Do Siego Roku !

Z okazji nadchodzącego Nowego Roku pragnę złożyć wszystkim moim Czytelnikom najserdeczniejsze, z głębi serca płynące życzenia.

Niech ten Nowy 2014 rok przyniesie to, co dobre piękne i mądre. Niech da nam nadzieję i spełnienie oraz realizację we wszystkich obszarach życia. Niech urzeczywistnią się nasze marzenia zgodnie z zasadą kosmicznej harmonii, to jest bez szkody dla kogokolwiek i czegokolwiek.

Dużo życzliwości, wzajemnego szacunku i dobrych relacji z najbliższymi i każdym, kogo napotkamy. Jednym słowem:

Radosnego i szczęśliwego Nowego Roku
z marzeniami, o które warto walczyć,
z radościami, którymi warto się dzielić,
z przyjaciółmi, z którymi warto być i
z nadzieją, bez której nie da się żyć!

 

 

zdjęcie: copyright by Dariusz Cecuda

Mikołaj święty, co daje prezenty

Nie lubię Świętego Mikołaja, a właściwie tego grubego gościa w przyciasnym ubraniu, którego cera (oraz rumieńce) wskazuje na systematyczne i nadmierne spożycie trunków rozgrzewających. Nie lubię tego produktu marketingowego, wylansowanego przez pewien koncern, którego wizerunek podchwyciło stu innych sprzedawców i teraz ów „święty” łypie na mnie swoimi chytrymi oczkami już od października. Chciałoby się strawestować Orwellowskie: „Wielki Brat patrzy!” na „Czerwony Król Marketingu patrzy!”. Patrzy i szykuje kolejną strategię jak tu podejść dzieci i ich rodziców. Jak wcisnąć markowany rubasznym wizerunkiem towar, który szybko okazuje się nikomu do niczego nie potrzebny lub zgoła niesmaczny, jeśli rzecz dotyczy żywności. Pytam się, co ten wytwór marketing menagerów ma wspólnego ze świętością? Wszak świętym jest nazywany.

Nie jest w tej chwili rzeczą najważniejsza czy opowieść o świętym Mikołaju z Mirry, który jak głosi przekaz uwalniał niesprawiedliwie skazanych więźniów, ratował żeglarzy, ocalił kilka dziewic przed sprzedaniem do zamtuza czy wreszcie wszystkich mieszkańców Mirry przed śmiercią głodową, jest prawdziwa czy nie. Jednak idea, której Mikołaj z Mirry jest znakomitym nośnikiem nie mówi nic o zwiększeniu obrotów handlowych tylko o czynieniu dobra i to nie koniecznie osobom najbliższym, lecz właśnie obcym w potrzebie.

O dniu 6 grudnia powiedzieć można wiele, ma bardzo bogatą historię. Do III wieku włącznie urodziny Jezusa obchodzono właśnie w tym czasie. Istnieje wiele opracowań na ten temat niemniej wszystkie podkreślają, że tradycja obdarowywania, zwłaszcza dzieci, w tym okresie sięga głęboko przed chrześcijaństwo. Rodzimowiercy celtyccy, słowiańscy czy nordyccy także mieli istoty, których pomoc miała ułatwić przetrwanie trudnego czasu zimna i ciemności. Postacie szanowane i niepospolite.

Nie mam mocy sprawczej na miarę Mikołaja z Mirry, jak z reszta większość ludzi. Jednak zawsze można w tym czasie „obdarowania dla świata” zrobić coś, co pozostaje w zgodzie ze szlachetnością i dobrem. Mały gest dla kogoś, kto ma mniej od nas, dla obcego w potrzebie.

Zwłaszcza, że to, co wysyłamy w eter wraca zawsze zwielokrotnione.

Prywatnie jest to dla mnie dzień bardzo szczególny – urodziny mojego męża.

Bardzo Go kocham i jest najlepszym prezentem, jaki dostałam od Mikołaja, Opatrzności i całego kosmosu!

Takich dobrych, radosnych i trwałych prezentów życzę wszystkim Państwu!

Kwestia wiary

Komentarz czytelniczki:

„Akurat tutaj bym ducha nie widziała  O tym, że zbliża się trzęsienie ziemi przewiduje mnóstwo różnego rodzaju zwierząt. Człowiek, który, na co dzień styka się z niebezpieczeństwem i trzęsieniami ziemi (górnik) mógł sobie wyrobić taki instynkt. Psychika Krzysztofa mogła „ubrać” ten instynkt w „skórę” dziadka, czyli kogoś, kogo Krzysztof kochał i mu ufał. Nie doszukiwałabym się tu duchów, a raczej podziwiała instynkt człowieka Pozdrawiam wszystkich duchomaniaków  ”

Powyżej przedstawiam komentarz Pani, która podpisała się imieniem Xenia. Zawiera bardzo interesujące uwagi. Postanowiłam, że będzie kanwą dzisiejszego wpisu.

Zjawiska tak subtelne jak te przedstawiane na blogu zawsze będą wzbudzały kontrowersje, ponieważ udokumentowanie ich w większości przypadków pozostaje poza zasięgiem kamer, aparatów czy innego sprzętu elektronicznego. Wymykają się one „szkiełku i oku” i często jedynym dowodem na ich istnienie pozostają zeznania świadków. Daje to oczywiście pole do popisu sceptykom i tak zwanym racjonalistom. Jestem przekonana, że przemyślenia Pani Xeni nie są pozbawione racji. Opisała, bowiem działanie nadświadomości, która potrafi zrobić wiele, aby uratować ludzkie życie. Zapewne przebywanie przez wiele lat w nienaturalnym i groźnym środowisku, wyostrza zmysły. Aby informacja została przyjęta, a czynność wykonana natychmiast, nadświadomość przekazuje ją w takiej formie, jaka wydaje się być najbardziej skuteczna. W przypadku tej konkretnej osoby wybrany został motyw dziadka. Istoty kochanej, ale też bardzo charakterystycznej, wręcz nie do podrobienia. Zabieg ten spotęgował efekt. Tak wyjaśnia sprawę nauka. Tak mogło być. Interpretacja jest kwestią indywidualną. Dla jednego odbiorcy naukowe podejście jest w tej konkretnej sytuacji oczywiste. Ktoś inny powie: nie wieżę teoriom Junga czy Freuda to był mój dziadek, widziałem go, uratował mi życie. Osoba wierząca może przyjąć, że jej Anioł Stróż zadziałał incognito.

Jakiś czas temu na jednym z kanałów ( chyba Discovery) obejrzałam film dokumentalny. W Nowym Orleanie zawalił się budynek mieszkalny. Ponieważ do katastrofy doszło późną nocą wielu mieszkańców już spało. Jednak kilkoro z nich tuż przed tym dramatycznym wydarzeniem znalazło się na zewnątrz. Młody niewidomy mężczyzna zeznał, że usłyszał bardzo dziwne dźwięki w ścianie. Dźwięki te zaniepokoiły go do tego stopnia, iż podjął decyzję o opuszczeniu mieszkania i przenocowaniu u rodziny. Starszy pan ocalał dzięki swojemu czworonożnemu przyjacielowi. Pies w pewnej chwili zaczął drapać w drzwi i skamleć. Widać było, że za wszelką cenę chce wyjść z mieszkania i zachęca do tego właściciela. Pan ten myślał, że piesek chce wyjść za potrzebą. Młoda kobieta zapomniała zabrać z samochodu dokumenty, które koniecznie chciała przejrzeć przed snem. I wreszcie pani w średnim wieku, przebudziła się i dostrzegła zarys sylwetki stojącej obok okna. Usłyszała też głos ( podobny do głosu zmarłej mamy), który kategorycznie nakazał opuścić budynek. Najbardziej oczywista jest sytuacja z psem. Zwierzęta mają zmysły nieporównywalnie wrażliwsze od ludzkich. Osoba niewidoma również słyszy więcej niż każdy z nas, dzięki czemu inaczej odbiera i interpretuje rzeczywistość. Zapominalska młoda dama – czyżby zbieg okoliczności? Osobiście nie wierzę w przypadki. Ostatnia ocalona – być może pomogła jej matka?  Jeśli jesteś deterministą uznasz, że nie było im przeznaczone umrzeć, a siła wyższa kierująca losem człowieczym wykorzystała wszystkie dostępne środki, aby ocalić te konkretne osoby. Jeśli liczy się dla ciebie tylko tu i teraz uznasz, że „mieli fart”. Nasz obiektywizm jest często bardzo subiektywny. Nie ma się, czemu dziwić. Trudno, zwłaszcza w starszym wieku, odrzucić względy kulturowe, religijne czy światopoglądowe i z czystym niczym niezmąconym umysłem dokonać bezstronnej analizy sytuacji. Wiara determinuje nasze życie oraz poglądy i nie chodzi mi tylko o wiarę w Boga. Wierzymy, że pani X mówi prawdę albo nie wierzymy. Wierzymy, że dany lek czy terapia nam pomoże, albo przyjmujemy go bez wiary, jednocześnie negując jego skuteczność. Wierzymy w potęgę miłości, albo w potęgę pieniądza lekceważąc wszelkie uczucia wyższe. Decyzja należy do nas. Logiczną konsekwencją jest interpretacja wydarzeń dziejących się w naszym życiu. Jeżeli ktoś przyjmuje, że wiara w duchy i zjawiska nadprzyrodzone tudzież w Boga jest oznaką ciasnoty umysłowej, to żeby go sto serafinów przeniosło przez sfery niebieskie i posadziło po prawicy Pana uzna on, że cierpi na zaburzenie psychiczne lub ma guza mózgu. I Odwrotnie osoba odbierająca świat z perspektywy duchowej apriorycznie rozpatrzy każde zjawisko, jako potencjalnie metafizycznie. Jednym słowem samo życie.

Pani Xeni dziękuję za komentarz i również bardzo serdecznie pozdrawiam!

 

Sabat Samhain, Dziady czy Halloween ?

Zbliża się Sabat Samhain, Dziady czy jak kto woli Halloween.

Samhain to jedno z najważniejszych świąt Celtów. Wierzyli oni, że tej nocy świat zmarłych znajduje się najbliżej świata żywych, a byty z innych wymiarów uzyskują możliwość przejścia na stronę śmiertelników. W tradycji celtyckiej w noc z 31 października na 1 listopada zamyka się Koło Roku i rozpoczyna Nowy Rok. Z tego powodu ta noc jest tak szczególna, nie należy ani do nowego ani do starego roku, w pewnym sensie jest poza czasem. W wigilię Samhain gasili ogniska i pochodnie, nadając domom wygląd opuszczonych. Wystawiali przed domy jedzenie, aby dusze posiliły się i odeszły.

Jest to ulubione święto, Wiccan, dekorują oni domowe ołtarze darami natury związanymi z ta porą roku. Niektórzy organizują tak zwane milczące wieczerze. Posiłek spożywany jest w ciszy, a na stole znajduje się dodatkowe nakrycie.   Oczywiście zwyczaj Halloween wywodzi się wprost ze święta Samhain.

My Słowianie i bracia Bałci nie jesteśmy gorsi. W tym czasie celebrujemy Dziady, które znakomicie opisał Adam Mickiewicz.Celem obrzędów jest głównie uzyskanie przychylności zmarłych. Słowianie palili ogniska, aby odstraszać upiory, oświetlali domy wskazując drogę dobrym duszom.

Chrześcijaństwo w swojej brutalnej ekspansji tępiło wszystkie stare zwyczaje. Ponieważ nie udało się wyprzeć Dziadów, więc nadano temu świętu nowy charakter i atrybuty.

Nadal jednak światło świec czy zniczy pozostało sygnałem dla drugiej strony – jesteśmy, pamiętamy, kochamy!

Mili Moi!

Pamiętajcie, że czas ten jest dobry dla wróżb, ale fatalny na medytację!

Nie można pozostawać bez ochrony mentalnej, kiedy po świecie krążą byty nie koniecznie nam przychylne.

Jeśli wyjeżdżacie to noga z gazu – nikt nie wymaga od nas ofiary z życia, a już na pewno nie ci, do, których tak szaleńczo gnamy.

Pozdrawiam bardzo serdecznie i cieplutko!

 

 

Usunięto posąg Światowida ze schroniska na Ślęży

Stali czytelnicy zdążyli się już zapewne zorientować, że góra Ślęża i sąsiadująca z nią Radunia to dla mnie miejsca szczególne. Podziwiam ich piękno i czerpię z ogromnych zasobów energetycznych, jakie posiadają. Kocham to miejsce. Zdarzyło mi się w tym roku wspinać na szczyt w towarzystwie koleżanki Barbary, która powiedziała: popatrz na tą mgłę, głazy ze znakami solarnymi, poczuj ten klimat całą sobą.Przecież to polski Avalon!

Miała rację i w tej sprawie i w wielu innych.

Dowiedziałam się właśnie, że usunięto replikę posągu Światowida, która znajdowała w schronisku na szczycie Ślęży. Osobiście nie badałam okoliczności, w jakich do tego doszło. Jednak w oparciu o oświadczenie Redakcji Kwartalnika „ Słowianić” oraz inne wiarygodne doniesienia nabieram przekonania, że w sprawę osobiście zaangażowany jest proboszcz tamtejszej parafii.

Kiedy Talibowie wysadzali w powietrze posągi Buddy oburzaliśmy się, mówiąc: dzicy, ciemni ludzie niszczą światowe dziedzictwo kultury ! Czujemy się współwłaścicielami tych skarbów i chcemy zachować je dla przyszłych pokoleń. Dla tego nie możemy milczeć, kiedy usuwa się ze Ślęży posąg Światowida, który jest również skarbem – naszej słowiańskiej kultury. Jeśli dziś przeszkadza kopia posągu to może jutro zniszczone zostaną inne artefakty niezgodne z doktryną proboszcza. Nie jest tajemnicą, że duchowny ten ma ambicję stworzenia sanktuarium na górze Ślęża. Nie rozumiem, po co? Czy w tym kraju usianym sanktuariami kolejne jest niezbędne? Kto dał mu prawo do zawłaszczania tej konkretnej przestrzeni dla jednej tylko racji, dla jednej religii? Jeśli ambicje księdza osiągną cel możemy się spodziewać, że ucierpi na tym nie tylko przyroda, ale kijem będą przeganiane grupy medytacyjne oraz każda osoba, która się po prostu nie spodoba samozwańczym strażnikom jedynie słusznej wiary.

Z całokształtu wydarzeń, jasno widać, że idea ekumenizmu, do której nawołują kolejni Papieże jakoś do Sobótki nie dotarła.W Polsce zarejestrowanych jest wiele związków wyznaniowych i konstytucyjnie zapewniona jest swoboda w tym względzie. Nasze słowiańskie korzenie były karczowane ogniem i mieczem przez wieki. Czas się temu przeciwstawić. Popatrzmy na inne narody. Anglicy z pietyzmem chronią miejsca kultu religijnego i odwołują się do tradycji Druidów. Narody skandynawskie czynią tak samo wobec swoich przodków, swoich korzeni, swoich pradawnych wierzeń. Nie trzeba czuć się poganinem, aby zrozumieć ich intencję.

Jestem wzburzona, czekam na dalszy rozwój wypadków.

Poniżej publikuję tekst oświadczenia redakcji „Słowianić”, pomimo, że jego stylistyka nie do końca zgadza się z moją. Niemniej najistotniejsza jest intencja, a ta zdecydowanie nas łączy.

 

 

Oświadczenie zespołu redakcyjnego Kwartalnika „Słowianie”
w sprawie usunięcia rzeźby Światowida z Domu Turysty PTTK na Ślęży

27.IX. 2010 R. w Domu Turysty PTTK na Ślęży umieszczono wierną replikę Światowida, którego oryginał znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. W oparciu o pisemną umowę, rzeźba pozostawała w Domu Turysty ponad 3 lata.
Obecnie – na skutek ciągłej presji psychicznej i gróźb miejscowego proboszcza – Ryszarda Staszaka – kierowniczka placówki była zmuszona usunąć rzeźbę z przestrzeni publicznej.
To, co zaszło na Ślęży, jest działaniem rozbójniczym, które w żadnej mierze nie może być tolerowane!
Nie pozwalamy na to, by wrogie nam siły, które odcisnęły już swoje ponure piętno na naszych przodkach, przeszkadzały nam teraz w sięganiu do naszych korzeni.
Pomrokę średniowiecza rozświetlimy jasnością naszych serc i umysłów.
Zawsze tu byliśmy i zawsze będziemy.
Mają Prawosławni swoją Grabarkę, maja Katolicy swój Watykan a świętym miejscem Słowian jest Ślęża!
My, Rodzina Słowiańska zjednoczona w Duchu, dajemy odpór zakusom ciemnych sił.
Czesław Białczyński
Piotr Kudrycki
Joanna Maciejowska
Marek Wójtowicz

Jeśli chcecie poznać mnie lepiej

Mili moi!

Wróciłam z warsztatów zmęczona, ale szczęśliwa. Nauczyłam się wielu nowych rzeczy i poznałam wspaniałych ludzi. Ajurweda ma bogatą historię i kolosalną przyszłość. Traktuje człowieka i jego dolegliwości holistycznie uwzględniając również aspekty duchowe. Fascynująca filozofia i przebogaty program leczenia. Polecam!

Miłą niespodzianką jest świeżo opublikowany wywiad ze mną zamieszczony w dziale „Strefie Tajemnic” przez redakcję Onet.pl.

Jeśli macie ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o mojej skromnej osobie zapraszam do lektury.

Udanego dnia!

Tytułem informacji

Moi Drodzy!

Wyjeżdżam na tygodniowe warsztaty z Ajurwedy.

Bardzo się na ten wyjazd cieszę. Jednak z doświadczenia wiem, że nie będę miała sposobności ani warunków, aby sprawdzać pocztę i odpisywać na maile. Proszę, więc o cierpliwość i wyrozumiałość.

Po powrocie nadrobię zaległości.

To dla mnie piękny, fascynujący ale i forsowny wyjazd.

Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko !

Wielkie podziekowania dla Was wszystkich !

Moi Drodzy!

Śpieszę poinformować Was, że blog Biuro Duchów został dodany do Loży Kultowej.

http://www.blog.pl/znani/Loza-kultowa

 

 

Jest to możliwe tylko dzięki ogromnemu wsparciu, jakie otrzymuję z Waszej strony. Ta dobra energia pozwala mi pisać i odpowiadać na wielką ilość emaili, jaką odbieram prawie każdego dnia..

Blog to dla mnie taka swoista przygoda życia – cieszę się, że mogę dzielić ją z Wami!

Wiara jako klucz do rzeczywistości


„Wiara jest kluczem do rzeczywistości. Prawie zawsze uważamy granice naszej wyobraźni i naszej fantazji za granice wszechświata. Ale jeśli niewiele wiemy i równie mało mamy fantazji, wówczas świat, w którym żyjemy, jest bardzo ograniczony. Wraz z każdym uprzedzeniem, które pokonujemy, staje się on nieco większy i piękniejszy.”*

Każdego dnia jakieś treści przyjmujemy lub odrzucamy. Nasz mózg nieustannie przetwarza i weryfikuje informacje. Kierujemy się przy tym bardzo często nie twardą logika, ale wiarą ,emocjami, sympatią bądź antypatią. Taka jesteśmy skonstruowani.

Jeden z czytelników bloga napisał „ Nic nie ma po śmierci, człowiek to mięso- a wy wierzycie w te bzdury o duszy, bo boicie się przyjąć tej prawdy. Wolicie się łudzić, że skończycie lepiej niż każda padlina zakopana w ziemi. To jest naiwne i żałosne” Rzekłabym skrajnie radykalna wypowiedź. Oczywiście rozumiem, że dla ateisty takie myślenie jest normą, skoro nie ma Boga to i dusza nie mieści w jego widzeniu świata. Tak sobie pomyślałam czy bałabym się przyjąć, że jestem tylko ciałem fizycznym? Śmiem twierdzić, że nie! Takie podejście wiele spraw upraszcza. Nie mam duszy, a więc podlegam tylko prawom ludzkim. Nie obawiam się żadnej kary za grzechy, czy ( w moim rozumieniu) karmicznych konsekwencji popełnionych czynów. Jednym słowem, jeśli uda mi się uniknąć „karzącej ręki sprawiedliwości” to „hulaj (nomen omen?) dusza piekła nie ma „ Czy było by mi smutno, że koniec będzie definitywny? Nie! Mam dzieci i rozpatrując sprawę w tych kategoriach, żyję w nich poprzez materiał genetyczny, który im przekazałam. Moje popioły użyźnią ziemię, a więc i w tym aspekcie można odnaleźć pozytywy.

Wolę jednak żyć z głęboką wiarą w Stwórcę i moją nieśmiertelną duszę. Nawet, jeśli okaże się, że żyłam złudzeniami ( żadnej możliwości nie wykluczam z góry w przeciwieństwie do autora powyższej widomości) to będzie życie piękne i bogate. Życie przepełnione nadzieją, że jeśli nawet popełnię jakieś błędy, będzie mi dane je naprawić. Nadzieją – a nie strachem przed konsekwencjami czy piekłem – bez względu na jego nazwę. Poszerzanie granic własnej percepcji to często ciężka praca, wymagająca treningu i dyscypliny. Pozwala jednak spojrzeć na rzeczywistość (sic!) w sposób, jaki nie każdemu jest dany. Taki odbiór świata jest moim wyborem. W konsekwencji, jako osoba biorąca odpowiedzialność za swoje życie, w mocno rozszerzonym znaczeniu tej deklaracji, staję przed wieloma dylematami, przed, którymi Pan drogi ateisto nigdy nie stanie. Zajmuję się nie tylko swoim mięsnym opakowaniem, ale także, a może przed wszystkim, duszą, którą pojmuje, jako prawdziwe JA.

Każdy z nas ma święte i niezbywalne prawo samostanowienia – nie ważne czy pojmowane przez pryzmat „wolnej woli” czy konstytucję. Nie rozumiem, więc skąd bierze się wrogie nastawienie wobec osób, które myślą i czują jak ja. Czyżby do pisania szyderczych emiali, prowokowała, mniej lub bardziej uświadomiona obawa, że ja i mnie podobni mamy rację ???

 

 

  • cytat pochodzi z książki L.Ingrish „Rozmowa z cieniem”
  • obraz autorstwa Agnieszki , którą przy okazji serdecznie pozdrawiam !

To wszystko z miłości …

Jest to przekaz , który otrzymałam kilka tygodni temu.

We śnie znalazłam się w lesie , siedziałam na wielkim pniu drzewa obok mnie zobaczyłam starszego pana o bardzo przyjemnej powierzchowności. Zapytałam go kim jest i czego oczekuje. Przedstawił się jako Marian i poprosił o wysłuchanie .

Kiedy Marian urodził się ta miejscowość była wsią , dopiero za Czerwonej Polski uzyskała prawa miejskie. Jego rodzice byli ludźmi zamożnymi, posiadali dużo ziemi i bydła .Ojciec był wielkim konformistą i współpracował z każdą władzą i ustrojem jaki na tym terenie nastawał. Mawiał ,że nic nie ma znaczenia tylko ziemia …Kiedy Marian wszedł w wiek młodzieńczy zakochał się w dziewczynie mieszkającej w jednym z gospodarstw w tej samej wsi.

Teresa również należała do zamożniejszej części mieszkańców ale jej rodzina reprezentowała odmienny światopogląd od ojca Mariana .Wielcy patrioci ,wychowujący swoje dzieci pod hasłem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Teresa bardzo szybko dała Marianowi do zrozumienia , że nie jest jej obojętny .Mniej więcej w okresie kiedy zaczęli przebąkiwać o zaręczynach wybuchła tragiczna II Wojna Światowa .

Ojciec Mariana twardą ręką trzymał wszystkie swoje dzieci i zagroził „że nogi z d.. powyrywa jak się który w co głupiego wplącze „ z oka ich nie spuszczał , uniemożliwiając wręcz wszelkie podejrzane kontakty .No cóż to nie były czasy bezstresowego wychowania i dzieci , nawet te starsze, liczyły się ze zdaniem rodziców .Marian drżał o Tereskę wiedząc , gdzie są jej bracia i czym się zajmują .Poprosił , żeby za niego wyszła i wyprowadziła się z tego „niebezpiecznego środowiska” jakim był według Mariana jej dom rodzinny . Teresa była oburzona jego słowami i powiedziała , że jest już związana przysięgą ważniejszą niż wszystkie inne , co oznaczało ,że wstąpiła w szeregi AK.

Przez wieś i dom Mariana przetoczyły się wojska niemieckie , radzieckie wreszcie nastała tzw. władza ludowa .Wcześniej Marian myślał z trwogą o tym ,że Tereska może zakończyć życie w katowni Gestapo  teraz drżał z powodu katowni UB. Miał serdecznie dosyć wojny. Pragnął jedynie żyć spokojnie , pracować i ponad wszystko ożenić się z Tereską .Rozmawiał z nią wielokrotnie nie bacząc już na swojego ojca .Prosił ,błagał ale ona uparcie twierdziła , że woja dla niej trwa nadal i co gorsza chodziła do lasu gdzie ukrywał się jej brat ze swoimi towarzyszami. Marian kilkakrotnie usiłował ją śledzić ale zawsze była bardzo czujna. Wreszcie mu się udało i doszedł za nią do miejsca gdzie ukrywali się partyzanci. Wtedy w jego głowie powstał plan rozwiązania sytuacji tak żeby Teresa już zawsze była z nim i żyła bezpiecznie .

Pod pretekstem zakupu nowego ubrania poprosił Teresę aby mu towarzyszyła podczas podróży do sąsiedniego miasta . W tym samym czasie oddział wojska i UB „likwidował bandytów ukrywających się w lesie „ Brat Teresy zginął na miejscu pozostała trójka czując , że nie wydostaną się z pułapki popełniła samobójstwo. Tak to Marian ich wydał.

Stało się jak chciał. Teresa po okresie żałoby wyszła za niego , żyli dostatnio , urodziły im się dzieci .Marian często myślał o tym czego się dopuścił , zwłaszcza ,że Teresa kilka razy do roku odbywała swoistą pielgrzymkę do lasu i prosiła męża aby jej towarzyszył .Kiedy Marian przeszedł na emeryturę miał jeszcze więcej czasu do rozpamiętywania swojej winy.

Wreszcie nie wytrzymał i wyznał wszystko Teresie .Nie desperowała , nie dała mu w twarz , po prostu zaczęła traktować go jak powietrze .Przestał dla niej istnieć.Po miesiącu takiego życia, Marian poszedł do szopy i doprowadził do stanu używalności broń, która należała jeszcze do jego ojca. Udał się  do lasu , gdzie jak powiedział, chłopaki na niego czekali.

Na pogrzebie syn zapytał jego żonę : Mamo czy ojciec nie zasłużył na bodaj jedną twoją łzę? Odpowiedziała : Ojciec zrobił to co powinien.

Mam nadzieję , że Marian znalazł spokój ducha i Światło przyjęło go  do siebie.

Nasuwa mi się jednak pewna refleksja , ile takich historii wygenerowała ta wojna ? Czyn popełniony przez Mariana był straszny , ale nie mnie go osądzać .Zwłaszcza ,że żyjemy od lat w pokoju , a wojnę znamy na szczęśćie tylko z filmów i książek.

Proszę pamiętajcie „tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono”