Przekazy duchowe (2014-2019) – częściowo opublikowane w miesięczniku Nieznany Świat

Fragment artykułu opublikowanego na łamach bloga Biuro Duchów w sierpniu 2015 roku:

Bardzo długo zastanawiałam się czy powinnam opisać ten przekaz duchowy. Nie angażuję się politycznie i nawet jeśli zdarzają mi się widzenia o przebiegu zdarzeń przyszłych lub minionych, związane z tą sfera życia, pomijam je milczeniem. W tym wypadku postanowiłam uczynić wyjątek. Nie tylko ze względu na temat, ale i na osobę.

We śnie odwiedziła mnie Baba Vanga (Bułgarska prorokini i uzdrowicielka, żyła w latach 1911-1996).

Sen zaczął się przepięknie. Stałam na olbrzymiej łące. Po prawej stronie widać było wzgórza, po lewej rozciągał się gęsty las. Na skraju łąki leżał zwalony pień drzewa. Przysiadła na nim przygarbiona staruszka. Wywiązała się między nami dłuższa rozmowa. (Wiedziałam, że mam do czynienia z istotą duchową, przedstawiającą się jako Baba Vanga)

W pewnej chwili Vanga powiedziała: pokażę ci, gdzie żyłam, żebyś lepiej zrozumiała kim jestem. Łąka zmieniła się w obrotową scenę, na której rozgrywały się obrazy z kolejnych wcieleń Vangi.

Była wieszczką Wikingów. Trwogę budził widok drobnej, niewidomej dziewczyny otoczonej postaciami tak groźnych wojowników. Po kilku wypowiedzianych przez nią zdaniach rozgorzała zażarta kłótnia. Mężczyźni ucichli dopiero na widok starca, który ostro ich skarcił i zabrał dziewczynę ze sobą.

Przepowiadała przyszłość ludom zamieszkującym okolice Ślęży. Nie mam wątpliwości, że gościła na Śląskim Olimpie. Obraz Ślęży i Raduni jest bardzo bliski memu sercu i nie pomylę go z żadnym innym. W tamtym czasie, przychodziły do niej tłumy po leczenie i wskazówki życiowe. Kochali ją i traktowali jak matkę.

Swoim darem zdumiewała Greków, gdy jako kapłanka Apolla w Delfach, przepowiadała im przyszłość. Fascynowała Rusinów w czasach Piotra I-go. Wreszcie przypomniała swój ostatni żywot w Bułgarii. Vanga, pod wieloma imionami, żyje wśród ludzi od tysięcy lat.

Wszystkie jej wcielenia łączył jeden motyw. Vanga zawsze była osobą ociemniałą. Zapytałam ją czy kiedykolwiek widziała? Odpowiedziała, że za każdym razem traciła wzrok między dziesiątym a dwunastym rokiem życia. „Najpierw widziałam, aby napatrzeć się na świat zastany. Później traciłam jedno widzenie, aby otrzymać to drugie. Tak już jest. Trzeba przestać widzieć, to co błahe, żeby patrzeć dalej poza pojmowanie” Zapytałam: skąd czerpała natchnienie? „Jeśli czegoś nie rozumiałam przychodzili Ludzie z Gwiazd. Oni wiedzą wszystko. Czuwają nad nami i wysyłają mnie na ten świat, zawsze w miejsce, gdzie jestem najbardziej potrzebna” Naturalnym było pytanie – kiedy narodzisz się ponownie? „Tym razem wrócę szybko. Jeszcze w tym roku 31.października.”

Vanga poprosiła mnie o skupienie „Patrz i wyciągaj wnioski. Milczenie nie zawsze jest złotem”. Piękna łąka zamieniła się w olbrzymich rozmiarów flagę ISIS. Jak Państwo wiecie flaga tej organizacji terrorystycznej jest czarna, u góry widnieje napis „Nie ma Boga nad Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem.”, a po środku znajduje się tak zwana pieczęć Mahometa – białe koło z czarnym tekstem. Właśnie tę pieczęć wypaliło jasne światło, które popłynęło wprost z dłoni Vangi. Moim oczom ukazał się hologram (to chyba najbardziej obrazowe porównanie) przedstawiający przerażające zdarzenia. Kiedy zobaczyłam mężczyznę z zasłoniętą twarzą, który śmieje się jednocześnie obsługując gilotynę, moja percepcja zaczęła się buntować. (Mężczyzna miał na głowie czerwoną czapkę frygijską, noszoną podczas rewolucji francuskiej. Odebrałam to jako wyraz szyderstwa, gdyż gilotyna ustawiona była centralnie pod wieżą Eiffla).

Kiedy obrazy zniknęły, flaga wróciła do pierwotnego stanu. Nagle z lasu wyłoniło się kilka zwierząt, między innymi lew, niedźwiedź, wilk i jeleń. Od strony gór nadleciały orły – biały i czarny. Zdumiewające zestawienie. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że zwierzęta te prawdopodobnie symbolizują konkretne narody. Tak czy inaczej zwierzaki przy pomocy szponów, pazurów, kłów i kopyt rozprawiły się z flagą dosyć jednoznacznie.

Jak wspomniałam na wstępie, wahałam się czy opublikować treść tej wizji. Nie gwarantuje bowiem bezstronności i neutralności wobec kluczowego zagadnienia.

Nie jest tajemnicą, że jestem przeciwna postępującej islamizacji Europy. Przeraża mnie bierność tak zwanych elit politycznych wobec tematu, nabrzmiewającego już nie z roku na rok, ale z dnia na dzień. Przeraża mnie również fakt, że głosem zwykłych obywateli (zmęczonych, rozgoryczonych i przerażonych ekspansją islamu) stają się trybuni z ugrupowań o skrajnie narodowej lub wręcz faszystowskiej proweniencji. Gdzie podział się zdrowy rozsądek? Czy w imię poprawności politycznej pozwolimy zdeptać dorobek demokratycznej Europy? Tu nie trzeba przelewać krwi, wystarczy zdrowa ekonomia i brak zgody na radykalne, aspołeczne zachowania.

*

Kilka miesięcy po ukazaniu się powyższego tekstu nastąpiła fala krwawych zamachów we Francji. Konfrontacja tych wydarzeń z otrzymaną przepowiednią  przeraziła mnie.

Wszystkie wizje i przekazy otrzymywane podczas naszych spotkań zapisywałam.

Pod koniec września 2018 wizje wróciły. Tym razem nie czułam obecności owej istoty, a jedynie oglądała coś na kształt filmów dokumentalnych, ukazujących treść wcześniejszych przekazów. Przyjęłam, że to znak, sygnał do działania. Z tej przyczyny postanowiłam ujawnić treść otrzymanych przekazów.

Część z nich miała charakter symboliczny, a niektóre były przejmująco realne.

1.Na placu św. Piotra

Jest ciepło, słońce świeci wysoko. Pierwsze, co rzuca mi się w oczy to tłum purpuratów zgromadzonych na schodach Bazyliki św. Piotra. Jest ich mnóstwo. Stoją też w oknach i na balkonach. Wszyscy wpatrzeni w jeden punkt.

Na vis a vis schodów ustawiony jest sporej wielkości konfesjonał. Miejsce, gdzie zwykle siedzi spowiednik jest otwarte tzn. nie ma tam żadnych drzwi ani zasłony. Do konfesjonału ustawiła się długa kolejka ludzi różnych ras i w bardzo szerokim przedziale wiekowym. Jest przerażająco cicho.

Na prawo od konfesjonału ustawiono ogromy krzyż. Dużo wyższy od egipskiego obelisku, usytuowanego w pobliżu bazyliki. Krzyż wykonany jest z drewna, nie jest w żaden sposób ozdobiony.

Po lewej stronie konfesjonału, tam, gdzie klęczy osoba spowiadająca się, widzę papieża Franciszka. Nie on spowiada, tylko jest spowiadany prze ludzi z kolejki. Każda z tych osób siada na miejscu spowiednika, pochyla się w stronę papieża i trwa przez moment w tej pozycji. Następnie podnosi się, podchodzi do krzyża i trzykrotnie uderza w niego z całych sił.

Nagle, sceneria się zmienia. Zapada wieczór. Ludzi w kolejce jest coraz mniej. Na krzyżu pojawiło się ogromne pęknięcie, z którego sączy się woda. Kiedy do krzyża podchodzi ostatnia osoba i trzykrotnie stuka, pęknięcie gwałtownie się poszerza i woda zaczyna lać się rwącym strumieniem.

Papież Franciszek wstaje z klęcznika i obserwuje krzyż. Plac św. Piotra jest pusty. Dzieje się niesamowita rzecz, bowiem wokół placu tworzy się coś na kształt powietrznej bańki, uniemożliwiającej wodzie odpływ z tego obszaru. Biskupi uciekają ze schodów do budynku w wielkiej panice.

Wody ciągle przybywa. Papież stoi zanurzony już po kolana. Gwardziści papiescy usiłują wejść do wody, ale z niezrozumiałych dla mnie względów nie mogą. Zachowują się tak, jakby od papieża dzieliła ich ściana ognia, a nie woda. Wybiegają do przodu i z grymasem bólu na twarzy cofają się na schody.

Tymczasem, poziom wody szybko się podnosi i sięga ona papieżowi do pasa. Przerażeni purpuraci krzyczą w kierunku Franciszka, aby się ratował. On stoi niczym w transie.

Zasłona powietrzna, powstrzymująca wodę, gwałtownie ciemnieje. Odbija się na niej czerwony księżyc. Papież mówi: skoro tak ma być, niech się stanie.

Koniec wizji.

Myślę, że w świetle obecnych wydarzeń, przynajmniej pewne aspekty tego widzenia, wydają się mówić same za siebie.

 

  1. Indie -Pakistan

Znalazłam się na wzgórzu, z którego roztaczał się przepiękny widok na rozległą dolinę. Soczyście zielone stoki, kwietna łąka i malownicza wstęga rzeki tworzyły doprawdy rajski krajobraz. Zachwycona zaczęła schodzić w dolinę, co chwilę przystając i delektując się widokiem, zapierającym dech w piersiach.

Zbliżając się do brzegu rzeki, spostrzegłam niezwykłą postać, unoszącą się w powietrzu. Była to bogini Kali, medytująca w kwiecie lotosu. Nie miała sześciu rąk ani naszyjnika z ludzkich czaszek. Mimo wszystko wiedziałam, że to właśnie Ona. Głowę bogini zdobił złoty diadem z dwunastoma promieniami, a u podstawy każdego z nich znajdował się rubin. Oprócz bindi (czerwonej kropki na czole), Kali miała również symbol na brodzie. Był to trójkąt równoramienny (poniżej dolnej wargi) którego wierzchołek dotykał skraju brody. W sumie skojarzyło mi się to z wystającym czerwonym językiem, tak często pojawiającym się na wizerunkach tej bogini. Być może ludzie, po raz kolejny coś mylnie zinterpretowali.

W pewnej chwili, zauważyłam, że w naszą stronę zdąża jeździec dosiadający kasztanowego rumaka. Jego ubiór przypominał stroje bohaterów znanych z księgi „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Zwłaszcza turban – niezwykle ozdobny, prawdopodobnie haftowany perłami.

Kali, otworzyła oczy i w tej samej chwili dotknęła stopami ziemi. Skierowała głowę w stronę jeźdźca i zaczęła tańczyć. Wzbudzała wokół siebie ogromną energię. Zupełnie, jakby poruszając biodrami, ściągała całą witalność ziemi, w głąb swej istoty. Zauważyłam, że palec wskazujący u prawej dłoni zamienił się w ognisty płomień, a ten sam palec u lewej dłoni przekształcił w powietrzny wir. Kali, wykonała kilka ruchów przypominających obmywanie dłoni i oba te elementy zaczęły się łączyć.

W tym czasie jeździec zsiadł z konia. Z dużej sakwy wyciągnął ogromną księgę, zdobioną licznymi, metalowymi okuciami. Pomyślałam, że nie widziałam dotąd tak „pancernej” oprawy. Zbliżył się do Kali groźnie wymachując księgą, tupał przy tym i wykrzykiwał niezrozumiałe słowa. Z mimiki twarzy wywnioskowałam, że miota obelgi pod adresem bogini. Następnie, z niemałym trudem, uniósł księgę ponad głowę i gwałtownie się poruszył, co wyglądało jak próba ataku.

Bogini, zrobiła zgrabny obrót, a w jej ręku pojawił się miecz jako żywo przypominający te znane z Gwiezdnych wojen. Jeździec, zauważył miecz i odruchowo zasłonił się księgą. Kali, obróciła się po raz drugi, a miecz przeciął księgę na pół, jednocześnie skracając jeźdźca o głowę.

Broń zniknęła. Kali wykonała kilka głębokich oddechów wyciszając wzburzoną moc. Następnie tupnęła nogą, a ziemia rozstąpiła się pochłaniając i jeźdźca i „pancerną księgę”. Bogini uniosła się w górę i zdematerializowała w powietrzu.

Ja znalazłam się ponownie w miejscu skąd zaczęła się moja wędrówka. Na moich oczach, rzeka zmieniała się we wstęgę białego papieru, na którym ukazały się różne znaki, w tym najświętsza sylaba hinduizmu: OM. Dodatkowo nad doliną pojawił się symbol, którego nie rozpoznałam. Dopiero, po dłuższych poszukiwaniach odkryłam, że była to khanda – symbol sikhizmu.

Przekaz ten odebrałam jako zapowiedź konfliktu zbrojnego między Indiami, a Pakistanem. Natomiast pojawienie się znaku khanda nie jest dla mnie jasne. Mogę jedynie spekulować, że Sikhowie odegrają w tej potyczce szczególną rolę. Wszak z dawien dawna znani są ze swojej waleczności i mądrości.

CDN

 

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *