Jarosław Filipek „Umysł a duchowość”

 

Rzeczywistość, która nas otacza jest dużo szersza niż to co widzimy, czujemy. To umysł świadomy ograniczony wieloma filtrami, zmysłami wprowadza ten ograniczony obraz.

Z zasady robi to dla naszego dobra. Chce w ten sposób odciąć nas od informacji, które mogą przynieść strach, niepewność, lęk czy ból. I dlatego ogranicza nasze codziennie spostrzeganie do świata ograniczonego 3D, świata materialnego, gdzie wszystko jest wytłumaczalne i zrozumiałe.

Możemy nawet powiedzieć, że osoby, które nie interesują się ezoteryka, duchowością są bezpieczne – Świat duchowy, astralny nie będzie się nimi interesował. Jak jest naprawdę? Jak wygląda ten szerszy, rzeczywisty Świat? Nie do końca wiadomo.

Pełniejszy kontakt z Rzeczywistością ma Umysł Nieświadomy: Podświadomość, a zwłaszcza Nieświadomość. Niektórzy ludzie: media, jasnowidzący, dzieci do lat 4 mają bardziej naturalne predyspozycje do widzenia, odczuwania tego szerszego świata. Podobnie niektóre zwierzęta, jak np. psy.

Czy warto poznać bliżej ten nieznany, obcy dla nas świat?

Są różne odpowiedzi na to pytanie. Ja mogę przedstawić Państwu moje doświadczenia. One potwierdzają moją tezę, że tamten świat stanowi jednak wielką tajemnicę.

Oczywiście relacje, doświadczenia związane z tamtą rzeczywistością mogą się różnić między sobą. Wynika to z faktu, że każdy z nas jest inny, ma nieco inny Umysł  inne wzorce i potrzeby. Osoby, które na co dzień zajmują się jasnowidzeniem (przybliżaniem obrazu przyszłości) kontaktują się z „tamtą stroną” za pomocą pewnych narzędzi, symboli. Najczęściej są to Karty klasyczne, Tarot, Runy czy wahadełko, różdżka. Te narzędzia pomagają tylko w głębszym nawiązaniu kontaktu ze Światem Astralnym. Te osoby i tak muszą wejść w odpowiedni stan Umysłu poniżej stanu Alfa.

Problem dla początkujących polega na tym, że świat Astralny ma dwie strefy. Pierwsza bliższa naszego Świata jest jakby zabrudzona, wymieszana. Są w niej obok siebie informacje dobre, prawdziwe i te fałszywe, niepewne (podobnie jak w Internecie). Dopiero w drugiej, odległej strefie znajduje się rzeczywista „Kronika Akaszy” (wg Junga skupisko Nieświadomości Zbiorowej). I to z niej chcą pobierać informacje różni przepowiadacze, jasnowidzący.  Dlatego korzystając z wiedzy i możliwości takich „fachowców” należy być ostrożnym.

Na szczęście są Stowarzyszenia, Grupy ludzi, którzy pod kontrolą i z dużą ostrożnością próbują badać, poznawać tamtą stronę. I dzięki temu są właściwie „bezpieczni”. Przed wojną (lata 30-te XX wieku.) Spirytyzm był kojarzony z wirującymi stolikami i wywoływaniem duchów. Oczywiście przy pomocy odpowiednich Mediów. Jednak ten sposób kontaktu z „tamtą stroną” budził raczej ciekawość i strach. Na szczęście wiele się zmieniło.

W 2009 r. powstało w Warszawie „Polskie Towarzystwo Studiów Spirytystycznych”. które w swoich założeniach opiera się na doświadczeniach przywiezionych z Brazylii. Tam ruch spirytystyczny ma już wieloletnią tradycję opartą na współpracy mediów i „rozpoznanych duchów”, które dyktują informacje na temat tamtej rzeczywistości. Dochód ze sprzedaży tak powstałych książek jest w całości przeznaczony na działania charytatywne.

W Polsce Spirytyści opierają się na literaturze stworzonej przez Allana Kardeca: „Księga Duchów”, „Księga Mediów”, „Ewangelia wg Spirytyzmu” itp. oraz relacjach z tamtego świata spisanych przez znane medium – Xico Xaviera np. „Nasz Dom” – ciekawą wizję ewolucji Duszy po śmierci. Z tej relacji powstał bardzo ciekawy, wzruszający film.

Na I Kongresie założycielskim w Warszawie Spirytyści gościli kilku ciekawych ludzi z zagranicy. Jednym z nich był francuski lekarz, pracujący wg założeń współczesnego spirytyzmu. Z jego wypowiedzi zapamiętałem kilka ostatnich zdań:

„My spirytyści… Jeśli mamy telefon z tamtej strony, to możemy odebrać, czasem pomóc.(Duchy, też mogą potrzebować interwencji. np. w przekazaniu jakiejś informacji do ludzi żyjących.). Ale nikomu kto nie ma doświadczenia nie radzę, nie proponuję dzwonić w tamtą stronę. Z jednego powodu… Nie wiadomo kto odbierze.”

I to jest prawda.

Zapewne pamiętacie ciekawe programy z krakowskiej TV prowadzone przez Macieja Trojanowskiego: „Strefa 11”. „Nie do wiary”. W jednym z programów przedstawiono relację z Ameryki Południowej, w której trójka młodych uczniów wpadła na pomysł wywoływania duchów. Mieli ułatwione zadanie, bo w sklepie mogli kupić tabliczkę Quija, gdzie są już narysowane pewne symbole i litery do odczytu. Problem polegał na tym, że przywołane „duchy” nie chciały odejść. A dzieci nie potrafiły zamknąć połączenia. Ale nie było to „widoczne”. Dzieci wróciły do domu i właściwie zapomniały o zdarzeniu. Jednak „duchy” nie zapomniały. Kilka lat później uczestnicy zdarzenia zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.

Prawdą jest, że w tamtej kulturze kontakt z duchami, zjawami jest jakby wtopiony w ich przekonania, mity. Dlatego takie zdarzenia są tam bardziej jaskrawe.

Nie chcę nikogo straszyć, ale wiem, że kontakt z „tamtą stroną”, zwłaszcza na własną rękę może mieć różne następstwa. Zdarza się, że osoba, która przychodzi do mojego gabinetu „bawiła się” w szkole w wywoływanie duchów. A potem ja muszę to wszystko naprawiać…

Na początek opowiem o kilku moich doświadczeniach jako Medium.

Jeśli medium jest prowadzone przez fachowca, mistrza to właściwie wszystko jest pod kontrolą. Pewnego dnia przyszło do gabinetu troje ludzi, którzy prosili o pomoc. Okazało się, że ich bogaty wuj zmarł niedawno i nie zostawił testamentu. Majątek wuja był duży i rodzina była już skłócona: Nie wiedzieli, kto i co powinien dostać. Proszono nas o nawiązanie kontaktu z wujem i dopytanie: Komu, co pozostawił. Sprawa nie była typowa, ale postanowiliśmy im pomóc.Kiedy zostałem wprowadzony w trans, poszybowałem swoim umysłem w specjalne miejsce, gdzie mam łatwiejszy dostęp do świata duchowego. To miejsce jest szczególne.

Tutaj wszystkie wyobrażenia materializują się, a zaproszeni „duchowi” goście łatwiej pojawiają się. Wg moich wyobrażeń, przestrzeń, w której przebywają dusze, to część nieba po prawej stronie nad moim „siedliskiem”. To miejsce, za każdym razem może wyglądać inaczej. Tym razem, na trawiastej polanie, pod dużym drzewem stanęła ławka. Usiadłem na ławce i poprosiłem o kontakt. Zaprosiłem „duszę” wuja do tego miejsca.

W pewnym momencie poczułem, jak ławka zadrżała. Z góry spłynęła na nią jasna, świetlista postać. Postać od razu przejęła inicjatywę. Z pretensjami: „O co chodzi?” „Dlaczego zakłócacie mój spokój?”, „Nie mam czasu na głupoty!” zwróciła się do mnie.

Musiałem jej wytłumaczyć, że rodzina jest w potrzebie. Nie mogą sobie poradzić. Zaczynają się kłócić, bo nie mogą znaleźć testamentu. Po chwili usłyszałem: „No tak!”, Oni zawsze…” „Znów muszę interweniować”. I potem: „Dobrze! To co „powiem” proszę im przekazać”.

Nie pamiętam słów, jakich używał, ale sam przekaz trwał dłuższą chwilę. Potem zostałem wybudzony i wróciłem do „rzeczywistości”. To co zobaczyłem mocno mnie zadziwiło. Miałem przed sobą trójkę wystraszonych osób, która wpatrywała się we mnie ze zdumieniem i przerażeniem. Okazało się, że to co mówiłem i przekazywałem podczas transu było bardzo dokładne. Używałem takich samych słów i akcentów jak ich wuj za życia. Dlatego w pośpiechu opuścili nasz gabinet. Przypuszczam, że już nigdy więcej nie chcieli kontaktów ze swoimi przodkami.

Dla medium pojęcie „czasu i przestrzeni” nabiera innego znaczenia. Aby dobrze odbierać tamtą rzeczywistość trzeba posiadać pewne dodatkowe właściwości.

Czy można się tego nauczyć? Nie wiem. Ale jeśli tego daru, umiejętności nie będziemy „trenować”, mogą one powoli wygasać. Jak mawiał znany artysta: „Podstawa to talent. A potem: praca, praca i jeszcze raz praca. Wtedy osiągamy sukcesy”.

Jak pamiętamy, w zależności od odbioru rzeczywistości ludzi można podzielić na wzrokowców, słuchowców i czuciowców. Ci ostatni mają najczęściej dobrze rozwinięte odczuwanie emocji, powiększoną empatię, współodczuwanie.

Pamiętam jak podczas różnych seansów hipnotycznych pomagałem klientom dotrzeć do ich przeszłości, tych traumatycznych zdarzeń, które umysł chciał wyprzeć pozostawiając tylko emocje. Taki klient wie, czuje, że w jego przeszłości, często dzieciństwie zaszły jakieś ważne, traumatyczne zdarzenia. Ale nie potrafi do nich wrócić. Umysł stawia zasłonę – jak zwykle:„dla naszego dobra”. Problem jednak w tym, że dopóki nie wygasimy do końca starych emocji związanych takimi zdarzeniami, to umysł będzie do nich wracał, np. w snach próbując je rozwiązać, wygasić. I tutaj może wkroczyć medium. Jego nie dotyczy taka zasłona, stworzona przez umysł. Oczywiście nie jest to takie proste.

Po wejściu medium w odpowiedni stan umysłu, następuje dostrojenie fal mózgowych do umysłu klienta. Potem trzeba się cofnąć do jego życia w szkole, w dzieciństwie aż do szukanych zdarzeń. I dopiero wtedy jest duża szansa, że przejdziemy poza zasłonę. Poczujemy, zobaczymy dane zdarzenie. Tak, jak wyglądało w rzeczywistości. Medium odbiera odczucia, emocje i obraz. Czuje, jakby tam był. Jednak nadmiar odczuć, sprzecznych emocji może być bardzo duży. I media to odbierają. Po seansie powinny to wszystko z siebie zdjąć, odreagować. Ponieważ w takich sytuacjach ich system nerwowy jest poddawany dużemu przeciążeniu.

Po paru latach nabiera się „odporności”. Medium nie odbiera wszystkiego tak dosłownie. W rzeczywistości jego cała osobowość: układ nerwowy i ciało nadal odbierają, ale na zewnątrz tego nie pokazuje. Pamiętam, jak w niektórych seansach docierałem do „przyczyny” problemów. Mogłem opisać dane zdarzenie ze szczegółami, jakbym tam był. Ale później musiałem odreagować.

Kiedyś młoda kobieta przyprowadziła swoją siostrę, dużo młodszą. Były niepodobne do siebie. Ta młodsza wyglądała na starszą, jakby zmęczoną życiem. Ponadto miała dużą nadwagę. W wywiadzie powiedziała, że w dzieciństwie przeszła jakąś traumę z ojczymem. Przeprowadziliśmy seans. Reagowała spokojnie. Oddychała miarowo.

Przy cofaniu do dzieciństwa wystąpił problem. Pojawiały się nerwowe ruchy. Jakby ciało nie chciało do tego wracać. Musiałem wkroczyć jako medium. Na początku był duży opór. Umysł nie chciał pokazać żadnych obrazów. Coś jak z Hitchcocka. Słychać, prawie czuć, a nie ma obrazu. Podchodziłem kilka razy. W końcu poszło…

Zobaczyłem jakiś basen, grubego mężczyznę, który krzyczy na małą dziewczynkę. A ona wystraszona, właściwie przerażona ucieka z wody. Nie chce się uczyć… pływać. Potem, przez jakiś czas ten mężczyzna śnił się jej po nocach. Okazało się, że to jej ojczym, który uczył dzieci pływać. W jej przypadku chciał z niej zrobić zawodniczkę…Będąc w tej sytuacji odebrałem jego krzyki i przerażenie, lęk dziewczynki. Wtedy było to ponad moją wytrzymałość. Wybiegłem „w miarę cicho” do łazienki. Potem nabrałem „odporności”. Nie musiałem przerywać swojego stanu „transowego”, nawet w mocniejszych zdarzeniach.

Obecnie pracuję inaczej. Moje zdolności medialne wykorzystuję do diagnozy stanu zdrowia, nie używając żadnej aparatury. Taka diagnoza najczęściej pokrywa się w 80% lub więcej z rzeczywistym stanem zdrowia. Jednak umiejętność medialnego kontaktu z duszami i „energiami” pozostała. Dzięki temu mogę lepiej pomóc klientom, którzy przychodzą do gabinetu.

Ale o tym w następnej części…