Bardzo poważna sprawa

Bardzo długo zastanawiałam się czy powinnam opisać ten konkretny przekaz duchowy. Nie angażuję się politycznie i nawet jeśli zdarzają mi się widzenia o przebiegu zdarzeń przyszłych lub byłych związane z tą sfera życia, pomijam je milczeniem. W tym wypadku postanowiłam uczynić wyjątek. Nie tylko ze względu na temat, ale i na osobę.

We śnie odwiedziła mnie Baba Vanga (Bułgarska prorokini i uzdrowicielka, żyła w latach 1911-1996).

Sen zaczął się przepięknie. Stałam na olbrzymiej łące. Po prawej stronie widać było wzgórza, po lewej rozciągał się gęsty las. Na skraju łąki leżał zwalony pień drzewa, przysiadła na nim staruszka. Przedstawiła się jako Baba Vanga i tak wywiązała się między nami dłuższa rozmowa. W pewnej chwili Vanga powiedziała: pokażę ci gdzie żyłam. Łąka zmieniła się w obrotową scenę na której rozgrywały się obrazy z kolejnych wcieleń Vangi. Była wieszczką Wikingów. Trwogę budził widok drobnej dziewczyny otoczonej postaciami tych groźnych wojowników. Stali spokojnie do momentu kiedy zaczęła mówić. Po kilku wypowiedzianych przez nią zdaniach rozgorzała zażarta kłótnia. Mężczyźni ucichli dopiero na widok starca, który skarcił ich i zabrał dziewczynę ze sobą. Przepowiadała przyszłość ludom zamieszkującym okolice Ślęży. Nie mam wątpliwości, że gościła na Śląskim Olimpie, ponieważ trudno pomylić Ślężę i Radunię z innymi górami. Przychodziły do niej tłumy po leczenie i wskazówki życiowe. Kochali ją i traktowali jak matkę. Zdumiewała Greków jako kapłanka Apolla w Delfach. Rusinów w czasach Piotra I-go. Wreszcie przypomniała swój ostatni żywot w Bułgarii. Wszystkie jej żywoty łączył jeden motyw. Vanga zawsze była osobą ociemniałą. Zapytałam ją czy kiedykolwiek widziała? Odpowiedziała, że za każdym razem traciła wzrok między dziesiątym a dwunastym rokiem życia. „Najpierw widziałam aby napatrzeć się na świat zastany. Później traciłam jedno widzenie aby otrzymać to drugie. Tak już jest. Trzeba przestać widzieć, to co błahe, żeby patrzeć dalej poza pojmowanie” Zapytałam skąd czerpała natchnienie? „Jeśli czegoś nie rozumiałam przychodzili ludzie z gwiazd. Oni wiedza wszystko. Czuwają nad nami i wysyłają mnie na ten świat jeśli jest taka potrzeba” Naturalnym było pytanie – kiedy narodzisz się ponownie? „Tym razem wrócę szybko. Jeszcze w tym roku 31.października.”

Vanga poprosiła mnie o skupienie „Patrz i wyciągaj wnioski. Milczenie nie zawsze jest złotem”. Piękna łąka zamieniła się w olbrzymich rozmiarów flagę ISIS . Jak Państwo wiecie flaga tej organizacji terrorystycznej jest czarna, u góry widnieje napis „Nie ma Boga nad Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem.”, a po środku znajduje się tak zwana pieczęć Mahometa – białe koło z czarnym tekstem. Właśnie tą pieczęć wypaliło jasne światło, które popłynęło wprost z dłoni Vangi. Moim oczom ukazał się hologram (to chyba najbardziej obrazowe porównanie) przedstawiający przerażające zdarzenia. Kiedy zobaczyłam mężczyznę z zasłoniętą twarzą, który śmieje się jednocześnie obsługując gilotynę, moja percepcja zaczęła się buntować. Nie opiszę tutaj wszystkich okrucieństw, które widziałam. Dodam tylko, że na zakończenie kopuła bazyliki św. Piotra eksplodowała. Kiedy obrazy zniknęły, flaga wróciła do pierwotnego stanu. Nagle z lasu wyłoniło się kilka zwierząt, między innymi lew, niedźwiedź, wilk i jeleń. Od strony gór nadleciały orły – biały i czarny. Zdumiewające zestawienie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że zwierzęta te prawdopodobnie symbolizują konkretne narody. Tak czy inaczej zwierzaki przy pomocy szponów, pazurów, kłów i kopyt rozprawiły się z flagą dosyć jednoznacznie.

Vanga obiecała, że jeszcze się odezwie, a ja mam nadzieję, że słowa dotrzyma.

 

Jak wspomniałam na wstępie wahałam się czy opublikować treść tej wizji. Nie gwarantuje bowiem bezstronności i neutralności wobec kluczowego zagadnienia.

Nie jest tajemnicą, że jestem przeciwna postępującej islamizacji Europy. Przeraża mnie bierność tak zwanych elit politycznych wobec tematu, która napiętrza się już nie z roku na rok, ale z dnia na dzień. Przeraża mnie również fakt, że głosem zwykłych obywateli (zmęczonych, rozgoryczonych i coraz bardziej przerażonych ekspansją islamu) stają się trybuni z ugrupowań o skrajnie narodowej lub wręcz faszystowskiej proweniencji. Gdzie podział się  zdrowy rozsądek? Czy w imię poprawności politycznej pozwolimy zdeptać dorobek demokratycznej Europy? Tu nie trzeba przelewać krwi, wystarczy zdrowa ekonomia i brak zgody na radykalne, aspołeczne zachowania.

Nie mam pewności czy Vanga pojawiła się dlatego, że moje myśli są zgodne z jej ostrzeżeniem, czy dlatego, że ktoś musi zacząć mówić nazywając rzeczy po imieniu. Tak czy inaczej nie mogłam zachować tego przekazu tylko dla siebie. Nie tym razem.

 

Usunięto posąg Światowida ze schroniska na Ślęży

Stali czytelnicy zdążyli się już zapewne zorientować, że góra Ślęża i sąsiadująca z nią Radunia to dla mnie miejsca szczególne. Podziwiam ich piękno i czerpię z ogromnych zasobów energetycznych, jakie posiadają. Kocham to miejsce. Zdarzyło mi się w tym roku wspinać na szczyt w towarzystwie koleżanki Barbary, która powiedziała: popatrz na tą mgłę, głazy ze znakami solarnymi, poczuj ten klimat całą sobą.Przecież to polski Avalon!

Miała rację i w tej sprawie i w wielu innych.

Dowiedziałam się właśnie, że usunięto replikę posągu Światowida, która znajdowała w schronisku na szczycie Ślęży. Osobiście nie badałam okoliczności, w jakich do tego doszło. Jednak w oparciu o oświadczenie Redakcji Kwartalnika „ Słowianić” oraz inne wiarygodne doniesienia nabieram przekonania, że w sprawę osobiście zaangażowany jest proboszcz tamtejszej parafii.

Kiedy Talibowie wysadzali w powietrze posągi Buddy oburzaliśmy się, mówiąc: dzicy, ciemni ludzie niszczą światowe dziedzictwo kultury ! Czujemy się współwłaścicielami tych skarbów i chcemy zachować je dla przyszłych pokoleń. Dla tego nie możemy milczeć, kiedy usuwa się ze Ślęży posąg Światowida, który jest również skarbem – naszej słowiańskiej kultury. Jeśli dziś przeszkadza kopia posągu to może jutro zniszczone zostaną inne artefakty niezgodne z doktryną proboszcza. Nie jest tajemnicą, że duchowny ten ma ambicję stworzenia sanktuarium na górze Ślęża. Nie rozumiem, po co? Czy w tym kraju usianym sanktuariami kolejne jest niezbędne? Kto dał mu prawo do zawłaszczania tej konkretnej przestrzeni dla jednej tylko racji, dla jednej religii? Jeśli ambicje księdza osiągną cel możemy się spodziewać, że ucierpi na tym nie tylko przyroda, ale kijem będą przeganiane grupy medytacyjne oraz każda osoba, która się po prostu nie spodoba samozwańczym strażnikom jedynie słusznej wiary.

Z całokształtu wydarzeń, jasno widać, że idea ekumenizmu, do której nawołują kolejni Papieże jakoś do Sobótki nie dotarła.W Polsce zarejestrowanych jest wiele związków wyznaniowych i konstytucyjnie zapewniona jest swoboda w tym względzie. Nasze słowiańskie korzenie były karczowane ogniem i mieczem przez wieki. Czas się temu przeciwstawić. Popatrzmy na inne narody. Anglicy z pietyzmem chronią miejsca kultu religijnego i odwołują się do tradycji Druidów. Narody skandynawskie czynią tak samo wobec swoich przodków, swoich korzeni, swoich pradawnych wierzeń. Nie trzeba czuć się poganinem, aby zrozumieć ich intencję.

Jestem wzburzona, czekam na dalszy rozwój wypadków.

Poniżej publikuję tekst oświadczenia redakcji „Słowianić”, pomimo, że jego stylistyka nie do końca zgadza się z moją. Niemniej najistotniejsza jest intencja, a ta zdecydowanie nas łączy.

 

 

Oświadczenie zespołu redakcyjnego Kwartalnika „Słowianie”
w sprawie usunięcia rzeźby Światowida z Domu Turysty PTTK na Ślęży

27.IX. 2010 R. w Domu Turysty PTTK na Ślęży umieszczono wierną replikę Światowida, którego oryginał znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. W oparciu o pisemną umowę, rzeźba pozostawała w Domu Turysty ponad 3 lata.
Obecnie – na skutek ciągłej presji psychicznej i gróźb miejscowego proboszcza – Ryszarda Staszaka – kierowniczka placówki była zmuszona usunąć rzeźbę z przestrzeni publicznej.
To, co zaszło na Ślęży, jest działaniem rozbójniczym, które w żadnej mierze nie może być tolerowane!
Nie pozwalamy na to, by wrogie nam siły, które odcisnęły już swoje ponure piętno na naszych przodkach, przeszkadzały nam teraz w sięganiu do naszych korzeni.
Pomrokę średniowiecza rozświetlimy jasnością naszych serc i umysłów.
Zawsze tu byliśmy i zawsze będziemy.
Mają Prawosławni swoją Grabarkę, maja Katolicy swój Watykan a świętym miejscem Słowian jest Ślęża!
My, Rodzina Słowiańska zjednoczona w Duchu, dajemy odpór zakusom ciemnych sił.
Czesław Białczyński
Piotr Kudrycki
Joanna Maciejowska
Marek Wójtowicz

Wyjątkowa opiekunka – spotkanie na Ślęży

Ślęża to góra legenda, ośrodek kultu solarnego, miejsce mocy. ”Od około 1300r. p.n.e. istniał na szczycie Ślęży monumentalny kamienny krąg, otaczający miejsce kultu poświęcone bóstwu słonecznemu. Wierzono, że na górze zamieszkują bogowie, dlatego też wykorzystywano ją, jako centrum kultowe. Nic dziwnego, że Ślężę zaczęto nazywać w publikacjach śląskim lub słowiańskim Olimpem.”*

Kiedy udało mi się dojechać do Sobótki, a następnie po mozolnej wspinaczce znaleźć na szczycie tej niezwykłej góry odczułam niewyobrażalny spokój i spełnienie. Postanowiłam, że spróbuje nie tyle medytować, co maksymalnie otworzyć się na to miejsce. Mogę śmiało powiedzieć, że los mi sprzyjał. Dwie grupy głośnych kolonistów oddaliły się w raz z opiekunami, a moje własne dzieciątka wyruszyły pod opieką taty na poszukiwanie „świętego źródełka”, które podobno posiada szczególne właściwości prozdrowotne. Usiadłam na dużym kamieniu starając się zrelaksować i zjednoczyć z energią, której bliskość odbierałam. W pewnym momencie opanowała mnie niesamowita senność, po czym gwałtownie ocknęłam się odczuwając czyjąś obecność. Jednak byłam sama! Ze zdumieniem skonstatowałam, że mój szczególny stan nie trwał kilka minut (jak przypuszczałam), ale przeszło pół godziny. Po chwili w polu widzenia pojawiła się moja kochana gromadka, wszyscy dumni z odnalezienia źródełka. Nota bene pozostającego w opłakanym stanie – zaniedbanego i zaśmieconego. Wróciliśmy wieczorem do domu i zadowoleni z tak owocnego dnia, udaliśmy się na spoczynek.

Tej nocy otrzymałam szczególny przekaz i zakładam, że jest on wart nie tylko mojej uwagi. Ponownie znalazłam się na Ślęży tuż przy kamiennych schodach prowadzących do starego kościółka. Nagle obok budynku kościoła zmaterializowała się postać kobiety. Szczupła, wysoka, o pięknych długich włosach, ubrana w prostą jasną szatę. Schodziła po schodach jednocześnie bacznie mnie obserwując. Nie miała skrzydeł ani aureoli, ale emanowała tak wielką siłą i dostojeństwem, że poczułam się bardzo onieśmielona, wręcz nie godna tego spotkania. Nie miałam też cienia wątpliwości, co do tego, że owa Pani ma całkowity wgląd w moją duszę. Kiedy stanęłyśmy twarzą w twarz jej łagodne oczy dodały mi odwagi – zapytałam, kim jest? Odparła, że opiekunką tego miejsca i przybywających wędrowców. Wspomniałam o swojej obecności w wciągu dnia. Potwierdziła, iż widziała mnie, a nawet sprawdziła (cokolwiek to znaczy). Zapytała, jaka jest moja intencja, czy chcę o coś prosić? Byłam skonsternowana i zaskoczona, ale udało mi się wyartykułować jedno zdanie: chciałabym tak kierować energią, aby leczyła. Moja rozmówczyni zastanowiła się przez chwilę i zapytała: czy wiesz, że jeśli życzenie się spełni, powinnaś służyć wszystkim, a nie tylko wybranym? Przytaknęłam. W tej samej chwili doznałam silnego mrowienia w dłoniach. Pani uśmiechnęła się na pożegnanie i zaczęła oddalać. Przebudziłam się niesamowicie spokojna i wypoczęta.

Oczywiście nie stałam się nagle Janem od Boga, ani nie uzyskałam mocy Bruna Groeninga. Otrzymałam jednak dar wiary, która pozwala mi pracować nad sobą i rozwijać pewne potencjały. Jestem głęboko wdzięczna za to piękne spotkanie. Nie ukrywam, że tęsknię za tym szczególnym miejscem i wyjątkową, szlachetną osobą, którą dane mi było ujrzeć.

Serdecznie polecam Państwa uwadze przepiękną okolicę Sobótki, a zwłaszcza Ślężę i Radunię nie tylko ze względu na możliwe przeżycia duchowe, ale na niewątpliwe walory turystyczne i wypoczynkowe.

* cytat pochodzi z książki autorstwa Pana Leszka  Mateli „Polska magiczna, przewodnik po miejscach mocy”