Jarosław Filipek „Hipnoza – czym jest?”

O hipnozie od dawna krążą  mity i legendy. Dlatego dzisiaj chcę się z nimi zmierzyć. W tym i następnych tekstach spróbuję przybliżyć Państwu pojęcie i stan hipnozy. W poprzednich artykułach nawiązywałem do tego stanu, ale dzisiaj chciałbym to uporządkować.

Jak wszyscy wiemy, w ciągu doby nasz umysł przechodzi różne fazy (stany), które różnią się między sobą. Często nazwy zwyczajowe są zaczerpnięte z informacji medycznych. I tak, częstotliwość pracy mózgu można podzielić na kilka podstawowych stanów:

W ciągu dnia ta częstotliwość wynosi najczęściej od 8 Hz do 20 Hz lub więcej. Fale mózgowe przyjmują wtedy na wykresie określony kształt odczytywany jako Beta. Kiedy jesteśmy spokojni, wyciszamy się, zaczynamy medytować częstotliwość spada do 7 Hz. Wykres jest już inny. Ten stan określa się jako Alfa.

Kiedy zasypiamy lub wchodzimy w medytację umysł wycisza się jeszcze bardziej. Częstotliwość spada poniżej 7 Hz. Ten zakres od 7 – 6 Hz do 4 – 3 Hz nazywamy stanem Teta lub „hipnozą”. Poniżej 4 Hz to Delta, stan snu.

W dużym uproszczeniu lewa półkula mózgowa jest związana z naszym umysłem logicznym. Z którego korzystamy w ciągu dnia. Prawa półkula mózgowa jest związana z umysłem wyobrażeniowym, nieświadomym. Przyjęto ogólnie, że prawą półkulą chętniej posługują się ludzie sztuki, twórcy. Lewa półkula częściej jest wykorzystywana przez logików, naukowców.

Tutaj często przytacza się powiedzenie Einsteina: „Umysł świadomy to ok. 10% naszego umysłu, reszta to nieświadomość. Ja czasem wykorzystuję do 5%, inni używają do 3% i to im wystarcza”.

Dla terapeutów praktyków, pracujących z umysłem taki podział ma duże znaczenie.

W stanie beta pracujemy. Umysł logiczny rozwiązuje nasze problemy. Koncentracja i pamięć jest wykorzystywana w ciągu dnia. Przy pracy umysłowej warto pamiętać, że nasza koncentracja pracuje sprawnie przez 45 min. Potem zwalnia. Dlatego warto robić przerwy. Tę właściwość wykorzystuje się w Szkole Podstawowej. Jedna godzina lekcyjna ma 45 min.

W stanie alfa dochodzi do równowagi w pracy naszego mózgu. Lewa półkula wycisza się. Lewa i prawa półkula działają równolegle. Umysł nieświadomy zaczyna się otwierać. W tym stanie można już przeprowadzić udaną relaksację, czy poprzez sugestie wyciszyć, uporządkować pracę umysłu.

W stanie głębszym – w hipnozie mamy dostęp do umysłu nieświadomego.

W umyśle nieświadomym możemy wyróżnić podświadomość, która zawiera pamięć głęboką z wszystkimi zdarzeniami i emocjami od momentu narodzenia do dzisiaj. Niektórzy uważają, że pamięta też czasy wcześniejsze, przed narodzinami.

Drugim ważnym elementem umysłu nieświadomego jest nieświadomość. To ta tajemnicza część umysłu. Dzięki niej mamy dostęp do wyższych wymiarów, dla nas niedostępnych. Więcej na ten temat opisuje „fizyka kwantowa”.

Podsumowując: Hipnoza to stan naturalny między jawą (stan beta) a snem. Dwa razy dziennie jesteśmy w tym stanie. Wieczorem kiedy zasypiamy i rano kiedy się budzimy, potem wstajemy.

W ciągu dnia może nastąpić tzw. „hipnoza sytuacyjna” np. kiedy długo jedziemy pociągiem i stukot kół usypia nas. W takim stanie często tracimy pojęcie czasu. Nie zauważamy jego upływu. Czasem może to być niebezpieczne, np. kiedy długo jedziemy autostradą i oczy przez dłuższy czas mają podobny widok.

Jedna z pacjentek opowiadała, że kiedyś jadąc samochodem włączyła płytkę relaksacyjną. Na początku było przyjemnie. Umysł wyciszył się… Nagle spostrzegła, że widzi swój samochód z góry, jakby na nim stała. Zobaczyła swoje ciało za kierownicą i wtedy zrozumiała, że coś jest nie tak. Szybko się zreflektowała i zdążyła wrócić do ciała. Oczywiście zwolniła i na najbliższym parkingu długo dochodziła do siebie. Dodam od siebie, że na szczęście jest to rzadki przypadek.

Niektóre osoby „tzw. medialne” szybciej reagują na zmianę stanów umysłu.

Tutaj mała ciekawostka. Wiele osób uważa, że kiedy są „zmęczeni” niedospani to czarną kawą przywrócą pracę lewej półkuli, umysłu świadomego. Nie do końca jest to prawda.

Kawa utrzymuje, wzmacnia zastany stan umysłu. Kiedy dużo pracujemy, jesteśmy znużeni, to tak, na jakiś czas może nam pomóc. Jeśli jednak umysł od początku jest „śpiący” to kawa wzmocni ten stan. I dlatego niektóre osoby zasypiają po kawie.

Hipnoza to tak naprawdę wspaniały stan, w którym dobry hipnoterapeuta potrafi zrobić porządek z umysłem. Oczyścić jego pamięć z dawnych wydarzeń często obciążonych nieusuniętymi emocjami. Bo tak naprawdę to emocje, które przeżywamy w różnych mocnych, ważnych czasem traumatycznych zdarzeniach mają wpływ na naszą psychikę. Obciążają ją.

Więcej o pracy z hipnozą w następnych tekstach…

Jarosław Filipek

Dobre życie po złym życiu

Otrzymałam poruszający list od Izabeli, która niedawno poddała się regresji w hipnozie. Ciekawa sesja, prowadząca bohaterkę w strefę wewnętrznego Cienia. Niechętnie przyznajemy się do jej istnienia, błędnie interpretując własne odczucia lub emocje, które skrywa. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Cień to część naszej osobowości.

Zanim oddam głos Izabeli, dodam tylko, że podjęcie przez nią próby dotarcia do wcześniejszych reinkarnacji, nie było podyktowane pustą ciekawością. Izabelę, od najmłodszych lat dręczyły dziwne i przerażające sny, od których nie potrafiła się uwolnić. W końcu postanowiła skorzystać z tego rodzaju terapii.

„Szukając odpowiedzi na pewne dręczące mnie pytanie trafiłam na Twojego bloga. Coś mi mówi, że pomożesz mi lub przynajmniej nakierujesz na właściwe rozwiązanie. Od dzieciństwa dręczyły mnie koszmarne sny. Mówi się, że koszmary są odzwierciedleniem lęków, ciężkiej sytuacji życiowej itp. Tymczasem moje życie było od początku bardzo spokojne, pełne rodzicielskiej opieki i zabezpieczone ekonomicznie. Nigdy niczego mi nie brakowało. Rodzice dla mnie i brata byli gotowi zrobić chyba wszystko. Skończyłam studia medyczne, poznałam mego męża i właściwie oprócz drobnych problemów, jakie ma każdy nie spotkało mnie nic złego. Mam cudowne córeczki, mąż pracuje w stałych godzinach więc nie ma problemu z moimi dyżurami. Pracuję dużo, poza tym pomagam wolontarystycznie w hospicjum. Mąż to rozumie i bardzo mnie wspiera. Czasami bywam przemęczona, ale szczerze kocham swoją pracę i nie wyobrażam sobie abym mogła robić w życiu coś innego. Nic nie tłumaczyło tych okropnych snów ani w dzieciństwie, ani teraz.

Radziłam się przyjaciółki i to ona podsunęła mi pomysł z regresją hipnotyczną. Nie jestem osobą religijną, ale wierzę głęboko w istnienie siły kierującej tym światem. Reinkarnacja wydaję się całkiem sensownym i sprawiedliwym mechanizmem w procesie samodoskonalenia.

Pierwsza sesja zakończyła się fiaskiem. Nie potrafiłam się skupić, co rozdrażniło mnie i rozbiło całkowicie. Podczas drugiej poszło dużo lepiej. Widziałam siebie jako dziewczynkę żyjącą w osiemnastowiecznej Rosji. Nie będę podawać szczegółów, ponieważ tamto życie zakończyło się szybko i jak przypuszczam, nie miało nic wspólnego z moimi koszmarami. Na kolejną sesję szłam pełna nadziei z jakimś dojmującym przekonaniem o rozstrzygającej roli tego, co być może zobaczę.

Zobaczyłam siebie jako nastolatkę. Pierwszy obraz to skromnie, ale starannie urządzone mieszkanie, w którym szoruję drewnianą podłogę. Świeci słońce i jestem nieszczęśliwa, że muszę sprzątać, a moje młodsze siostry poszły bawić się na dworze. Z oddali słyszę muzykę. Ktoś śpiewa po niemiecku. Następne obrazy dotyczą życia rodzinnego: ojca, matki, sióstr. Wielkie szczęście, kiedy ojciec przynosi do domu odbiornik radiowy i rozpacz z powodu śmierci najmłodszej siostry. Wieczne szorowanie podług. Później jakieś święto, wielki wiec, gdzie wszyscy wiwatują na cześć Hitlera.

Jestem już kobietą i bardzo chcę być samodzielna, coś znaczyć w życiu. Ojciec ciągle ubolewa, że nie ma syna. Inni mają i mogą chwalić się zdjęciem w pięknym mundurze. Później widzę siebie jako strażniczkę w obozie koncentracyjnym. Tam się dzieją rzeczy straszne, również z moim udziałem.

Największym przeżyciem dla mnie, nie jest sam fakt bycia kobietą okrutną, odczłowieczoną, ale stosunek jaki miałam do tego, co robiłam. Mnie się to podobało. Te piękne skórzane oficerki, władza, strach w oczach więźniarek, zalotne spojrzenia kolegów. Myśmy byli szczęśliwymi władcami pandemonium. Nic nie miało znaczenia, a w więźniach nie widziałam ludzi tylko coś między zwierzęciem a maszyną.

Zginęłam podczas ucieczki przed nadciągającym, wrogim wojskiem. Jeden z esesmanów zorganizował ciężarówkę. Przebrani w cywilne ubrania, chcieliśmy uciec. Na ciężarówce były worki z ziemniakami, cebulą i marchwią. Wśród tych worków kilkoro z nas (w tym ja) się ukryło, w szoferce została strażniczka i jej kochanek. Ten samochód został ostrzelany i spadł ze skarpy. Cały załadowany ciężar zwalił się z impetem na mnie. Żebra przebiły płuca, umierałam dusząc się i dławiąc własną krwią.

Obraz z tej sesji miejscami pokrywał się z treścią dręczących mnie snów. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że przestałam śnić koszmary. W tym sensie terapia okazała się skuteczna.

Jeśli, to co widziałam było faktycznie moim poprzednim życiem, dlaczego dobrze mi się wiedzie? Za ból, cierpienie, poniżenie tamtych ludzi powinnam przecież pokutować, doświadczać tego, co sama robiłam. Czuje się zagubiona, zdezorientowana.”

Nie wiem na jakiej podstawie Izabela przyjęła, że karma działa zgodnie ze starotestamentową zasadą „oko za oko ząb za ząb”. Czy naprawdę jedynym sposobem zniwelowania zła wyrządzonego w poprzednim życiu, ma być doznanie identycznego zła w obecnym? Czy dla wyrównania rachunku krzywd, dawna ofiara powinna zakatować sadystyczną strażniczkę jej własnym pejczem ? Z mojego punktu widzenia brzmi to absurdalnie. Istnieje znacząca różnica między zemstą, a zadośćuczynieniem.

Czyniąc dobro wzmacniamy ten rodzaj energii, tak samo jest ze złem. Karma (prawo przyczyny i skutku) służy również wyrównywaniu tych energii. W obecnym życiu Izabela jest lekarzem. Ze względu na swoją specjalizację ma do czynienia z osobami ciężko chorymi i cierpiącymi. Moim zdaniem pracując tak zawodowo jak i wolontarystycznie, przyczynia się do polepszenia sytuacji pacjentów i zmniejszenia bólu, który znoszą. Niwelując ból, niosąc otuchę i spokój, wyrównuje rachunek krzywd. Dobrem neutralizuje zło.

W kontekście reinkarnacji mówi się często „Co posiejesz to zbierzesz” i to jest oczywiście prawda, tyle tylko, że dusza przechodząc z jednego ciała fizycznego do drugiego, niesie cały bagaż wszystkich swoich doświadczeń i uczynków, nie tylko z poprzedniego wcielenia. Jeśli myślimy o sobie jako o duszy mającej ciało, nieśmiertelnej i wiecznej, to oczywistym wydaje się, że jesteśmy sumą wszystkich dobrych i złych uczynków, a nasze wcielenia to poniekąd średnia arytmetyczna jednych i drugich.

Cokolwiek robimy, zmieniamy się, a za mikrokosmosem naszego serca podąża cały wszechświat. Moim skromnym zdaniem na tym należy się skupić i działać nie oczekując rezultatu natychmiast, tu i teraz. Z dobrego ziarna wyrasta dobry plon. Prędzej czy później zbierzemy go i pomnożymy.