Trzeba wysłuchać każdego cz.2

Kontynuuję moją rozmowę z Kurtem. Nie streszczam poprzedniej części, wystarczy cofnąć się do poprzedniego wpisu.

Kurt zarzucił mnie stekiem ideologicznych frazesów na usprawiedliwienie wyższej konieczności i wszystkich czynów z tym związanych. Zamilkł na chwilę, po czym wrócił do tematu bliskich sobie kobiet, to jest matki i siostry. Opowiadał o prezentach, które  im podarował, o radości nastoletniej panienki mierzącej nowe ubrania i matce dumnej z pozycji syna. Dzięki niemu cała rodzina, nie wyłączając ojca, mogła aspirować do awansu społecznego. „Ja byłem ważny, nosiłem mundur i wiele mogłem. Kupiłem im ładny domek i mama miała ogródek, który kochała. Nawet żona lekarza kłaniała jej się pierwsza.” Zapytałam, czemu tak mało mówi o ojcu? Wyraźnie się zmieszał i zaczął tłumaczyć, że ojciec był mrukiem. Odniosłam wrażenie, że jego ojciec nie podzielał entuzjazmu damskiej części rodziny, być może miał wiedzę na temat tego, czym zajmuje się tajna policja, a więc i jego syn. Zapytałam: czy funkcjonariusze byli aż tak dobrze opłacani? Skąd miał fundusze na wystawny styl życia i podarunki dla najbliższych? Riposta była natychmiastowa – radziłem sobie, wojna nie jest dla słabych! Czyli szantażowałeś, zabijałeś i torturowałeś wielu ludzi żeby mama miała ogródek? Nastąpił atak szału, kopanie mebli (rozmawialiśmy w eleganckim gabinecie) i tym podobne ekscesy. Wybudziłam się, mimo wszystko nie uważam żeby moim obowiązkiem był udział w takim przedstawieniu.

Szczerze mówiąc miałam nadzieję, że jego germańska buta weźmie górę i ujmując rzecz kolokwialnie strzeli focha z przytupem, dając mi tym samym spokój. Niestety nastąpił ciąg dalszy z tym, że nie miałam już przed sobą cytuje „rycerza czarnego zakonu” (malownicze określenie prawda?) tylko gościa w rozchełstanym mundurze i podłym nastroju. „Muszę ci coś wyznać, pewna żydowska rodzina zaoferowała mi ogromną kwotę za uwolnienie i nowe dokumenty. Nie patrz tak na mnie to była uczciwa transakcja, mogłem ich przecież rozwalić pod pierwszym lepszym murem! „ Co za pokrętna moralność pan życia i śmierci wywiązał się z umowy, którą szantażem wymusił. Takich wypowiedzi nie da się słuchać na spokojnie, pozostając bezstronnym.” Zapłata była w złocie i brylantach. Ta Żydówka miała takie dziwne oczy i wiesz oni przetrwali wojnę, a ona żyje do dziś. Widuję ją, jest stara, ale te oczy – nie mogę na nią patrzeć. Poszedłem sprzedać część kamieni do jubilera, on skupował towar od wszystkich. Tego wieczoru upiłem się, a kolega zaproponował pójście do wróżki. Nie wiem, co mnie napadło chciałem jej dać jeden z tych pierścionków. Potrzymała go w dłoni i oddała mówiąc, że to złoto jest przeklęte i ściągnie nieszczęście na właściciela. Ona miała rację, ale ja się z tego śmiałem. Dałem złoto mojej mamie. Przegrywaliśmy, chciałem ją zabezpieczyć. Matka podzieliła wszystko na trzy części, ofiarowała jedną swojej siostrze. Ciotkę zabili Rosjanie – znaleźli precjoza i chcieli więcej. Mama i siostra przeżyły, ale chorowały i do póki nie pozbyły się złota, źle im się działo. Oni mają taką klątwę – Mane,Tekel, Fares  – teraz to wiem. Musiałem patrzeć na to wszystko i nie mogłem nic zrobić. Zrozumiałbym zemstę na mnie, ale na moich bliskich? Nienawidzę tej czarownicy!

– Nie sądzę, aby trzymała cię tu nienawiść, masz wygodny pretekst, aby pozostać w zawieszeniu między wymiarami. Ty „teutoński wojowniku” boisz się ponownego spotkania z matką i swoimi bliskimi!

Chyba trafiłam z diagnozą, bo odszedł tym razem bez słowa.

Znalazłam ciekawą interpretacje owego Mane,Tekel,Fares – autor to Cyrus Gordon :

„Będziesz zdziesiątkowany, podzielony, aż do zatracenia.”

 

Enigmatyczna przepowiednia z zaskakującym epilogiem

Jest to historia przekazana mi przez moją Babcię.

W Warszawie mieszkała znana wróżka, do, której przed wojna ludzie chodzili, bo było to modne, a w czasie wojny, bo szukali nadziei, szukali swoich bliskich lub po prostu chcieli dowiedzieć się czegoś o przyszłości.

Madam Irma, nie była naciągaczką czy oszustką, lecz wybitnie uzdolnionym medium o sporych sukcesach w dziedzinie dywinacji jak i  odnajdywaniu osób  zaginionych. Madam posiadała rzadki dar, potrafiła przejrzeć człowieka i jego duszę na wylot. Była to kobieta egzotycznej urody, znająca kilka języków, jednym słowem niebanalna osoba.

Znajoma mojej Babci, pani Zofia zwierzyła jej się kiedyś z obaw dotyczących przyszłości swojego syna.

Babcia niewiele myśląc, poleciła jej wizytę u wróżki, zachwalając przy tym jej nadzwyczajne zdolności, których sama doświadczyła.

Pani Zofia zdecydowała się skorzystać z jej usług i udała  pod wskazany adres. Służąca wpuściła Zofię i uprzejmie poprosiła, aby poczekała w przedpokoju. Poinformowała też jak jest  opłata za usługę i pobrała ją z góry. Już na pierwszy rzut oka widać było, że Madam problemów finansowych nie ma . Obszerne mieszkanie i służba to luksus dostępny niewielu.

W pewnym momencie drzwi jednego z pokoi otworzyły się i wyszedł z nich, niemiecki oficer, który nadzwyczaj uprzejmie pożegnał się z Madam. W pierwszej chwili Zofia chciała wstać i wyjść, w głowie jej się nie mieściło, że są tam przyjmowani okupanci. Jednak pojawiła się Madam Irma i zaprosiła ją do środka.

Przez chwilę przyglądała się Zofii, po czym sięgnęła po szklaną kulę stojącą na podręcznym stoliku. Zanim Zofia zdążyła powiedzieć, co ją do Madam sprowadza, ta zapadła w jakiś dziwny trans. Po chwili ocknęła się i zwróciła do Zofii przedziwnymi słowami:

Przyszłaś tu w sprawie syna. Słuchaj, zatem kiedy na progu mieszkania zobaczysz kurę bez głowy, twój syn niech natychmiast ucieka, bo jego życie będzie w niebezpieczeństwie. Jeśli to zlekceważysz czeka go straszna śmierć. Na tym dywinacja zakończyła się.

Pani Zofia spotkawszy moją Babcię nie kryła oburzenia: gdzie mnie pani wysłała to jakaś wariatka, tu pojawiło się sprawozdanie z wizyty. Babci zrobiło się głupio i powiedziała tylko, że nie zna wróżki od tej strony. Zofia podzieliła się rewelacjami również z synem, który o dziwo  nie kręcił znaczących kółek na czole . Powiedział tylko ; mamo teraz są takie czasy, że i  wróżby mogą być nadzwyczajne.

Nie minęło kilka miesięcy, kiedy, pani Zofia usłyszała dziwne odgłosy dochodzące z klatki schodowej. Wyszła na korytarz , a jej oczom ukazał się zdumiewający widok. Z lokalu  położonego vis a vis,  przez otwarte drzwi wybiegła kura pozbawiona głowy. Zofii zabrakło tchu, wpadła do mieszkania  jak bomba, krzycząc do syna, aby uciekał, bo spełniła się wizja Madam Irmy.

( wyjaśniam, sąsiadka Zofii to przedwojenna elegancka dama, która w tamtej chwili niewprawną ręką usiłowała pozbawić życia cudem zdobytą kurę, drzwi były niedomknięte, a ptak w przedśmiertnych konwulsjach „opuścił” mieszkanie)

Syn Zofii zareagował natychmiast wyciągnął torbę, do, której wrzucił kilka rzeczy, pocałował ją i powiedział:  tu masz pieniądze uciekaj do siostry.

Za niespełna trzy godziny w mieszkaniu Zofii zaroiło się od gestapowców. Byli brutalni i przewrócili wszystko  do góry nogami. Zagadką pozostaje, czemu nie aresztowali Zofii.

Kiedy poszli, Zofia najpierw długo płakała masując spuchnięty policzek, potem zaczęła pakować swoje rzeczy. Raniutko udała się na poranną mszę, aby poradzić się księdza, co robić dalej. Na tej mszy spotkała moją Babcię i razem poszły na plebanię. Ustalili, że Zofia zostanie klika dni u mojej Babci, a później zorganizują jej transport na prowincję do siostry.

Tak też się stało.

Wyobrażam sobie ile osób czytając treść przepowiedni Madam, uśmiechnęło się z niedowierzaniem.

Powiem szczerze: nie dziwie się sama miałam takie odczucia.

Jako puenta pojawia się pytanie: czy istnieją ludzie, przed, którymi przyszłość uchyla rąbka tajemnicy? Jeśli tak, jak wiele mogą powiedzieć?