Prelekcja Łukasza Bartoszewicza

Proponuję dzisiaj, niezwykle ciekawe wystąpienie Łukasza Bartoszewicza, przygotowane w oparciu o książkę Nanci Danison – amerykańskiej prawniczki, która w swojej podróży poza ciałem dotarła bardzo daleko. Ponieważ książki Nancy nie są dostępne w języku polskim, warto posłuchać prelekcji Łukasza. Jest znakomicie przygotowany i myślę, że doskonale oddaje istotę tego, co chciała przekazać autorka.

Polecam!

Przy okazji dziękuję Piotrowi, który poprzez FB zwrócił moją uwagę na ten wartościowy przekaz. W czeluściach Internetu można znaleźć prawdziwe perełki!

Spotkanie „Powroty z zaświatów” – relacja I

Drodzy Czytelnicy!

Proponuję relację ze spotkania „Powroty z zaświatów” które odbyło się 28.10.2018 we Wrocławiu.

Systematycznie będę zamieszczać również wystąpienia pozostałych uczestników.

Dziękuję osobom, które w ten wietrzny i deszczowy dzień zdecydowały się przyjść na spotkanie.

Dziękuję również Studio VTV za organizację tej imprezy oraz nagrania.

Sny o zmarłych – doświadczenie mistyczne, czy komunikat z nadświadomości?

 

Drodzy Czytelnicy!

Dzięki uprzejmości Mariusza Alina, mogę zaproponować materiał filmowy z mojego

wystąpienia na cyklicznej imprezie Powitanie Jesieni, która odbyła się w malowniczej Sobótce.

Z tego miejsca dziękuję Mariuszowi za nagranie, a Krystynie Maciąg za zaproszenie na to niezwykłe i pełne cudownych ludzi spotkanie.

Historia z Kresów Wschodnich

Ponieważ bardzo interesuję się historią, a okresem II Wojny Światowej w szczególności, chętnie oglądam programy poświęcone tej tematyce. W ten sposób trafiłam na niezwykle interesująca relację osoby ocalonej z rzezi wołyńskiej.

Świadkiem tragedii była pani Władysława Kamińska, która w momencie nagrywania programu miała ponad osiemdziesiąt lat. Jej opowieść była niezwykle szczegółowa i nacechowana ogromnymi emocjami. Natychmiast zaczęłam robić notatki, aby żaden szczegół, z tej bezcennej dla mnie opowieści, nie umknęły mojej pamięci.

Dramatu Polaków, mordowanych z niewyobrażalnym okrucieństwem przez bojówki UPA zapomnieć nie sposób. Na dom rodzinny pani Władysławy również napadnięto. Dokładnie 22.03.1943 rozegrały się sceny, których oczy żadnego dziecka na świecie nie powinny oglądać. Napastnicy zabili ojca, a pani Władysława, jej siostra Kazia, brat Staszek i matka cudem uniknęli śmierci, chroniąc się w pobliskim lesie. Z wielkim trudem dotarli do wsi Pendyki, gdzie Polacy usiłowali stawiać opór napastnikom. Niestety, obrońcy nie dysponowali wystarczającą ilością broni i amunicji. Kilka dni później również Pendyki zaatakowano, a nielicznie ocaleni, zbiegli do lasu.

W trakcie panicznej ucieczki, zaginął gdzieś brat pani Władysławy, a ona została w nieznanym sobie otoczeniu wraz z mamą i siostrą. Ten ogromny obszar leśny ciągnął się kilometrami, a przerażone kobiety nie miały pojęcia, gdzie się znajdują i jak dostać się do Cumania, miasteczka, w którym mogły liczyć na schronienie. Błądziły przez cały długi dzień, na mrozie, bez jedzenia. Usta zwilżały śniegiem. Ponieważ ich mama była bardzo słaba, utworzyły coś w rodzaju jamy z gałęzi i śniegu.

Pani Władysława wspominała, że przytuliły się do siebie, żeby nie zamarznąć, a jej starsza siostra modliła się i wzywała ojca, choć doskonale wiedziała, że on nie żyje.

„Tatusiu całe życie byłeś dla nas taki dobry. Wesprzyj nas i teraz, wyratuj nas z tej opresji. Błagam wyprowadź nas z tego lasu, bo my tu zginiemy albo z głodu, albo z zimna”.

Umęczona matka i pani Władysława w końcu usnęły. Rano, po przebudzeniu zauważyły, że Kazia jest niezwykle spokojna, wręcz uśmiechnięta. Były tym bardzo zdziwione. Kazia szybko wytłumaczyła, że w nocy tata do niej przyszedł i dał wskazówki jak dojść do Cumania.

„Ja jestem osobą wierzącą, ale do takich zjawisk podchodzę sceptycznie. Niemniej siostra moja do końca życia, przysięgała, że tej nocy nie spała, a nasz tata stał przy niej jak żywy. Starsza siostra, była poważna i rzetelna jako człowiek. Nie wiem jak to możliwe, ale stał się cud i dzięki otrzymanym wskazówkom uratowałyśmy się od śmierci. W tym ogromnym lesie nigdy byśmy sobie nie poradziły i nie odnalazły drogi, zwłaszcza, że w tym okresie wszystkie drogi i dróżki przysypał śnieg.” Tak skomentowała sytuację pani Władysława.

Dla umęczonych kobiet, informacje otrzymane od ojca były ostatnią iskierką nadziei. Szły zgodnie ze wskazówkami.

„Jak będzie świtać, skierujcie się na prawo od wschodzącego słońca. Pierwszym znakiem, że idziecie w dobrym kierunku będzie polana, a na niej jedna samotna sosna. Drzewko będzie pozbawione gałęzi tylko z kilkoma zielonymi gałązkami na czubku. Kierujcie się prosto na tę sosnę, a jak ją miniecie, to wkrótce, po prawej stronie znajdziecie tory kolejowe. Od lat nieużywane, zardzewiałe, ale poznacie, że tam biegła linia kolejowa. Teren się tam mocno obniża. Idźcie wzdłuż tych torów, jednak broń Boże nie wchodźcie na nie. Lasem trudniej iść, ale na torach będziecie za bardzo widoczne. Cały czas trzymajcie się torów. Dalej zobaczycie takie leśne jeziorko. Mimo, że tam jest śnieg, to je znajdziecie, bo wygląda jak głęboki dół, a wokół niego mniej drzew rośnie, tylko same krzaki. Tam jest taki teren, że jeziorko zwróci waszą uwagę. Droga wiodąca od tego jeziorka zaprowadzi was do Cumania.”

Z niewyobrażalnym wysiłkiem, wspierając matkę, która mdlała ze zmęczenia doszły do celu. Trasę pokonały zgodnie z instrukcją ojca.

Pani Władysława wspominała:

„Na skraju Cumania, stał mały kościółek, a wokół niego zgromadziło się sporo ludzi. Jak się okazało niektórzy nas znali i kiedy zobaczyli, że się zbliżamy zaczęli wołać: Boże, pani Sewrukowa z córkami idzie!

Mój brat Staszek ocalał i był w tym kościółku, a tam już odprawiano msze za nasze dusze, gdyż Staszek nie mając wiedzy o naszym losie był przekonany, że zginęłyśmy z rąk UPA. Myśmy z osłabienia padły na ziemię, a jeden z naszych znajomych wbiegł do tego kościółka i na cały głos krzyczał: Staszek, Staszek, twoja matka z siostrami przyszły, one żyją!

I tak już dalej w tej biedzie, tragedii i poniewierce trzymaliśmy się razem”.

Wzruszająca opowieść, ze wszech miar warta przytoczenia i zachowania dla potomnych. Cenne świadectwo opieki duchowej oraz prawdy historycznej, której ciężar i groza kładą się cieniem na pokolenia.

Na wielu pomnikach i obeliskach poświęconym ofiarom zbrodni wołyńskiej znajdziemy ten cytat:

Jeśli zapomnę o Nich, Ty Boże na Niebie, Zapomnij o mnie!

Adam Mickiewicz, Dziady

 

 

Duch, który sprowadził pomoc

 

Otrzymałam niezwykle ciekawą i oryginalną relację dotyczącą fizycznej interwencji osoby zmarłej. Do tej międzywymiarowej manifestacji doszło w dramatycznych okolicznościach, a duch, o którym mowa bez dwóch zdań, uratował życie dwóch osób.

Oddaję głos Krzysztofowi, bezpośredniemu uczestnikowi wydarzeń:

Chciałbym zacząć od tego, że nigdy nie interesowały mnie sprawy tak zwanego życia pozagrobowego. W czasie, kiedy doszło do zdarzenia, które chcę przedstawić pracowałem w Policji. W sumie moja służba trwała dziesięć lat. Rezygnacja z pracy w Policji spowodowana była trudną sytuacją rodzinną, a nie niechęcią do samej instytucji. Choć różnie się o policjantach mówi, ja byłem dumny z munduru, który nosiłem.

Tego pamiętnego dla mnie dnia, pracowałem z Adamem – on pozostał w Policji do dziś. Nasz dyżur się kończył. Wracaliśmy z jakiejś interwencji domowej. Jechałem bardzo wolno, ponieważ warunki pogodowe były fatalne, a droga nieoświetlona. Głęboki listopad, zimno, silny wiatr i ulewa. Po lewej stronie drogi puste pola, po prawej stare magazyny i popadająca w ruinę, nieczynna fabryka. Nagle zobaczyliśmy starszego mężczyznę, który dawał nam znaki żebyśmy się zatrzymali. Po jego ruchach i zachowaniu widać było ogromne zdenerwowanie. Zatrzymaliśmy samochód i wysiedliśmy, żeby zobaczyć, co się stało. Ten mężczyzna przemieścił się o kilka metrów i wszedł w krzaki, pokazując nam żebyśmy poszli za nim. Podeszliśmy bliżej i poświeciliśmy sobie latarkami. W dole (około czterech metrów poniżej drogi) zobaczyliśmy przewrócony samochód. Zeszliśmy tam najszybciej jak się dało. W wozie były dwie osoby: ranna kobieta w kompletnym szoku oraz nieprzytomny mężczyzna. Ja wezwałem pomoc, a kolega usiłował wydobyć pasażerkę. Jak wspomniałem samochód był przewrócony i to ograniczało dostęp do kierowcy. Finalnie udało nam się wydobyć pasażerkę, co zbiegło się z przyjazdem Straży Pożarnej. Wkrótce przyjechał też ambulans i można powiedzieć działaliśmy pełną parą. W pewnej chwil Adam podszedł do mnie i zapytał, gdzie jest ten starszy gość, który nas zatrzymał. Powiedziałem, że nie wiem, ale prawdopodobnie gdzieś się tu kręci. Jeden ze strażaków podał mi damską torebkę, a ja zajrzałem do niej szukając dokumentów. Znalazłem duży czerwony portfel. Były tam oczywiście dokumenty tej kobiety, ale zauważyłem też zdjęcie mężczyzny, który nas zatrzymał. Nie miałem wątpliwości, że to ten sam człowiek. Kobieta była już w karetce i zajmował się nią ratownik medyczny. Później zostawił ją pod moją opieką, bo potrzebna była pomoc przy ciężko rannym kierowcy. Otworzyłem jeszcze raz ten portfel, wskazałem na zdjęcie i zapytałem, czy ten mężczyzna jechał z nimi. Odpowiedziała, że jechali sami. Powiedziałem, że ten pan nas zatrzymał i dzięki niemu żeśmy ich znaleźli. Dziewczyna się rozpłakała, na zdjęciu był jej zmarły ojciec. Powiem szczerze: zatkało mnie. Kompletnie nie umiałem wykrztusić z siebie ani słowa.

Kiedy karetki odjechały, a nasi koledzy z drogówki przejęli sprawę, nie byliśmy już potrzebni. Adam jeszcze raz zapytał o tego starszego pana, a ja powtórzyłem mu słowa córki. Zrobiło się dziwnie. Po prostu żadnemu z nas nie przechodziły przez gardło z pozoru proste słowa: po raz pierwszy w życiu widzieliśmy ducha. Dopiero po jakimś czasie zebrało nam się na szczerą rozmowę. Przeanalizowaliśmy całą sytuację dosłownie minuta po minucie. Nie było innego samochodu, do którego mógłby wsiąść i odjechać, gdyby oczywiście był żywym człowiekiem. Jego strój był zupełnie nieadekwatny do warunków pogodowych, więc gdyby to był żywy człowiek szukałby pomocy, chociażby, żeby się ogrzać. Poza tym, kiedy wysiedliśmy z auta obaj go widzieliśmy, jednak, mimo że wyglądało jakby krzyczał, to tak naprawdę nie usłyszeliśmy ani słowa. Nasz reakcja oparta była na obserwacji mowy ciała. Kiedy zobaczyliśmy rozbity samochód włączyło się działanie mechaniczne. Ostatecznie po coś jesteśmy szkoleni.

Trudno dyskutować z faktami, a one wskazywały, że mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem paranormalnym. Faktem jest też, że gdybyśmy ich nie znaleźli, to kierowca raczej nie przeżyłby wypadku, a i pasażerka miała małe szanse, ponieważ w nocy chwycił mróz. Jak już pisałem, to mało uczęszczana okolica i nikłe są szanse, że ktoś by ich znalazł. Może dopiero rano złomiarze, którzy rozbierali resztki stalowych elementów nieczynnej fabryki.

To jeszcze nie koniec tej niezwykłej historii. Okazało się bowiem, że do wypadku nie doszło za sprawą złej pogody lub błędu kierowcy. Była to zemsta ex partnera tej młodej kobiety, który nie chciał pogodzić się z rozpadem ich związku. Człowiek ten wielokrotnie taranował ich samochód, próbując zepchnąć pojazd z drogi. W końcu kierowca atakowanego samochodu wpadł w poślizg i uderzył w drzewo, a następnie samochód stoczył się po skarpie i przewrócił. Sprawca odjechał nie wzywając pomocy.

Sprawa okazała się bardzo poważna, a sprawca stanął przed sądem. Pan Krzysztof oraz jego kolega zostali wezwani w charakterze świadków.

Na korytarzu podeszła do mnie ta młoda kobieta. Przypomniała rozmowę z karetki i poprosiła żebyśmy potwierdzili tożsamość osoby, która nas zatrzymała. Dyskretnie pokazała nam kilka zdjęć, na których był jej ojciec. Bez wątpliwości widzieliśmy wtedy właśnie jego. Trudno go pomylić z kimś innym: wysoki (około dwa metry wzrostu), burza kręconych siwych włosów i takie trochę orientalne rysy twarzy. Okazało się, że ojciec tej pani był Ormianinem. Kolega od razu zaznaczył, że w życiu oficjalnie się nie przyzna, że widział ducha. Ona to doskonale rozumiała, chciała tylko znać prawdę, dla samej siebie. To była bardzo wzruszająca scena.

Zainteresowałem się tematem zjaw pojawiających się na drogach. Myślę sobie, że to takie znaki ostrzegawcze dla nieostrożnych kierowców. Kto wie, może działają z polecenia siły wyższej?

Przypadek opisany przez Krzysztofa niewątpliwie daje do myślenia. Zjawa ojca pojawiła się w momencie, kiedy życie córki było zagrożone. Może to świadczyć o tym, że jesteśmy permanentnie obserwowani przez dusze w Zaświatach lub o istnieniu jakiegoś systemu ostrzegawczego, uruchamiającego się w dramatycznych okolicznościach. Wszak, kiedy grozi nam niebezpieczeństwo emitujemy specyficzną energię strachu, a poza tym mentalnie wzywamy na pomoc istoty z innego wymiaru

Co do zjaw pojawiających się na drogach całego świata, to klasyfikowałabym je jako tak zwane „duchy rocznicowe”, czyli ukazujące się albo w rocznicę własnej śmierci, albo w okolicznościach zbliżonych do panujących w tamtej chwili. Dla przykładu, ktoś kto zginął, kiedy jednocześnie była jesień, padał deszcz, a księżyc wszedł w fazę nowiu, będzie wracał w tych okolicznościach. Dlaczego? Bo uznaje taki zbieg okoliczności przyrodniczo- astronomicznych za potencjalnie niebezpieczny i chce ostrzec innych.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy są to faktycznie istności duchowe przechodzące ze swojego wymiaru w nasz wymiar fizyczny, czy też stanowią rodzaj projekcji albo hologramu, pozostawionego przez ducha w miejscu szczególnie dla niego ważnym. Być może matryca czasoprzestrzenna pozwala na takie działanie. A może należy wziąć pod uwagę jeszcze inne możliwości?

W gościnnych progach Niezależnej Telewizji NTV

Kilka dni temu, miałam przyjemność gościć w Sobótce, gdzie znajduje się studio Niezależnej Telewizji NTV.

Powstało nagranie, które pozwalam sobie Państwu zaprezentować.

Rozmowę prowadzi Krystyna Maciąg. Dziękuję serdecznie za zaproszenie i miłą atmosferę w studio!

Interwencja z Zaświatów

Po przerwie związanej z premierą książki, Biuro duchów wraca do pracy. Dzisiaj proponuję lekturę niezwykle ciekawego listu, który otrzymałam od pani M.

Treść korespondencji, stanowi dla mnie kolejny, cenny dowód potwierdzający, iż bliscy przebywający w Zaświatach obserwują nas i bardzo się nami interesują. Mało tego starają się skorygować nasze poczynania, jeśli akurat niczym zbłąkani żeglarze wpływamy na manowce doczesności.

Nigdy nie wierzyłam w zjawiska paranormalne, duchy itp. Byłam wręcz wyjątkowo sceptyczna, ale jak to w życiu bywa, tylko do pewnego momentu. Po śmierci babci, z którą byłam silnie związana emocjonalnie zaczęłam wierzyć.

Od kilku lat pozostawałam w związku partnerskim, mieliśmy dziecko, własne mieszkanie. Wszystko, co niezbędne do godziwej egzystencji. Czegoś jednak mi brakowało i prowadziłam podwójne życie. Spotykałam się z innym mężczyzną. Po jednym z takich spotkań przyśniła mi się babcia. Byłyśmy u niej w mieszkaniu. Strasznie mną szarpała, krzyczała na mnie, była potwornie wściekła. Nigdy w życiu nie widziałam jej w takim stanie. Przez cały sen płakałam, bałam się i nie potrafiłam zrozumieć ani jednego słowa jakie wypowiada do mnie. Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Wtedy jeszcze nie wierzyłam w realność tego przekazu.

Po miesiącu, może dwóch rozpadł się mój romans. Sama postanowiłam, że chcę to zakończyć. Jakiś czas później miałam kolejny sen. Ponownie znalazłam się w mieszkaniu z moją babcia. Tym razem szczęśliwa, tryskająca radością, przytulała mnie. Pamiętam, że zadawałam jej pytania, co dzieje się po śmierci, gdzie jest teraz. Odpowiedziała mi, że nie może o tym mówić, ale że zostało jej jeszcze 28 dni. Sen się zakończył, a przynajmniej nic więcej z niego nie pamiętam.

Obecnie, jestem od dwóch lat szczęśliwą mężatką. Nasza rodzina się powiększyła, kupiliśmy piękny dom. Do romansów nigdy nie wróciłam. Jestem przekonana, że sen, w którym babcia mną szarpała dotyczył właśnie mojej zdrady, a zatem zachowania dla babci nie do zaakceptowania. Pamiętam każdy szczegół z tych snów pomimo tego, że minęły prawie trzy lata. Były to sny niesamowicie realistyczne.

W ubiegłym roku miałam jeszcze jedną, bardzo dziwną sytuację. Tym razem nie był to sen. Bardzo pomogłam siostrze, z którą nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Babcia nas dwie wychowała, jednakże nie było pomiędzy nami żadnej więzi, nawet się nie kłóciliśmy, bo po prostu nie rozmawiałyśmy ze sobą. Nie potrafiłyśmy tego robić. Sama nie wiem, dlaczego. Pomoc siostrze kosztowała mnie wiele wysiłku i nieprzespanych nocy. Dałam radę.

Kiedy już cała trudna sytuacja wydawała się szczęśliwie zakończona, a ja radosna i odprężona wracałam do domu, spotkało mnie coś szczególnego. Był późny wieczór, ale nie czułam zmęczenia. Wręcz przeciwnie dawno nie było mi tak dobrze.

Podjeżdżając do garażu, zauważyłam przed samochodem ubraną na biało postać. W takiej sytuacji rzecz pierwsza to noga na hamulec. Zatrzymałam się gwałtownie, a postać zniknęła. Trwało to ułamek sekundy, dosłownie mrugnięcie powiek. Wyszłam przestraszona z samochodu, rozejrzałam się po podwórku, ale nikogo nie było, choć po dzisiejszy dzień pamiętam dokładnie tę jasną poświatę, bijącą od sylwetki szczupłej osoby. Zarejestrowałam ze szczegółami wyraz twarzy i ubiór. Jestem przekonana, że była to moja babcia. Tylko dlaczego mi się ukazała? Być może w podziękowaniu za pomoc okazaną siostrze? Od tamtej pory nie wiem jakim cudem, ale znalazłyśmy z siostra wspólny język i dogadujemy się. Kolejna, już ostatnia sytuacja miała miejsce niedawno. Przeszłam ciężką operację ratująca moje życie. Po powrocie do domu ze szpitala miałam kolejny sen. Byłam w szpitalu, a obok mojego łóżka siedzieli dziadkowie. W czasie mojego pobytu w szpitalu nie żyli już oboje. Dziadek powiedział do mnie, -Ty wiesz wnusia, że oni wszyscy myślą ze my nie żyjemy. Po czym zaczął się śmiać. Babcia również się śmiała. Powiedziała tylko jedno zdanie „teraz już wszystko będzie dobrze”. Sen się skończył.

W Boga nie wierzę, ale zaczęłam wierzyć, że śmierć nie jest końcem wszystkiego. Zastanawia mnie tylko dlaczego w jednym ze snów babcia powiedziała, że zostało jej 28 dni? Skoro obserwuje mnie, to dlaczego nie przyśni mi się w momentach, kiedy jej potrzebuje??? Czemu tak naprawdę miała służyć wizyta białej postaci na moim podwórku?

Droga M., bardzo dziękuję za tę niezwykle szczerą i głęboką relację. Pozwolę sobie zauważyć, że jeśli uznajesz za fakt ciągłości życia po śmierci ciała, to tym samym wierzysz w inteligentną, pełną miłości Siłę, która panuje nad wieloma światami i zachowuje najwartościowszą cząstkę naszego istnienia, czyli duszę w dobrostanie. Dzisiaj chyba już niewiele osób wyobraża sobie Najwyższego jako siwego starca, siedzącego na tronie z chmur. Choć, być może, nigdy nie ogarniemy istnienia tej Siły rozumem, to mamy szansę pojąć ją sercem. Inteligencja serca, nie jest na dzień dzisiejszy kwestią wiary i okazuje się, że nie pomylił się Mickiewicz przekonując „Miej serce i patrzaj w serce”.

„W opublikowanej w 1991 r. książce „Neurokardiologia” dr J. Andrew Armoura udowadniał, że serce ma złożony system nerwowy, który można nazwać małym mózgiem składającym się z czterdziestu tysięcy komórek nerwowych. W 1995 r. inny naukowiec – dr Ming He-Huang z Akademii Medycznej w Harvardzie – odkrył, że komórki te są identyczne z tymi, które znajdują się w mózgu. Oznacza to, że serce i mózg mają ze sobą łączność elektromagnetyczną, dzięki której przesyłają sobie nawzajem informacje.[1]
Sceptyk wytłumaczyłby każdy z Twoich snów, używając argumentów zaczerpniętych tak z psychologii głębi jak i behawioryzmu. Ot, skrywane wyrzuty sumienia, potrzeba potwierdzenia własnych działań, zaspokajanie atawistycznego lęku przed unicestwieniem itd.

Dla sceptyka, życie we wszystkich przejawach, jest tak naprawdę, tylko podniecającą grą, jaką jego intelekt toczy z własnym ego. Dla osoby bogatszej o doświadczenie pozazmysłowe świat otaczający jawi się jako jedna z wielu możliwości istnienia, a resztę podpowiada dusza.

Babci mogło nie podobać się Twoje zachowanie, lecz przypuszczam, że nie o jej subiektywną ocenę chodziło. Babcia prawdopodobnie wiedziała jak destrukcyjne mogą być konsekwencje tego romansu. Wiele snów, w których pojawiają się bliscy zmarli ma charakter proroczy. Zadaj sobie pytanie, co by się stało, gdyby ów romans wyszedł na jaw? Czy Twoje życie byłoby równie zadawalające jak obecne? Osobiście uważam, że tak bliska twemu sercu osoba, usiłowała powstrzymać Cię przed wejściem na życiową równię pochyłą z wszystkimi następstwami tego działania.

Jeśli chodzi o te 28 dni, o których babcia wspomniała, to myślę, że odniosła się do zakończenia pewnego etapu jej duchowej wędrówki. Wszystkie wielkie religie mają swoją wizję wydarzeń rozgrywających się po opuszczeniu ziemskiej powłoki. Na przykład w buddyzmie istniej pojęcie stanu bardo, w którym przechodzenie do subtelnej formy istnienia nie następuje ad hoc, tylko stanowi pewien proces, podzielony na etapy rozgrywające się w konkretnych ramach czasowych. Skoro tak mocno zaakcentowała te 28 dni, to można założyć, że przejście tej fazy było dla niej bardzo ważne, a może wręcz decydujące. Myślę, że była przy Tobie zawsze, kiedy jej naprawdę potrzebowałaś, a w innych niełatwych momentach widocznie wierzyła w Ciebie i wiedziała, że sobie poradzisz. Poza tym, weź pod uwagę, że częste wizyty babci mogłyby wpłynąć nie tylko na Twoją wolną wolę, ale przede wszystkim zachwiać pewnością siebie, a w najgorszym razie uzależnić od zewnętrznej i subiektywnej opinii. Nasi bliscy mogą próbować nam pomóc, ale życia za nas nie przeżyją.

Temat świetlistej postaci, która ukazała się w tak ważnym dla Ciebie momencie jest niezwykle interesujący. Czy była to babcia? Nie wiem. Bezsprzecznie był to sygnał świadczący o zdjęciu jakieś blokady, która umiejscowiła się w Twojej świadomości i ograniczała kontakty z siostrą. Doświadczenie uczy, że z samym sobą także można wejść w dość szczególną relację, również pozazmysłową. Zajmując się problemem siostry, zrekompensowałaś lub innymi słowy wypełniłaś dobrem przestrzeń, która do tej pory pozostawała ziemią jałową i właśnie w tej przestrzeni wasze relacje mogły odrodzić się na nowo. Z mojej perspektywy, zaskoczyła Cię najlepsza cząstka Ciebie samej. Zmieniła się po prostu obraz ciał subtelnych, co mogło spontanicznie zamanifestować się w świecie fizycznym. Oczywiście, jest to tylko i wyłącznie moja hipoteza.

Sen, w którym odwiedzili Cię dziadkowie, zapewne miał zrekompensować traumę jaką była operacja, od wyniku której zależało Twoje życie. Ich zachowanie było kojące, a przekazana informacja cenna. Zakładam, że wiele osób przyjęłoby ją z radością i wdzięcznością.

Dziękuję za list i poświęcony czas.

Mam nadzieję, że dla Państwa ta korespondencja była równie wartościowa jak dla mnie.

 

[1] http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/neurokardiologia-naukowcy-dowodza-ze-serce-czuje-i-rozumie_41356.html

 

Relacje między światem widzialnym i niewidzialnym

Drodzy Czytelnicy!

Chciałabym zaproponować materiał nagrany przez Niezależną Telewizję NTV na Powitaniu Wiosny. Impreza odbyła się w marcu bieżącego roku u podnóża Ślęży w Sobótce.

Chwilowo pochłaniają mnie sprawy związane z promocją książki, ale obiecuję, że w maju pojawią się nowe teksty i Biuro ruszy pełną parą.

Pozdrawiam ciepło!

W gościnnych progach NTV

Mam nadzieję, że zainteresuje Państwa audycja „Wieści ze świata duchów” zrealizowana w Niezależnej Telewizji NTV.

Program prowadzi redaktor Janusz Zagórski, a przesympatyczną współrozmówczynią jest Krystyna Maciąg.

Serdecznie dziękuję za zaproszenie!

Czasami zapominam, że pewna grupa Czytelników nie korzysta z mediów społecznościowych, stąd materiał prezentowany jest z niewielkim opóźnieniem.

Audycja na antenie Radio Paranormalium – Znaki od zmarłych

Drodzy Czytelnicy!

Po raz drugi byłam gościem Radia Paranormalium. Audycja nosi tytuł „Znaki od zmarłych” i tej tematyce przyjrzeliśmy się w trakcie, bez mała, trzech godzin programu.

Dziękuję wszystkim osobom, które wzięły czynny udział w rozmowie.

Osoby prowadzącego nie trzeba chyba przedstawiać, ale dla porządku przypomnę, że Piotr Cielebiaś to dziennikarz, pisarz i zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Nieznany Świat”

Zapraszam serdecznie.