Odpowiadam na Państwa pytania cz.2

Dzisiaj postaram się odpowiedzieć na kolejne pytania z długiej listy, jaka Państwo stworzyliście i poszerzacie każdego dnia.

Na początek pytanie, które zawiera w sobie kwintesencję wielu podobnych:

„Jak postrzegała Pani swoje fizyczne ciało, które reanimowano?

Czy było dla Pani istotne, czy raczej obojętne i nie utożsamiała się Pani z nim?”

Po pierwsze miałam pełną świadomość, że ciało, na które patrzę jest moim ciałem. Jeśli mam obrazowo przedstawić odczucia wobec cielesnej powłoki, którą czasowo opuściłam to stosunek do niej znalazłby przełożenie w takich kategoriach jak: mój komputer, mój samochód, mój ulubiony kubek. Owszem jestem z daną rzeczą związana – lubię swój kubek, mój komputer umożliwia mi pracę, a więc też jest ważny, samochód również jest dla mnie istotny o tyle o ile ułatwia mi życie. Z moim ciałem mam podobny związek. Czuję do niego sentyment i doceniam jak wielkie możliwości realizacji stwarza na planie materialnym. Jednak mimo wszystko mam świadomość, że JA jestem tylko użytkownikiem tego ciała, a nie jego istotą. Moje ciało ulegnie kiedyś całkowitemu zużyciu i zgodnie z moją wolą zostanie skremowane.

Szczerze powiedziawszy nie spotkałam w relacjach ustnych oraz relacjach pisemnych ani jednej wypowiedzi, z której jasno wynikałaby niechęć do własnego ciała. Śmiem twierdzić, że w gruncie rzeczy większość z nas zdaje sobie sprawę jak wiele temu ciału zawdzięcza. Poza tym, jeśli chcemy wrócić do tego świata to nasze ciało jest jedyną sensowną drogą. Owszem zdarza się, że ktoś zostaje po tej stronie w formie bezcielesnej. Niestety to się zawsze źle kończy i dla konkretnego bytu i dla osób, które doświadczają takiej obecności. Po prostu każda forma istnienia powinna przebywać w miejscu jej należnym.

Kolejny temat, który wywołał falę emocji to zwierzęta i ich obecność po drugiej stronie. Bardzo mnie cieszy, że tak wielu ludzi podchodzi z uczuciem do naszych braci mniejszych.

Wiele osób twierdzi, że zwierzęta nie mogą trafić „do raju”, ponieważ nie posiadają duszy lub ich dusza jest tylko sensytywna, co powoduje, że umiera wraz z ciałem zwierzęcia. Od zarania dziejów ludzkość w tej materii popadała ze skrajności w skrajność. Od kultu zwierząt (na przykład w Egipcie) po sprowadzenie zwierząt do rangi „produkcji przemysłowej mięsa”. W kręgu chrześcijańskim Św. Franciszek najgłośniej upominał się o szacunek dla zwierząt. Dla Franciszka cała przyroda była jednym wielkim ołtarzem, na którym sprawował liturgię. Niestety niewielu wzięło sobie do serca jego słowa.

Interesujący i bardzo mi bliski jest stosunek, jaki mieli do zwierząt Indianie. Przepraszali Wielkiego Ducha za zabicie zwierzęcia i dziękowali mu, że poświęcił jedno ze swoich dzieci, aby oni mogli żyć i nie zginęli z głodu. Nigdy nie zabijali dla sportu. Indianie bardzo szanują życie w każdym jego aspekcie.

Moim zdaniem zwierzęta mają duszę. Nawet, jeśli jest to nieco inna energia niż duszy ludzkiej to i tak nie może ulec anihilacji, gdyż takowa nie występuje nawet w przypadku materii mineralnej. Twierdzenie, że są bezrozumne i taką duszę posiadają uważam za całkowicie bezpodstawne. Fakt, że żyją w wielkim upodleniu nie wynika z ich natury tylko z losu, jaki gotuje im za przeproszeniem korona stworzenia, czyli człowiek. Gdyby ktoś widział jak inteligentnym, wesołym i czystym zwierzątkiem jest świnka powiedzenie: „ Brudny jak świnia” nigdy by nie powstało. Kolejna argument „ człowiek dzięki duszy nigdy nie jest kopią drugiego, a zawsze oryginałem”, zwierzęta są takie same. Kto nie miał nigdy zwierzaka ten może tak myśleć. Nie widziałam dwóch identycznych kotów. Mogą jedynie mieć podobne umaszczenie, ale charakter, sposób bycia i upodobania żywieniowe miały różne. Poza tym zwierzęta mają zdolność wychwytywania duchowej obecności osób, co jest odniesieniem do świata nadprzyrodzonego.

Ja widziałam po drugiej stronie zwierzęta. Mam znajomego, który również doświadczył przejścia i na powitanie wyszedł jego dziadek z owczarkiem alzackim. Dziadek był wielbicielem tej rasy, a suczka Kora była jego ulubienicą. Nie mam wątpliwości, że dla całego stworzenia bez wyjątku znajdzie się miejsce po drugiej stronie.

Przypomniała mi się sytuacja, kiedy mała dziewczynka zapytała księdza, czy spotka w raju swojego pieska? Ksiądz odpowiedział: Raj to miejsce gdzie wszyscy będziemy szczęśliwi. Tak nam obiecał Pan Jezus. Jeśli do pełni szczęścia będziesz potrzebowała twojego pieska to on na pewno tam będzie” – troszkę naiwne, ale co tam ta wersja ze mną rezonuje.

Odpowiadam na Państwa pytania

Szanowni Państwo skala zainteresowania tematem śmierci klinicznej przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Ponieważ w wielu mailach pytania powtarzają się postanowiłam odpowiadać globalnie, czyli na blogu. Aby ułatwić Państwu czytanie stworzyłam osobną kategorię dla tego tematu. Postaram się systematycznie umieszczać wpisy, które mam nadzieję, oddadzą w pełni to, czego doświadczyłam. Pojawiły się też wiadomości, których autorzy opisują własne epizody i komentują je ze swojej perspektywy. Jest to materiał cenny i warto go upublicznić, co również (za zgodą autorów) zamierzam zrobić.

Jedno z pytań dotyczyło mojego wystąpienia w TVP2. Pytacie Państwo czy nie obawiałam się jak zostanie ono odebrane przez moich znajomych czy współpracowników.

Otóż nie jestem niewolnikiem swojego wizerunku. Jeśli komuś ta tematyka wydaje się zbyt kontrowersyjna, to jest jego problem. Prowadząc bloga zrozumiałam jak ważny dla odbiorcy jest kontakt z autorem. Owszem na rynku wydawniczym pojawiają się tytuły dotyczące przeżyć z pogranicza, w prasie ten temat też bywa sporadycznie wywoływany. Jednak uznałam, że ta audycja może poruszyć więcej osób, zwłaszcza tych, które z własnymi doświadczeniami zostały zupełnie same. Jesteśmy wpychani siłą w to, co policzalne i materialne. Pytam: gdzie miejsce na „czucie i wiarę”?

Kolejne pytanie pozwolę sobie zacytować: „Zastanawia mnie to skąd u Pani jest taka pewność, że rzeczywiście była Pani po drugiej stronie. Dlaczego Pani się nie waha?”

Okres wahania mam już dawno za sobą. Po pierwsze nie wierzę, że mózg (zwłaszcza w momencie niedotlenienia, a więc obniżonej aktywności) jest w stanie generować tak wyrafinowane, złożone i realne obrazy. Bardzo szeroko omawia to zagadnienie doktor Alexander ( mam na myśli jego książkę „Dowód”), który jest neurochirurgiem, a więc posiada wiedzę na temat funkcjonowania ludzkiego mózgu dostępną niewielu. Po drugie, dlaczego mam ślepo ufać grupie lekarzy, którzy utrzymują, że to jedynie psikusy organu pracującego w trybie awaryjnym? Istnieją pisemne relacje z czasów starożytnej Grecji i Rzymu o wojownikach, którzy uznani zostali za zmarłych, a następnie niespodziewanie ożywali i opowiadali o tunelu prowadzącym do niezwykłej krainy. Każdego roku na świecie setki, jeśli nie tysiące ludzi (przepraszam, ale nie znam oficjalnych statystyk) doświadcza stanu z pogranicza śmierci. Okazuje się, że wiek, wyznawana religia, kultura w jakiej zostali wychowani, status społeczny, nic, kompletnie nic nie ma znaczenia. Ich relacje są podobne, a drobne elementy, którymi się różnią wynikają jedynie z aspektów indywidualnych związanych z daną osobą. Mam tu na myśli chociażby osobisty charakter spotkań z bliskimi zmarłymi czy też na przykład pojawianie się zwierząt – ostatecznie nie każdy ma ulubionego pupila. Jestem przekonana, że tyle osób nie może się mylić. Warto też pamiętać, że spora grupa osób po doświadczeniu śmierci to dzieci. Owszem ich relacje są dużo skromniejsze, nie obfitują w detale, lecz jedno jest pewne: tu nie ma miejsca na konfabulację. Nie twierdzę, że dzieci nie są zdolne do kłamstwa. Trudno jednak wyobrazić sobie, że kilkuletnie dziecko wymyśla ot tak historię z podróży, której często nie jest świadome. Zwykle rodzice, kiedy ich pociecha odzyskuje przytomność mówią : „byłeś bardzo chory i spałeś „. Skąd miałoby wiedzieć, że ktoś w ogóle tego od niego oczekuje? Dzieci snują swoje opowieści spontanicznie, często też posługują się rysunkami. Dla mnie więcej dowodów nie trzeba.

Tyle na dzisiaj, dziękuję za pytania i wszystkie otrzymane dowody sympatii!