Jarosław Filipek „Hipnoza a sen”

 

W czasie pracy z umysłem, za pomocą hipnozy, dochodzi czasem do humorystycznych sytuacji. Takie zachowania są charakterystyczne dla wielu młodych osób.

Wygląda to następująco: Młody człowiek, po seansie wybudza się i od razu woła „Przecież ja nie byłem w hipnozie” i jest o tym głęboko przekonany.

Jedna sprawa to oczekiwania. Wiele osób jest przekonanych, że hipnoterapia polega na „odlocie”, kiedy umysł wchodzi w głęboki trans i potem nic nie pamięta.

Nie jest to do końca prawdą. Do dobrze przeprowadzonego seansu nie jest konieczny trans hipnotyczny. Umysł nieświadomy w głębokiej relaksacji, poza stanem alfa jest już otwarty i można z nim pracować. W takim stanie możemy porządkować jego działanie, usuwając pewne lęki czy wzorce oraz programując umysł na lepsze działanie.

Wracając do młodego człowieka wystarczy zapytać go, ile czasu jest w tym stanie. Kiedy słyszymy odpowiedź: 10 – 15 min. możemy być pewni, że jego świadomy umysł tyle zapamiętał. Pozostały czas należał do nieświadomości.

Pamiętam takie zdarzenie sprzed kilku lat.

Do dr Kaczorowskiego zgłosił się młody biznesmen. Po krótkim wywiadzie usiadł na fotelu przygotowując się do sesji. Akurat w tym momencie za oknem gabinetu rozległ się szum kosiarki. Powiadomiona sekretarka pobiegła do właściciela, żeby wyłączył ją na czas seansu. Gdy zaległa cisza mogliśmy przystąpić do pracy.

Po godzinie, kiedy mieliśmy wybudzić pacjenta znów usłyszeliśmy stukot. Na szczęście sekretarka szybko załatwiła sprawę i nastał spokój. Wtedy mogliśmy spokojnie wyprowadzić pacjenta z hipnozy. Kiedy zapytaliśmy go o wrażenia odpowiedział: „Wszystko w porządku. Ale nie mogłem wejść w hipnozę, bo przeszkadzała mi maszyna.” Wtedy zapytaliśmy, jak długo Pan ją słyszał? Odpowiedź trochę nas zdziwiła: „Cały czas.” Z uśmiechem zadaliśmy następne pytanie:

„Jak długo był Pan w tym stanie?”. Pacjent z całą powagą odpowiedział: „10 – 15 minut.”.

Na naszą prośbę spojrzał na zegarek i z niedowierzaniem powiedział: „To niemożliwe”.

Takie sytuacje wynikają z faktu, że umysł świadomy próbuje kontrolować sytuację do końca. W stanach alfa, teta umysł nieświadomy otwiera się, a umysł świadomy zostaje uśpiony. Oczywiście nie do końca, ale przynajmniej nie przeszkadza i nie blokuje.

Czasem przychodzą pacjenci, którzy mówią, że tak naprawdę boją się hipnozy. W takich sytuacjach ustalam, że najpierw zrobimy relaksację i podczas sesji pacjent

będzie słyszał co mówię, a spokojny, rozluźniony umysł pozwoli mi zrobić porządek. I tak się dzieje. W takich przypadkach pacjent wraca do mnie za kilka dni i robimy następną sesję. I co ciekawe, umysł świadomy przestaje się kontrolować i rozluźnia się jeszcze mocniej, wchodząc automatycznie w stan teta. Czuje się przy tym bezpiecznie.

Parę lat temu przyjąłem młodego studenta. Trochę nerwowy, mocno zestresowany. Po sesji powiedział „Nie byłem w hipnozie. Wszystko słyszałem. Ale czuję się spokojniej”.

Przyszedł za tydzień i za dwa. Po trzeciej sesji wolno otwierał oczy i zdziwiony zawołał: „To działa! Ja naprawdę odleciałem, miałem kolorowy sen i czuję się wspaniale. Dziękuję!”

U niego napięty, zestresowany umysł potrzebował trzech spotkań, żeby pozwolić sobie na pełne rozluźnienie.

Z dobrą pracą umysłu wiąże się sen. Powinien on trwać 6 do 8 godzin. Wynika to z faktu, że jeden pełny cykl snu trwa 1,5 do 2,0 godzin, a w ciągu nocy powinniśmy przespać 4 pełne cykle snu. Wtedy organizm ma czas na regenerację i rano jest wypoczęty. Przy 3 cyklach organizm utrzyma swój stan, ale ma mało czasu na odbudowę i naprawę. Dlatego uważam, że sen krótszy np. 4 godzinny, który występował u Napoleona nie jest prawidłowy. Takie stany należy leczyć.

Informacja o tym, że powinniśmy iść spać przed godziną 24.00 ma swoje uzasadnienie. Wg cyklu dobowego nasz organizm pracuje i oczyszcza się. Co 2 godziny inny narząd. Po 24.00 oczyszczają się najważniejsze narządy, dlatego nie powinniśmy im przeszkadzać.

Niektórzy naukowcy wykorzystują sen twórczo: Wieczorem kładą się spać z projektem, poszukując rozwiązania, a rano umysł podpowiada im najlepsze rozstrzygnięcia. Wtedy trzeba to zapisać, najlepiej na kartce lub dyktafonie, bo po kilku minutach już nie pamiętamy, podobnie jest z treścią snów.

Pamiętam, jak w 7 klasie szkoły podstawowej dostałem jako pracę domową kilka zadań z matematyki. Lubiłem rozwiązywać zadania i trudne zagadki, więc przypuszczałem, że na pewno sobie poradzę. Ostatnie zadanie było jednak trudne. Po godzinie prób odłożyłem je. Idąc spać postanowiłem: „Jak się wyśpię, to rano wszystko rozwiążę”.

Jakie było moje zdumienie, kiedy po otwarciu oczu wszystkie wzory stanęły mi przed oczyma i pozwalały rozwiązać zadanie. Wystarczyło tylko przepisać wszystko na papier. W szkole okazało się, że tylko ja rozwiązałem zadanie, a samo zadanie pochodziło ze zbioru dla szkół średnich.

Są pacjenci, którzy narzekają na sen. Mówią, że nie mogą spać. Tutaj trzeba być ostrożnym, bo ich przekonania, odczucia z tym związane mogą nie być prawdziwe. Często są konfabulacją.

Pamiętam, jak do Gabinetu przyszła starsza pani, mówiąc, że od dawna nie śpi. W ogóle.

W zasadzie nie jest to możliwe. Organizm musi spać, żeby funkcjonować. Po kilku dniach bez snu zachodzą głębokie zmiany i taka osoba umiera.W wywiadzie pacjentka przyznała, że nie śpi już od kilku lat. Wszystko zaczęło się od przejścia na emeryturę. Przeprowadziliśmy z nią pełną sesję hipnotyczną. Weszła głęboko w trans.

Po wybudzeniu stwierdziła z żalem: „I co znów nie spałam. Mnie już nic nie pomoże. Ciągle jestem zmęczona.” Po sesji porozmawialiśmy z rodziną, żeby przez najbliższe kilka dni sprawdzili, jak sypia, jak się czuje rano i co się zmieniło. Przy następnej wizycie Pani była już spokojniejsza, ale nadal niepewna.

Opowiedziała nam ze zdziwieniem, że nie wie jak to się stało, ale w domu wnukowie sfilmowali ją na kamerze. Na filmie było widać, jak ona rano głęboko śpi i odpycha wnuki mówiąc: „Dajcie mi spać, ja chcę spać”.

Okazało się, że przed emeryturą ta Pani pracowała jako portierka w damskim akademiku. Pracowała na nocnych zmianach i nie wolno jej było spać. Po kilku latach doszło do tego, że zasypiała mając oczy otwarte i była przekonana, że nie śpi. W pracy nie wolno było spać, więc umysł się dostosował. Po przejściu na emeryturę wzorce umysłu nie zmieniły się i kobieta była przekonana, że całą noc nie śpi. Oczywiście zdarzają się pacjenci z mocną bezsennością i u nich trzeba umysł nauczyć na nowo relaksacji, odprężenia i potem zdrowego snu.

Bywają też przypadki, kiedy klienci nieświadomie boją się snu i nie potrafią spokojnie zasnąć.

Zasypiają tylko po tabletkach lub głębokim zmęczeniu. W takich przypadkach trzeba sprawdzić, dlaczego umysł nie chce snu, co mu przeszkadza. Okazuje się wtedy, że u takich osób podświadomość przechowuje toksyczny, fałszywy program. Po wejściu we wspomnienia możemy zobaczyć taką scenę: Małe dziecko stoi przed trumną swojej babci. Kiedy pyta najbliższych co się stało? Dlaczego babcie nie wstaje, nie chce rozmawiać? Dostaje odpowiedź: „Babcia tylko zasnęła. Nie przeszkadzaj jej”. Dziecko dojrzewa, a umysł cały czas przechowuje program: „Sen to śmierć. Ja nie chcę jeszcze umierać”. Po kasacji tego programu i emocji wszystko wraca do normy.

Co ciekawe, za długi sen też nie jest zdrowy. Taka skłonność, jeśli występuje często, a sen nie przynosi ulgi, regeneracji może świadczyć o depresji czy wypaleniu zawodowym spowodowanym przewlekłym stresem.

Dobry sen jest koniecznością, więc jeśli po południu macie ochotę na drzemkę to korzystajcie, byle nie za długo. Sen ma wpływ na umysł, więc zapisujcie swoje sny. One mogą przybliżyć, jak funkcjonuje Wasz umysł i jakie ma odczucia w danym czasie…

 

Sen nas otwiera

Często dzielicie się Państwo ze mną swoimi doświadczeniami, wrażeniami, a nawet opisujecie sny. Dla mnie wszystkie te przypadki to po prostu dowody na istnienie komunikacji między-wymiarowej. Komunikacji, która może odbywać się na wielu poziomach  naszej świadomości jak i podświadomości. Bardzo często zdarza się, że tak żyjący jak i nieżyjący przekazują nam we śnie wiadomości. Sam mechanizm zasypiania, snu wraz z kolejnymi fazami oraz powstawanie tak zwanych marzeń sennych został zbadany i opisany w literaturze fachowej. Interpretacja snów, zapoczątkowana przez badania Zygmunta Freuda, nie jest bynajmniej domeną naszych czasów. Znane są senniki (księgi snów) pochodzące z Asyrii, Babilonii czy Egiptu. Ludzie bez względu na czas w jakim żyli, kulturę czy religię zdawali sobie sprawę z faktu, że sen to stan szczególny. Wtedy właśnie nasze ciało fizycznie podlega regeneracji, a umysł oczyszcza się i porządkuje zebrane dane. Czy jednak tylko o fizjologię tutaj chodzi? Dla osoby, która widzi siebie przede wszystkim jako duszę posiadającą ciało, sen jest darem, a przestrzeń „poza ciałem” obszarem komunikacji pozazmysłowej. Kto bodaj raz doświadczył takiego połączenia, ten doskonale rozumie różnicę między „fizjologicznym czyszczeniem plików”, a porozumiewaniem pozazmysłowym.

Przedstawię teraz fragment listu od Pani M.

„ Moja Mama umierała przez trzy dni. Czuwałam w szpitalu na zmianę z siostrą. Starałam się być czujna, ale sen mnie pokonał. Przysięgam, że nie pamiętam momentu samego zasypiania. Śniło mi się, że siedzę na krześle obok łóżka Mamy i śpię, a ona podchodzi do mnie i łagodnie mnie budzi. Jestem zdziwiona, ponieważ Mama nie chodziła samodzielnie już od kilku tygodni. Mama jest taka szczęśliwa i młoda. Mówi do mnie: córeczko odpocznij. Ja też już będę odpoczywać. Jestem zadowolona. Wszystko odpracowałam. Już czas na mnie. Dziękuję za opiekę. Moje kochane dziewczynki, będę za wami tęskniła. Kiedy Mama znikła obudziłam się naprawdę. Mam na myśli salę szpitalną. Pamiętam, że przed zaśnięciem patrzyłam na zegarek była równo pierwsza w nocy. Kiedy się ocknęłam była pierwsza i siedem minut. Mama umarła w tym czasie.

Pięknie opisała takie spotkanie ze swoim mężem Pani B. :

„Czułam się źle. Przeniosłam swoje życie do salonu, do tam był telewizor, zasypiałam przy nim, byle nie myśleć i nie czuć, nie wiedząc dokładnie jakie oglądam programy;  budziłam się w nocy. To, czym musiałam się w tym okresie zająć to papiery, papiery, papiery.
Pamiętam odcinanie narożnika dowodu osobistego męża. Nie ma go. Nie istnieje. Wszystkie papiery krzyczą, że przestał istnieć.  Wreszcie zasnęłam.  I wtedy poczułam siebie pod sufitem. Nie miałam ciała, nie widziałam też swojego ciała poniżej. Byłam myślą, czymś, co czuje, słyszy, widzi. Widziałam nasz salon pod sobą, miał beżowo-złote zasłony,  przez które wpadało do środka ciepłe, łagodne światło. Obok mnie, po prawej stronie był mój mąż. Wiedziałam, że jest, nie widziałam go. Powiedział, a właściwie przesłał do mojego umysłu słowa „jestem tutaj”. Zaczęłam „mówić” do niego, że przecież nie ma go, bo te papiery i ten odcięty narożnik dowodu. O on się śmiał i powtórzył „jestem tutaj”. Przebudziłam się. Zaczęłam płakać ze szczęścia.”

Te relacje bardzo mnie poruszyły. Dziękuję obu Paniom za możliwość podzielenia się nimi ze wszystkimi Czytelnikami tego bloga.

Od siebie dodam opis następującego zdarzenia:

Podczas mojej nauki w IPS miałam zajęcia z Panią T. Zwykle wykładowcy pracujący z nami przedkładali sympatyczną atmosferę nad sztywne normy i obyczaje. Pani T. była bardzo zasadnicza i miała swoje wymagania tak przed zajęciami jak i w trakcie. Zajęcia odbywały się w trybie weekendowym. Ponieważ w sobotę poszłam spać późno, miałam obawy czy uda mi się wstać o doprawdy barbarzyńskiej godzinie: szóstej trzydzieści rano w niedzielę. We śnie przyszła do mnie miła starsza pani, która delikatnie poruszając moim ciałem powiedziała: „Obudź się. Trzeba wstać! Wiesz jak moja wnuczka nie lubi spóźnialskich. Wstań dziecko, już czas. Powiedz T., że jest dobrze.” Ocknęłam się i zmobilizowałam do działania. Postać starszej pani miała znajome rysy twarzy i bardzo specyficzne dłonie. Przedstawiła się jako babcia Pani T., przysięgła bym, że obie miały identyczne oczy. W szkole podczas przerwy opowiedziałam ten sen kolegom i koleżankom. Byłam przekonana, że to moja wyobraźnia stworzyła, swego rodzaju „strażnika”, który miał zastąpić budzik. Ponieważ u podłoża moich obaw znajdowała się postać Pani T., więc „strażnik” miał jej cechy. Nie zauważyłam, że mojej opowieści przysłuchuje się również Pani T. Poczułam się dość niekomfortowo. Pani T. bez słowa odeszła i zadzwoniła gdzieś z komórki. Następnie podeszła do mnie i powiedziała: „znam twojego bloga, to rzeczywiście mogła być moja babcia. Rozmawiałam z mamą. Babcia jest w szpitalu, a jej stan lekarze kwalifikują jako agonalny. Jest bardziej po tamtej niż po tej stronie. Opisałaś ją doskonale, nawet ja nie wierzę, że ten obraz to dzieło tylko i wyłącznie wyobraźni.”

Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę i ta rozmowa bardzo zmieniła mój stosunek do Pani T.

Sen w pewnym sensie otwiera każdego z nas, nawet sceptyków. Może skala doświadczeń zależy od tego, czy chcemy przyjąć posłańca, czy go odrzucamy obawiając się jakie wiadomości przyniesie ?

Trzecie dziecko

 

 

 

Jest to historia Agaty, bliskiej znajomej mojej siostry.

Ewa bardzo ucieszyła się, kiedy lekarz potwierdził, że spodziewa się dziecka.

W tamtych czasach nie było USG, a lekarze i położne w diagnostyce musieli liczyć głównie na własne doświadczenia. Ponieważ ciążowy brzuszek powiększał się w niespotykanym tempie, Ewa udała się ponownie do lekarza, który zbadał ją i oznajmił, że słyszy dwa tętna. Bliźniąt w jej rodzinie nigdy nie było, ale cóż widocznie te będą pierwszymi.

Ewa zmartwiła się jak da radę z dwójką dzieci? Swoim niepokojem podzieliła się z matką, a ta obiecała pomoc i wszelkie możliwe wsparcie.

Do szóstego miesiąca Ewa czuła się bardzo dobrze. Nagłe pogorszenie samopoczucia spowodowało konieczność hospitalizacji. Ciążę udało się podtrzymać do początku dziewiątego miesiąca. Zakończona została cesarskim cięciem, które szczęśliwa mama zniosła nadzwyczaj dobrze. Dzieci urodziły się zdrowe i po kilku dniach w inkubatorze lekarze oświadczyli, że „same dadzą radę”. Po obchodzie ordynator poprosił Ewę do siebie. Widać było, że chce jej coś powiedzieć, ale nie wie jak zacząć. Wreszcie przemógł się: Pani Ewo podczas operacji odkryliśmy, że jest, właściwie było jeszcze jedno dziecko. Płód obumarł około szóstego miesiąca, nie wiem jak to się stało, że nie doszło do zakażenia Pani organizmu. Właściwie dla mnie, jako lekarza jest to niewytłumaczalne. Cud, prawdziwy cud.

Ewa wróciła na salę i jak zwykle w chwilach trudnych, modliła się za dusze zmarłego dziecka oraz za ocalenie siebie i pozostałych maluchów. Przez całe lata nikomu o tym nie opowiadała

Dzieci rozwijały się świetnie. Nie były bliźniętami jednojajowymi, więc kwestia podobieństwa fizycznego nie wykraczała poza typowe dla rodziny cechy. Kiedy ich zabawy zaczęły przybierać formę zaplanowanych i zorganizowanych działań, Ewa zwróciła uwagę na jeden szczegół. Zawsze ustawiały na stoliku nie dwa, a trzy talerzyki czy kubeczki. Kiedy w ciągu dnia babcia rozkładała im tapczan do spania, kładły trzecią poduszkę.

Ewa była prostą kobietą, pracowała, jako kucharka. Ezoteryka, spirytyzm czy inne tego typu dziedziny nie były jej znane. Jednak, jako matka bacznie obserwowała swoje dzieci. Wreszcie zapytała córeczkę:, dla kogo szykujesz to miejsce? Agatka odpowiedziała dla chłopczyka. Masz na myśli swojego braciszka Jacusia? Nie innego chłopczyka, który się z nami bawi.

Ewa nie wiedziała, co ma z tym zrobić, wreszcie poszła do księdza. Opowiedziała mu o trzecim dziecku i o niepokojącym zachowaniu swoich pociech. Ksiądz wspomniał coś o rzeczach niezbadanych, kazał ignorować ich działania i skonstatował, że koło siedmiu lat im samo przejdzie.

Nie wiem, co miał na myśli katolicki kapłan, ale według mistyków Dalekiego Wschodu w tym wieku zamyka się czakra korony, a dziecko (dusza) w pełni osadza się w obecnym ciele i otaczającej rzeczywistości.

Ewa opowiedział tą historię swojej Agatce dopiero, kiedy ta była przy nadziei i lekarz stwierdził ciążę mnogą. Agata, jako dorosła osoba nie pamiętała nic z tamtego okresu, powiedziała tylko, że do dziś , śni jej się chłopiec, który uśmiecha sie do niej i zaprasza do zabawy.

.