Historia opowiedziana sercem II

Otrzymałam dwie wiadomości od Pani, która doświadczyła bardzo wyrazistych i mocnych kontaktów z istotami bezcielesnymi. Uzyskałam zgodę na publikację. Tekst publikuje w oryginalnej postaci. Proszę mi wierzyć robi wrażenie .

Pierwszy duch, którego pamiętam był ubrany w mundur żołnierza, ale ja nawet nie wiedziałam, że był duchem. Zgubiłam się na grzybach, miałam jakieś pięć lat. Rozpłakałam się, wtedy zobaczyłam klęczącą przede mną postać, która uspokajającym tonem mówiła, że mam nie płakać i zaprowadzi mnie do dziadka. Żołnierz powiedział jeszcze jedną rzecz, że wie, iż bolą mnie nogi, że muszę iść na nogach, bo nie może mnie nieść. Trzymał mnie za to za rękę 🙂 Ani przez chwilę nie miałam wątpliwości, że idzie ze mną człowiek. Potem zobaczyłam dziadka, który trochę pobladł, bo widział, ze trzymam kogoś za rękę i z kimś rozmawiam. Nawet pytał, z kim rozmawiam, więc powiedziałam, ze z panem żołnierzem, który mnie znalazł i powiedział, że zaprowadzi do dziadka. Dziadek jeszcze pytał czy go widzę, co mnie rozbawiło, no, bo przecież widziałam. Potem odszedł w stronę, z której przyszliśmy. Dziadek się przeżegnał kilka razy. Dziadek zabrał mnie na grób, krzyż brzozowy z zardzewiałym hełmem. I kazał mi odmawiać Wieczny odpoczynek, czego zrozumieć nie mogłam 🙁 Bo dla mnie żołnierz był żywy. Więcej mnie na grzyby nie zabrali.

Nie był to jedyny duch, którego widziałam. Wszystkie wyglądały jak żywe osoby. Bardzo mnie też rozbawiły Cyganki w Wieliczce, które zabrały mi pieniądze z ręki i chciały wcisnąć jakiś bajer. Kiedy wzięła moją rękę w swoją, zbladła i oddała mi pieniądze, goniłam je i wtedy mi powiedziała, że za mną stoją duchy i uciekły.

 

Rzeczywiście duchy pojawiały się w sytuacjach, powiedzmy kryzysowych. Prawie…. zapomniałam o mężczyźnie w meloniku na schodach. Dwa razy byli świadkowie, którzy widzieli jak z duchem rozmawiam, ale sami go nie widzieli- mój dziadek, ojciec i mama. Ponieważ byłam wówczas dzieckiem, nie rozumiał ich durnych pytań w stylu widzisz ich, słyszysz etc.

 

Ale możliwe, że u mnie zdolność ich odczuwania, widzenia wynikała z zawieszenia między tym, a poprzednim życiem. To takie moje gdybanie 😉

 

Pamiętam jeszcze, że żołnierz odchodząc zrobił się jakby wyblakły, nie umiem tego opisać dokładnie, bo to takie wrażenie nierzeczywistości postaci. Takie samo wrażenie miałam, kiedy zaczepił mnie duch kobiet, ale o tym, że jest duchem przekonałam się później. Kobieta wiedziała jak mam na imię, wiedziała, ze mama jest w szpitalu i wiedziała, że myślę o tym, ze po jej śmierci ( bo taką ewentualność zakładałam) mogę trafić do domu dziecka. Akurat szłam do szpitala do mamy, a niedaleko  była cukiernia, gdzie chciałam kupić loda, niestety nie miałam wystarczającej ilości pieniędzy, więc wyszłam przed cukiernię. Wtedy do mnie podeszła. W pierwszej chwili myślałam, że to jakaś koleżanka mamy. Wiedziała jak mam na imię, że mama w szpitalu. Dała mi pieniądze, żebym w cukierni kupiła loda. Ale to nie ona płaciła, a sprzedająca wcale na nią nie patrzyła, jakby jej nie widziała. Po wyjściu na zewnątrz powiedziała mi, że mam się nie martwić, bo mama nie umrze, a ja nie pójdę do domu dziecka. Czekała przy krawężniku, aż przejdę na drugą stronę ulicy. Odwracałam się kilka razy i ona tam stała, nawet, kiedy jedną nogą stałam na krawężniku, a drugą jeszcze na ulicy i kiedy będąc już na chodniku odwróciłam się ona po prostu zniknęła. Jakby jej obraz się, nie wiem rozmył, stał półprzezroczysty, trudno to opisać. Oczywiście mama nie kojarzyła takiej kobiety, chociaż dokładny jej rysopis podałam.

Później jeszcze w lesie spotkałam ducha staruszki, nie wiedziałam, że to duch. Kuzyn zabrał mnie na grzyby, a potem mnie zostawił i śmiał się, że nie trafię do domu. Całą scenę obserwowała starsza kobieta, miała dużo spódnic na sobie i chustkę na głowie. Powiedziałam, że nie znam tego lasu. Powiedziała mi, że jak pójdę – prosto, wskazała kierunek, dojdę do strumyka, mam iść, aż do drogi, za drogą polami, aż do domu dziadka. Tak zrobiłam. W domu powiedziałam dziadkowi jak potraktował mnie kuzyn i że o mało nie potrącił tej starszej kobiety, na co mój kuzyn stwierdził, że jestem głupia, bo w lesie nikogo nie było.  Dziadek kazał mi ją opisać. Pokiwał tylko głową. Jakiś czas później jadąc na pogrzeb dziadka taksówką, w grudniową mroźną noc miałam się przekonać, że duch nie musi się zmaterializować. Taksówka wpadała w poślizg, akurat siedziałam z przodu, obok taksówkarza. Moja stroną… prawie uderzyła w drzewo. Widziałam jak pomiędzy drzewem, a taksówką stoi postać, pochylona, trzymająca ręce po obu stronach samochodu, ta postać to jakby zagęszczone powietrze, postać jakby półprzezroczysta… jakby guma, gąbka pomiędzy samochodem, a drzewem. Postać wyhamowała samochód, że nawet zderzak nie ucierpiał. Na pewno to nie był dziadek. Może to była ów postać, która czasem wyciągała mnie z tarapatów… nie wiem. Kiedy bawiliśmy się z kuzynem w turlanie z dachu stodoły i zatrzymywanie przy krawędzi, ale spadłam i coś mnie na dole złapało. Wyglądało tak jakbym była zawieszona w powietrzu i kuzyn wystraszył się i uciekł. Albo jak w środku nocy wracałam z apteki z antybiotykiem dla chorego, a w parku, po drugiej stronie było dwóch mężczyzn, którzy chcieli przejść na drugą stronę ulicy i nagle się wystraszyli wielkiego psa, który rzekomo szedł ze mną. Ja psa nie wiedziałam, ale widziałam na padającym śniegu odciski wielkich psich łap i tak mi było na duszy lekko, że nie idę sama 🙂

Świat duchów jest związany z ludzkim światem. Nigdy się nie wie, kogo się spotka. Widywałam kolory aury ludzi, mówiąc kolorowi ludzie. Wiedziałam, że ci bez umrą. Nawet powiedziałam kiedyś babci, że pan S. umrze. Umarł, babcia chciała wiedzieć skąd wiedziałam. Nie umiałam wyjaśnić, ale poszłam zobaczyć pana S. w trumnie. Być może to było powodem, że z taką łatwością ukazywały mi się duchy. W każdym razie z duchami jest jak z powietrzem. Nie widzimy, go, ale przecież jest. Duchy są, tylko nie każdy je potrafi zobaczyć. Nie przychodzą na każde wezwanie.

 

To nie wszystkie duchy, które spotkałam. Było ich więcej. Chociaż trudno pisać duch. Kiedy się rozmawia z kimś, dotyka go i on/ona istnieje. Trzyma się za rękę, odbiera pieniądze… Nawet, jeśli się ma wrażenie nierealności… to w sytuacjach, kiedy człowiek potrzebuje pomocy i nagle ta pomoc nadchodzi, jest wielka radość. Oni widzieli mnie, a ja ich. I pewnie sama bym w takie historie nie uwierzyła, gdybym nie przeżyła takich doświadczeń. Widząc kogoś,coś, zakładamy z góry, że inni widzą to samo, ale czy słusznie? Nie zawsze. Gdybym miała opisać ducha to napisałabym, że wygląda jak żywy człowiek, mówi, słyszy, w dotyku jest jak żywy człowiek, tylko potrafi zniknąć. Ach i wie więcej 🙂

 

 

Historia opowiedziana sercem

Moi Drodzy!

Otrzymałam wiele wiadomości, za które dziękuję!

Opisujecie swoje własne doświadczenia i historie waszych bliskich. Zawsze znajduję w nich wiele emocji i prawdy. Ta szczerość właśnie czyni je niezwykłymi.

Ponieważ nie czuję się właścicielką tego blogu, a co najwyżej gospodynią, oddaję część przestrzeni tylko dla Was.Dzisiaj pierwsza wzruszająca opowieść. Jednocześnie zaznaczam, że Pani podpisująca się, jako „Kasia” wyraziła zgodę na publikacje – inaczej być nie może, obustronne zaufanie jest bezcenne.

*

Różne rzeczy mi się w życiu przydarzyły i nauczyły mnie nie negować zjawisk, których nie można zmierzyć, zważyć czy uchwycić na taśmie.

Mój dziadek zmarł 11 lat temu. Chorował od długiego czasu, ale nikt o tym nie wiedział, więc jego śmierć była dla wszystkich sporym zaskoczeniem. Nie jestem w stanie opisać bólu, który towarzyszył mi przez kilka dni od jego śmierci aż do dnia pogrzebu. Żyłam wtedy jakby za zasłoną, jakby wszystko, co się działo, nie dotyczyło mnie, jakby przydarzyło się komuś innemu. A świadomość tego, ze już nigdy go nie zobaczę, nigdy z nim nie porozmawiam – to była najgłupsza myśl, najbardziej nielogiczna, nieracjonalna i nieprawdziwa. Bo jak mogłam żyć w świecie, w którym go nie ma? Dlaczego słońce świeciło, psy szczekały, dlaczego świat nie stanął w miejscu?

A potem przyszedł sen – w noc poprzedzającą pogrzeb. Mój dziadek siedział w ogródku, w swoim ukochanym miejscu. Ubrany był w garnitur, w którym następnego dnia widziałam go w trumnie. Była piękna, słoneczna pogoda, zupełnie żadnego wiatru i normalne na wsi dźwięki też jakby przytłumione – bzyczenie pszczół, szczekanie psa, pianie koguta. Dziadek siedział na pniaku ściętego drzewa, który stał tam od zawsze. Był spokojny, uśmiechnięty. Wziął moją rękę w swoje spracowane dłonie i uśmiechnął się, głaskał mnie po ręku i powtarzał „moja kochana wnusia”. Rozpłakałam się, bo gdzieś podświadomie czułam, że to sen, że on umarł i już go nie ma, żeby głaskać mnie i nazywać swoją kochaną wnusią. I siedzieliśmy tak – ja płacząc, a on uśmiechając się, głaszcząc mnie po dłoni i powtarzając „moja kochana wnusia”, patrząc na swój ukochany ogródek, wypieszczone kwiaty i warzywa. W pewnym momencie na jego twarz padł promień słońca i zrozumiałam, że się ze mną żegna, bo nie zdążył tego zrobić za życia. Jakby tym głaskaniem chciał mi przekazać, że wszystko dobrze, że już nic go nie boli i mam nie płakać. Potem podniósł się, pocałował mnie w czoło i odszedł ścieżką, charakterystycznie powłócząc jedną nogą i jakby rozpłynął się w kolejnym promieniu słońca. I ten dźwięk szurania po żwirze słyszałam jeszcze kilka razy na jawie i uśmiechałam się wtedy, bo wiedziałam, że przyszedł doglądać swojego ogródka.

Rano w dniu pogrzebu obudziłam się dużo spokojniejsza, wręcz z ulgą. Byłam w stanie normalnie ubrać się, pójść do kościoła i trzymać za rękę moją mamę i młodszego brata.

Nikomu nie opowiadałam tego snu. A dziadek przychodzi do mnie we śnie zawsze, kiedy mam do podjęcia jakąś ważną decyzję. Nie zawsze są to dobre sny, czasem bardzo się go boję, bo wiem, że nie żyje i że nie powinno go tu być. Czasem są to sny pełne spokoju i miłości, jak ten. I nie mogę się doczekać kolejnego snu, żebym mogła mu powiedzieć, że zostanie pradziadkiem:)

Mam jeszcze sporo do napisania, dużo do opowiedzenia.  Zostawię, więc kolejne historie na kolejny raz. Pozdrawiam:)