Słyszałem ich myśli, czułem energię serca…

Zapraszam do lektury niezwykle przejmującej opowieści Andrzeja, który dwukrotnie otarł się o śmierć.

Szanowna Pani Ado!

Dzisiaj jest trzecia rocznica mojej drugiej śmierci klinicznej. Już w zeszłym roku chciałem opisać moje przeżycia i wysłać do Pani, ale jakoś zabrakło mi cierpliwości. Poza tym nie bardzo potrafię przelewać swoje myśli na papier. Tym razem postanowiłem, że nie wstanę od komputera aż skończę. Mam nadzieję, że innych ludzi to zainteresuje.

Pierwszy raz znalazłem się poza ciałem w wieku 17 lat. Miałem atak wyrostka i tak pechowo się stało, że rozlał się on na stole operacyjnym. Przez to byłem długo w narkozie, a operacja trwała prawie cztery godziny. Nie pamiętam żadnego tunelu ani jakiegoś spadania w dół, o czym piszą inne osoby. Zamknąłem oczy będąc jeszcze w ciele, a kiedy otworzyłem je ponownie byłem poza ciałem. Unosiłem się w powietrzu, w takiej pozycji, jakbym był przyklejony plecami do sufitu. Byłem kompletnie zdezorientowany i wystraszony. Udało mi się jakoś zmienić tę dziwna pozycję i, jeśli można tak powiedzieć, stanąłem obok lekarza. Widziałem wnętrze mojego ciała. Coś tam w środku zaczęło krwawić i lekarz wrzeszczał na wszystkich, klął jak szewc. Moja pierwsza przytomna myśl, była taka: niby inteligent a przeklina gorzej jak mój ojciec.

Zawsze źle znosiłem widok krwi, więc pomyślałem, że nie chce być w tym pomieszczeniu i w tej samej chwili znalazłem się na korytarzu. Tam dopiero ujrzałem cudne widowisko. Obok mnie przepłynęła w powietrzu postać młodej dziewczyny. W tym samym momencie, na końcu korytarza objawiło się coś na kształt świetlistego wiru. Ten wir z kolei utworzył rodzaj owalnego lustra z falująca taflą. Dziewczyna podpłynęła do tej tafli. Z lustra wydobyło się przepiękne tęczowe światło i owinęło się wokół niej, po czym delikatnie uniosło ją i zabrało do wnętrza lustra. Błyskawicznie znalazłem się przy tym lustrze, bo też chciałem tam wejść. Poczułem jednak taką blokadę, jakbym odbił się od niewidzialnej ściany. Następnie z głębi tafli wypłynęło kropla, która wyglądała jak kulka rtęci. Chodzi mi o to, że podobnie się poruszała. Nazwałem ją „żywą kroplą” Ta kropla dotknęła mojego czoła, między oczami i na tym zakończyło się całe doznanie, ponieważ obudziłem się w ciele, już po operacji.

Ciekawostka jest taka, że na trzeci dzień po operacji odwiedzili mnie koledzy. Jeden powiedział: miałeś chłopie szczęście, bo kilka godzin przed tobą przywieźli tutaj siostrę mojego sąsiada. Też wyrostek robaczkowy, ale nie przeżyła operacji. Dziwnie mi się wtedy zrobiło, bo mimo młodego wieku przyszła do mnie refleksja o śmierci. Kolegom nic nie powiedziałem, ale w sercu emocje były ogromne.

Drugi przypadek wyglądał całkiem inaczej. Miałem zawał, z bólu straciłem przytomność. Co można powiedzieć było wybawieniem. Na moment ocknąłem się w karetce. Później znalazłem się nad swoim ciałem, znów na sali operacyjnej. Tym razem się nie bałem, tylko byłem ciekaw, co będzie dalej. Stałem w niewielkiej odległości od lekarza, kiedy jedna z pielęgniarek dosłownie przeze mnie przeszła. Odczułem to jako szarpnięcie.

Obserwowałem cały zespół. Zwróciłem uwagę, że pani anestezjolog siedzi jakaś taka smutna i patrzy w te wszystkie monitorki, ale myślami gdzieś błądzi. Zbliżyłem się do niej i (jeśli można to ująć obrazowo) położyłem jej rękę na ramieniu. Wtedy stało się coś niesamowitego, bo zacząłem słyszeć jej myśli i czułem energię serca. (Doktor miała romans z kolegą i zastanawiała się czy, to ma sens i czy nie jest tylko przygodą w jego życiu.) Aż odskoczyłem z wrażenia. Przesunąłem się do innej osoby i też słyszałem jej myśli. Opuściłem salę i popłynąłem przez korytarz, nie wiem jak to możliwe, ale komu położyłem rękę na ramieniu, ten stawał się dla mnie jak otwarta księga. Później zobaczyłem moją żonę i córkę, strasznie płakały, co napełniło mnie niewyobrażalnym smutkiem. Pomyślałem o synu i chyba w tej samej sekundzie znalazłem się przy nim. Jechał samochodem i rozmawiał przez telefon, na szczęście miał zestaw głośnomówiący. Odwoływał jakieś ważne spotkanie z (dajmy na to) -Iksińskim, następnie dzwonił do synowej z informacją, że tata jest w ciężkim stanie i on jedzie do szpitala. Wylał na siebie resztkę kawy. Pomyślałem, że bardzo ich wszystkich kocham i chcę być z nimi, że jeszcze nie pora umierać. Znów byłem na korytarzu szpitalnym, a przede mną pojawiła się ta „żywa kropla”. Zbliżyła się po woli i dotknęła mojego czoła.

Odzyskałem przytomność w ciele. Bardzo się cieszę, że jeszcze mogę pobyć na tym świecie, spędzać czas z bliskimi i służyć im radą i pomocą. Mam tylko pytanie, czy spotkała się Pani z innymi historiami, gdzie ludzie poza ciałem słyszeli myśli innych osób? Ja teraz zacząłem czytać książki poświęcone tematyce doświadczeń z pogranicza, ale takiego opisu nie znalazłem. Pewnie jeszcze dużo muszę się dowiedzieć, żeby podnieść swoją świadomość.

Na zakończenie dodam, że po szpitalu, rozmawiałem z synem i był on zdumiony, bo rzeczywiście odwoływał to konkretne spotkanie i zalał się kawą. Miałem też rozmowę z panią anestezjolog, której powiedziałem, że byłem poza ciałem. Ona zareagowała ostro, że to omamy były po lekach. Ja jej na to, że mogę powiedzieć, o czym wtedy myślała. Zrobiłem to, a ona najpierw poczerwieniała, a potem energicznie wyszła z pokoju.

Dziękuję Pani za wszystkie teksty i nagrania. Jeśli ten mój nieporadny list się nadaje do publikacji, to proszę go wykorzystać wedle woli. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego, co najlepsze.

Drogi Andrzeju, dla każdego ta jedyna w swoim rodzaju podróż ku granicom poznania, ma inny charakter. Dla jednych głównie duchowy, transformujący ich osobowość, wnoszący bezcenne światło, które już zawsze będzie oświetlało drogę życia. Dla drugich będzie to również wyzwanie intelektualne, choć wątpię, aby ktokolwiek objął całokształt zagadnienie rozumowo.

Wspaniale, że zgłębia Pan tematykę duchowości. Opowieści innych osób, które doświadczyły tego co my, są cenne, ponieważ dają nam poczucie wspólnoty. Nie jesteśmy samotnymi dziwolągami, tylko wielką, internacjonalną gromadą dusz połączonych wspólną emocją i wspomnieniami. Co do pytania o czytanie w myślach, to spotkałam się z takimi relacjami, ale na ten moment mogę przytoczyć tylko jedną, z książki Raymonda Moody’ego „W stronę światła”

Z inna zadziwiającą historią wskazująca na to, że przeżycia na granicy śmierci nie są złudzeniem umysłu, zapoznał mnie pewien lekarz z Południowej Dakoty. Kiedy jechał do szpitala, miał stłuczkę. (…) wypadek ten wprawił go w przygnębienie i zaprzątał jego myśli, kiedy tego ranka reanimował mężczyznę, któremu przestało bić serce. Następnego dnia pacjent, któremu uratował życie, powiedział mu niezwykłą rzecz:

Panie doktorze, kiedy pan mnie ratował, opuściłem ciało i oglądałem pana przy pracy.

Lekarz zaczął go wypytywać i zdumiała go ścisłość jego relacji. Mężczyzna ze szczegółami opisywał wygląd instrumentów, powiedział nawet w jakiej kolejności były używane. Podał kolory, kształt, a nawet ustawienia pokręteł i mierników na urządzeniach. Jednak ostatecznie przekonały lekarza słowa pacjenta:

Wiedziałem, że martwi się pan tym wypadkiem. Ale naprawdę nie ma się czym przejmować. Pan poświęca swój czas innym. Nikt przeciwko panu nie wystąpi.

Pacjent nie tylko postrzegał swoje fizyczne otoczenie, ale również czytał w myślach. [1]

W Pana liście, najbardziej poruszył mnie fragment o „żywej kropli”, bo to poetycka wręcz metafora światła, które wniknęło w głąb świadomości poprzez czakrę trzeciego oka.

Pana relacja, po raz kolejny potwierdza tezę, że przestrzeń nazywana Zaświatem, jest miejscem pełnym życia i życzliwej nam Mocy. Przygarnia dusze, które trwale odłączyły się od ciała, a pozostałe inspiruje do powrotu, gdyż ich czas jeszcze nie nadszedł, a plan duszy nie został wykonany.

Dziękuję z serca za ciekawą historię i życzę owocnej obecności na planie fizycznym.

 

 

 

[1] R. Moody „W stronę światła” Bydgoszcz 1992 str.165,166

„Życie, śmierć i co dalej? cz.II

Szanowni Państwo!

Polecam Waszej uwadze, kolejny odcinek programu „Życie, śmierć i co dalej?”

Tym razem opowieść niezwykła, bo i człowiek nietuzinkowy. Gościem Krisa Rudolfa jest wybitny artysta, reżyser Andrzej Maria Marczewski. Jego spotkanie z nieznanym miało bardzo ciekawy przebieg i odcisnęło ogromne piętno nie tylko na życiu prywatnym, ale również na twórczości artysty.

Po raz kolejny śmierć kliniczna okazała się przebudzeniem do nowego, pełniejszego życia.

Warto posłuchać!

Miłość – na granicy światów

Inspirację do napisania dzisiejszego artykułu zaczerpnęłam z listu otrzymanego od Romana.

Roman stracił ukochaną żonę Lidię i nie może pogodzić się z jej odejściem. Lidia zmarła zdecydowanie przedwcześnie (56 lat) w wyniku zakażenia szpitalnego, które w konsekwencji doprowadziło do sepsy. List ten jest doprawdy niezwykłym dowodem zarówno wielkiej miłości do kobiety jak i głębokiej, gnostycznej wręcz duchowości autora. Zawiera istotne pytania, które po prostu nie mogą pozostać bez odpowiedzi.

W tym miejscu, aż trudno nie przywołać fragmentu „Mistrza i Małgorzaty” autorstwa uwielbianego twórcy Michała Bułhakowa

Za mną czytelniku! Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język! Za mną, czytelniku mój, podążaj za mną, a ja ci pokażę taką miłość”[1]

 

„Biuro duchów odkryłem szukając informacji o życiu po życiu. Tego rodzaju zagadnienia interesowały mnie od dziecka, a zainteresowanie to wzrosło po śmierci mojej ukochanej żony Lidii, która zmarła całkiem niedawno – w styczniu tego roku.

Z jej śmiercią nie mogę się pogodzić i z tego powodu bardzo cierpię psychicznie. Ogromnie za nią tęsknię. Dużo o niej myślę, praktycznie bez przerwy. Nie jestem w stanie tego powstrzymać.

Lidka kilka razy mi się przyśniła. Nie będę opisywać wszystkich snów, ale o jednym z nich uważam, że warto wspomnieć. Otóż śniło mi się, że ja i Lidka staliśmy przytuleni do siebie. Lidzia była śliczna, odmłodzona o jakieś 25 lat. W tym przytuleniu, telepatycznie przekazała mi informacje, że to nasze spotkanie jest rzeczywiste i dzieje się naprawdę, natomiast moje obecne jeszcze życie to tylko okrutny sen. Kiedy w czasie snu uzmysłowiłem sobie, że Lidka nie żyje, że przecież był pogrzeb – sen mi się urwał i obudziłem się. Była godz.3.30. Nadmienię, że opisany sen nastąpił po tym jak dnia poprzedniego usilnie myślami prosiłem ją, aby mi przekazała jakąkolwiek wiadomość z tamtego świata. I jeszcze pozwolę sobie na inny przykład łączności ponadzmysłowej z moją Lidką. Tym razem to nie był sen. Otóż w dniu 24.lutego br. byłem na cmentarzu przy jej grobie. W zasięgu mojego wzroku nie było nikogo, dlatego pozwoliłem sobie mówić do niej na głos. Może niezbyt głośno, ale na głos. Gdyby był ktoś obok w pobliżu mógłby pomyśleć, że zwariowałem. Mówiłem jej o naszych wspólnych planach, których już nigdy razem nie zrealizujemy, o moich bieżących problemach, a także o tym, że jest mi bardzo ciężko bez niej żyć i ogromnie za nią tęsknię. Gadam do niej, gadam w nadziei, że może mnie słyszy. W pewnym momencie powiedziałem; Lidka czy ty mnie słyszysz, czy dociera do ciebie to co ja mówię? Jeżeli tak to daj mi jakiś znak. Wiesz co, poruszaj choćby jednym z tych kwiatów. Na grobie znajdował się kosz z trzydziestoma różami. Pogoda była tego dnia piękna i co ważne nie było absolutnie najmniejszego wiatru. Proszę sobie wyobrazić, że mniej więcej po ok. 15 sekundach zerwał się dość silny wiatr, solidnie potrzepał nie jednym, ale wszystkimi kwiatami na grobie. Trwało to przez ok. 10 sekund po czym nastąpiła absolutna cisza.

Innym razem przeżyłem również coś niesamowitego. Otóż aktualnie pracuję jako kierowca podmiejskiego autobusu. W dniu 01.marca do prowadzonego przeze mnie autobusu na jednym z przystanków wsiadła pewna kobieta, od razu zaznaczam, że w najmniejszym stopniu niepodobna do mojej Lidki. W trakcie jazdy mam zwyczaj spoglądać w wewnętrzne lusterko, aby obserwować pasażerów. Zwłaszcza interesuje mnie czy ktoś wstaje z siedzenia przed przystankiem, bywa bowiem, że nie ma powodów, żeby się zatrzymywać, bo nikt nie wysiada i nie wsiada. Tego pamiętnego dnia zamiast wspomnianej wcześniej kobiety ujrzałem w lusterku nie ją, ale wyraźne odbicie Lidki.

Odwróciłem na moment wzrok, nie wierzyłem własnym oczom, spojrzałem po raz kolejny w lusterko, nadal widziałem Lidkę. Trwało to co najmniej 30 sekund. Ponownie odwróciłem wzrok, bo zbliżałem się do przystanku i musiałem precyzyjnie zatrzymać się przy krawężniku. Na tym przystanku wysiadła ta kobieta, którą w lustrzanym odbiciu widziałem jako Lidkę. Zaznaczam, że jestem odpowiedzialnym kierowcą i zawsze zachowuję trzeźwość.

Z tych przytoczonych mich doświadczeń rozumiem, że Lidka żyje jako duch bez ciała, ale zachowując dotychczasową świadomość własnego jestestwa, z pamięcią jeszcze niedawnego cielesnego życia.

I tu nasuwa się moje zasadnicze pytanie, które zachęciło mnie do napisania listu do Pani. Proszę mi wyjaśnić, jak to właściwie jest z tym istnieniem po śmierci ciała. Są świadectwa, że ludzie rodzą się na nowo po raz kolejny. Ich dusze tracą znaczną część pamięci lub całą i zasiedlają ciała nowo narodzonych dzieci. Czyli następuje REINKARNACJA. Ale są również świadectwa, że ludzie po śmierci ciała istnieją jako te same osoby, którymi były na ziemi. W związku z tym, znane są przypadki spotkań ze zmarłymi wcześniej osobami jak; rodzice. Dziadkowie; rodzeństwo, małżonkowie i itd. Zatem, jeżeli wierzyć w istnienie ponownego narodzenia, to jak pogodzić tę teorię z otrzymywaniem przekazów z zaświatów od osób zmarłych- doświadczonych minionym życiem, niekiedy otrzymywaniem porad i ostrzeżeń, oglądanie ich w snach a także jako zjawy-fantomy. No bo jeżeli przyjąć, że moja Lidka ponownie się urodziła i istnieje gdzieś na świecie jako nowo narodzone niemowlę, to jak się ma do tego to że ukazywała mi się w kilku innych snach jako ona- Lidka -moja żona?

Ewentualne istnienie reinkarnacji na moim obecnym etapie świadomości bardzo mnie martwi, bo to oznacza, że po mojej śmierci nie będę mógł spotkać się ze swoją kochaną żoną Lidzią, z taką Lidzią jaką mam w pamięci po prawie 38 latach małżeństwa.”

Drogi Romanie, jestem przekonana, że spotkasz się z Lidią i razem ustalicie, jaka przyszłość jest dla Was najlepsza. Dla istoty duchowej, nad którą nie wisi miecz Damoklesa pod postacią nieuchronnego starzenia prowadzącego do unicestwienia ciała, upływ czasu nie ma najmniejszego znaczenia. Jak wynika z zapisu regresji do poprzednich wcieleń, między jedną a drugą inkarnacją może upłynąć nawet kilkaset lat. Owszem, zdarzają się osoby zdeterminowane do powrotu absolutnie wyższą koniecznością. Inkarnują się zatem, na własne życzenie, w tempie błyskawicznym. Najprostszy przykład dotyczy Lamów tybetańskich, którzy jako duchowi przywódcy i w ogóle osoby o wysokiej samoświadomości, poświęcają całe swoje istnienie (wszystkie wcielenia) do realizacji jednego celu, a jest nim służba i wpływ na rozwój duchowy ludzkości.

Proszę zwrócić uwagę, że istnieje wiele starożytnych pism, z których jasno wynika, że dusza ludzka po śmierci ciała fizycznego przechodzi pewien długi i skomplikowany proces, w trakcie którego, pozbywa się zarówno swoich ziemskich programów, jak i dokonuje swoistego rozliczenia dotychczasowych dokonań. Mam tu na myśli chociażby: Tybetańską księgę umarłych, Egipską Księgę umarłych lub Księgę bram, starożytne teksty wedyjskie, a także przekazy współczesnych Indian oraz ludów od zarania dziejów zamieszkujących obie Ameryki. Niestety dosyć kiepsko wypadają na tym tle judaizm, islam i chrześcijaństwo, rzecz jasna nie w swoich mistycznych odmianach (kabała, derwisze, gnoza), tylko w dogmatycznej, skostniałej formule. Tu niestety uproszczono ideę nieśmiertelnej duszy, czyniąc z niej lekkostrawną papkę. Taka „konsystencja myślowa” ma to do siebie, że każdy jest w stanie ją przyjąć. Pomijam w tym miejscu kwestię, jak symplifikacja procesu ewolucji duszy i sprowadzanie tak złożonej materii do trzech pojęć niebo/czyściec/piekło, posłużyło do manipulacji i nadużyć wobec wiernych.

Lidia zapewne przeszła w miejsce sobie należne, ale interesuje się mężem i używając siły, jaką jest miłość płynąca z głębi jej serca, pozostaje z nim w kontakcie. W miarę swoich możliwości przekazuje znaki, a relacje bezpośrednie prowadzi na bezpiecznej płaszczyźnie sennej. Dokonała również pewnych projekcji na planie fizycznym. Wszystko po to aby przekazać jeden prosty komunikat: Istnieję i jestem sobą. Kocham i czekam.

W naszym świecie, zdarzają się ludzie, którzy siłą umysłu potrafią przesuwać przedmioty, zatrzymywać ruch zegarów, odnajdywać zaginionych lub przewidywać przyszłość. Generalnie są to zdolności rzadkie, a i sami predestynowani muszą włożyć sporo wysiłku, aby ich próby odniosły oczekiwany skutek. Jednak to się udaje. Działają bez użycia mięśni, swój cel osiągają posługując się tylko siłą kryjącą się w ich świadomości.

Czemu zatem nie wierzymy, że kochająca osoba może poruszyć przedmiotem (w tym wypadku kwiatami), lub w jakikolwiek inny sposób zasygnalizować swoją obecność? Tu nie chodzi oczywiście o obecność rozumianą dosłownie jako przebywanie istoności duchowej w naszym świecie. Kurtyna oddzielająca życie i śmierć jest wystarczająco cienka, aby dusze mogły działać i zza tej zasłony. Manifestacje pośmiertne są bowiem jednym z najczęstszych zjawisk z kręgu aktywności paranormalnej.

Na temat fenomenu zjaw lustrzanych, niezrównany dr Raymond Moody napisał całe tomy, więc pozwolę sobie wątpiących odesłać do literatury tematu. Polecam zwłaszcza „Odwiedziny z Zaświatów” gdzie znajdziecie Państwo pełen rys historyczno -kulturowy opisujący zarówno spontaniczne widzenia jak i niezwykłe miejsca „psychomantea”, gdzie za pomocą luster przywoływano zmarłych.

Podsumowując: reinkarnacja to proces i jako taki ma swój rytm oraz zasady. Nie jest to na pewno akt nawykowy lub innymi słowy automatyczny. Wiele wskazuje również, że przed podjęciem decyzji o powrocie otrzymujemy wsparcie i radę istot, które nazwałabym duchowymi mentorami.

Zaufajmy zatem tej niepojętej sile, która choć jest tak potężna, nie uczyniła nas bezwolnymi bio-maszynami, tylko przeciwnie obdarzyła nas wolną wolą i swobodą myśli. Tak postępuje tylko ktoś kto kocha.

[1] M. Bułhakow Mistrz i Małgorzata, Kraków KGW, str. 229

W gościnnych progach Niezależnej Telewizji NTV

Kilka dni temu, miałam przyjemność gościć w Sobótce, gdzie znajduje się studio Niezależnej Telewizji NTV.

Powstało nagranie, które pozwalam sobie Państwu zaprezentować.

Rozmowę prowadzi Krystyna Maciąg. Dziękuję serdecznie za zaproszenie i miłą atmosferę w studio!

Spotkanie w Poznaniu „Dusza i ciało – przyjaciele czy wrogowie? „

Szanowni Czytelnicy!

Zapraszam na spotkanie, które odbędzie się w czwartek 24.05.2018 w Poznaniu. Szczegóły poniżej:

 

  • Zapraszamy na konferencję, w trakcie której będziemy dyskutować nad jedną z największych tajemnic ludzkiego istnienia, czyli nad związkiem duszy i ciała. Relacja, jaka łączy widzialne z niewidzialnym, skłania do rozważań, które z tych dwojga stanowi prawdziwą istotę człowieka.

    Będziemy rozmawiać o tym, skąd się biorą choroby i czy przywrócenie zdrowia duszy może uleczyć ciało. Poruszymy zagadnienie trzech ciał subtelnych oraz spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy osobowość i ego człowieka należą do sfery materii czy ducha. A nade wszystko wspólnie zastanowimy się, w jaki sposób znaleźć drogę równowagi we współczesnym świecie diet, fitnessu i farmacji.

    Zapraszamy do przybycia i podzielenia się swoimi refleksjami lub zadania pytań uczestnikom konferencji.

    Wystąpią:

    • Ada Edelman – tarocistka, medium, autorka książki „Tarot Bułhakowa. Od głupca do mistrza‟ oraz prowadząca blog „Biuro duchów‟
    • Anna Schmidt – uczennica Międzynarodowej Szkoły Złotego Różokrzyża
    • Michał Katafiasz – praktykujący buddysta szkoły tybetańskiej
    • Bogdan Trawkowski – uzdrowiciel, radiesteta i terapeuta energetyczny, autor artykułów i książek, zaliczany w poczet trzystu najskuteczniejszych naturoterapeutów i uzdrowicieli

    Data: 24 maja 2018 (czwartek), godz. 18.00WSTĘP WOLNY!

    Adres:  Poznań ul. Sikorskiego 17/18

    Link do Domu Dźwięku TUTAJ

Interwencja z Zaświatów

Po przerwie związanej z premierą książki, Biuro duchów wraca do pracy. Dzisiaj proponuję lekturę niezwykle ciekawego listu, który otrzymałam od pani M.

Treść korespondencji, stanowi dla mnie kolejny, cenny dowód potwierdzający, iż bliscy przebywający w Zaświatach obserwują nas i bardzo się nami interesują. Mało tego starają się skorygować nasze poczynania, jeśli akurat niczym zbłąkani żeglarze wpływamy na manowce doczesności.

Nigdy nie wierzyłam w zjawiska paranormalne, duchy itp. Byłam wręcz wyjątkowo sceptyczna, ale jak to w życiu bywa, tylko do pewnego momentu. Po śmierci babci, z którą byłam silnie związana emocjonalnie zaczęłam wierzyć.

Od kilku lat pozostawałam w związku partnerskim, mieliśmy dziecko, własne mieszkanie. Wszystko, co niezbędne do godziwej egzystencji. Czegoś jednak mi brakowało i prowadziłam podwójne życie. Spotykałam się z innym mężczyzną. Po jednym z takich spotkań przyśniła mi się babcia. Byłyśmy u niej w mieszkaniu. Strasznie mną szarpała, krzyczała na mnie, była potwornie wściekła. Nigdy w życiu nie widziałam jej w takim stanie. Przez cały sen płakałam, bałam się i nie potrafiłam zrozumieć ani jednego słowa jakie wypowiada do mnie. Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Wtedy jeszcze nie wierzyłam w realność tego przekazu.

Po miesiącu, może dwóch rozpadł się mój romans. Sama postanowiłam, że chcę to zakończyć. Jakiś czas później miałam kolejny sen. Ponownie znalazłam się w mieszkaniu z moją babcia. Tym razem szczęśliwa, tryskająca radością, przytulała mnie. Pamiętam, że zadawałam jej pytania, co dzieje się po śmierci, gdzie jest teraz. Odpowiedziała mi, że nie może o tym mówić, ale że zostało jej jeszcze 28 dni. Sen się zakończył, a przynajmniej nic więcej z niego nie pamiętam.

Obecnie, jestem od dwóch lat szczęśliwą mężatką. Nasza rodzina się powiększyła, kupiliśmy piękny dom. Do romansów nigdy nie wróciłam. Jestem przekonana, że sen, w którym babcia mną szarpała dotyczył właśnie mojej zdrady, a zatem zachowania dla babci nie do zaakceptowania. Pamiętam każdy szczegół z tych snów pomimo tego, że minęły prawie trzy lata. Były to sny niesamowicie realistyczne.

W ubiegłym roku miałam jeszcze jedną, bardzo dziwną sytuację. Tym razem nie był to sen. Bardzo pomogłam siostrze, z którą nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Babcia nas dwie wychowała, jednakże nie było pomiędzy nami żadnej więzi, nawet się nie kłóciliśmy, bo po prostu nie rozmawiałyśmy ze sobą. Nie potrafiłyśmy tego robić. Sama nie wiem, dlaczego. Pomoc siostrze kosztowała mnie wiele wysiłku i nieprzespanych nocy. Dałam radę.

Kiedy już cała trudna sytuacja wydawała się szczęśliwie zakończona, a ja radosna i odprężona wracałam do domu, spotkało mnie coś szczególnego. Był późny wieczór, ale nie czułam zmęczenia. Wręcz przeciwnie dawno nie było mi tak dobrze.

Podjeżdżając do garażu, zauważyłam przed samochodem ubraną na biało postać. W takiej sytuacji rzecz pierwsza to noga na hamulec. Zatrzymałam się gwałtownie, a postać zniknęła. Trwało to ułamek sekundy, dosłownie mrugnięcie powiek. Wyszłam przestraszona z samochodu, rozejrzałam się po podwórku, ale nikogo nie było, choć po dzisiejszy dzień pamiętam dokładnie tę jasną poświatę, bijącą od sylwetki szczupłej osoby. Zarejestrowałam ze szczegółami wyraz twarzy i ubiór. Jestem przekonana, że była to moja babcia. Tylko dlaczego mi się ukazała? Być może w podziękowaniu za pomoc okazaną siostrze? Od tamtej pory nie wiem jakim cudem, ale znalazłyśmy z siostra wspólny język i dogadujemy się. Kolejna, już ostatnia sytuacja miała miejsce niedawno. Przeszłam ciężką operację ratująca moje życie. Po powrocie do domu ze szpitala miałam kolejny sen. Byłam w szpitalu, a obok mojego łóżka siedzieli dziadkowie. W czasie mojego pobytu w szpitalu nie żyli już oboje. Dziadek powiedział do mnie, -Ty wiesz wnusia, że oni wszyscy myślą ze my nie żyjemy. Po czym zaczął się śmiać. Babcia również się śmiała. Powiedziała tylko jedno zdanie „teraz już wszystko będzie dobrze”. Sen się skończył.

W Boga nie wierzę, ale zaczęłam wierzyć, że śmierć nie jest końcem wszystkiego. Zastanawia mnie tylko dlaczego w jednym ze snów babcia powiedziała, że zostało jej 28 dni? Skoro obserwuje mnie, to dlaczego nie przyśni mi się w momentach, kiedy jej potrzebuje??? Czemu tak naprawdę miała służyć wizyta białej postaci na moim podwórku?

Droga M., bardzo dziękuję za tę niezwykle szczerą i głęboką relację. Pozwolę sobie zauważyć, że jeśli uznajesz za fakt ciągłości życia po śmierci ciała, to tym samym wierzysz w inteligentną, pełną miłości Siłę, która panuje nad wieloma światami i zachowuje najwartościowszą cząstkę naszego istnienia, czyli duszę w dobrostanie. Dzisiaj chyba już niewiele osób wyobraża sobie Najwyższego jako siwego starca, siedzącego na tronie z chmur. Choć, być może, nigdy nie ogarniemy istnienia tej Siły rozumem, to mamy szansę pojąć ją sercem. Inteligencja serca, nie jest na dzień dzisiejszy kwestią wiary i okazuje się, że nie pomylił się Mickiewicz przekonując „Miej serce i patrzaj w serce”.

„W opublikowanej w 1991 r. książce „Neurokardiologia” dr J. Andrew Armoura udowadniał, że serce ma złożony system nerwowy, który można nazwać małym mózgiem składającym się z czterdziestu tysięcy komórek nerwowych. W 1995 r. inny naukowiec – dr Ming He-Huang z Akademii Medycznej w Harvardzie – odkrył, że komórki te są identyczne z tymi, które znajdują się w mózgu. Oznacza to, że serce i mózg mają ze sobą łączność elektromagnetyczną, dzięki której przesyłają sobie nawzajem informacje.[1]
Sceptyk wytłumaczyłby każdy z Twoich snów, używając argumentów zaczerpniętych tak z psychologii głębi jak i behawioryzmu. Ot, skrywane wyrzuty sumienia, potrzeba potwierdzenia własnych działań, zaspokajanie atawistycznego lęku przed unicestwieniem itd.

Dla sceptyka, życie we wszystkich przejawach, jest tak naprawdę, tylko podniecającą grą, jaką jego intelekt toczy z własnym ego. Dla osoby bogatszej o doświadczenie pozazmysłowe świat otaczający jawi się jako jedna z wielu możliwości istnienia, a resztę podpowiada dusza.

Babci mogło nie podobać się Twoje zachowanie, lecz przypuszczam, że nie o jej subiektywną ocenę chodziło. Babcia prawdopodobnie wiedziała jak destrukcyjne mogą być konsekwencje tego romansu. Wiele snów, w których pojawiają się bliscy zmarli ma charakter proroczy. Zadaj sobie pytanie, co by się stało, gdyby ów romans wyszedł na jaw? Czy Twoje życie byłoby równie zadawalające jak obecne? Osobiście uważam, że tak bliska twemu sercu osoba, usiłowała powstrzymać Cię przed wejściem na życiową równię pochyłą z wszystkimi następstwami tego działania.

Jeśli chodzi o te 28 dni, o których babcia wspomniała, to myślę, że odniosła się do zakończenia pewnego etapu jej duchowej wędrówki. Wszystkie wielkie religie mają swoją wizję wydarzeń rozgrywających się po opuszczeniu ziemskiej powłoki. Na przykład w buddyzmie istniej pojęcie stanu bardo, w którym przechodzenie do subtelnej formy istnienia nie następuje ad hoc, tylko stanowi pewien proces, podzielony na etapy rozgrywające się w konkretnych ramach czasowych. Skoro tak mocno zaakcentowała te 28 dni, to można założyć, że przejście tej fazy było dla niej bardzo ważne, a może wręcz decydujące. Myślę, że była przy Tobie zawsze, kiedy jej naprawdę potrzebowałaś, a w innych niełatwych momentach widocznie wierzyła w Ciebie i wiedziała, że sobie poradzisz. Poza tym, weź pod uwagę, że częste wizyty babci mogłyby wpłynąć nie tylko na Twoją wolną wolę, ale przede wszystkim zachwiać pewnością siebie, a w najgorszym razie uzależnić od zewnętrznej i subiektywnej opinii. Nasi bliscy mogą próbować nam pomóc, ale życia za nas nie przeżyją.

Temat świetlistej postaci, która ukazała się w tak ważnym dla Ciebie momencie jest niezwykle interesujący. Czy była to babcia? Nie wiem. Bezsprzecznie był to sygnał świadczący o zdjęciu jakieś blokady, która umiejscowiła się w Twojej świadomości i ograniczała kontakty z siostrą. Doświadczenie uczy, że z samym sobą także można wejść w dość szczególną relację, również pozazmysłową. Zajmując się problemem siostry, zrekompensowałaś lub innymi słowy wypełniłaś dobrem przestrzeń, która do tej pory pozostawała ziemią jałową i właśnie w tej przestrzeni wasze relacje mogły odrodzić się na nowo. Z mojej perspektywy, zaskoczyła Cię najlepsza cząstka Ciebie samej. Zmieniła się po prostu obraz ciał subtelnych, co mogło spontanicznie zamanifestować się w świecie fizycznym. Oczywiście, jest to tylko i wyłącznie moja hipoteza.

Sen, w którym odwiedzili Cię dziadkowie, zapewne miał zrekompensować traumę jaką była operacja, od wyniku której zależało Twoje życie. Ich zachowanie było kojące, a przekazana informacja cenna. Zakładam, że wiele osób przyjęłoby ją z radością i wdzięcznością.

Dziękuję za list i poświęcony czas.

Mam nadzieję, że dla Państwa ta korespondencja była równie wartościowa jak dla mnie.

 

[1] http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/neurokardiologia-naukowcy-dowodza-ze-serce-czuje-i-rozumie_41356.html

 

Spotkanie w księgarni miesięcznika „Nieznany Świat”

Szanowni Państwo!

W dniu 19 kwietnia miała miejsce premiera książki „Opowieści z Biura duchów” W związku z tym wydarzeniem odbyło się niezwykłe spotkanie z Czytelnikami.

W gościnnych progach księgarni miesięcznika „Nieznany Świat”, który to periodyk jest patronem medialnym książki, miałam okazję przedstawić swoją pracę i odpowiedzieć na Państwa pytania.

W tym miejscu, pragnę podziękować całej Redakcji miesięcznika „Nieznany Świat”, a w szczególności serdeczne słowa kieruję pod adresem: Anny Ostrzyckiej, Marka Rymuszko, Tomasza Durlaka oraz Piotra Cielebiasia. Zorganizowaliście wszystko przepięknie i przyjęliście mnie w stolicy po królewsku!

Dziękuję również, Izabeli i Andrzejowi Marczewskim, za to że byli ze mną, wspierali mnie, a Andrzej poprowadził spotkanie.

Jestem ogromnie wdzięczna wszystkim Czytelnikom, którzy zechcieli odwiedzić w tym dniu księgarnię i wzięli udział w dyskusji. Państwa obecność dodała mi wiary i otuchy tak w sens mojej pracy jak i siłę przekazu zapisanego na kartach książki.

 

 

Relacje między światem widzialnym i niewidzialnym

Drodzy Czytelnicy!

Chciałabym zaproponować materiał nagrany przez Niezależną Telewizję NTV na Powitaniu Wiosny. Impreza odbyła się w marcu bieżącego roku u podnóża Ślęży w Sobótce.

Chwilowo pochłaniają mnie sprawy związane z promocją książki, ale obiecuję, że w maju pojawią się nowe teksty i Biuro ruszy pełną parą.

Pozdrawiam ciepło!