„Wiara, nadzieja, miłość” autorski spektakl Andrzeja M. Marczewskiego

 

 

Teatr Mały w Tychach nieustannie rozpieszcza swoich widzów. W sobotę miała miejsce prapremiera autorskiej sztuki Andrzeja M. Marczewskiego „Wiara, nadzieja, miłość”, która przyciągnęła wielbicieli teatru, krytyków i wielu znakomitych gości. Miałam zaszczyt i przyjemność zasiąść na widowni i w ten sposób stać się uczestnikiem tego niezwykłego wydarzenia.

Sztuka dotyka niezwykle bliskiej mi tematyki śmierci klinicznej. Zwłaszcza w jej szczególnym aspekcie rozliczenia się z własnym życiem i możliwości skorzystania z „drugiej szansy”, jaką daje powrót do ciała i egzystencji w tym wymiarze. Główny bohater staje twarzą w twarz z własnym życiem. Takim, jakie było. Bez znieczulenia, bez półprawdy i półkłamstwa. Z nadzieją, że jeśli się prawdzie ulegnie ona nas wyzwoli i na nowo zbuduje.

W przedstawieniu wystąpili: Jadwiga Andrzejewska, Klaudia Walencik i Jerzy Mazur. Cudowna, promienna Jadwiga Andrzejewska od pierwszych minut zawładnęła mną zupełnie. W tym miejscu dodać należy, że ta wspaniała aktorka po mistrzowsku gra na gongach, co dodało sztuce wiele magicznego wprost uroku i przyczyniło się do zbudowania niepowtarzalnego klimatu. Wszak mądrzy ludzie powiadają, że w gongach zaklęta jest cała muzyka wszechświata.

Pan Jerzy Mazur zagrał przejmująco. Patrząc na tej klasy artystę człowiek zaczyna rozumieć, co znaczy kunszt aktorski, co znaczy talent.

Młodziutka, śliczna Klaudia Walencik miała przed sobą wyjątkowo trudne zadanie. Było nie było zagrać u Marczewskiego i w takim doborowym towarzystwie to wyzwanie i próba charakteru. Moim skromnym zdaniem poradziła sobie koncertowo, wnosząc wiele pozytywnej energii.

W spektaklu brali udział również tancerze: Paweł Konior, Ewa Wolf, Michał Kozaczko oraz Ewa Brodek – Piłat i Izabela Ptak, które rysowały – tak rysowały (!) twarze widzów.

Andrzej M. Marczewski jest wielkim reżyserem, a na pewno największym mistykiem wśród reżyserów. Każdy jego tekst, pomijając erudycyjną polszczyznę, zabiera nas w różne ciekawe i rzadko odwiedzane, miejsca znajdujące się w nas samych. Warto tam podążyć, zgodnie z mottem spektaklu „Zawsze szukaj w sobie!”

 

 

PS. Spektakl bierze udział w 22 Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej –

Biuro Duchów trzyma kciuki i życzy powodzenia!!!

„Kocham cię Broadway” Teatr Mały Tychy

 

 

 

Wczorajszy wieczór spędziłam w Teatrze Małym w Tychach. Piszę o tym, ponieważ uważam, że należy rekomendować to, co warte uznania, nowatorskie i wybitne po prostu.

Na pierwsze strony gazet przebijają się jedynie teatry, których strategia marketingowa polega na szokowaniu opinii publicznej poprzez kontrowersje związane z repertuarem, bądź obsadą. Marna to strategia, w dodatku przynoszącą szkodę sztuce jako takiej.

Teatr Mały w Tychach stawia na jakość. Tutaj każdy spektakl jest wydarzeniem artystycznym i to bez względu na rodzaj widowiska. Dyrektor Andrzej M. Marczewski postawił poprzeczkę bardzo wysoko, tak sobie jak i artystom, z którymi, ku zadowoleniu widzów, współpracuje. Wczorajszy spektakl jest tego twardym dowodem.

Rewia karnawałowa „Kocham cię Broadway” zapiera dech w piersiach. Widowisko od pierwszego do ostatniego taktu porywające. Wielkie szlagiery musicalowe wspaniale zaaranżowane przez Krzysztofa Brzezińskiego w wykonaniu orkiestry pod jego batutą, znakomici wokaliści Serena Ottardo i Nicola Palladini, towarzysząca im grupa wokalna oraz balet, to atuty przesądzające o klasie przedstawienia.

Zjawiskowa, Serena Ottardo oczarowała nie tylko męską część widowni. Zapewne wielu widzów zadaje sobie pytanie: jak to jest możliwe, że tak delikatna kobieta posiada równie potężny wokal? Odpowiada za to znakomity warsztat, ogromne doświadczenie sceniczne czy zgoła boskie natchnienie? Jedno jest pewne: nieliczne wokalistki mają odwagę sięgnąć po tak trudny numer jak „Respect” z repertuaru Anety Franklin. Serena wykonała ten szlagier brawurowo, a publiczność doceniła jej kunszt, nagradzając gromkimi brawami. Piękna Włoszka dała pokaz talentu oraz temperamentu, zyskując uznanie i sympatię widzów.

Nicola Palladini zaprezentował się w podwójnej roli konferansjera oraz wokalisty. Z obydwu zadań wywiązał się kapitalnie. Gdyby w języku polskim nie istniało wcześniej określenie „żywe srebro” to zapewne obejrzawszy ten koncert, ktoś by je stworzył, po to tylko, aby spójnie opisać osobowość sceniczną reprezentowaną przez tego artystę. Kiedy tańczy, wydaje się być kwintesencją ruchu, kiedy śpiewa cały jest muzyką. Włoch o polskich korzeniach, czaruje publiczność zarówno w Polsce jak i za granicą.

Chcę wierzyć, że teatr należy do takich właśnie osób. Uprawiających swój zawód z miłością i doskonalących nieustannie kunszt artystyczny. Uwodzących publiczność osobowością, talentem i zaangażowaniem. Chcę TEATRU stanowiącego enklawę dla sztuki mówiącej o miłości, prawdzie, sensie życie, ludzkiej godności czyli wartościach kardynalnych dla każdego człowieka. Dla tego będę wracać do Teatru Małego w Tychach, mając pewność, że bylejakość i kicz nie mają tam wstępu.

Wielkie święto Bułhakowa ! Spektakl „Bułhakow, Mistrz, Małgorzata” w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego.

W wieku osiemnastu lat po raz pierwszy przeczytałam powieść Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Pokochałam tę książkę miłością pierwszą. Od tej chwili przeczuwałam, że czeka nas wiele wspólnych lat, powrotów i rozstań, niełatwych pytań i jeszcze trudniejszych odpowiedzi. Jednym słowem skomplikowany lecz głęboki związek. Mijały lata, zmieniałam się ja i moja relacja z tą niezwykłą książką. Po młodzieńczej fascynacji, przyszedł czas na dojrzałą refleksje. Patrząc z nowej perspektywy pojęłam mistyczny i metafizyczny wymiar prozy Bułhakowa. Pełni jego geniuszu nie obejmie chyba nikt.

Książka Bułhakowa miała sporo adaptacji filmowych i teatralnych. Nie tak wiele jednak, jak można by się spodziewać, zważywszy inne porównywalne arcydzieła literatury światowej. Wniosek nasuwa się sam. Ta wielowątkowa powieść, rozgrywająca się jednocześnie na kilku płaszczyznach to wielkie wyzwanie dla każdego reżysera. Trzeba talentu, odwagi i miłości żeby stanąć z otwarta przyłbicą i zmierzyć się zarówno z legendą „Mistrza i Małgorzaty” jak i z własnym ego. Zmierzyć się i wyjść z tej próby zwycięsko.

Andrzej Maria Marczewski, jako dyrektor Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu, 35 lat temu doprowadził do polskiej prapremiery tego arcydzieła.

Jak sam mówi: ” ‚Mistrz i Małgorzata’ stał się dla mnie najważniejszą i ogromnie bliską lekturą, odkąd, jeszcze w czasie studiów, miałem okazję przeczytać drukowany w odcinkach w radzieckim czasopiśmie ‚Moskwa’ oryginał utworu. Książka jest nie tylko uczciwa, ale i magiczna. Przeszedłem moskiewskim szlakiem przygód bohaterów powieści i śladami jej autora. Miałem okazję rozmawiać z Lubow Biełozierską-Bułhakową, drugą żoną pisarza. Byłem na grobie Bułhakowa, na cmentarzu Nowodiewiczym, gdzie został pochowany niedaleko Czechowa i Stanisławskiego. Na zamalowanych graffiti ścianach klatki schodowej przy ulicy Sadowej można dziś przeczytać inskrypcję: ‚Woland, wróć!’.”

Cóż, zazdroszczę tych doświadczeń. Rozumiem i podzielam fascynację.

W tej chwili z niecierpliwością dziecka czekam na premierę najnowszego projektu „Bułhakow, Mistrz, Małgorzata”, która odbędzie się 26 września w Teatrze Małym w Tychach. Przedstawienie zapowiada się przebogato: songi do których teksty napisał Andrzej Ozga, a muzykę Janusz Grzywacz wykonują Monika Węgiel i Igor Chmielnik, scenografia autorstwa Tadeusza Smolnickiego i świetna gra aktorów to ogromne atuty tego przedstawienia. Oczywiście pozostaje jeszcze wisienka na torcie, ostateczny gwarant doskonałego dzieła w osobie Andrzeja Marii Marczewskiego.

Drodzy Państwo w życiu niewielu rzeczy jestem pewna, ale tej jednej tak : prawdziwa sztuka, jak prawdziwa miłość, służy wznoszeniu a nie upodleniu człowieka. Prawdziwa sztuka pokazuje jak być lepszym, zabiera w miejsca piękne i czyste, wprowadza spokój i harmonię.

Tandetne produkcje zostawmy nihilistom. Szukajmy źródeł, które nas ożywią, ubogacą i uczynią lepszymi pod każdym względem. Pozwólmy wybitnym twórcom aby nas wznosili ponieważ:

„…Każdemu dane

Będzie to, w co wierzy.

Kto wierzy w niebyt,

Ten uśnie w niebycie.

Kto w życie wierzył odnajduje życie.

Kto ufał w siłę,

Ten zderzy się z siłą.

Kto wierzył w miłość,

Odnajduje miłość…”*

 

Jeszcze raz zachęcam do wizyty w Teatrze Małym w Tychach i do niezwykłego spotkania z „Bułhakowem, Mistrzem i Małgorzatą” w reżyserii Andrzeja. M. Marczewskiego.

 

 

Cytat to fragment songu „To w co wierzysz”