Interwencja z Zaświatów

Po przerwie związanej z premierą książki, Biuro duchów wraca do pracy. Dzisiaj proponuję lekturę niezwykle ciekawego listu, który otrzymałam od pani M.

Treść korespondencji, stanowi dla mnie kolejny, cenny dowód potwierdzający, iż bliscy przebywający w Zaświatach obserwują nas i bardzo się nami interesują. Mało tego starają się skorygować nasze poczynania, jeśli akurat niczym zbłąkani żeglarze wpływamy na manowce doczesności.

Nigdy nie wierzyłam w zjawiska paranormalne, duchy itp. Byłam wręcz wyjątkowo sceptyczna, ale jak to w życiu bywa, tylko do pewnego momentu. Po śmierci babci, z którą byłam silnie związana emocjonalnie zaczęłam wierzyć.

Od kilku lat pozostawałam w związku partnerskim, mieliśmy dziecko, własne mieszkanie. Wszystko, co niezbędne do godziwej egzystencji. Czegoś jednak mi brakowało i prowadziłam podwójne życie. Spotykałam się z innym mężczyzną. Po jednym z takich spotkań przyśniła mi się babcia. Byłyśmy u niej w mieszkaniu. Strasznie mną szarpała, krzyczała na mnie, była potwornie wściekła. Nigdy w życiu nie widziałam jej w takim stanie. Przez cały sen płakałam, bałam się i nie potrafiłam zrozumieć ani jednego słowa jakie wypowiada do mnie. Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Wtedy jeszcze nie wierzyłam w realność tego przekazu.

Po miesiącu, może dwóch rozpadł się mój romans. Sama postanowiłam, że chcę to zakończyć. Jakiś czas później miałam kolejny sen. Ponownie znalazłam się w mieszkaniu z moją babcia. Tym razem szczęśliwa, tryskająca radością, przytulała mnie. Pamiętam, że zadawałam jej pytania, co dzieje się po śmierci, gdzie jest teraz. Odpowiedziała mi, że nie może o tym mówić, ale że zostało jej jeszcze 28 dni. Sen się zakończył, a przynajmniej nic więcej z niego nie pamiętam.

Obecnie, jestem od dwóch lat szczęśliwą mężatką. Nasza rodzina się powiększyła, kupiliśmy piękny dom. Do romansów nigdy nie wróciłam. Jestem przekonana, że sen, w którym babcia mną szarpała dotyczył właśnie mojej zdrady, a zatem zachowania dla babci nie do zaakceptowania. Pamiętam każdy szczegół z tych snów pomimo tego, że minęły prawie trzy lata. Były to sny niesamowicie realistyczne.

W ubiegłym roku miałam jeszcze jedną, bardzo dziwną sytuację. Tym razem nie był to sen. Bardzo pomogłam siostrze, z którą nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Babcia nas dwie wychowała, jednakże nie było pomiędzy nami żadnej więzi, nawet się nie kłóciliśmy, bo po prostu nie rozmawiałyśmy ze sobą. Nie potrafiłyśmy tego robić. Sama nie wiem, dlaczego. Pomoc siostrze kosztowała mnie wiele wysiłku i nieprzespanych nocy. Dałam radę.

Kiedy już cała trudna sytuacja wydawała się szczęśliwie zakończona, a ja radosna i odprężona wracałam do domu, spotkało mnie coś szczególnego. Był późny wieczór, ale nie czułam zmęczenia. Wręcz przeciwnie dawno nie było mi tak dobrze.

Podjeżdżając do garażu, zauważyłam przed samochodem ubraną na biało postać. W takiej sytuacji rzecz pierwsza to noga na hamulec. Zatrzymałam się gwałtownie, a postać zniknęła. Trwało to ułamek sekundy, dosłownie mrugnięcie powiek. Wyszłam przestraszona z samochodu, rozejrzałam się po podwórku, ale nikogo nie było, choć po dzisiejszy dzień pamiętam dokładnie tę jasną poświatę, bijącą od sylwetki szczupłej osoby. Zarejestrowałam ze szczegółami wyraz twarzy i ubiór. Jestem przekonana, że była to moja babcia. Tylko dlaczego mi się ukazała? Być może w podziękowaniu za pomoc okazaną siostrze? Od tamtej pory nie wiem jakim cudem, ale znalazłyśmy z siostra wspólny język i dogadujemy się. Kolejna, już ostatnia sytuacja miała miejsce niedawno. Przeszłam ciężką operację ratująca moje życie. Po powrocie do domu ze szpitala miałam kolejny sen. Byłam w szpitalu, a obok mojego łóżka siedzieli dziadkowie. W czasie mojego pobytu w szpitalu nie żyli już oboje. Dziadek powiedział do mnie, -Ty wiesz wnusia, że oni wszyscy myślą ze my nie żyjemy. Po czym zaczął się śmiać. Babcia również się śmiała. Powiedziała tylko jedno zdanie „teraz już wszystko będzie dobrze”. Sen się skończył.

W Boga nie wierzę, ale zaczęłam wierzyć, że śmierć nie jest końcem wszystkiego. Zastanawia mnie tylko dlaczego w jednym ze snów babcia powiedziała, że zostało jej 28 dni? Skoro obserwuje mnie, to dlaczego nie przyśni mi się w momentach, kiedy jej potrzebuje??? Czemu tak naprawdę miała służyć wizyta białej postaci na moim podwórku?

Droga M., bardzo dziękuję za tę niezwykle szczerą i głęboką relację. Pozwolę sobie zauważyć, że jeśli uznajesz za fakt ciągłości życia po śmierci ciała, to tym samym wierzysz w inteligentną, pełną miłości Siłę, która panuje nad wieloma światami i zachowuje najwartościowszą cząstkę naszego istnienia, czyli duszę w dobrostanie. Dzisiaj chyba już niewiele osób wyobraża sobie Najwyższego jako siwego starca, siedzącego na tronie z chmur. Choć, być może, nigdy nie ogarniemy istnienia tej Siły rozumem, to mamy szansę pojąć ją sercem. Inteligencja serca, nie jest na dzień dzisiejszy kwestią wiary i okazuje się, że nie pomylił się Mickiewicz przekonując „Miej serce i patrzaj w serce”.

„W opublikowanej w 1991 r. książce „Neurokardiologia” dr J. Andrew Armoura udowadniał, że serce ma złożony system nerwowy, który można nazwać małym mózgiem składającym się z czterdziestu tysięcy komórek nerwowych. W 1995 r. inny naukowiec – dr Ming He-Huang z Akademii Medycznej w Harvardzie – odkrył, że komórki te są identyczne z tymi, które znajdują się w mózgu. Oznacza to, że serce i mózg mają ze sobą łączność elektromagnetyczną, dzięki której przesyłają sobie nawzajem informacje.[1]
Sceptyk wytłumaczyłby każdy z Twoich snów, używając argumentów zaczerpniętych tak z psychologii głębi jak i behawioryzmu. Ot, skrywane wyrzuty sumienia, potrzeba potwierdzenia własnych działań, zaspokajanie atawistycznego lęku przed unicestwieniem itd.

Dla sceptyka, życie we wszystkich przejawach, jest tak naprawdę, tylko podniecającą grą, jaką jego intelekt toczy z własnym ego. Dla osoby bogatszej o doświadczenie pozazmysłowe świat otaczający jawi się jako jedna z wielu możliwości istnienia, a resztę podpowiada dusza.

Babci mogło nie podobać się Twoje zachowanie, lecz przypuszczam, że nie o jej subiektywną ocenę chodziło. Babcia prawdopodobnie wiedziała jak destrukcyjne mogą być konsekwencje tego romansu. Wiele snów, w których pojawiają się bliscy zmarli ma charakter proroczy. Zadaj sobie pytanie, co by się stało, gdyby ów romans wyszedł na jaw? Czy Twoje życie byłoby równie zadawalające jak obecne? Osobiście uważam, że tak bliska twemu sercu osoba, usiłowała powstrzymać Cię przed wejściem na życiową równię pochyłą z wszystkimi następstwami tego działania.

Jeśli chodzi o te 28 dni, o których babcia wspomniała, to myślę, że odniosła się do zakończenia pewnego etapu jej duchowej wędrówki. Wszystkie wielkie religie mają swoją wizję wydarzeń rozgrywających się po opuszczeniu ziemskiej powłoki. Na przykład w buddyzmie istniej pojęcie stanu bardo, w którym przechodzenie do subtelnej formy istnienia nie następuje ad hoc, tylko stanowi pewien proces, podzielony na etapy rozgrywające się w konkretnych ramach czasowych. Skoro tak mocno zaakcentowała te 28 dni, to można założyć, że przejście tej fazy było dla niej bardzo ważne, a może wręcz decydujące. Myślę, że była przy Tobie zawsze, kiedy jej naprawdę potrzebowałaś, a w innych niełatwych momentach widocznie wierzyła w Ciebie i wiedziała, że sobie poradzisz. Poza tym, weź pod uwagę, że częste wizyty babci mogłyby wpłynąć nie tylko na Twoją wolną wolę, ale przede wszystkim zachwiać pewnością siebie, a w najgorszym razie uzależnić od zewnętrznej i subiektywnej opinii. Nasi bliscy mogą próbować nam pomóc, ale życia za nas nie przeżyją.

Temat świetlistej postaci, która ukazała się w tak ważnym dla Ciebie momencie jest niezwykle interesujący. Czy była to babcia? Nie wiem. Bezsprzecznie był to sygnał świadczący o zdjęciu jakieś blokady, która umiejscowiła się w Twojej świadomości i ograniczała kontakty z siostrą. Doświadczenie uczy, że z samym sobą także można wejść w dość szczególną relację, również pozazmysłową. Zajmując się problemem siostry, zrekompensowałaś lub innymi słowy wypełniłaś dobrem przestrzeń, która do tej pory pozostawała ziemią jałową i właśnie w tej przestrzeni wasze relacje mogły odrodzić się na nowo. Z mojej perspektywy, zaskoczyła Cię najlepsza cząstka Ciebie samej. Zmieniła się po prostu obraz ciał subtelnych, co mogło spontanicznie zamanifestować się w świecie fizycznym. Oczywiście, jest to tylko i wyłącznie moja hipoteza.

Sen, w którym odwiedzili Cię dziadkowie, zapewne miał zrekompensować traumę jaką była operacja, od wyniku której zależało Twoje życie. Ich zachowanie było kojące, a przekazana informacja cenna. Zakładam, że wiele osób przyjęłoby ją z radością i wdzięcznością.

Dziękuję za list i poświęcony czas.

Mam nadzieję, że dla Państwa ta korespondencja była równie wartościowa jak dla mnie.

 

[1] http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/neurokardiologia-naukowcy-dowodza-ze-serce-czuje-i-rozumie_41356.html

 

Historia pewnej niezwykłej kobiety

Historia, która opisuję została mi przekazana przez babcię mojej koleżanki podczas rozmowy telefonicznej dosłownie kilka dni temu. Moja rozmówczyni Pani Krystyna urodziła się na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej. Jej ojciec był weterynarzem, a mama położną. Te jakże praktyczne i potrzebne zawody w znacznym stopniu ułatwiły im przetrwanie najgorszych czasów. Mieszkali w pięknej, malowniczo położonej miejscowości, gdzie ludność ukraińska, polska i żydowska żyła bez większych konfliktów. Ich najbliższą sąsiadką była pani Żukowa nauczycielka matematyki. Wspaniały pedagog, osoba całym sercem oddana swoim uczniom. Po wybuchu wojny, kiedy ludność żydowska została pomordowana na miejscu lub wywieziona, a Polakom w niewybredny często sposób, dawano do zrozumienia, że „ich czas się zbliża”, rodzice Krystyny zapakowali najcenniejszy dobytek i po prostu uciekli. Gdyby tego nie zrobili zginęliby straszną śmiercią. Po wojnie dowiedzieli się od cudem ocalonych, że Pani Żukowa ratowała i ostrzegała wiedząc doskonale, na co się naraża. Żyła samotnie, a jedynym jej towarzyszem był wilczur Bej. Ta wspaniała kobieta za pomoc „Lachom” zapłaciła cenę najwyższą.

Po różnych perypetiach rodzina Krystyny zamieszkała na Górnym Śląsku. Minęło ładnych parę lat i Krystyna rozpoczęła studia na Politechnice. Pewnego razu wracała z zajęć wyjątkowo późno. Była jesień, mżyło. Dziewczyna marzyła tylko o tym, aby znaleźć się w domu. Pomyślała, że absolutnie wyjątkowo skorzysta ze skrótu przez „padoły” jak określano ten teren. Rodzice bardzo prosili żeby tego nie robiła. Znajdował się tam poniemiecki bunkier, w którym zbierało się szemrane towarzystwo. Poza tym stały ruiny jakiegoś budynku, rosły różne krzaki jednym słowem nie była to bezpieczna okolica. Młodzieńcza brawura zrobiła swoje. Krystyna skręciła w boczną uliczkę wiodącą wprost do „padołów”. Nagle zauważyła starszą kobietę z psem. Kiedy zbliżyła się do niej kobieta bardzo stanowczym głosem powiedziała – odejdź stąd tam źle się dzieje- wskazała jednocześnie ręką w stronę feralnego miejsca. Moja rozmówczyni stanęła jak wryta. Kobieta powtórzyła to samo zdanie. Krystyna jak na rozkaz zawróciła i zrobiła kilka kroków w przeciwnym kierunku. Dzisiaj nie potrafi tego wytłumaczyć, po prostu zachowała się jak automat wykonujący polecenie Po chwili uświadomiła sobie, że ta kobieta była niesamowicie podobna do Pani Żukowej. Odwróciła się, ale nikogo już nie było. Od strony „padołów” usłyszała dziwne odgłosy. Opanował ją nieopisany strach. Całą drogę do domu biegła, dopiero przed budynkiem zatrzymała się, aby nieco ochłonąć. Nie miała ochoty tłumaczyć domownikom swojego stanu. Następnego dnia dużo myślała o tym dziwnym zajściu. Kiedy wróciła do domu zastała rodziców bardzo poruszonych Okazało się, że na „padołach” znaleziono zwłoki kobiety. Po domach chodzili Milicjanci i rozpytywali ludzi o to czy w okolicy nie kręcił się ktoś podejrzany.

Pani Krysia w tym momencie nie wytrzymała, rozpłakała się i opowiedziała rodzicom o tym, co ją spotkało poprzedniego wieczora. Jej mama podsumowała sprawę krótko Pani Żukowa była wcielonym aniołem, a śmierć miała męczeńską wierzę, że ma szczególne łaski od Boga.

To nie koniec historii. Po ukończeniu studiów Krystyna podjęła pracę w dużym przedsiębiorstwie. Jej funkcja wiązała się z częstymi wyjazdami. Miedzy innym oddelegowano ją do Szczecina na zjazd branżowy. Jakież było jej zdziwienie, kiedy w gronie delegatów dostrzegła kolegę z lat dziecięcych. Andrzej – wyjątkowo żywy i psotny chłopak, takim go zapamiętała. Teraz był już lekko łysiejącym panem z zaokrąglonym brzuszkiem. Nie miała jednak żadnych wątpliwości, że to on. Był najgłośniejszy w całej grupie i miał charakterystyczne znamię na twarzy. Zaczepiła go pytając skąd pochodzi. Andrzej szybko skojarzył, jej osobę. Takie spotkanie po latach musiało mieć ciąg dalszy. Po zakończeniu części oficjalnej spotkali się na kolacji i wspominali czasy dzieciństwa. Wojenną tułaczkę. Rodzina Andrzeja kilkakrotnie zmieniała miejsce pobytu. W pewnej chwili Krystyna zapytała kolegę czy pamięta Panią Żukową? Potwierdził i z wielkim ubolewaniem odniósł się do okoliczności jej śmierci. Krystyna najpierw się zawahała, ale w końcu opowiedziała Andrzejowi zdarzenie z czasów studenckich. Kiedy mówiła kolega słuchał jej bardzo uważnie, przy czym dosłownie zmienił się na twarzy.

-Nie wierzysz mi, czy w ogóle nie wierzysz w takie rzeczy zapytała.

-Wiesz w tych sprawach jestem raczej sceptyczny, ale faktem niepodważalnym jest, że moja matka organizując nasz wyjazd w głąb Polski działała z inspiracji Pani Żukowej.  To znaczy miała taki dziwny sen, Pani Żukowa podała jej konkretną datę i zaznaczyła, że do tego czasu musimy znaleźć się u naszych krewnych w Galicji. Jeśli tego nie zrobimy wszyscy zginiemy. Mama moja bardzo wzięła sobie to do serca i wykorzystując wszystkie możliwości legalne i nielegalne doprowadziła do wyjazdu. Po drodze mieliśmy różne perypetie. W pewnym momencie zostaliśmy prawie bez grosza, a do przejechania był jeszcze szmat drogi. Rodzice sprzedali obrączki, aby nabyć bilety na pociąg. Spaliśmy w jakiejś szopie niedaleko dworca. Wtedy mamie ponownie przyśniła się nasza nauczycielka i powiedziała abyśmy nie wsiadali do tego konkretnego pociągu. Mama podobno zapytała, czemu mamy tego nie robić. Usłyszała, że stanie się coś złego. Przełożenie wyjazdu wiązało się z wieloma problemami. Mama w tym śnie płakała i powiedziała, że nie ma siły tak się męczyć. Pani Żukowa prosiła ją żeby była dzielna, bo przed nią długie życie, a z syna będzie bardzo dumna. Kiedy następnego dnia mama oznajmiła ojcu, że przekładamy wyjazd był wściekły powiedział, że z tego wszystkiego pomieszało jej się w głowie. Moja mama nie ustąpiła. Powiem ci tylko, że nie rozmawialibyśmy dzisiaj gdyby podróż odbyła się planowo. Mama rok rocznie o tej samej porze chodzi na cmentarz i w ten symboliczny sposób honoruje pamięć Pani Żukowej.

Staraniem kilku osób po latach udało się postawić symboliczny nagrobek dla tej niezwykłej kobiety.