Enigmatyczna przepowiednia z zaskakującym epilogiem

Jest to historia przekazana mi przez moją Babcię.

W Warszawie mieszkała znana wróżka, do, której przed wojna ludzie chodzili, bo było to modne, a w czasie wojny, bo szukali nadziei, szukali swoich bliskich lub po prostu chcieli dowiedzieć się czegoś o przyszłości.

Madam Irma, nie była naciągaczką czy oszustką, lecz wybitnie uzdolnionym medium o sporych sukcesach w dziedzinie dywinacji jak i  odnajdywaniu osób  zaginionych. Madam posiadała rzadki dar, potrafiła przejrzeć człowieka i jego duszę na wylot. Była to kobieta egzotycznej urody, znająca kilka języków, jednym słowem niebanalna osoba.

Znajoma mojej Babci, pani Zofia zwierzyła jej się kiedyś z obaw dotyczących przyszłości swojego syna.

Babcia niewiele myśląc, poleciła jej wizytę u wróżki, zachwalając przy tym jej nadzwyczajne zdolności, których sama doświadczyła.

Pani Zofia zdecydowała się skorzystać z jej usług i udała  pod wskazany adres. Służąca wpuściła Zofię i uprzejmie poprosiła, aby poczekała w przedpokoju. Poinformowała też jak jest  opłata za usługę i pobrała ją z góry. Już na pierwszy rzut oka widać było, że Madam problemów finansowych nie ma . Obszerne mieszkanie i służba to luksus dostępny niewielu.

W pewnym momencie drzwi jednego z pokoi otworzyły się i wyszedł z nich, niemiecki oficer, który nadzwyczaj uprzejmie pożegnał się z Madam. W pierwszej chwili Zofia chciała wstać i wyjść, w głowie jej się nie mieściło, że są tam przyjmowani okupanci. Jednak pojawiła się Madam Irma i zaprosiła ją do środka.

Przez chwilę przyglądała się Zofii, po czym sięgnęła po szklaną kulę stojącą na podręcznym stoliku. Zanim Zofia zdążyła powiedzieć, co ją do Madam sprowadza, ta zapadła w jakiś dziwny trans. Po chwili ocknęła się i zwróciła do Zofii przedziwnymi słowami:

Przyszłaś tu w sprawie syna. Słuchaj, zatem kiedy na progu mieszkania zobaczysz kurę bez głowy, twój syn niech natychmiast ucieka, bo jego życie będzie w niebezpieczeństwie. Jeśli to zlekceważysz czeka go straszna śmierć. Na tym dywinacja zakończyła się.

Pani Zofia spotkawszy moją Babcię nie kryła oburzenia: gdzie mnie pani wysłała to jakaś wariatka, tu pojawiło się sprawozdanie z wizyty. Babci zrobiło się głupio i powiedziała tylko, że nie zna wróżki od tej strony. Zofia podzieliła się rewelacjami również z synem, który o dziwo  nie kręcił znaczących kółek na czole . Powiedział tylko ; mamo teraz są takie czasy, że i  wróżby mogą być nadzwyczajne.

Nie minęło kilka miesięcy, kiedy, pani Zofia usłyszała dziwne odgłosy dochodzące z klatki schodowej. Wyszła na korytarz , a jej oczom ukazał się zdumiewający widok. Z lokalu  położonego vis a vis,  przez otwarte drzwi wybiegła kura pozbawiona głowy. Zofii zabrakło tchu, wpadła do mieszkania  jak bomba, krzycząc do syna, aby uciekał, bo spełniła się wizja Madam Irmy.

( wyjaśniam, sąsiadka Zofii to przedwojenna elegancka dama, która w tamtej chwili niewprawną ręką usiłowała pozbawić życia cudem zdobytą kurę, drzwi były niedomknięte, a ptak w przedśmiertnych konwulsjach „opuścił” mieszkanie)

Syn Zofii zareagował natychmiast wyciągnął torbę, do, której wrzucił kilka rzeczy, pocałował ją i powiedział:  tu masz pieniądze uciekaj do siostry.

Za niespełna trzy godziny w mieszkaniu Zofii zaroiło się od gestapowców. Byli brutalni i przewrócili wszystko  do góry nogami. Zagadką pozostaje, czemu nie aresztowali Zofii.

Kiedy poszli, Zofia najpierw długo płakała masując spuchnięty policzek, potem zaczęła pakować swoje rzeczy. Raniutko udała się na poranną mszę, aby poradzić się księdza, co robić dalej. Na tej mszy spotkała moją Babcię i razem poszły na plebanię. Ustalili, że Zofia zostanie klika dni u mojej Babci, a później zorganizują jej transport na prowincję do siostry.

Tak też się stało.

Wyobrażam sobie ile osób czytając treść przepowiedni Madam, uśmiechnęło się z niedowierzaniem.

Powiem szczerze: nie dziwie się sama miałam takie odczucia.

Jako puenta pojawia się pytanie: czy istnieją ludzie, przed, którymi przyszłość uchyla rąbka tajemnicy? Jeśli tak, jak wiele mogą powiedzieć?

 

 

Uratowani od śmierci z rzezi wołyńskiej

Poprzedni wpis był związany z historią, która swój początek miała na kresach wschodnich Rzeczpospolitej, chciałabym zatrzymać się chwile w tym rejonie.Zapraszam do przeczytania kolejnej opowieści z pogranicza dwóch kultur i dwóch światów.

 

Mój rozmówca przyszedł na świat w 1940 roku, jako trzecie dziecko w polskiej rodzinie mieszkającej we wsi położonej na terenie dzisiejszej Ukrainy. Jego brat Jerzy urodził się 10 lat wcześniej w bardzo dramatycznych okolicznościach.  To był długi i ciężki poród, który bez pomocy mądrej Babci Hryciukowej mógł zakończyć się tragicznie. Przez wiele godzin życie matki i dziecka wisiało dosłownie na włosku. Walka została wygrana i Jerzy przeżył stając się ulubieńcem Babci.

Trzeba tu wspomnieć, kim była owa Babcia Hryciukowa .Można spokojnie powiedzieć, używając współczesnego słownictwa , że Hryciukowa była człowiekiem instytucją. Przychodzili do niej po pomoc i poradę wszyscy, bez względu na wiek, narodowość czy wyznanie. Ludzie przyjeżdżali z innych wsi, ponieważ nie było choroby, z którą  by sobie nie poradziła . Była zielarką, położną i jeśli zaszła taka potrzeba rozjemcą w sprawach spornych. W jej domu ikona wisiała obok obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej , a kiedy Babcia zaczynała dzień zawsze wrzucała do ogania garść ziół dla Wielkiej Matki. Jednym słowem ekumenizm  stosowała w praktyce .

Babica Hryciukowa wcześnie owdowiała , swoje gospodarstwo przekazała jedynemu synowi.Sama zajęła się tym, do czego została powołana.

We wsi ludzie żyli przez całe lata zgodnie , a małżeństwa mieszane to znaczy polsko-ukraińskie nie należały wcale do rzadkości. Wszystko to trwało, aż nastał czas ciemności i obudzony w 1939 roku demon wojny wlał jad nienawiści w serca ludzkie.

Kilka lat później, dla Polaków rozpoczęła się jedna z największych tragedii narodowych , określana mianem rzezi wołyńskiej .

Młodszym czytelnikom wyjaśniam , że ta zbrodnia ludobójstwa , miała charakter czystki etnicznej , dokonanej prze nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej. Według źródeł historycznych, UPA podjęła decyzję w tej sprawie w marcu 1943 roku. Ogrom zbrodni i okrucieństwa pozostawiał daleko w tyle dokonania III Rzeszy. Liczbę ofiar szacuje się na około 50- 60 tysięcy . Nie oszczędzano nikogo ani starców, ani kobiet , ani maleńkich dzieci..

Nakreśliłam sytuacje , aby czytający mieli świadomość, w jakim strachu i stresie żyli bohaterowie tej opowieści.

Do rodziców doszły już wieści o pogromach w innych miejscowościach. Zaczęli oni poważnie myśleć o opuszczeniu wsi. Nie jest jednak łatwo pozostawić dorobek życia i wyjechać w nieznane.

Którejś nocy, Jerzy usłyszał delikatne stukanie w szybę. Za oknem stała Babcia Hryciukowa i dawała znaki, aby do niej wyszedł. Jerzy nie budząc nikogo podszedł do zaryglowanych drzwi i uchylił je, Babcia nie chciała wejść do środka, powiedziała tylko: mój kochanieńki przyszłam was ostrzec, jeśli do niedzieli nie opuścicie tego domu wszyscy zginiecie, zaufaj mi wiem, co mówię , uciekajcie póki możecie. Idzie straszna śmierć, okrutny czas. Po czym nagle kobieta zaczęła się oddalać aż zniknęła w mroku nocy.

Jerzy niewiele myśląc obudził rodziców i powiedział o wizycie Hryciukowej .Ojciec obruszył się, : czemu nas nie budziłeś, kiedy z tobą rozmawiała . Jerzy odparł, że chciał Babcię zatrzymać, ale się spieszyła. Tej nocy już nikt nie zasnął, a decyzja została podjęta.

Rodzina z pomocą boską i ludzką uniknęła śmierci, wreszcie dotarli do Przebraża, gdzie wraz z innymi Polakami dzielnie odpierali ataki UPA , dzieki czemu ocaleli. Inni nie mieli tyle szczęścia.

Bohaterowie tej opowieści zostali przesiedleni i zamieszkali na Górnym Śląsku .Kiedy Jurek studiował na Politechnice Śląskiej , wysłano go na zjazd studentów z tzw. bratnich krajów.

Wśród studentów z  ZSRR rozpoznał Iwana, wnuka Babci Hryciukowej. Niewiele myśląc podszedł i przedstawił się, Iwan też go pamiętał. Kiedy zorganizowano wspólne ognisko i chłopaki mogli spokojnie porozmawiać Jerzy opowiedział Iwanowi o nocy, podczas, której otrzymali ostrzeżenie od jego Babci. Iwan zapytał, kiedy dokładnie to było, Jerzy podał konkretną datę ( są daty, których się nie zapomina ). Chłopak , po namyśle powiedział; cieszę się , że żyjecie, ale albo mylisz daty albo to nie była moja babcia .Staruszka zmarła dwa tygodnie wcześniej .

Jerzy po powrocie do domu opowiedział rodzinie o spotkaniu i poprosił rodziców, aby dobrze przypomnieli sobie fakty i daty . Kiedy potwierdzili jego wersję, wyjawił część dotyczącą śmierci Babci Hryciukowej .Wszyscy zaniemówili.

Po około dziesięciu latach od spotkania z Iwanem znaleźli się całą rodziną w ówczesnym ZSRR . Odnaleźli nawet grób Hryciukowej, wnuk mówił prawdę zmarła dwa tygodnie przed odwiedzinami w ich domu.

Poruszam ten temat z dwóch powodów. Pierwszy jest oczywisty chce przedstawić interesującą historię , drugi to wszechobecna poprawność polityczna w wyniku, której przemilcza się w większości mediów tragedię Polaków na Wołyniu. Dokonano zbrodni haniebnej i bestialskiej, znane są nazwiska osób, które do niej podżegały jak i bezpośrednich sprawców .W chwili obecnej Ukraińcy stawiają im pomniki i honorują czyniąc patronami szkół i ulic.

Nikt, chociaż symbolicznie nie przeprosił, nie pochylił głowy nad zbiorowymi mogiłami. Zaznaczam, że nie kieruje mną chęć odwetu, bo niskie to i niegodne człowieka.

Pytam tylko, kto dał nam żywym prawo zapomnieć i wybaczać w imieniu pomordowanych

Trzecie dziecko

 

 

 

Jest to historia Agaty, bliskiej znajomej mojej siostry.

Ewa bardzo ucieszyła się, kiedy lekarz potwierdził, że spodziewa się dziecka.

W tamtych czasach nie było USG, a lekarze i położne w diagnostyce musieli liczyć głównie na własne doświadczenia. Ponieważ ciążowy brzuszek powiększał się w niespotykanym tempie, Ewa udała się ponownie do lekarza, który zbadał ją i oznajmił, że słyszy dwa tętna. Bliźniąt w jej rodzinie nigdy nie było, ale cóż widocznie te będą pierwszymi.

Ewa zmartwiła się jak da radę z dwójką dzieci? Swoim niepokojem podzieliła się z matką, a ta obiecała pomoc i wszelkie możliwe wsparcie.

Do szóstego miesiąca Ewa czuła się bardzo dobrze. Nagłe pogorszenie samopoczucia spowodowało konieczność hospitalizacji. Ciążę udało się podtrzymać do początku dziewiątego miesiąca. Zakończona została cesarskim cięciem, które szczęśliwa mama zniosła nadzwyczaj dobrze. Dzieci urodziły się zdrowe i po kilku dniach w inkubatorze lekarze oświadczyli, że „same dadzą radę”. Po obchodzie ordynator poprosił Ewę do siebie. Widać było, że chce jej coś powiedzieć, ale nie wie jak zacząć. Wreszcie przemógł się: Pani Ewo podczas operacji odkryliśmy, że jest, właściwie było jeszcze jedno dziecko. Płód obumarł około szóstego miesiąca, nie wiem jak to się stało, że nie doszło do zakażenia Pani organizmu. Właściwie dla mnie, jako lekarza jest to niewytłumaczalne. Cud, prawdziwy cud.

Ewa wróciła na salę i jak zwykle w chwilach trudnych, modliła się za dusze zmarłego dziecka oraz za ocalenie siebie i pozostałych maluchów. Przez całe lata nikomu o tym nie opowiadała

Dzieci rozwijały się świetnie. Nie były bliźniętami jednojajowymi, więc kwestia podobieństwa fizycznego nie wykraczała poza typowe dla rodziny cechy. Kiedy ich zabawy zaczęły przybierać formę zaplanowanych i zorganizowanych działań, Ewa zwróciła uwagę na jeden szczegół. Zawsze ustawiały na stoliku nie dwa, a trzy talerzyki czy kubeczki. Kiedy w ciągu dnia babcia rozkładała im tapczan do spania, kładły trzecią poduszkę.

Ewa była prostą kobietą, pracowała, jako kucharka. Ezoteryka, spirytyzm czy inne tego typu dziedziny nie były jej znane. Jednak, jako matka bacznie obserwowała swoje dzieci. Wreszcie zapytała córeczkę:, dla kogo szykujesz to miejsce? Agatka odpowiedziała dla chłopczyka. Masz na myśli swojego braciszka Jacusia? Nie innego chłopczyka, który się z nami bawi.

Ewa nie wiedziała, co ma z tym zrobić, wreszcie poszła do księdza. Opowiedziała mu o trzecim dziecku i o niepokojącym zachowaniu swoich pociech. Ksiądz wspomniał coś o rzeczach niezbadanych, kazał ignorować ich działania i skonstatował, że koło siedmiu lat im samo przejdzie.

Nie wiem, co miał na myśli katolicki kapłan, ale według mistyków Dalekiego Wschodu w tym wieku zamyka się czakra korony, a dziecko (dusza) w pełni osadza się w obecnym ciele i otaczającej rzeczywistości.

Ewa opowiedział tą historię swojej Agatce dopiero, kiedy ta była przy nadziei i lekarz stwierdził ciążę mnogą. Agata, jako dorosła osoba nie pamiętała nic z tamtego okresu, powiedziała tylko, że do dziś , śni jej się chłopiec, który uśmiecha sie do niej i zaprasza do zabawy.

.

Przebudzona córka i syn marnotrawny

Historię tą opowiedziała mi moja Babcia

Rzecz dzieje się przed jej narodzinami, a więc u progu XX wieku. Proszę sobie wyobrazić wielki dom właścicieli ziemskich, pełen pięknych przedmiotów i służby,  zajmującej  się utrzymaniem go w czystości, gotowaniem oraz obsługą swoich pracodawców i ich licznych gości. Wśród tej zabieganej gromady, pracowała pokojówka, zaprzyjaźniona z mamą mojej Babci. Przekazała jej prawdziwą wersję wydarzeń, pozbawioną wielu przekłamań i mitów, które wokół tego zdarzenia narosły.

Państwo N. mieli dwoje dzieci syna i córkę. Dziewczynka była urocza, bardzo lubiana przez wszystkich i zawsze odnosiła się z szacunkiem nie tylko do bliskich, ale i do służby. Syn, podówczas student, był powodem nieustającej zgryzoty dla swoich rodziców. Po wyjeździe na wspomniane studia, zamiast zajmować się nauką : pił, uprawiał hazard i bardzo dużo czasu spędzał w towarzystwie pań nie najcięższych obyczajów.

Pewnej nocy dziewczynka dostała wysokiej gorączki, która nie ustępowała pomimo wysiłków lekarza.Zrozpaczeni rodzice ściągnęli na konsylium najwybitniejsze umysły tego okresu. Lekarze nie potrafili pomóc dziecku i wprost powiedzieli rodzicom, aby szykowali się na najgorsze. W tej dramatycznej sytuacji wysłali telegram do syna, aby przyjechał pożegnać się z siostrą.

Panicz przyjechał bardzo zatroskany, tyle tylko, że powodem jego złego samopoczucia nie była umierająca siostra, lecz długi karciane, których nie potrafił spłacić. Jego wierzyciele nie należeli do osób spolegliwych i wyrozumiałych.

Następnego dnia lekarze stwierdzili zgon dziewczynki. Została sprowadzona piękna trumna, do, której złożono ciało . Otwartą trumnę postawiono w przestronnym pokoju na parterze. Matka na ostatnią drogę podarowała córce całą biżuterię, jaka obiecała wcześniej dać w posagu. Kiedy brat zobaczył jak wartościowe przedmioty mają towarzyszyć jego siostrze w tej ostatniej podróży wpadł na iście szatański pomysł?

Około drugiej w nocy, kiedy strudzeni żałobnicy udali sie na spoczynek, zszedł do pokoju, aby upozorować włamanie i ukraść biżuterię, której wartość pozwoliłaby spłacić jego zobowiązania. Pozdejmował z siostry wszelkie precjoza, tylko z jednym pierścionkiem miał problem. Nie wiele myśląc wyjął nóż i zaczął obcinać dziewczynce palec.

Nagle „nieżywa” panna usiadła i zaczęła głośno krzyczeć.

Kiedy do pokoju zbiegli rodzice i owa pokojówka ujrzeli widok naprawdę dla ludzi o mocnych nerwach: ich córka siedziała w trumnie przyciskając do piersi krwawiącą dłoń, a syn leżał nieprzytomny na podłodze trzymając w zaciśniętej pięści nóż.

Kiedy nastał dzień szczęśliwi rodzice dziękując Bogu za żywą córkę, wybaczyli synowi  i pod przysięgą poprawy obiecali spłatę jego długów. Rodzice celowo uruchomili największe kuchenne plotkary, które opowiadały niestworzone rzeczy na temat – zmartwychwstania panienki. Był to najlepszy sposób, aby zatuszować haniebny czyn ich syna.

Wydaje się” happy end” – nic z tego! Teraz zaczyna się ta część, która interesuje mnie najbardziej. Ostatecznie tzw. śmierć pozorna, czyli letarg nie należy do rzadkości , a wyrodnych synalków też nie brakuje …

W sposobie bycia głównych bohaterów zaszła niesamowita zmiana. Chłopak wrócił na studia, ( które później ukończył z wyróżnieniem), zerwał ze złym towarzystwem, nigdy więcej nie dał rodzicom najmniejszego powodu do niezadowolenia.

Dziewczynka odwrotnie stała się krnąbrna, agresywna i, co najbardziej przerażało otoczenie, znalazła przyjemność w dręczeniu zwierząt. Kiedy jej brat wrócił z dyplomem do domu, ona pojechała na przejażdżkę konną, rozpętała się burza i prawdopodobnie wystraszony koń ją zrzucił. Odnaleziono dziewczynę  dopiero nad ranem – zginęła na miejscu.

Męczy mnie pytanie, co  naprawdę stało się tej nocy między rodzeństwem.Czy tak drastyczna zmiana może być wynikiem stresu, utraty przytomności, szoku? Czy też doszło do zaburzenia w obrębie ich matryc energetycznych? W myśl zasady, że nic w przyrodzie nie ginie i jaką energię wytworzymy takiej doświadczymy, ich cechy powinny raczej wyostrzyć się a nie zmienić.

Jeśli macie jakieś sugestie zachęcam do ich wyrażania!

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak nie kupować mieszkania !

Opisana historia jest moim osobistym doświadczeniem.

 

Ze Sławką znałyśmy się i przyjaźniły od czasów licealnych.

Wyszła za mąż, urodziła dziecko i normalną koleją rzeczy zapragnęła, aby wraz z mężem zamieszkać na swoim.

Szukali odpowiedniego lokum przez kilka miesięcy, aż któregoś dnia zadzwonił pan pośrednik w handlu nieruchomościami składając im ofertę życia. Mieszkanie w świetnej lokalizacji i bardzo dobrej cenie, jedyny warunek to szybka decyzja.

Sławka zadzwoniła do mnie, aby podzielić się tą wspaniałą nowiną. Nie wiem czy to przez sen o niepokojącej symbolice, który miałam tej nocy, czy intuicja podsunęła mi złe przeczucia, co do tego zakupu . Nie podzieliłam się nimi z przyjaciółką. Nie miałam sumienia powiedzieć czegokolwiek , co zmniejszyłoby ten ogromny entuzjazm.

Kiedy znalazłam się w jej mieszkaniu po raz pierwszy, nie ukrywam, że dech mi zaparło.

Sławka zrobiła z tych 60 metrów prawdziwe cacuszko! Rozgościłam się i dopiero po dłuższej chwili zaczęłam odczuwać , że jestem obserwowana.  Przy kolejnych wizytach wrażenie to nasiliło się i doszły nastepne niepokojące sygnały. A to słyszałam kobiecy głos w przedpokoju, a to widziałam wielką czerwoną plamę na ścianie w pokoju. Nie będę wymieniać wszystkich zjawisk dodam tylko, że za każdym razem wychodziłam stamtąd chora. Tak, zwyczajnie chora i obolała. Siłą rzeczy zaczęłam ograniczać te wizyty. Wreszcie przyjaciółka zapytała mnie wprost czy coś do niej mam?

Nie mogłam już dłużej milczeć, szczerze powiedziałam jak odbieram tą całą sytuację.

Wtedy Sławka, kolokwialnie mówiąc „pękła” i opowiedziała o swoich doświadczeniach, które może nie były tak realne i mocne jak moje, ale budziły niepokój.

Kiedy okazało się, że moja przyjaciółka zostanie po raz wtóry mamą, dziwne zjawiska nasiliły się i przybrały jakby to ująć, namacalną formę. Sławka twierdziła, że coś w mieszkaniu przesuwa różne drobne przedmioty. Rozmawiała też ze starszą panią mieszkającą tam od lat, która powiedziała jej, że „w tym mieszkaniu jeden inżynier zabił swoją żonę z zazdrości”.

Przyjaciółka nie wytrzymała, przeprowadziła się do rodziców, mężowi, który pracował za granicą kategorycznie oświadczyła, że mieszkanie trzeba sprzedać, a rodzinę połączyć. Wkrótce nastąpiły wyczekiwane zmiany. Mieszkanie sprzedano tak szybko, że drugie dziecko zdążyło urodzić się na obczyźnie.

Nie twierdzę, że wszystkie mieszkania w tym kraju są nawiedzone. Warto jednak poznać historię lokalu, który zamierzamy kupić. Z punktu widzenia ludzi pracujących z energiami nawet mieszkanie, w którym ktoś długo chorował i cierpiał może niekorzystnie oddziaływać na nowych lokatorów. Nie muszą to być  od razu o sprawy kryminalne .Feng Shui mówi wprost o zjawisku „pamięci ścian”. Są to emocje i energie przekazane przez poprzednich mieszkańców.

Zawsze warto wezwać chociażby radiestetę, który poradzi, co zrobić w takim przypadku. Nie ma, bowiem sytuacji bez wyjścia, a człowiek przez wieki wynalazł różne metody, aby przetrwać wśród niekorzystnych czynników  z tego i z  innego świata.

 

Julia,rubin i co z tego wynikło

Anna po raz kolejny przeliczyła tą marną resztkę gotówki, która pozostała w jej portfelu.

Nic tylko siąść i płakać w dodatku z nikąd pomocy. Marka, jej męża, internowano zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Kilku bliskich przyjaciół, którzy służyli pomocą, zwłaszcza finansową, spotkał podobny los.

Mama Anny, emerytowana nauczycielka, robiła, co mogła, aby ulżyć córce w trudnej sytuacji, jednak utrzymanie czteroosobowej rodziny to nie przelewki.Anna pochodziła z famili, której członkowie przed II Wojną Światową stanowili elitę finansową kraju. Bogaci mężczyźni poślubiali zubożałe arystokratki aby dodać sobie splendoru. Brylowali  na salonach w Rzeczypospolitej  i za granicą.Piękne i bezpieczne czasy!

Niestety nowa władza odebrała im wszystko.Również życie .

Anna popatrzyła na swoje śpiące dzieci – Boże! Co ja mam zrobić? Jak żyć? Ci czerwoni złodzieje nas wykończą! Płakała jeszcze długo wtulona w piżamę Marka, wreszcie nad ranem zasnęła.

Sen, który miała tej nocy pobił na głowę wszystkie inne. Ukazała jej się, bowiem ciotka Julia, osoba znana Annie jedynie z kliku zdjęć ocalałych z wojennej zawieruchy.Elegancka, bardzo dystyngowana pani siedziała w fotelu i gestem przywoływała Annę do siebie.Oszołomiona i nieco wystraszona kobieta podeszła do swojej antenatki.Anno, powiedziała ciotka – znam twoje problemy, mogę je rozwiązać!

Idź na cmentarz do naszego grobowca rodzinnego, tam znajdziesz ratunek! Klucz jest u twojej matki.Kocham ciebie i twoje dzieci mnie to już do niczego nie potrzebne.

Anna obudziła się zlana potem. Pomyślała, że te informacje trzeba sprawdzić.  Rano odwiedziła ją matka, Anna opowiedziała jej swój sen i zapytała o klucze?

Dziecko mam te klucze nie wiem tylko czy istnieje  zamek, który można nimi otworzyć. Poza tym jest zima, śnieg po kolana, dojechać trzeba, a to ze 20 kilometrów.To tylko sen , daj spokój !

Anna, jak każdy zdesperowany człowiek, była gotowa chwycić się nawet brzytwy.

Dzieci zostawiła pod opieką matki, transport zapewnił usłużny sąsiad pracujący, jako konwojent w Społem, dotarła na cmentarz.Mama miała rację wszędzie mnóstwo śniegu, ale dla zdeterminowanej  kobiety przeszkody nie istnieją.Kiedy przedarła się do grobowca była zdyszana i zlana potem. Drzwi wejściowe wydawał się być nienaruszone.Zmarzniętymi rękoma sięgnęła po klucz i po około piętnastu minutach tej nierównej walki udało jej się przekręcić zapadkę . Następny etap to otwarcie drzwi.Anna walczyła ze zwałami śniegu, aby chociaż uchylić te ciężkie, okute wrota.Wreszcie znalazła się w środku gdzie przywitał ją charakterystyczny zapach stęchlizny i kompletne ciemności. Odruchowo sięgnęła do torby – kochana mama pomyślała o wszystkim –latarka uratowała sytuację.

Anna ostrożnie zaczęła schodzić po stopniach, na ostatnim z nich poślizgnęła się i runęła w dół całym ciężarem ciała , waląc przy tym głową o coś okrutnie twardego.

Przez kilka minut była zamroczona, po omacku znalazła latarkę i ponownie ją włączyła.

Widok był zgoła nieciekawy.Anna siedziała pomiędzy rozwalonymi trumnami, z których wystawały kości jej przodków.Choć brzmi to makabrycznie – nie czuła ani obrzydzenia ani strachu. Zlustrowała wnętrze, jej uwagę przykuła otwarta trumna, przy, której spostrzegła błyszczący przedmiot.Był to pierścionek z bardzo dużym oczkiem. Zajrzała do wnętrza trumny znalazła tam woreczek wykonany z materiału i pudełko, właściwie szkatułkę.

Nie zastanawiając się długo zapakowała wszystko do swojej torby, wyszła z grobowca zamykając drzwi.Szczęśliwie sąsiad wracający z trasy czekał na nią w umówionym miejscu.

Czemu tak dziwnie jej się przyglądał zrozumiała dopiero w domu, Rozczochrane włosy i siniak na policzku, wyglądała jak straszydło. Czasy były jednak takie, że ludzie woleli nie pytać.

Zawartość woreczka to 10 x10 złotych rubli, szkatułka skrywała sporo biżuterii, a pierścionek był przecudnej urody.Matka Anny zrobiła znak krzyża i powiedziała, że za duszę Juli trzeba zamówić mszę.

Następnego dnia Anna udała się do sklepu z antykami, który prowadził zaufany przyjaciel jej ojca. Obejrzał przedmioty, wycenił jako wartościowe i kazał je dobrze schować. Zaproponował Annie pośrednictwo w sprzedaży pierścionka, który nie dość, że w oprawie posiadał  duży rubin to i wartość kolekcjonerską miał niemałą.

Dzięki tym precjozom Anna przeżyła złe czasy, mogła też pomóc innym kobietom, które po 13 grudnia znalazły się w podobnej sytuacji.

Dziś Anna i jej mąż są zamożnymi ludźmi i żyją spokojnie.Anna śledzi zawźięcie wszystkie aukcje i często zagląda do sklepów z antykami.Bardzo pragnie odkupić przedmioty, które kiedyś należały do jej rodziny.

Nigdy nie wiadomo, kiedy się znowu przydadzą.

 

Znak z zaświatów

Moja historia powinna się  zacząć od słów z pozoru banalnych – miałam wyjątkową Babcię. Byłyśmy ze sobą bardzo silnie związane i nie mam tu na myśli tylko sfery uczuciowej. Miałyśmy częste kontakty telepatyczne i z perspektywy mojej obecnej wiedzy śmiem twierdzić, że również karmicznie nasze spotkanie nie było przypadkowe .

W chwili śmierci babcia miała lat 97, a ja ledwie kilkanaście.Dożyła swoich lat w pełnej sprawności intelektualnej, a ciało odmówiło współpracy dopiero dwa tygodnie przed śmiercią. Czasami rozmawiałyśmy o „życiu po życiu”, duszy i innych tego typu zagadnieniach.

W pewnym momencie Babcia powiedziała ” jak będę po drugiej stronie to dam ci znak”.

Zapytałam ją, co będzie, jeśli się tej bezcielesnej obecności wystraszę, ostatecznie byłam wtedy tylko nastolatką. Babcia po namyśle odparła, że jeśli tak się stanie mam głośno powiedzieć ” Babciu odejdź ja się ciebie boje „.

Zmarła latem w piękny, słoneczny lipcowy dzień o godzinie czternastej piętnaście.We własnym domu mając przy sobie swoją ukochaną wnusię, czyli mnie.W momencie jej śmierci stanęły w domu wszystkie zegary i te elektroniczne i mechaniczne w tym budzik, który towarzyszył Babci przez całe jej życie. Budzik ten przetrwał  razem z nią „trzy wojny w tym dwie światowe”.

Kilka dni po pogrzebie zostałam w domu zupełnie sama. Nie przeczuwając niczego siedziałam w pokoju i czytałam książkę.Nagle usłyszałam od strony kuchni znajome ”szuranie kapci „ ( w ostatnich latach Babcia nie poruszała się już tak sprawnie jak dawniej, co jest zrozumiałe). Zrobiło mi się trochę nieswojo, ale kiedy szuranie ustało przyjęłam, że zwyczajnie przesłyszałam się. Po kilku minutach szuranie powróciło i dołączył do niego odgłos poruszanych garnków i innych kuchennych przedmiotów. Poczułam się dziwnie, ogarnęła mnie taka piorunująca mieszanina ciekawości, strachu i radości.

Głośno i wyraźnie powiedziałam – Babciu czy to TY???- Zapadła chwila absolutnej ciszy i nagle stary budzik ruszył, mało tego zaczął wściekle dzwonić.

Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że zamarłam z przerażenia . Układ nerwowy nastolatki nie wytrzymał i wypowiedziałam słowa, na które byłyśmy umówione ” odejdź ja się ciebie boje „.

Budzik gwałtownie zamilkł, ustały wszystkie odgłosy.

Tak bardzo Ją kochałam, a jednak konfrontacja z nieznanym  przerosła mnie .Trudno powiedzieć czy manifestacja była zbyt intensywna czy młody wiek zrobił swoje.

Po kilku miesiącach od tego wydarzenia Babcia zaczęła przychodzić do mnie we śnie.Celowo użyłam sformułowania przychodzić gdyż z naturalnym zasypianiem i śnieniem nie miało to nic wspólnego. Z czasem przychodzili też inni zmarli i przychodzą do dziś.

Ta historia ukazała się w lipcowym numerze miesięcznika ” 4 wymiar”