nauczyć? Nie wiem. Ale jeśli tego daru, umiejętności nie będziemy „trenować”, mogą one powoli wygasać. Jak mawiał znany artysta: „Podstawa to talent. A potem: praca, praca i jeszcze raz praca. Wtedy osiągamy sukcesy”.

Jak pamiętamy, w zależności od odbioru rzeczywistości ludzi można podzielić na wzrokowców, słuchowców i czuciowców. Ci ostatni mają najczęściej dobrze rozwinięte odczuwanie emocji, powiększoną empatię, współodczuwanie.

Pamiętam jak podczas różnych seansów hipnotycznych pomagałem klientom dotrzeć do ich przeszłości, tych traumatycznych zdarzeń, które umysł chciał wyprzeć pozostawiając tylko emocje. Taki klient wie, czuje, że w jego przeszłości, często dzieciństwie zaszły jakieś ważne, traumatyczne zdarzenia. Ale nie potrafi do nich wrócić. Umysł stawia zasłonę – jak zwykle:„dla naszego dobra”. Problem jednak w tym, że dopóki nie wygasimy do końca starych emocji związanych takimi zdarzeniami, to umysł będzie do nich wracał, np. w snach próbując je rozwiązać, wygasić. I tutaj może wkroczyć medium. Jego nie dotyczy taka zasłona, stworzona przez umysł. Oczywiście nie jest to takie proste.

Po wejściu medium w odpowiedni stan umysłu, następuje dostrojenie fal mózgowych do umysłu klienta. Potem trzeba się cofnąć do jego życia w szkole, w dzieciństwie aż do szukanych zdarzeń. I dopiero wtedy jest duża szansa, że przejdziemy poza zasłonę. Poczujemy, zobaczymy dane zdarzenie. Tak, jak wyglądało w rzeczywistości. Medium odbiera odczucia, emocje i obraz. Czuje, jakby tam był. Jednak nadmiar odczuć, sprzecznych emocji może być bardzo duży. I media to odbierają. Po seansie powinny to wszystko z siebie zdjąć, odreagować. Ponieważ w takich sytuacjach ich system nerwowy jest poddawany dużemu przeciążeniu.

Po paru latach nabiera się „odporności”. Medium nie odbiera wszystkiego tak dosłownie. W rzeczywistości jego cała osobowość: układ nerwowy i ciało nadal odbierają, ale na zewnątrz tego nie pokazuje. Pamiętam, jak w niektórych seansach docierałem do „przyczyny” problemów. Mogłem opisać dane zdarzenie ze szczegółami, jakbym tam był. Ale później musiałem odreagować.

Kiedyś młoda kobieta przyprowadziła swoją siostrę, dużo młodszą. Były niepodobne do siebie. Ta młodsza wyglądała na starszą, jakby zmęczoną życiem. Ponadto miała dużą nadwagę. W wywiadzie powiedziała, że w dzieciństwie przeszła jakąś traumę z ojczymem. Przeprowadziliśmy seans. Reagowała spokojnie. Oddychała miarowo.

Przy cofaniu do dzieciństwa wystąpił problem. Pojawiały się nerwowe ruchy. Jakby ciało nie chciało do tego wracać. Musiałem wkroczyć jako medium. Na początku był duży opór. Umysł nie chciał pokazać żadnych obrazów. Coś jak z Hitchcocka. Słychać, prawie czuć, a nie ma obrazu. Podchodziłem kilka razy. W końcu poszło…

Zobaczyłem jakiś basen, grubego mężczyznę, który krzyczy na małą dziewczynkę. A ona wystraszona, właściwie przerażona ucieka z wody. Nie chce się uczyć… pływać. Potem, przez jakiś czas ten mężczyzna śnił się jej po nocach. Okazało się, że to jej ojczym, który uczył dzieci pływać. W jej przypadku chciał z niej zrobić zawodniczkę…Będąc w tej sytuacji odebrałem jego krzyki i przerażenie, lęk dziewczynki. Wtedy było to ponad moją wytrzymałość. Wybiegłem „w miarę cicho” do łazienki. Potem nabrałem „odporności”. Nie musiałem przerywać swojego stanu „transowego”, nawet w mocniejszych zdarzeniach.

Obecnie pracuję inaczej. Moje zdolności medialne wykorzystuję do diagnozy stanu zdrowia, nie używając żadnej aparatury. Taka diagnoza najczęściej pokrywa się w 80% lub więcej z rzeczywistym stanem zdrowia. Jednak umiejętność medialnego kontaktu z duszami i „energiami” pozostała. Dzięki temu mogę lepiej pomóc klientom, którzy przychodzą do gabinetu.

Ale o tym w następnej części…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Już tu byłem – projekt Michała Książka

Szanowni Państwo!

Jakiś czas temu Michał Książek zaprosił mnie do swojego autorskiego projektu zatytułowanego Już tu byłem. Kim jest Michał Książek?

Tarnowski artysta przecierający ścieżki na styku wielu dziedzin sztuki. Autor licznych plakatów i zdjęć – ma na swoim koncie wystawy. Poeta, twórca muzyki, autor filmów dokumentalnych. Razem z pisarką Katarzyną Terakowską Nowak wydał książkę pt. „Dużo myślę”- będącą zapisem ich rozmów o fotografii, muzyce i tematach społecznych. Michał to postać zagadkowa, nietuzinkowa, a przy tym niezwykle kreatywna.

Z mojej strony mogę dodać, że Michał to człowiek niezwykle wrażliwy, otwarty i dojrzały. Współpraca z nim oraz całą ekipą, która realizowała nagranie w gliwickiej Palmiarni, była czystą przyjemnością. Jestem szczęśliwa, że znalazł się człowiek, który zdecydował się nadać tematyce tak bliskiej memu sercu, formę muzyczną.

Zapraszam do wysłuchania utworu „Już tu byłem” w wykonaniu Michała Książka i Sławka Ramiana, a także naszej rozmowy w egzotycznej oprawie gliwickiej Palmiarni.

Tym materiałem niejako podsumowuję rok 2018 – bogaty, obfitujący w wiele ważnych dla mnie wydarzeń, którymi miałam przyjemność dzielić się również z Państwem.

Dziękuję, że byliście Państwo ze mną! Dziękuję wszystkim osobom, z którymi miałam zaszczyt i przyjemność współpracować w 2018 roku. Mam nadzieję na kolejne spotkania i wspólne działania.

Dziękuję za wszystkie wiadomości, Wasze osobiste historie opowiedziane mi czasami przez łzy, a zawsze w wielkich emocjach.

Biuro Duchów, nisko się kłania i życzy wszystkim Pomyślności w Nowym 2019 Roku!

Święta Bożego Narodzenia, Szczodre Gody

 

Na ten szczególny czas, życzę Państwu, wewnętrznego spokoju, radości z rzeczy małych i wielkich, bliskości i ciepła. Niech wspaniała, rodzinna atmosfera zadziała kojąco na Wasze serca!

Wybaczajmy sobie i innym! Proces ten uzdrawia duszę i ciało, wnosi harmonię do niełatwej codzienności, oczyszcza umysł.

Niech wszystkie Wasze marzenia spełnią się, bez szkody dla kogokolwiek i czegokolwiek!

 

Chirologia – zapomniana nauka o człowieku

Szanowni Państwo!

W Starym Oleśnie, na spotkaniu „Andrzejkowy Kongres Zdrowia” mówiłam o chirologii.

Oczywiście nie chodzi tu o tak zwane wróżenie z ręki, zwane chiromancją i nieszczęśliwie mylone z tą pierwszą. Chirologia to prastara nauka o ludzkiej dłoni, pozwalająca określić pewne aspekty związane z psychiką i charakterem, ale także z wieloma zagadnieniami zdrowotnymi.

Dzięki uprzejmości kanału Porozmawiajmy TV mogę dzisiaj zaprezentować Państwu moje wystąpienie.

Zapraszam!

W drodze do Wiecznego Domu – wątpliwości

Dzięki nowoczesnym technikom reanimacyjnym coraz więcej ludzi wraca ze stanu śmierci klinicznej do swojego fizycznego ciała. Z kolei spektakularny postęp komunikacyjny, pozwala, aby ich doświadczenia docierały do ogromnej rzeczy osób zainteresowanych tematem „życia po życiu”.

Te relacje z reguły są bardzo pozytywne i przepełnione spokojem. Niosą nadzieję i jasny przekaz dla żyjących. Treść owego przekazu można zawrzeć w kilku słowach: śmierci nie ma!

Osoby sceptyczne kwestionują opowieści z zakresu NDE właśnie ze względu na ich „sielskość” i zarzucają im zbytni idealizm. Niektórzy sugerują, że dochodzi tu po prostu do wyparcia tego, co nieprzyjemne na korzyść wrażeń pozytywnych.

Nie wiem czy tak jest, ale mogę przyjąć, że z psychologicznego punktu widzenia istnieje taka możliwość. Potencjalnie, zwłaszcza ludzie, którzy opowiadają o swoich doświadczeniach z pogranicza, dopiero po wielu latach, mogli poddać je pewnej segregacji, eliminując fragmenty przykre i nieprzystające do typowych skryptów poznawczych. Przykładowo człowiek po opuszczeniu ciała znalazł się w ciemnym tunelu i bardzo się bał. Nagle, w niepojęty sposób, został przeniesiony do innego świata, gdzie spotkał swoich bliskich. Po latach obraz ciemności i strachu zaciera się, a pozostaje tylko przyjemne wspomnienie dotyczące spotkania z rodziną. Nie ma to nic wspólnego z konfabulacją, Świadomość posiada po prostu wiele mechanizmów obronnych i w marę potrzeby korzysta z nich.

Nawet jeśli niewielki odsetek tych historii rzeczywiście uległ opisanym wyżej procesom to nie dyskredytuje całej reszty. Nie mówiąc już o tym, że istnieje wiele relacji, przepełnionych strachem, bólem i uczuciem samotności wypełniającym myśli niewypowiedzianą rozpaczą. Zdarzają się osoby, które przyznają, że w momencie przedśmiertnym widziały wszystkie najbardziej wstydliwe i odrażające momenty własnego życia. W niektórych wizjach pojawiają się istoty czy stworzenia agresywne lub niechętne danej duszy.

Jasno widać, że mają miejsce również doświadczenia dalekie od sielanki i być może właśnie one potwierdzają realność wszystkich pozostałych zdarzeń. Gdyby bowiem nie występowały, uzasadnionym byłoby domniemanie, że to nasz mózg funduje nam ckliwy, wręcz momentami egzaltowany obraz, ułatwiający odejście.

Odnoszę wrażenie, że poprzez przebywanie w tym trudnym środowisku ludzi wcielonych na ziemi, nasze wyobrażenia na temat pierwotnego sensu dobra oraz miejsca będącego Kolebką wszystkich dusz, ulegają poważnej dewaluacji. Niestety zdarza się nam przykładać niewłaściwą miarę do rzeczy i zdarzeń, których nie jesteśmy w stanie objąć ludzkim rozumem.

Otrzymuję listy od osób, które najwyraźniej uznają, iż wyznawana przez nich religia jest tak niezwykle ekskluzywna, że zapewnia przejście do Zaświatów w towarzystwie świateł, cudownych, mistycznych istot itp. Natomiast każdy innowierca może mieć jedynie złudzenie, iż towarzyszom mu podobne okoliczności. Prawdziwego Światła nie jest przecież godzien.

 

Człowiek dobry z dobrego skarbca serca wydobywa dobro, a zły ze złego wydobywa zło; albowiem z obfitości serca mówią usta jego. (Luk. 6.45) [1]

Zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim miejsce na ekumenizm? Czy zatarł się już całkowicie obraz Jana Pawła II, pogrążonego w modlitwie z przedstawicielami wszystkich religii?

Przypomnę może ten tekst:

Dla Jana Pawła II takie kontakty były naturalną konsekwencją jego podejścia do życia i ludzi. – Przykazanie: „Kochaj bliźniego jak siebie samego” traktował dosłownie i poważnie. Nie: Będę cię kochał, jeśli tylko będziesz katolikiem, tylko: Kocham cię, bo wszyscy ludzie są równi i warci tej miłości. Wychodził z założenia, że każdy mówi do Boga, robimy to jedynie w inny sposób – tłumaczy bp Tadeusz Pieronek.[2]

 

Oraz bardzo piękny komentarz dotyczący działań w kierunku dialogu między religiami:

Tu pojawia się bardzo ważny moment związany z uzmysłowieniem sobie, że Bóg jest też w innych religiach (zbawcze znaczenie innych tradycji religijnych świata dla ich wyznawców), a zbawienie w Jezusie Chrystusie jest możliwe dla ludzi, którzy nie wyznają wiary w Niego i nie należą do Kościoła katolickiego. Każda religia jest darem Bożym dla ludzkości, każda niesie jakiś aspekt komplementarny (powinniśmy dostrzegać to, czym nas wzbogaca, a nie tylko to, czego jej brakuje). Łaska dialogu pomiędzy religiami polega bowiem na możliwości wzajemnego ubogacania się.[3]

Może warto byłoby przemyśleć pewne radykalne sformułowania i poszukać elementów wyjątkowości swego istnienia na innych, bardziej praktycznych płaszczyznach osobowości. Realizować się poprzez sztukę, żyć tak pięknie żeby kojarzyło się to właśnie z unikalnością i wyjątkowością ? Nie oceniać lecz zaufać Najwyższemu Dobru.

Nie ulega wątpliwości, że dróg do Wiecznego Domu może być wiele, a w kluczowym momencie, drogowskazem stanie się energia, płynąca z przestrzeni serca. Wszak „Tam dom twój, gdzie serce twoje”.

 

 

 

Zdjęcia papieskie pochodzi ze stron:

https://chnnews.pl

https://religie.wiara.pl

 

 

[1] http://www.biblia-internetowa.pl/Luk/6/45.html

[2] https://gazetakrakowska.pl/jan-pawel-ii-i-inne-religie-nauczyl-szanowac-zydow-i-muzulmanow/ar/3415415

[3] https://szlakami.pl/dialog-miedzyreligijny/

Dyktowania Ludzi w Duchu cz. V „Wielcy Polacy”

Ukazała się kolejna odsłona cyklu Dyktowania Ludzi w Duchu.

Robert Gajdziński, opiekun spuścizny pozostawionej przez medium Nell Halinę Noell, przesłał mi piąty tom zatytułowany: „Wielcy Polacy”.

Wybór Dyktowań otrzymanych od polskich patriotów, ludzi, którzy w swoim życiu wiele dla Polski zrobili, nie jest oczywiście przypadkowy. Wszak mamy stulecie niepodległości, a więc jest to znakomity czas, aby przypomnieć sylwetki tych znamienitych osób również na płaszczyźnie przekazów mentalnych.

W książce znajdują się dyktowania otrzymane, między innymi od: marszałka Józefa Piłsudskiego oraz słynnego pianisty i wielkiego orędownika sprawy polskiej Ignacego Paderewskiego.

Dyktowali: św. Jerzy Popiełuszko, Emilia Plater, Adam Mickiewicz i wielu innych zasłużonych Polaków.

W książce, przypomniano również jasnowidzenie, niezwykłej uzdrowicielki i medium, Walerii Sikorzyny, której ukazał się duch marszałka Piłsudskiego, przekazując ostrzeżenie o nieuniknionej wojnie. Kobieta zapamiętała istotne informacje, sporządziła nawet stosowne rysunki. Niestety, w styczniu 1938 roku, udało jej się dotrzeć jedynie do adiutanta marszałka Rydza- Śmigłego. Jej przekaz potraktowano podejrzliwie i jak można mniemać zlekceważono. Wizja Walerii Sikorzyny spełniła się w całej rozciągłości, nie wyłączając dróg natarcia wojsk niemieckich.

Marszałek Piłsudski, bardzo interesował się zjawiskami paranormalnymi, znał sławnych jasnowidzów, jak chociażby Stefana Ossowieckiego i sam wykazywał pewne zdolności w tym kierunku. Nie dziwi więc fakt, że jako wolna Dusza, robił co mógł dla sprawy, której poświęcił całe swoje życie.

 

Dziękuję za przesłanie tego tomu.

Książka do nabycia TUTAJ

Informuję również, że wydawnictwo New Reality Books posiada kanał YouTube: