Konferencja w Zielonej Górze

Drodzy Państwo!

 

Prezentuję materiał ze spotkania w Zielonej Górze. Niestety, jak wspominałam orkan Ksawery spowodował awarię zasilania i w związku z tym nie wszystko udało się zarejestrować.

Mamy zatem około półtorej godzinną relację, na którą serdecznie zapraszam.

Echa historii, ślady dawnych zdarzeń

 

 

Zdarza się, że zupełnie bezwiednie stajemy się świadkami niezrozumiałych dla nas zjawisk, a przed naszymi oczyma przemykają obrazy świadczące o obecności istot duchowych. Dla wierzących w możliwość kontaktu między wymiarami odbiór takiej sytuacji i jej interpretacja wydają się zupełnie proste. Dla osób sceptycznych jest to czasami doświadczenie zmieniające chłodne podejście do zagadnienia lub przynajmniej pozostawiające pewien ślad w ich pamięci. Jednym słowem nikt nie przechodzi wobec paranormalnych manifestacji obojętnie.

Pojawia się jednak pytanie, co tak naprawdę widzimy? Czy zawsze jest to istność duchowa nawiedzająca daną przestrzeń lub przywiązana do niej na stałe z własnej woli lub bezsilności? Wiele wskazuje na to, że niekoniecznie obserwując osobliwe zjawisko, widzimy ducha.

Przedstawię dwie relacje. Pierwsza otrzymana od Pani Jolanty, którą ciepło pozdrawiam.

„To było dość dawno, chodziłam jeszcze do liceum.

W czasie wakacji całą naszą paczką pojechaliśmy do przyjaciół nieco starszych od nas, którzy pobrali się i kupili gospodarstwo rolne. To było gdzieś w okolicach Jeleniej Góry (nie pamiętam nazwy wsi). Z Jeleniej jechało się PKS-em do jakiejś większej wsi i potem piechotą do tej naszej dziury. To była wieś poniemiecka. Na dachu domu, w którym gościliśmy, widniała swastyka i data: rok 1936. Jak dziś pamiętam to doskonale. Na takim wzgórku pod lasem, znajdowały się ruiny cmentarza niemieckiego. Cały teren był zaniedbany, nagrobki porozbijane, nie sposób było odczytać nazwisk.

Po obiedzie, ja jako miłośniczka historii w ogóle, a II Wojny Światowej w szczególności, poszłam na ten cmentarz. Długo tam spacerowałam, użalając się nad ludzkim losem. Po kolacji gdzieś około 19:00 (to było lato, ciepło i widno) całe towarzystwo poszło do stodoły pośpiewać, pogadać i pograć na gitarach.

Ja zostałam w domu – bolała mnie głowa, było dość ciepło, a ja źle znoszę wysokie temperatury. Siedziałam sama w pokoju i czytałam. Było cicho. Odruchowo spojrzałam za okno. W przydomowym ogródku pod takim niedużym drzewkiem (wisienka) stał chłopiec. Potrząsał drzewem w taki sposób, aby owoce spadły. Chłopiec miał około 4-6 lat, był ubrany w białą bluzeczkę z krótkimi rękawkami i spodenki krótkie na szeleczkach (takie nosi się w Bawarii). Twarzy nie widziałam.

Pomyślałam, że to dziecko kogoś z przyjezdnych lub sąsiadów. Postanowiłam zapytać chłopca skąd się tam wziął. Wyszłam z domu i skierowałam się na ogródek. Kiedy rozejrzałam się na miejscu, nikogo tam nie znalazłam. Pomyślałam ze to dziwne, bo nie można było wyjść z tego ogródka tak abym tego nie zauważyła. Wróciłam do pokoju, spojrzałam w okno i ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu, chłopiec znów tam był. Teraz dopiero się wystraszyłam.

Podejrzewam, że był to ktoś z dawnych mieszkańców domu i wiem, że często moi przyjaciele, którzy tam mieszkali słyszeli dziwne dźwięki i kroki. Po dziś dzień, wystarczy, że przymknę oczy, żeby ujrzeć tego chłopca tak jak widziałam go tamtego lata.”

Teraz moja wizja, również z przed wielu lat. Pojechałam z przyjaciółką na urlop w góry. Maleńka miejscowość, cisza i spokój. Ta dziewczyna była po ciężkich przejściach osobistych i dlatego warunki wypoczynku były celowo dostosowane, aby ukoić jej cierpiącą duszę. Wcześnie rano poszłam na spacer. Szłam skrajem lasu, podziwiając przepiękną panoramę. Poniżej tego miejsca rozciągało się pole należące do moich gospodarzy, a za nim biegła droga prowadząca do centrum tej wioski. W pobliżu drogi rosło ogromne drzewo, na które zwróciłam uwagę zaraz po przyjeździe. Nie wiem, ile mogło mieć lat, ale miało tak gruby pień, że nie byłabym w stanie objąć go rękoma. Postanowiłam wracać na śniadanie i żeby skrócić drogę zaczęłam schodzić w dół, miedzą pomiędzy polami. W pewnej chwili spostrzegłam, że na najniższym konarze drzewa wisi człowiek. To był tak realny obraz, że bez zastanowienia zaczęłam biec w dół, cały czas myśląc w jaki sposób ratować tego wisielca. W dodatku byłam przekonana, że słyszę lament zrozpaczonej kobiety. Nie widziała jej, ale natężenie dźwięku wskazywało, że znajduje się w pobliżu. Zwolniłam przy rowie melioracyjnym, który był głęboki i wypełniony błotem, co nie ułatwiało przejścia na drugą stronę. Kiedy pokonałam tę przeszkodę i spojrzałam ponownie na drzewo, nikogo tam nie było. Rozpaczliwy lament również ucichł. Proszę mi wierzyć, że potrzebowałam dłuższej chwili, aby ochłonąć. Kiedy dotarłam na kwaterę udało mi się zachęcić do rozmowy moją gospodynię, a ta opowiedziała wiele historii o przeklętym drzewie wisielców.

Zastanawiam się czy ja i Jolanta widziałyśmy zjawy osób uwięzionych w pułapce swojej nagłej śmierci, czy raczej pewną projekcje astralną, rodzaj przekazu z pogranicza światów. Przecież projekcja astralna oznacza, nie tylko tajemnicze drzwi do innego wymiaru, ale i potencjalną podróż w czasie, który w innych wymiarach nie płynie liniowo.

Skojarzyłam te opisy z historiami zjaw z pól bitewnych. Praktycznie odnaleźć je można na każdym kontynencie. Takich relacji jest bardzo wiele przypomnę zatem dwa miejsca, w których dochodzi do tych zdumiewająco realnych manifestacji bardzo często.

Najbardziej znanym, wśród nawiedzanych pól bitewnych, jest oczywiście Gettysburg. W czasie wojny secesyjnej, a dokładnie od 1-3 lipca 1863 roku zginęło, przepadło bez wieści lub zostało rannych ponad 50 tysięcy ludzi. W roku 1966 przyjechała na miejsce bitwy grupa zajmująca się rekonstrukcją zdarzeń historycznych. W nocy nad obozem rekonstruktorów zapadła mgła. Słychać było werble, krzyki, po prostu zgiełk bitwy. Zdezorientowani ludzie wyszli z namiotów, a w otaczającej ich mgle dostrzegli zjawy żołnierzy walczących po obydwu stronach tego bratobójczego konfliktu. W tym miejscu wielokrotnie dochodziło do manifestacji o mniejszym lub większym nasileniu, opisanych przez licznych świadków.

Inny przykład to Alresfor w hrabstwie Hampshire, gdzie 29.03.1644 rozegrała się krwawa bitwa między skłóconymi frakcjami politycznymi ówczesnej Anglii. Ezoterycy po dziś dzień zbierają się w rocznicę tego smutnego wydarzania, żeby oczekiwać na zjawy, które ukazują się w tym miejscu cyklicznie.

Można założyć, że owe zbrojne widma to duchy zmarłych żołnierzy, tylko, że oczom obserwatorów jawią się nie pojedynczy ludzie, lecz całe armie. Zupełnie, jakby znaleźli się w samym środku realnej bitwy.

Takie historie nie są jedynie znakiem naszych czasów, pierwsze opisy podobnych widmowych żołnierzy pochodzą ze starożytnej Asyrii. Jak wspomniałam dotyczą wszystkich kultur i okresów historycznych, a za wspólny mianownik mają okrutną rzeź ludzi i zwierząt, której skalę zapewne trudno sobie wyobrazić.

Istnieje zatem możliwość, że stajemy się widzami zdarzeń minionych, a nie wizyt istot duchowych, odbywających się w czasie (przynajmniej w naszym mniemaniu) rzeczywistym. Być może część zamkowych białych dam, lub smętnych zjaw dzwoniących kajdanami to właśnie projekcje astralne. Uruchamiają się one w kontakcie z mniej lub bardziej licznymi odbiorcami i stanowią powtarzalny cykl obrazów oraz dźwięków. Proszę zwrócić uwagę, że bohaterowie tych projekcji nie wchodzą w interakcje z odbiorcą. Nie kierują wzroku w jego stronę, o nic go nie proszą i niczego względem niego nie czynią.

Jestem przekonana, że nowoczesna fizyka znajdzie prędzej czy później wyjaśnienie tego fenomenu i czynnika, który owe obrazy niejako uruchamia. Idę o zakład, że będzie to czynnik ludzki.

Być jak Shirley MacLaine – na scenie Teatru ŚwiętochłOFFice

 

Nie ma sztuki (tej przez duże S) bez duchowości i duchowości bez sztuki. Jestem o tym głęboko przekonana, ponieważ nic nie jest w stanie poruszyć najsubtelniejszej części naszego jestestwa, tak skutecznie jak sztuka. Z tego powodu, kiedy dane mi jest uczestniczyć w wyjątkowym widowisku artystycznym, wspominam o tym na stronach bloga.

Na deskach Teatru ŚwiętochOFFice wystawiono sztukę „Być jak Shirley MacLaine”. Tytuł nieprzypadkowy, gdyż postać głównej bohaterki Stephanie ma w sobie wiele z osobowości i charyzmy słynnej amerykańskiej aktorki. Jak powszechnie wiadomo, Shirley przyznaje się do wielu paranormalnych doświadczeń, co znalazło wyraz w napisanych przez nią książkach, a także stylu życia jaki prowadzi.

W sztuce Stephanie to niezwykle uzdolnione medium, wróżka i jasnowidząca. Odtwórczyni głównej roli Magdalena Tomaszewska, dała tej postaci piękną energię. Na scenie widzimy kobietę z krwi i kości, która kocha ludzi, rozumie ten i tamten świat, bez problemu zagląda za zasłonę przyszłości, ale jednocześnie ma temperament i silną osobowość, stabilnie osadzoną w TU i TERAZ. Urok i kobiecość działają kojąco na wyobraźnię i emocje obecnych. Jednym słowem, Magdalena Tomaszewska udowadnia, że nie takie medium straszne, jak je malują.

Jestem osobiście wdzięczna Magdalenie za tę rolę, ponieważ burzy ona chore wyobrażenia wielu osób, zapominających, że „Ta, która wie” jest dana światu, aby pomagać, a nie szkodzić. Chapeau bas przed tą utalentowaną aktorką i fascynującą kobietą!

Rolę Rene, współczesnego polityka francuskiego, odwiedzającego niezwykłą ezoteryczkę gra Jerzy Mazur. Wielka aktorska osobowość, niezwykły głos, po prostu klasa i profesjonalizm na najwyższym poziomie. Tutaj reprezentuje osobę z antypodów rzeczywistości widzianej oczyma Stephani. Jest człowiekiem sukcesu, doskonale odnajdującym się w polityce i show biznesie. Jednak zrządzeniem losu, podczas wypadku samochodowego opuszcza ciało i już w przestrzeni ducha spotyka pewną ważną dla siebie osobę. Niejasne przeczucie rangi jakże niespodziewanego spotkania, przemożna chęć zrozumienia tego, co zaszło, prowadzą go do mieszkania medium. Problem w tym, że Rene pragnie prostych odpowiedzi i chyba nie do końca pojmuje, że kto raz wyszedł poza kraniec rzeczywistości, nigdy nie będzie taki sam.

Nie ma tu otoczki sensacji, efektów specjalnych, które choć komercyjnie wydajne, nie wnoszą niczego do procesu rozumienia zjawisk z przestrzeni parapsychologii. Ot, po prostu spotykają się dwie dusze, a każda z nich wyposażona jest w prawdę, skrojoną na własną miarę. Z tym tylko, że Stephanie potrafi zabrać Rene tam, gdzie nie doszedł by bez jej pomocy.

Spektakl reżyserował Andrzej Maria Marczewski. Twórca, nie uprawiający sztuki obnażającej ułomności ludzkiej natury, co jest stosunkowo łatwe, tylko nieustannie poszukujący pokładów piękna, dobra i boskiej natury obecnych w każdym człowieku.

Sztuka reżyserska Andrzeja Marii Marczewskiego kojarzy mi się z grą na harfie. Z dwóch powodów. Po pierwsze harfa to instrument niezwykle wymagający i opanowanie go wymaga gigantycznego talentu. Po drugie dla tego, iż każdy harfista wypracowuje dźwięk swojego instrumentu i jego unikalną barwę, stąd nie ma dwóch identycznie brzmiących harf. Drugiego Andrzeja Marczewskiego też nie ma.

Dziękuję za wspaniały spektakl i mnóstwo wzruszeń. Jak tu nie kochać artystów ?!

Magda i Jurek

 

 

 

 

 

Pragnę odnotować, że stylową scenografię spektaklu stworzyła Izabela Ptak. Okazało się, że Izabela nie tylko w poezji potrafi zachować harmonię i głębokie rozumienie każdego detalu.

Doprawdy elegancki debiut w nowej dziedzinie – przyjemnie obserwować taki rozwój.

Scenografię niewątpliwie wzbogacił energetyczny tryptyk : Wiara, Nadziej, Miłość, który pragnę zaprezentować :

Wiara-Izabela-PtakWiara

 

 

 

 

 

 

Nadzieja-Izabela-Ptak

 

 

 

 

 

 

Milosc-Izabela-Ptak

Czy OBE może być niebezpieczne?

 

 

Na prośbę jednego z Czytelników poruszam temat OBE.

W Internecie można znaleźć mnóstwo artykułów poświęconych tej tematyce. Jak to w sieci bywa, najczęściej autorzy wpisów reprezentują poglądy skrajne.

Z jednej strony mamy hura optymistów, którzy niczym ślepy koń na Wielkiej Pardubickiej nie widzą żadnych przeszkód. Cóż, doświadczenie życiowe uczy, że nie ma takiej dziedziny, która spełniałaby kryterium „dobre dla każdego”. Nawet sport w swojej lekkiej, rekreacyjnej wersji nie służy wszystkim. Również ci szczególnie predysponowani do jego uprawiania, muszą ze względów fizycznych, zdecydować się na konkretną dyscyplinę. Ostatecznie trudno wyobrazić sobie naszych wspaniałych mistrzów w pchnięciu kulą, wijących się w stylowych pląsach na płycie lodowiska. Ludzie nie są jednakowi i każdy posiada jakieś ograniczenia, z tym, że ich natura może być różnorodna.

Po drugiej stronie okopała się totalna opozycja. Specjalnie na potrzeby tego artykułu przejrzałam kilka stron i blogów, prowadzonych przez księży i zakonników. Oj, zapachniało siarką niczym w głębokim średniowieczu. Gołym okiem widać, że niektórym marzy się powrót Inkwizycji i paru heretyków, do że się tak wyrażę, szeroko pojętej obróbki. Według autorów artykułów godne najgłębszego potępienia są wszystkie praktyki medytacyjne, joga, a nawet słuchanie tak zwanej muzyki relaksacyjnej. Praktycznie każdy, kto zajmuje się wymienionymi dziedzinami jest skazany na potępienie. Wniosek nasuwa się sam: kto nie jest chrześcijaninem, szczerze oddanym doktrynie, ten zginie w czeluściach piekielnych. Ciekawa jestem, jak autorzy odnoszą swoje słowa do ekumenicznego pontyfikatu św. Jana Pawła II, który traktował z wielkim szacunkiem przedstawicieli religii Dalekiego Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem osoby Jego Świątobliwości Dalajlamy:

„Dalajlama był aktywnym uczestnikiem spotkania, które 27 października 1986 roku w rodzinnym mieście świętego Franciszka zgromadziło przedstawicieli kilkudziesięciu światowych religii. Zdjęcia i materiały filmowe z tego wydarzenia dokumentują, że tybetański przywódca duchowy znajdował się na trybunie honorowej po prawej stronie Jana Pawła II.”

Jeśli praktykowanie duchowości w takiej formie, jak robi to buddysta wiąże się z mocami nieczystymi, to czemu nieomylny i w dodatku uświęcony Jan Paweł II posadził Dalajlamę po swojej prawicy? Może wiedział więcej niż mógł powiedzieć?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wracając do zagadnienia OBE, czyli out-of-body experience lub po prostu doświadczenia poza ciałem, warto moim zdaniem zwrócić uwagę na pewne aspekty. Pomijając przypadki takie jak śmierć kliniczna, na które nie mamy w zasadzie wpływu, możliwe jest osiągnięcie stanu eksterioryzacji za pomocą różnych ćwiczeń, w tym również medytacji. Dzięki takiemu treningowi możemy opuszczać ciało, śnić tak zwane sny świadome, jednym słowem pracować z umysłem na wysokim poziomie.

Podnoszenie własnej świadomości to znaczny progres na drodze rozwoju duchowego. Czy zatem warto podążać za entuzjastami tej techniki?

Moim skromnym zdaniem, przed podjęciem takiej decyzji wskazane jest, aby dogłębnie przeanalizować przesłanki jakie nami kierują i zastanowić się nad własną kondycją – nie tylko duchową. Zdrowy rozsądek podpowiada, że osoby chore psychicznie lub nerwowo, a także chorzy z padaczką oraz szeroką gamą dolegliwości neurologicznych, powinni się dobrze zastanowić nad tego rodzaju praktykami i raczej pozostać przy technikach stricte relaksacyjnych. Teoretycznie można wprawdzie wrócić do ciała w każdej chwili, ale musi to być ciało stabilne.

Druga sprawa to nasza psychika. Powinna być zrównoważona, a człowiek pogodzony ze światem i sobą samym. Świat duchowy nie powinien być miejscem ucieczki przed ziemskimi zgryzotami, tylko czystym źródłem poznania siebie i praw transcendencji.

Jeśli w realnym świecie nie radzimy sobie z emocjami, mamy problemy z samym sobą, sterują nami różne kody i schematy, to poza ciałem będzie dokładnie tak samo. Przecież świadomość to po prostu my sami, razem z silnymi i słabymi aspektami osobowości. Dlatego jestem przekonana, że przed próbą eksterioryzacji, należy najpierw osiągnąć wewnętrzną harmonię.

Nie na darmo nasze babcie mówiły, że porządki w domu zaczynać należy od piwnicy. Ład wewnętrzny również uzyskujemy inicjując pracę na poziomie fundamentów.

Martwi mnie sytuacja, gdzie dana osoba, owszem zaczyna się budzić i postrzegać inaczej świat, w którym żyje, ale jednocześnie zmianę jakiej pragnie, opiera na dwóch przypadkowych wykładach i trzech książkach poświęconych duchowości. Każda zmiana jest tylko wtedy kompletna i stała, jeśli zaczyna się w nas, obejmując stopniowo wszystkie poziomy ludzkiej egzystencji od fizycznych do duchowych.

Dla przykładu, załóżmy, że pewien młodzieniec wychowany został w rodzinie, gdzie babcia kodowała swoje wnuki w następującym trybie: kto nie robi tego, co mówi nasz ksiądz pójdzie do piekła, a na każdego odstępcę czeka diabeł z widłami. Chłopak dorasta i zaczyna zmierzać w kierunku samodzielnego poznawania świata. Odkrywa, że istnieją alternatywne koncepcje i możliwości jego postrzegania.

Jeśli zmiana w jego poglądach, zachowaniu, wierze, jest tylko powierzchowna i stanowi jedynie przejaw młodzieńczego buntu, ukierunkowanego bardziej na pokaz niż do wnętrza, istnieje prawdopodobieństwo, że da o sobie znać wewnętrzny Cień. Z tej konkretnej przestrzeni, mówiąc obrazowo, zaatakuje go właśnie ów diabeł, malowniczo opisywany przez babkę. Wdrukowane wzorce w pewien sposób „zawalczą” o Ego, używając do tego celu również nieprzyjemnych obrazów. W efekcie przebieg jego doświadczeń z kręgu OBE może być dość przykry, a nawet niebezpieczny. Każda sytuacja lękowa ma przecież swoje konsekwencje.

Człowiek świadomy i prawdziwie wolny, niczego szkodliwego za sobą nie ciągnie. Nie wypiera pewnych przekonań, tylko siłą woli się od nich uwalnia. Konsekwentnie buduje samego siebie na nowo, dając temu wyraz nie tylko na zewnątrz, ale przede wszystkim w sercu i umyśle. Ten wewnętrzny spokój i co istotne miłość do samego siebie, pozwala zachować równowagę w ciele oraz poza nim.

Ciężkim zarzutem wobec OBE jest stosowanie środków narkotycznych w celu wywołania pewnych wizji lub wzmacniania doznań pojawiających się poza ciałem. Cóż, jeśli chodzi o doskonalenie umysłu droga na skróty po prostu nie istnieje. Jeśli ktoś próbuje przy pomocy farmakologii przyśpieszyć cokolwiek ten się srodze zawiedzie.

Czymś zgoła innym jest zażywanie różnego rodzaju preparatów przez szamanów w trakcie rytuałów stricte religijnych. Praktyki szamańskie mają ogromną tradycję i są ściśle związane z wierzeniami poszczególnych ludów. Dla szamana – kapłana jest to sposób na dotarcie do świata duchów. On po prostu spełnia swoją rolę żyjącego łącznika poruszającego się między wymiarami. Jest wybierany spośród wielu osób i z reguły posiada wrodzone zdolności paranormalne. Szamanem nie zostaje się przez przypadek, jest to powołanie do szczególnej służby i wszystko, co się z tym wiąże nie dotyczy pozostałych członków wspólnoty.

Taka jest moja ocena możliwości i zagrożeń płynących z OBE. Mam nadzieję, że ten tekst okaże się przydatny.

 

 

 

 

 

 

Jarosław Filipek „Wzorce zachowań”

Jarek Filipek

 

 

 

Spokój wewnętrzny o którym pisałem poprzednio możemy uzyskać wchodząc w stan A (alfa) i głębiej T (teta). Wibracje umysłu spadają tutaj do 7Hz i poniżej.

Jest to bardzo ważny i ciekawy stan umysłu. Otwiera się bowiem dostęp do Nieświadomości, a Umysł Świadomy przestaje mieć kontrolę.

Podświadomość to bardzo ważna część Umysłu Nieświadomego. Zawiera wszystkie nasze wspomnienia, emocje, wzorce zachowań od momentu urodzenia do dzisiaj.

Informacje z tego okresu często wystarczają do zdiagnozowania i usunięcia różnych, także poważnych problemów z naszą psychiką. Wbrew pozorom zwiększona podatność na stres czy podatność na wzorce społeczne (moda, autorytety) mogą wynikać z pewnych programów zapisanych w dzieciństwie.

Te programy, wg których działamy w życiu dorosłym to „wzorce zachowań”.W tym artykule chciałbym Ci przybliżyć to pojęcie.

Wzorce zachowań

Wg fachowców powstają (są nagrywane) najczęściej w okresie między szóstym, a dziewiątym rokiem życia. Mniej więcej na przełomie 1 i 2 cyklu siedmioletnich cyklów rozwoju osobowości. (O siedmioletnich cyklach będę mówił w innym miejscu).

Na ich powstanie mają wpływ:

– rodzice   tu trzeba dodać, że rodzice mają największy wpływ i jest on najbardziej rozciągnięty w czasie

– szkoła, a w niej nauczyciele i inni uczniowie.

– pierwsze lekcje religii, tutaj ksiądz lub katecheta (katechetka).

W obecnych czasach dochodzą jeszcze dwa ważne źródła:

– Internet, gdzie obok siebie znajdziemy wspaniałe, pozytywne przykłady oraz chore, urojone opinie nieznanych, często anonimowych ludzi.

– towarzystwo (grupa). niekoniecznie z tej samej szkoły

Informacje z różnych źródeł mogą być czasem sprzeczne. Z tych kilku źródeł młody człowiek wybiera opinie o sobie oraz wzorce i autorytety. Dlaczego człowiek wybiera informacje z tego, a nie z innego źródła nie do końca wiadomo.

Reasumując.Młody człowiek zbierając te informacje tworzy fundament swojego życia – wzorce zachowań.Jednak młody uczeń nie przejmuje się tym programem. Jego głównym zadaniem jest przecież nauczyć się i zdać do następnej klasy. I tak mniej, więcej wygląda sytuacja do 18 roku życia.

W wieku 18 -19 lat jest przekonany o swojej dorosłości Dowód osobisty, zdana matura mają to potwierdzać. Dlatego próbuje teraz zachowywać się jak inni dorośli ludzie.Idzie np. na imprezę i chce naśladować innych. Jego wzorzec zachowań jest gotowy do użycia. Włącza się automatycznie w różnych sytuacjach.   I co ciekawe działa wg pewnego schematu, ułatwienia “Podobne przyciąga podobne”.

Wróćmy do młodego człowieka. Przychodzi na imprezę, naśladuje innych. Chce im czymś zaimponować i nagle “jakby ze środka” słyszy wewnętrznie (właściwie czuje), że nie! Tobie nie wolno! Ty tego nie zrobisz! I ten 18 letni młodzieniec rozkojarzony, często zdenerwowany wraca do domu i postanawia: “Następnym razem będzie po mojemu!”. Niestety, kiedy idzie na następne spotkanie sytuacja się powtarza.

Wynika to z dwóch faktów:

1. Wzorzec zachowań jest trwałym programem. Z założenia ma nam pomagać.

2. Młody człowiek nie wie co się dzieje i najczęściej nie potrafi sobie pomóc.

I tutaj podam przykład z naszej praktyki.

Na Targach Zdrowia i Niezwykłości zgłosił się młody, załamany człowiek, bliski rozpaczy. Potrzebował pomocy. Miał kłopot w kontaktach z kobietami. Kiedy umawiał się na randkę, wszystko było ok.! Po randce wracał do domu i znajomość urywała się. Nie dochodziło do drugiej randki. Nie kontaktował się więcej z dziewczyną, nawet jeśli ona bardzo tego chciała. Dlaczego? Ponieważ ten młody mężczyzna nie chciał ponownie przeżywać koszmarów sennych, jakie przydarzały mu się po wcześniejszych randkach. Co się działo?

Po pierwszej randce, w nocy ten młodzieniec miał sen: Widzi siebie w ciemnych, szarych, nieprzyjemnych pomieszczeniach, gdzie z sali wykładowej słyszy donośny głos” Pamiętaj! Druga, trzecia randka często prowadzi Was młodych do łóżka. A seks przed małżeństwem, to GRZECH! Jak wiecie, Ci co grzeszą idą do PIEKŁA! A w Piekle ogień nie do zniesienia będzie Was smażył po Wieki!” I ten młody mężczyzna spocony, wybudzony, już do rana nie mógł zasnąć.

Czy można mu pomóc? W seansie hipnozy, głębokiej relaksacji mamy dostęp do wszystkich informacji w podświadomości. Cofając go do szkoły przypominamy mu wszystkie przyjemne chwile tam spędzone. Potem wyciszony umysł wróci do innych zdarzeń związanych ze szkołą.

Wszystkie ważne emocjonalnie chwile zostaną przypomniane. Także te przykre, męczące.Kiedy pojawi się interesujące nas zdarzenie, tym razem z lekcją religii możemy zdjąć z niego stare emocje I przeprowadzić wybaczanie. Proces wybaczania jest tutaj bardzo ważny.

Jemu pomogło. Po drugim seansie umówił się z nową dziewczyną i do końca randki był wesoły, zadowolony. Umówił się też na drugą randkę.

Istnieją oczywiście wzorce humorystyczne:

“Młode małżeństwo przygotowuje Wigilię. Żona bierze kawałek szynki, odcina z dwóch stron iwrzuca do garnka. Zdziwiony mąż pyta: Co ty robisz? Dlaczego obcinasz szynkę. To przecież dobre mięso! Żona odpowiada: Zawsze tak robiłam. Mama mnie nauczyła.

Na Wigilię przychodzi mama młodej żony. Mąż pyta teściowej; Mamo, dlaczego obcinasz szynkę przed włożeniem do garnka. Teściowa, mocno zdziwiona odpowiada: Nie wiem, zawsze tak robiłam. Po chwili dodaje: A tak, moja mama zawsze tak robiła.

Postanowiono zadzwonić do babci, żeby rozwiać tę wątpliwość. Starsza Pani chwilę zastanawiała się i potem odrzekła: “Kochani, za moich czasów (PRL) wszystkiego brakowało. Także odpowiednich naczyń. Moja brytfanka była mała, więc chcąc przygotować szynkę musiałam ją obciąć, żeby zmieściła się w brytfance”. “

Wzorzec zachowań to temat przede wszystkim dla pedagogów i rodziców, żeby mieli świadomość jak i kiedy pozytywnie programować swoje dzieci. Tutaj mogę powiedzieć, że zachodni styl wychowania, bardziej sprawdza się w dzisiejszej dobie. U nas przez długi czas robiono to, w  sposób można powiedzieć, nie przystający do potrzeb życiowych. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej jest już dużo lepiej.

Pozytywne myślenie

Ale jeszcze 15 – 20 lat temu dochodziło do takich anegdotycznych sytuacji:

“Psycholog przeprowadza nabór kandydatów do pracy w przedstawicielstwie firmy zachodniej. Prowadzi rozmowy z 10 najlepszych kandydatów. Sami fachowcy, z wyższym wykształceniem i dużą praktyką.  Po pierwszych 9 rozmowach wszyscy mieli już dość. Rozmowy za każdym razem miały podobny przebieg. “ To mogę, ale musicie mi zapłacić. Na tym się nie znam. Tego mnie nie uczono, itp… Wchodzi ostatni kandydat. I jaka zmiana! Spokojnie wyjaśnia, że zapoznał się z ofertą firmy i jest przekonany, że może być przydatny w tym i w tym. Jest otwarty, więc jeśli spotka nowe wyzwania, to chętnie się doszkoli. Ogólne poruszenie!. Nareszcie ktoś normalny. Przy wypełnianiu ankiety końcowej przed przyjęciem do pracy padło pytanie: Pochodzenie. Odpowiedź kandydata zadziwiła wszystkich. 10 lat mieszka w Polsce. Urodzony w Hiszpanii.”

Dlatego na koniec mały apel.

Uczmy wszystkich, dzieci i otoczenie pozytywnego myślenia o sobie!

 

Spotkanie w Zielonej Górze – informacje i podziekowania

 

 

 

Szanowni Państwo!

Spotkanie w Zielonej Górze odbyło się i mam nadzieję już niebawem zaprezentuję nagranie. Kolega z kanału VTV opracowuje materiał, jakim dysponujemy.

Tak się złożyło, że w trakcie debaty nad Zieloną Górą rozpętała się wichura nazwana przez meteorologów orkanem Ksawery. Niestety w pewnym momencie miasto zostało całkowicie pozbawione zasilania, a my resztę czasu spędziliśmy w nastrojowym oświetleniu lamp awaryjnych. Z tej przyczyny nie wszystko mogliśmy zarejestrować, nad czym szczerze ubolewam, ponieważ dyskusja była niezwykle interesująca.

Na szczęście, mimo nawałnicy wszyscy dotarli bezpiecznie do domów. Przyznam, że moja podróż rozpoczęta w południe dnia następnego (piątek) zakończyła się dopiero w sobotę nad ranem. Zrozumiałam dobitnie, co znaczy paraliż komunikacyjny kraju.

Chciałam serdecznie podziękować wszystkim uczestnikom, a także publiczności, która mimo fatalnej pogody szczelnie wypełniła tak dużą salę. Dziękuję z całego serca za przyjazd, za udział, za świetną atmosferę oraz wspaniałe wystąpienia, które na długo zapadną w pamięci i sercach publiczności.

Dziękuję z głębi serca, ponieważ od każdego z obecnych coś otrzymałam:

– Jakubowi Paździor za genialne warsztaty medytacyjne, które odbyły się przed rozpoczęciem debaty

Wśród uczestników słychać było wiele słów zachwytu i jedno pytanie – czemu tak krótko?

Lepszej rekomendacji nie można otrzymać.

– Joannie Sachse – za piękny wykład i słoneczną osobowość, która wpłynęła kojąco na wszystkich obecnych. Mam nadzieję na kolejne spotkanie.

– Tadeuszowi Hoppe – za unikalną wiedzę i pewne, nowe koncepcje, na które się otworzyłam

– Andrzejowi Kaczorowskiemu za energię i piękne dzielenie się ogromną wiedzą oraz doświadczeniem terapeutycznym

– Robertowi Rudiak za trud włożony w organizację tego przedsięwzięcia oraz za opiekę jaką otoczył mnie, kiedy Zielona Góra stała się miastem odciętym od świata

-Maćkowi Mikurdzie za profesjonalne prowadzenie debaty i pomoc przy jej organizacji

-Studiu VTV za nagranie programu i opiekę medialną. Studio VTV rozwija się i dobrze, bo to solidny partner !

dziękuję

Spokojnie, tylko spokojnie

 

Napisał do mnie Pan Roman:

„Od pewnego czasu czytam tego bloga i zastanawiam się czy istnieją ludzie, którzy są w stanie przeżyć spotkanie z duchem, tak na spokojnie? Jestem facetem po pięćdziesiątce i uchodzę za osobę odważną. W swoim czasie służyłem w Czerwonych Beretach, gdzie trzeba było pozostać twardym, a strachu żaden z nas nie znał. Jednak wydaje mi się, że w kontakcie z czymś tak dziwnym i niejednoznacznym, chyba bym skrewił. Nie byłem nigdy w takiej sytuacji. Podejrzewam, że gdyby niespodziewanie z ciemności wyłoniła się przede mną jakaś bladolica postać to (przepraszam za dosadność) obawiałbym się o swoje zwieracze.”

Panie Romku, jest Pan bardzo bezpośrednim człowiekiem, ale to dobrze bo takich ludzi lubię najbardziej. Postawił Pan ciekawe pytanie, a ja postaram się udowodnić, że istnieją osoby potrafiące przyjąć z otwartym sercem, również byty duchowe.

Trudno powiedzieć, co właściwie decyduje o postawie jaką przyjmujemy wobec istności duchowych. Z moich obserwacji wynika, że nie ma tu znaczenia ani wiara (rozumiana jako religijność) ani wiek osoby, doświadczającej takiego kontaktu, a już na pewno o jakości i rodzaju tegoż, nie decyduje postawa reprezentowana w codziennym życiu. Innymi słowy ktoś odważny jak żołnierz Czerwonych Beretów, może w relacji paranormalnej czuć się bezradny i przerażony. Natomiast osoba, która na samą myśl o skoku ze spadochronem blednie, przyjmuje bezcielesną obecność naturalnie i bez lęku. Być może, znaczącą rolę odgrywa tutaj jeden z rodzajów naszej inteligencji, a konkretnie inteligencja emocjonalna ze szczególnym uwzględnieniem typu interpersonalnego. Osoba spełniająca kryteria charakterystyczne dla tego typu doskonale rozumie potrzeby innych ludzi, jest wysoce empatyczna i znakomicie czyta mowę ciała. Taka osoba świetnie rozróżnia emocje i co istotne potrafi nad nimi panować. Można powiedzieć, że „czyta” innych ludzi niczym otwartą księgę. Czemu zatem nie miałaby sobie poradzić z rozpoznawaniem intencji w kontaktach między wymiarowych?

Oto relacja nadesłana przez Panią Jolantę:

„Historia miała miejsce po wojnie, na Ziemiach Odzyskanych, prawdopodobnie gdzieś na Dolnym Śląsku. Mieszkająca na wsi rodzina nauczycieli poszukiwała pani do prowadzenia domu. Młode małżeństwo z dzieckiem mieszkało na terenie budynku szkolnego. Babcia mojej koleżanki chętnie przyjęła tę posadę. Zdziwiła się wprawdzie, kiedy zaproponowano jej przestronny, ładniejszy pokój z dużym łóżkiem, a rodzice z dzieckiem pozostali w małym pokoju.

W wolnej chwili, babcia poszła zwiedzać urokliwe okolice. Dotarła na miejscowy cmentarz, gdzie jej uwagę zwrócił grób ulokowany pod płotem w dodatku jako jedyny pozbawiony krzyża. Zaintrygowało ją czemu ten grób nie ma krzyża. Nastała noc, babcia położyła się do łóżka, a po chwili ukazała się jej zakonnica. Po prostu stała w nogach łózka i odezwała się do babci: ”Ja się tutaj powiesiłam”.

Babcia nie przelękła się tylko spokojnie odpowiedziała tak: „To skoro się tu powiesiłaś, to ja się pomodlę za Twoją duszę”. Babcia koleżanki modliła się, a zakonnica przestała ją nawiedzać. Po pewnym czasie babcia dowiedziała się, że grób bez krzyża na cmentarzu był grobem tej właśnie zakonnicy.”

Proszę zwrócić uwagę, że bohaterka tej historii przyjęła duszę zakonnicy szlachetnie, odnosząc się z wielkim współczuciem do jej tragedii. Prawdopodobnie tak samo postąpiłaby również z żywym człowiekiem w potrzebie.

Pozwolę sobie przedstawić historię dotyczącą osoby z mojej rodziny. Rzecz dzieje się w Warszawie, po wyzwoleniu. W mieście rozpoczyna się może jeszcze nie odbudowa w pełnym tego słowa znaczeniu, ale gruntowne porządki. Lewobrzeżna Warszawa to jeden wielki cmentarz, pod gruzami leżą zwłoki, które trzeba pochować.

Julia przetrwała wojnę, ma dach nad głową, właściwie można powiedzieć, że wygrała los na loterii życia. Po pracowitym dniu kładzie się spać, marzy o wannie pełnej wody. Po raz kolejny śni ten sam sen. Młoda dziewczyna stoi wśród ruin. Jula poznaje to podwórko z charakterystyczną kapliczką. Przed wojną mieszkała tam jej najlepsza przyjaciółka. Dziewczyna ze snu jest wyjątkowo ładna. Prawą ręką wskazuje na kilka grobów, i mówi:

-Ten pierwszy jest mój, mam na imię Irena, powiedz moim rodzicom, że tu jest moje ciało. Proszę cię, oni się martwią, wszędzie mnie szukają. Powiedz im, niech wiedzą.

Dziewczyna podaje adres rodziców. Ten sen jest tak realistyczny, że trudno w niego nie wierzyć.

Julia się waha, nie wie czy odnajdzie tych ludzi, jak ją potraktują? Odkłada podjęcie decyzji. Przełom następuje w chwili kiedy dziewczyna ukazuje się jak żywa w kuchni i patrzy błagalnie, swoimi ogromnymi brązowymi oczyma. Jest środek dnia. Jula nie boi się umarłych, tylko reakcji żywych. Zdezorientowana idzie na plebanię. Ksiądz Marek to bardzo mądry człowiek, coś wymyśli. Ze względu na wieloletnią znajomość rozmowa odbywa się bez ogródek. Julia ma nadzieję, że ksiądz zaleci modlitwę za zmarła i zwolni ją z tej posługi (bo tak postrzega prośbę zmarłej). Tymczasem Marek słucha uważnie i mówi:

-Musi pani to zrobić. Sam nie wierzę, że to mówię, ale tak trzeba. Dwa lata temu śniłem o moim mentorze i przyjacielu, księdzu Piotrze. Był strasznie wyniszczony, blady, ale uśmiechnięty. Powiedział do mnie Marku całe życie walczyłem ze złem, ale ono mnie dopadło. Zemściło się okrutnie, moja męka trwała rok, ale dziś nadeszło wyzwolenie. Teraz już mnie nie dosięgną, nie skrzywdzą. Żegnaj.

Ja zapisałem datę tego snu. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że ksiądz Piotr przebywał przez rok w obozie koncentracyjnym i tam zmarł na tyfus. Niemcy skrupulatnie zapisali datę jego śmierci. Obie daty są zgodne, nie mam wątpliwości, że są dusze, którym dana jest łaska łączności ze światem żywych. Jeśli pani chce, pójdziemy razem pod wskazany adres.

Julia zapytała: – czy to nie jest okrutne odbierać tym ludziom nadzieję, może tylko tym żyją? Ksiądz odparł:- ta dziewczyna zna ich lepiej niż my i skoro przyszła to wie, co robi. Załatwimy sprawę razem.

Tak właśnie się stało. Odnaleziono rodzinę Ireny. We wskazanym miejscu dokonano ekshumacji, a zachowane przedmioty pozwoliły na identyfikację. Nie było to zadanie łatwe, ale rodzice wykazali się ogromną determinacją i ciało córki, spoczęło w mogile obok jej dziadków.

Julia odwiedziła później ten grób. Zapytała też księdza Marka:

-Czemu ona przyszła do mnie? Czemu musiałam przeżyć, coś tak dla mnie trudnego?

Spodziewała się długiego wywodu o niezbadanych wyrokach Boga, a otrzymała prostą odpowiedź: To do ciebie przyszło, bo byłaś gotowa.

Moja Babcia mawiała, że Sprawiedliwi świecą jasnym światłem, widocznym dla świata nadprzyrodzonego. Wygląda na to, że jak zwykle miała rację.

Spokój wewnętrzny – artykuł Jarosława Filipka

Jarek Filipek

Szanowni Państwo!

Proponuję dzisiaj artykuł autorstwa mojego kolegi, Jarosława Filipka, wrocławskiego psychoterapeuty, który od lat zajmuje się między innymi technikami relaksacyjnymi.

Nie od dziś wiadomo, że stan ducha odzwierciedla naszą kondycję psychiczną i fizyczną. Coraz częściej mamy problemy z koncentracją, panowaniem nad emocjami czy zdrowym snem. Zanim sięgniemy po rozwiązania farmakologiczne, warto spróbować innych możliwości.

Okazuje się, że istnieją ciekawe metody relaksacyjne, dzięki którym możemy pomóc sobie i zredukować poziom stresu, poprawić samopoczucie, znaleźć lepszy kontakt z własnym wnętrzem.

Zapraszam do lektury!

Otwarty umysł

 

 

„Spokój wewnętrzny”

Temat ten jest często poruszany  w rozmowach o duchowości, rozwoju, czy praktykach medytacji, kontemplacji. A jednak okazuje się, że nie wszyscy go znają.

 

 

Czym tak naprawdę jest spokój wewnętrzny?

Wg mnie jest to taki stan umysłu w którym możemy usłyszeć swoją Duszę.

Są ludzie, którzy boją się tego stanu i nieświadomie uciekają od niego.

Słuchanie głośnej muzyki, pracoholizm jest właśnie takim wynajdywaniem tematów zastępczych. Ciągła aktywność, ruch. A wieczorem padają  ze zmęczenia.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo żyjemy w ciekawych czasach, kiedy media i autorytety narzucają nam swoje recepty.

Robert Kiyosaki w swojej książce „Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec” ciekawie opisuje to zagadnienie. Większość ludzi ulega tej presji i żyje tak jak inni.

Bo tak wypada, bo tak trzeba, bo wszyscy tak robią …

Czy są szczęśliwi? Nie wiem, ale część z nich uważa, że tak muszą …

A przecież można inaczej

Osoby świadome swojej wartości i potrzeb podchodzą do życia bardziej racjonalnie.

Wbrew pozorom jest już coraz więcej takich osób.

I to nie podoba się tym, którzy chcą do końca trzymać władzę nad Światem.

Dlatego robią wszystko co możliwe, żeby utrzymać nas w przeświadczeniu, że ten porządek świata jest najlepszym z możliwych i że tylko oni mogą nas uszczęśliwić.

Zostawmy jednak politykę i podziały społeczne. Nie  mamy na to wpływu…

I tak uważa większość z nas.

Jednak moje doświadczenia i przemyślenia pokazują, że można inaczej.

Już PSYCHOSYNTEZA w swoich założeniach mówi nam, że każdy z nas jest bardzo ważnym elementem, śrubką większych zespołów jak Naród, Kultura, Ziemia czy Wszechświat.

Jeśli każdy z nas będzie się rozwijał, dbał o siebie i innych to wszystkie te wymienione Struktury na tym skorzystają. I oczywiście my sami.

A więc możemy inaczej … Nie jest to łatwe, ale warte zachodu. W nagrodę dostaniesz:

samodzielność, pewność i większy wpływ na swoje wspaniałe, niepowtarzalne życie.

Świadomość życia i możliwość wyborów oraz prawo do popełniania błędów jest tak naprawdę podstawą ludzkiej egzystencji. Dlatego korzystajmy z tego coraz częściej.

Jeśli drogi czytelniku dotarłeś do tego miejsca, to myślę że ten temat nie jest Ci obojętny.

Ja w dalszej części pokażę Ci, jak osiągnąć spokój wewnętrzny, i zmienić swoje życie …

 

Zaczynamy!

Spokój wewnętrzny to stan pewnej równowagi: umysłu, ciała i ducha.

Możemy go osiągnąć różnymi sposobami. Najczęściej używamy do tego celu odpowiednich ćwiczeń. Czy będzie to relaksacja, medytacja, autohipnoza nie jest to najważniejsze.

Jak kiedyś mawiano „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”.

Nie wiem jakie masz doświadczenie w pracy nad sobą, dlatego zacznę od początku.

Pomieszczenie:

Otoczenie w którym przeprowadzamy ćwiczenia wyciszające powinno być odpowiednio przygotowane. Dobrze jak jest to osobny pokój, w którym będziesz sam.

Pomieszczenie nieduże z wygodnym fotelem lub krzesłem, na którym możesz przyjąć wygodną pozycję. Nie korzystaj z leżanki bo w pozycji leżącej mógłbyś zasnąć.

Dla dobrej izolacji od otoczenia w pokoju powinny być kotary lub zasłony.

Atmosfera:

Na początek warto przygotować nagranie relaksacyjne na CD lub Mp3. W trakcie wyciszania umysłu, obniżania napięcia fal mózgowych taka muzyka przyśpiesza cały proces.

A teraz trochę teorii.

Będziemy pracować na umyśle. Aby to zrozumieć muszę przybliżyć tutaj pewne kwestie.

Ogólnie przyjmujemy, że Umysł można podzielić na Świadomy i Nieświadomy.

Znany nam Albert Einstein powiedział kiedyś, że Umysł Świadomy (ten z którego korzystamy codziennie), to ok 10% Umysłu, reszta to Nieświadomość. On sam przyznał, że wykorzystuje go może w ok. 5% reszta ludzi nawet mniej. Dlaczego tak się dzieje? Umysł Nieświadomy jest na co dzień zakryty, niedostępny. Mamy do niego dostęp dopiero w stanach medytacyjnych, relaksacyjnych i we śnie. Jest to mało zbadany obszar. A tak dużo od niego zależy. W nim, jak w systemie operacyjnym komputera są zawarte różne programy na życie, wzorce zachowań wg których działamy. Są to aplikacje wewnętrzne. Na szczęście niedostępne dla większości ludzi. Dlatego ten Stan Umysłu jest wykorzystywany przez dobrych psychoterapeutów, hipnoterapeutów, którzy się na tym znają. Pod okiem takich fachowców możemy sami nauczyć się pracować ze swoim Umysłem. I wtedy będzie to bezpieczne.

Na co dzień, kiedy chodzimy, jemy, pracujemy umysł pracuje na poziomie B (beta). 8 i więcej Hz.

Kiedy relaksujemy się, zamykamy oczy umysł obniża swoje wibracje do 7 Hz.

Mówimy wtedy Stan A (alfa). Właśnie w tym stanie następuje równowaga w pracy lewej i prawej półkuli mózgowej. A umysł Nieświadomy zaczyna się otwierać.

Zaczynamy mieć do niego dostęp.

Poniżej stanu A zaczyna się Relaksacja, potem Hipnoza. Wibracje Umysłu schodzą niżej  do 6, 5, 4 Hz. Dalej mamy sen, w którym wibracje spadają poniżej 4 Hz, a Umysł Świadomy traci całkowitą kontrolę. Dlatego nie pamiętamy co się działo w trakcie snu. I tak powinno być, bo wtedy organizm regeneruje się i zbiera siły do następnej aktywności.

Łąka pełna kwiatów

 

 

 

Ćwiczenie:

 

 

 

1. Przygotuj pomieszczenie. Przyciemnij pokój. Włącz muzykę i zamknij powoli oczy, tak jak przed snem.

2. W myślach lub z nagraniem odliczaj powoli od 1 do 10. Przyjmijmy, że przy 10 uzyskasz stan A.

Jeśli coś rozprasza twoją uwagę, licz dalej np. do 20.

3. W stanie A włącza się Twoja wyobraźnia. To co pomyślisz możesz wyobrazić sobie, że jest przy Tobie. Nie przejmuj się, jeśli na początku obrazy są niewyraźne lub bez kolorów. Do wszystkiego można dojść przez ćwiczenia.

A więc wyobraź sobie … Bajkową krainę … Piękną łąkę, jak w raju. Te kwiaty, rosną dla Ciebie.

Spróbuj poczuć te zapachy, zobaczyć te kolory. Najważniejsze, że tam jesteś.

A teraz … Oczyszczenie!

Kiedy idziesz po tej łące słyszysz szum wody…, za zakrętem piękny wodospad. Czysty, górski wodospad. Ta krystaliczna, źródlana woda oczyszcza wszystko co niepotrzebne, brudne, złe.

Stajesz pod wodą … Poczuj jak wspaniale ta woda usuwa z Ciebie to co ci przeszkadza …

Choroby, słabości, ograniczenia …

To co niepotrzebne, opada w dół. Pod nogami rośnie kałuża błota, brudu … Wszystko opada w dół.

Czujesz jak powoli, za chwilę pojawia się spokój, odprężenie. Od głowy … Twoje czoło, policzki, usta rozluźniają się. To rozluźnienie opada na kark … , dalej plecy …, z przodu klatka piersiowa, jama brzuszna, nogi, ręce. Powoli całe ciało odpręża się … I w tym wspaniałym spokojnym stanie wracasz na swoją łąkę…

Tęcza nad łąką

 

Tęcza!

Zobacz piękna pogoda. Słońce ogrzewa … Na ciepłej, czystej polanie kładziesz się, zamykasz oczy.

Twoje ciało odpoczywa. Słońce przyjemnie przygrzewa … Na niebieskim niebie pojawia się piękna tęcza, jak po burzy … Ta piękna, kolorowa tęcza powoli rośnie … na pół nieba. Piękna …

Ta wspaniała tęcza powoli … opadając w dół … otacza Twoje ciało kokonem ochronnym, który będzie cię chronił od … stresów, chorób, problemów …

Te piękne kolory … przenikają cię … ochraniają … uzdrawiają.

Piękny Fiolet jak fiołki na łące łatwo przenika twoją głowę. Uspokaja ją, oczyszcza … Pozwala oderwać się od problemów. Twoje zbłąkane myśli odrywają się, odchodzą … Twój spokój umysłu ogarnia całą głowę.

Za chwilę ciemny Granat jak niebo po burzy łatwo przenika … głowa … mózg. Wszystkie ośrodki mózgowe: szyszynka, podwzgórze zwalniają, prawidłowo jak dawniej.

Ten ciemny kolor Granat skupia się na Trzecim Oku (punkt między brwiami). Bo twoja Intuicja odradza się, wzmacnia … Już niedługo będzie ci pomagać …

Tak jak niebo nad głową, piękny Błękit powoli opada w dół. Ten niebieski kolor łatwo przenika głowę, kark … Opada na szyję, gardło … Kolor niebieski oczyszcza całe gardło …

Twoje Lęki, Niepokoje, Niepewności … opadają, odchodzą, zanikają na zawsze …!

Teraz gardło będzie spokojne, kark odprężony, głowa wyciszona!

Piękna Zieleń jak trawa na łące łatwo przenika twoje ciało. Przenika do komórek i tkanek. Kiedy pada na klatkę piersiową uspokaja, wycisza serce. Serce zwalnia, odpręża się, odpoczywa.

Kolor zielony reguluje, naprawia … , uzdrawia twoje ciało. Jak balsam rozlewa się po całym ciele. Dociera do komórek, tkanek. Naprawia cały organizm.

A teraz … piękna Żółć jak kaczeńce, cytryna opada na splot słoneczny.

Ten żółty kolor wycisza, uspokaja wszystkie napięcia … mięśnie, nerwy wyciszają się … odprężają się. Cały organizm odpoczywa. Ten żółty kolor daje nadzieję … nowe możliwości …

Łatwo przenika cały organizm.

Za chwilę … piękna Pomarańcza, ten jasny kolor łatwo przenika jamę brzuszną. Teraz naprawia, reguluje wszystkie narządy.

Pomarańcz to Energia Życiowa … radości, zadowolenia, przyjemności.

Otwierasz się …

Zobacz … Świat jest piękny … Czeka na ciebie …

Za chwilę, od dołu jamy brzusznej napłynie Czerwona, ziemska Energia. Ona przywraca siłę, stabilność, pewność. Powoli wypełnia całe ciało.

Te wszystkie piękne kolory przenikają cię, wzmacniają. Przywracają prawidłową Energię.

Silną, odporną, prawidłową.

Bo na tej pięknej polanie, za każdym razem dostajesz to czego potrzebujesz…

Zobacz … ta wspaniała, łąka to twoja kraina. Tutaj wszystko jest dla ciebie. Tak jak lubisz i chcesz.

Bo „Spokój Umysłu” który uzyskałeś pozwala ci teraz działać dalej …

W tym stanie możesz skupić się na tym, co chcesz przeprowadzić, zmienić, naprawić …

W tym stanie równowagi: Umysłu, Ciała i Ducha masz podłączenie do swojej sfery Duchowej, i dzięki temu twoje prośby i potrzeby mogą być szybko wysłuchane …

Jest to możliwe tylko w tym stanie …

Warto było poćwiczyć! Mam nadzieję, że dobrze wykorzystujesz moją lekcję.

Jeśli będziesz cierpliwy, prawdopodobnie nauczę cię jeszcze więcej …

 

Spektakl „Wielka Szpera” – Teatr DOM w Łodzi

 

 

Wydarzenia znane jako „Wielka Szpera”, to jedna z najtragiczniejszych kart historii Łodzi. 75 lat temu w Litzmannstadt Ghetto rozegrał się dramat nieznany dotąd w nowożytnej Europie. Z getta wywieziono około 20 tysięcy dzieci do lat dziesięciu, osób starszych powyżej sześćdziesiątego piątego roku życia i ludzi chorych w bardzo różnym wieku. W ten sposób Niemcy pozbyli się „jednostek nieproduktywnych” przewożąc je wprost do obozu zagłady znajdującego się w Chełmnie nad Nerem.

Scenariusz sztuki „Wielka Szpera” został oparty na dziennikach Józefa Zelkowicza, który stał się jedynym w swoim rodzaju sprawozdawcą wydarzeń.  Kronika getta przetrwała zarówno łódzkie getto, jak i jej autora, zamordowanego w KL Auschwitz. Sam Zelkowicz wielokrotnie zastanawiał się nad doborem odpowiednich słów, oddających nieludzkie cierpienie oblane strumieniem łez jakich nie widział świat. Przypuszczam, że tan sam dylemat stał się udziałem reżysera spektaklu Andrzeja Marii Marczewskiego, człowieka znanego z wielkiej wrażliwości i szlachetnej empatii.

W sztuce przedstawiono prawdę, bez radykalnych ocen, za to pełną szczegółów i głębokich znaczeń. Nie padło ani jedno słowo, nie pojawił się bodaj jeden gest, który można by zakwalifikować w kategoriach mściwy lub nienawistny. Andrzej Maria Marczewski dał widzom emocje, intensywne i głębokie, takie jakich nie zapomina się nigdy. Dotknęliśmy tamtego okrucieństwa i tamtej trwogi. Taka wiedza daje zrozumienie i pozwala spojrzeć na historię Wielkiej Szpery, nie przez pryzmat przerażających statystyk, ale oczyma ofiar rzuconych na stos, rozpalony rękoma szalonych „nadludzi” dla ich kłamliwego bożka.

Ktoś, ze znajomych tuż po premierze zapytał mnie, czy płakałam? Nie, nie płakałam, ponieważ skamieniałam wewnętrznie. Ewidentnie moja psychika nie chciała dopuścić do głosu dramatycznego pytania: co zrobiłabym gdyby chodziło o moje dzieci? Nie płakałam. Po prostu dziękowałam losowi, że nie stawia mnie przed takim wyborem. Jako matki, żony, jako człowieka.

Wiele osób mówi: – zostawmy to już w spokoju. Zapomnijmy o cierpieniu Polaków, Żydów, narodów świata. A, ja uporczywie powtarzam: mówmy o grozie wojny, o nieludzkich zbrodniach, o zagładzie milionów. Mówmy bez nienawiści i chęci zemsty, nie szukajmy odwetu, ale na Boga, zachowajmy pamięć tragedii, jaką były obie wojny światowe. Jeśli zamilkniemy, a naoczni świadkowie tych zdarzeń odejdą, kto uświadomi młode pokolenia, kto w porę przeciwstawi się następnym szaleńcom spychających nas w przepaść?

Dziękuję za otrzymane zaproszenie i możliwość obejrzenia spektaklu. Dziękuję za zaangażowanie wielu osób i instytucji , bez których to wydarzenie nie doszłoby do skutku.