„W Palmirach zagłada wielu…”

Dzisiejszy wpis nawiązuje do tematu chirologii i stanowi przykład tego, jakim wielkim darem, a jednocześnie przekleństwem może być jasnowidzenie. Jest to historia spisana przeze mnie już dawno temu. Cierpliwie oczekiwała w kolejce do prezentacji na blogu.

Rzecz cała dzieje się w roku 1938. Trzy przyjaciółki, a jednocześnie świeżo upieczone maturzystki, postanawiają wybrać się do wróżki. W tym wieku naturalne jest, że życie daje więcej pytań niż odpowiedzi. Czasami jednak trudno jest czekać, zwłaszcza, jeśli znaki zapytania stawia samo serce. Dla rozróżnienie nadajmy tym pannom imiona Anna, Zofia i Krystyna. Całą wyprawę zaaranżowała Anna najbardziej energiczna i niecierpliwa w tym towarzystwie. Bardzo chciała zostać lekarzem. Była to rodzinna tradycja, jednak do tej pory kontynuowana tylko przez mężczyzn. Anna byłaby pierwszą kobietą, która w tej familii stanie kiedyś przy stole operacyjnym. Romantyczna Zosia była po raz kolejny na zabój zakochana i chciała wiedzieć, czy obiekt jej westchnień również pała uczuciem. Wcześniejsze jej miłosne lokaty były raczej mało trafione. Rezolutna i nad wiek dojrzała Krystyna poszła właściwie dla towarzystwa. Oczywiście marzyła o studiach matematycznych, ale nie miała złudzeń, że jedynym miejscem gdzie będzie prowadzić jakiekolwiek obliczenia pozostanie sklep jej rodziców.

I tak pewnego pięknego dnia dziewczęta pojechały poznać swoją przyszłość. Wróżka była bardzo znana i polecana, choć z wiekiem jej dziwactwa nasilały się, co utrudniało kontakt. Mieszkała w niedużym, ale eleganckim domu. Całym dobytkiem (tudzież psami i kotami, które kręciły się w sporej gromadzie po budynku i ogrodzie), oraz samą wróżką opiekowała się Magda. Prosta dziewczyna, którą wróżka uratowała z niemałej życiowej opresji.

Pierwsza do gabinetu wróżki weszła oczywiście Anna. Wróżka obejrzała jej dłonie, a następnie rozłożyła karty, których symbolika nieco Annę przerażała. Po chwili namysłu dostała odpowiedź:

-Zostaniesz lekarzem i będziesz miała wielu pacjentów. No moja droga ty w życiu nie zaznasz nudy. Na osłodę powiem ci, że w miłości będziesz bardzo szczęśliwa.

-Czy będę chirurgiem tak bardzo chcę operować. Niezwykle mnie interesuje zwłaszcza ta dziedzina medycyny. Jest trudna, ale ja się nie boję wyzwań.

Kobieta wpatrywała się w Annę przez dłuższą chwilę, po czym rzekła:

-Czy, jeśli ci powiem panienko, że ludzie będą prosić, aby twoje ręce przyniosły im ulgę to umocni twoje powołanie?

– Zdecydowanie tak!

*

Po wybuchu wojny Anna kontynuowała studia medyczne na tajnych kompletach. Podczas powstania ludzie niejednokrotnie błagali, aby przyniosła im ulgę. Wiele razy operowała tak długo, aż ręce mdlały jej ze zmęczenia. To właśnie ta pani opowiedziała mi historię o niezwykłej wróżce-wizjonerce.

*

Jako druga weszła Zosia z pytaniem „kocha czy nie kocha?”.

-Dziecko on ciebie kocha. Ciesz się tym.

-Czy on będzie ze mną aż do śmierci?

( – pytanie pełne egzaltacji, ale cóż uczucia mają swoje prawa)

-W pewnym sensie nawet śmierć was nie rozdzieli.

Zadowolona Zosia wyszła z gabinetu wróżki z uśmiechem od ucha do ucha. Nie analizowała jej słów. Najważniejsze było, że ON ją kocha. Może to i dobrze, że nie zwróciła uwagi jak bardzo posmutniała wróżka mówiąc o przyszłości.

*

Zosia i jej ukochany zginęli  walcząc w powstaniu. Według relacji świadków nie wyszli z kanałów. Rzeczywiście śmierć ich nie rozdzieliła.

*

Krystyna usiadła naprzeciw wróżki i bez przekonania podała jej dłoń. Kobieta najpierw przez chwilę oglądała dłoń, po czym przymknęła oczy i zaczęła lekko kołysać do przodu i do tyłu. Krystyna relacjonując swoim koleżankom przebieg wydarzeń podkreśliła, że ten dziwny stan trwał długo i w końcu nabrała przekonania, że starsza pani po prostu usnęła. Kiedy dziewczyna chciała wstać i dyskretnie opuścić gabinet, kobieta ocknęła się i patrząc na Krystynę półprzytomnym wzrokiem, wyszeptała :

-W Palimirach zagłada wielu i twoja zagłada.

Krystyna bezwiednie krzyknęła : – co pani opowiada?

Wróżka zaczęła wykrzykiwać to złowieszcze zdanie raz za razem. Przy czym płakała i zerwawszy się z fotela biegała w kółko po pokoju. Na szczęście Magda była w pobliżu i zajęła się nią troskliwie. Dziewczyny wyszły czym prędzej , targane zgoła skrajnymi emocjami.

*

Krystyna rzeczywiście zginęła w Palmirach.

Wróżka zmarła krótko przed wybuchem wojny. Podobno tuż przed śmiercią kaleczyła sobie palce i własną krwią malowała na ścianach swastyki. Magda opiekowała się nią troskliwie do samego końca.

 

Obalamy mity – rozmowa z wybitnym chirologiem i znakomitym znawcą run dr Stefanem Karolem Wdowiakiem

Tytuł wpisu jest nieprzypadkowy. Przy pomocy wiedzy i autorytetu dr Stefana Karola Wdowiaka, mam nadzieję rozprawić się raz na zawsze z fałszywym obrazem chirologii oraz z mitami, jakie dotyczą tej niezwykłej dziedziny wiedzy.

Na wstępie pragnę przedstawić sylwetkę mojego rozmówcy. Pan dr Wdowiak przez wiele lat pracował na Politechnice Łódzkiej, a w latach 80 całkowicie zmienił swoje zainteresowania i ukończył studia psychologiczne na Uniwersytecie Łódzkim. Jest autorem wielu książek, nauczycielem, psychotronikiem, pasjonatem i znawcą kultury nordyckiej. Można śmiało powiedzieć, że to wybitny ekspert w dziedzinie chirologii i run.

Biuro Duchów: Na początek prosiłabym o wyjaśnienie różnicy miedzy chirologią, a chiromancją. Zauważyłam, że wiele osób używa obu tych terminów zamiennie.

Stefan Karol Wdowiak: Dość powszechne jest mylenie chirologii z chiromancją. Trudno się dziwić osobom nieobeznanym z tematem, wszak obie dziedziny dotyczą tego samego zagadnienia, czyli ludzkiej dłoni. Etymologia słowa chiromancja jest następująca: wywodzi się z języka greckiego i tak cheir = dłoń, a manteia = wróżyć. Natomiast słowo chirologia to po prostu nauka o dłoni. Różnica między tymi dwoma pojęciami widoczna jest już na pierwszy rzut oka. Chirologia to nauka i jako taka kieruje się swoimi zasadami i prawami. Tutaj nie ma miejsca na przypadkowość, czy dowolność interpretacyjną. Opracowano i opisano ponad sto pięćdziesiąt cech i znaków na dłoniach. Opracowania te pozwalają rozpoznać charakter, temperament oraz skłonności do różnego rodzaju chorób. Uważam, że znajomość tych metod może być szczególnie przydatna dla psychologów i psychiatrów gdyż bardzo ułatwi ich pracę. Dla każdego z nas to droga do głębszego poznania samego siebie, bliskich czy chociażby znajomych.

B-D: A chiromancja, czy rzeczywiście można przewidzieć przyszłość sugerując się tym, co zapisane na dłoni?

S.K.W.: Można pokusić się o pewne przypuszczenia czy prognozy. Jeśli znamy i rozumiemy predyspozycje i charakter osoby, której dłoń analizujemy. Przede wszystkim jednak możemy pomóc wskazując na jej potencjały, możliwości, ukryte talenty, których sama nie dostrzega bądź nie docenia. Jeśli w życiu źle się dzieje zwykle składa się na całą sytuację bardzo wiele elementów. Kluczowy może tu być charakter i styl życia, jaki dana osoba prowadzi. Zasugerowanie pewnych zmian, podkreślenie siły i pokładów niewykorzystanej energii potrafi zdziałać cuda i pobudzić do życia nawet największych malkontentów. Jeśli chodzi o prognozowanie przyszłości istnieje cały arsenał środków, z którego można skorzystać. Wspaniałym przykładem mogą być chociażby runy.

B-D: Czy wobec tego osoby, które mówiąc kolokwialnie wróżą z dłoni sięgają w swoich przepowiedniach bardzo daleko w przyszłość, konfabulują?

S.K.W.: W tej dziedzinie unikałbym uogólnień. Są na tym świecie rzeczy niezbadane. Z całą pewnością można napotkać jednostki, które mają dar jasnowidzenia czy jasnosłyszenia. Jeśli taka osoba podczas kontaktu z dłonią ma wizje i dzieli się nią z klientem to jest tylko kwestią etyczną czy robi dobrze czy też nie. Na los człowieka w każdej chwili jego życia ma wpływ olbrzymia ilość zdarzeń. Zależymy nie tylko od siebie, często ktoś inny podejmuje decyzje determinujące nasze życie.

B-D: Kolejny temat, który pragnę poruszyć to linia życia. Wielo osób myśli, że skoro jest krótka to zwiastuje takie właśnie życie. Niestety duży wkład w szerzenie podobnych herezji mają kolorowe czasopisma wydawane w olbrzymich nakładach. Jak to jest naprawdę?

S.K.W.: Rzeczywiście w kolorowych czasopismach pseudoeksperci sieją zamęt i niestety robią krzywdę wielu ludziom. Oczywiście, że długość linii życia nie przekłada się wprost na lata, które mamy przed sobą. Linia ta jest ściśle związana z nieco innym pojmowaniem życia. Z jednej strony krótka może wskazywać na słabszy organizm, mniejszą odporność immunologiczną czy obniżone parametry wydolności fizycznej, jako takiej. Z drugiej strony może sygnalizować, że taka osoba żyje w myśl maksymy „carpe diem”. Jest cała ukierunkowana na tu i teraz. Nie planuje, nie jest zapobiegliwa, wydaje na bieżąco. Natomiast linia długa może sugerować dużą siłę witalną i odporność organizmu, ale także naturę zapobiegliwą, planującą każdy krok z dużym wyprzedzeniem. Osoba taka zwykle nie jest spontaniczna i nie podejmuje żadnej decyzji bez uprzedniego przemyślenia. Poza tym należy pamiętać, że linie w ciągu całego życia zmieniają się i to niejednokrotnie. I tak osoba, która w młodości żyła dniem dzisiejszym lub innymi słowy z dnia na dzień, dojrzała i odzwierciedlenie tej zmiany znajdziemy na dłoni. Linia życia po prostu się wydłuża.

B-D: Myślę, że ta odpowiedź wiele wyjaśnia. Pozwolę sobie poruszyć jeszcze jedną kwestię mianowicie znaki na dłoni, które mają symbolizować rychłe odejście, lub pojawiają się w chwili śmierci. Z własnego doświadczenia, a byłam świadkiem śmierci zarówno mojej babci jak i mamy, mogę powiedzieć, że nic takiego nie miało miejsca. Owszem w miarę upływu czasu dłoń się wygładzała, a znaki i linie zanikały. Jest to dla mnie oczywiste ze względu na ustanie pracy mózgu. Jak ma się do tego Pana wiedza i doświadczenie?

S.K.W: Tak się składa, że mnie również było dane obserwować dłonie moich bliskich zmarłych. Na podstawie tych doświadczeń i obserwacji stwierdzam, że nie odkryłem żadnych nadzwyczajnych znaków czy spektakularnych zmian w obrębie dłoni. Śmierć, zwłaszcza ta biologiczna jest w gruncie rzeczy zjawiskiem naturalnym. W wymiarze kosmicznym jest zamknięciem pewnego cyklu i niczym więcej. Dla bliskich jest to oczywiście doświadczenie przykre i bolesne. Ten aspekt jest zrozumiały. Jednak praw biologicznych nie jesteśmy w stanie zmienić.

B-D: Dziękuję bardzo za rozmowę i mam nadzieję na kolejne spotkanie.