Jarosław Filipek – Sugestie i „autorytety”

 

 

O sugestiach i autorytetach pisałem już poprzednio. Dzisiaj chciałbym się skupić na mechanizmach, wzorcach dzięki którym tak łatwo ulegamy sugestiom. Aby to wyjaśnić musimy wrócić do podstaw.

Sugestie to słowa, które wywołują reakcję, odbiór u człowieka słuchającego. Wynika to oczywiście z wewnętrznych programów (wzorców zachowań) wg których działamy. Pisałem o tym we wcześniejszych artykułach.

Wzorce to programy, które nabywamy w dzieciństwie lub później przy różnych emocjonalnych zdarzeniach. Te programy powodują, że reagujemy w określony sposób w podobnych do siebie sytuacjach. Nie zawsze są one prawidłowe i korzystne dla nas. Rodzice, często w dobrej wierze, programują nas kogo mamy słuchać, kto jest dla nas autorytetem, Podobnie w szkole: Pan nauczyciel, Pan profesor, Pan doktor, itp. ma zawsze rację.

Tutaj przytoczę zdarzenie z mojego życia.

Po maturze byłem słuchaczem szkoły medycznej. Na pierwszym roku wszyscy byli trochę wystraszeni: Czego będą wymagać? Czy zdołamy posiąść tę wiedzę i zdać egzaminy?

Szkoła cieszyła się dobrą opinią i po jej ukończeniu absolwent miał pewność zatrudnienia. Było to ważne zwłaszcza dla słuchaczy pochodzących z małych miasteczek. W tej szkole każdy nauczyciel był autorytetem. Wielu z nich skończyło studia medyczne, biologiczne czy chemiczne. Każdy z nauczycieli miał swoją historię i opinię. Niektórzy z nich mieli swoje słabości czy skłonności niezbyt „przyjazne” dla nowych uczniów.

Jedną z nauczycielek o długoletnim stażu, była starsza pani, która co roku spośród nowych słuchaczy wynajdywała sobie ofiarę. Babcia, jak ją nazywano tak długo męczyła ofiarę, aż ta nie wytrzymywała i najczęściej porzucała szkołę. To męczenie polegało na wmawianiu uczennicy, że jest do niczego, że znów nic nie umie i na pewno obleje egzamin. I właściwie powinna odejść, żeby nie zabierać czasu i energii wszystkim nauczycielom. Nowi uczniowie nie mieli jeszcze siły przebicia, nie znali dobrze nauczycieli i układów panujących w szkole. Dlatego najczęściej byli bez szans. Przykre, ale prawdziwe.

Oczywiście każdy z uczniów był inny. Część chciała przeczekać i zdawać na studia medyczne, inni chcieli zdobyć atrakcyjny zawód. Osoby spoza Wrocławia, były bardziej wystraszone, niepewne. Obserwując z boku cały układ szybko nabrałem pewności, że sobie poradzę i nie ma się czym przejmować. W tym czasie kolegowałem się z kilkoma dziewczynami i starałem się im pomóc w różnych problemach. Jedna z nich zwróciła moją baczną uwagę. Ładna, trochę roztrzepana i mocno przeżywająca każdą trudną sytuację. Pochodziła z małej miejscowości i bardzo jej zależało, żeby dobrze wypaść i skończyć tą renomowaną szkołę. Dawało jej to możliwość awansu i kariery.

I stało się!

Na jedną z lekcji prowadzonej przez „Babcię” moja znajoma, nazwijmy ją Magda spóźniła się kilka minut. Miała pecha. Nauczycielka mocno przestrzegała punktualności. Kiedy speszona Magda siadała do ławki usłyszała słowa, które każdego mogły zmrozić:

„Właściwie możesz już nie przychodzić! Nie zdasz mojego egzaminu i zrobię wszystko, żebyś mnie zapamiętała”.

Koleżanka „skamieniała” i przerażona ledwo dotrwała do końca zajęć. Po lekcjach próbowaliśmy ją pocieszyć, ale do Magdy to nie docierało. Jej koleżanki szybko nas opuściły i pojechały poszaleć na dyskotece. Zostaliśmy sami. Ja i Magda. Wtedy postanowiłem jej pomóc, wbrew wszystkiemu. Czułem, że jest to możliwe.

Jeśli znacie Wrocław i ulicę Legnicką, wiecie, że ciągnie się ona przez kilka kilometrów. Odprowadzając Magdę do mieszkania, wiedziałem, że muszę działać natychmiast, zanim w jej umyśle utrwali się pewien schemat, czyniący ogromne spustoszenie. Niespiesznie rozpocząłem rozmowę. Na początku musiałem odciągnąć jej myśli od szkoły i nieprzyjemnego zajścia z „Babcią”. Dlatego rozmawialiśmy o bzdurach, opowiadaliśmy dowcipy. Kiedy zauważyłem, że Magda przestała myśleć o szkole zmieniłem temat rozmowy. Powoli zacząłem budować grunt, fundament pod nowy program w jej umyśle. Przez ponad pół godziny wizualizowałem, jakie sukcesy może osiągnąć, kiedy zda egzamin końcowy i dostanie dyplom. Nie dałem jej czasu na zastanowienie. Kiedy dotarliśmy do mieszkania zapewniłem ją, że może to zrobić, a ja jej pomogę. Wiedziałem jedno, jeśli Magda przyjdzie jutro na zajęcia, to może odnieść sukces.

Od rana zastanawiałem się, co zrobi Magda. Pierwszy wykład prowadziła właśnie „Babcia”. Zajęcia rozpoczynały się o 9.00, a już kilka minut przed czasem sala była wypełniona. Brakowało tylko Magdy. Minutę przed 9.00 znajoma sylwetka stanęła w drzwiach. Uśmiechnąłem się. Magda bez słowa usiadła koło mnie. Powiedziałem jej tylko, że ma wytrzymać do końca zajęć.

Równo z dzwonkiem, o 9.00 „babcia” weszła do sali. Kiedy zobaczyła Magdę była mocno zaskoczona. Nikt wcześniej nie odważył się jej przeciwstawić. Potem zgodnie z planem rozpoczęła zajęcia. Od tego zdarzenia Magda uwierzyła w siebie i bez problemów zaliczała wszystkie egzaminy.  A po dwóch latach miałem dużą satysfakcję, kiedy egzamin dyplomowy zdała celująco.

Nasze wewnętrzne programy, wzorce działają przez całe życie. To powoduje, że jesteśmy bardziej podatni na informacje płynące od różnych „autorytetów”. Dochodzą jeszcze media: prasa, radio, telewizja. Tutaj duże znaczenie ma nasza historia, podział społeczny. Kiedy szkolnictwo nie było odpowiednio rozwinięte i wiele osób nie umiało czytać ani pisać, dużym poważaniem cieszyły się osoby posiadające te umiejętności. I to, co napisano w gazetach, było traktowane jako ważna informacja. Kiedy pojawiło się radio ludzie z dużą ciekawością czekali na nowe audycje i „prawdy” które tam podawano. Podobnie było z telewizją. Każde „Wiadomości” czy „Dziennik Telewizyjny” był słuchany, oglądany z zapartym tchem. Ludzie oczekiwali nowych wiadomości.

O tych zależnościach dobrze wiedzą przedstawiciele władzy, rządzący. Dlatego media od dawna są przez nich wykorzystywane do przekazywania informacji korzystnych dla nich. W ten sposób „wychowuje się” ludzi, żeby byli posłuszni i łatwo sterowalni przez panujących. Z tego mechanizmu korzysta też reklama i związany z nią marketing. Na specjalnych kursach szkoli się sprzedawców, „domokrążców” jak mają rozmawiać z klientami. Uczy się ich jak przedstawiać produkt z jak najlepszej strony i jak rozwiewać wątpliwości klientów.

Można zapytać, dlaczego ulegamy takim sztuczkom. To proste. Większość z nas ma zaufanie do innych i nie bierze pod uwagę, że ktoś może nas oszukać dla zysku.

Dlaczego w mediach, a nawet w Kościołach pojawia się tyle „wspaniałych” często bardzo tanich lub bezpłatnych ofert: wycieczek ze zwiedzaniem „świętych” miejsc, promocyjnych „bezpłatnych” badań, degustacji zdrowych posiłków itp.? Na takich imprezach wykorzystuje się różne mechanizmy psychologiczne, dzięki którym zadowolony, często ospały, zmęczony klient nie kontroluje sytuacji i łatwiej ulega sugestiom prowadzących.

Mam znajomego, który bywa na takich imprezach i potrafi odpowiednio zareagować. Kiedy po spotkaniu organizatorzy pytają go czy jest zadowolony i jak mu się podoba oferta, z uśmiechem odpowiada: „Oferta ciekawa, tylko czemu to takie drogie? I wychodzi z sali.

W takich sytuacjach to jest najlepsze rozwiązanie. Żadna dyskusja nie ma tu sensu, bo prowadzący będą nas przekonywać, że ta oferta jest dla nas najlepszym rozwiązaniem i zrobią wszystko, żebyśmy skorzystali z tej jedynej, niepowtarzalnej, dostępnej tylko dzisiaj, teraz oferty…

Dlatego wszystkim, którzy chcą skorzystać z podobnej imprezy radzę być uważnym do końca, żeby nie ulec „hipnozie sytuacyjnej” i dobrze się bawić.

Wybór należy do was…