„Tryptyk rzymski” spektakl Teatru Karola Wojtyły

„Tryptyk rzymski” autorstwa papieża Jana Pawła II to tekst niełatwy w odbiorze, wymagający wielkiego skupienia i wywołania w sobie obrazu Karola Wojtyły jako poety, nie hierarchy Kościoła rzymskokatolickiego. Zabieg ten jest potrzebny, gdyż poeta to ktoś kto uzdrawia dusze, myśliciel niosący nadzieję, zwiastun przyszłości. Status poety w świadomości społecznej jest wyjątkowy, a jego fundamenty przez wieki pozostają niewzruszone. Jak pisał Puszkin „Poeta jest najwyższym z czujących na ziemskim padole” i z tej perspektywy słowa „Tryptyku rzymskiego” brzmią krystalicznie czysto:

«W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy» —

mówi Paweł na ateńskim Areopagu —

Kim jest On?

Jest, jak gdyby niewysłowiona przestrzeń, która wszystko

ogarnia —

On jest Stwórcą:

Ogarnia wszystko powołując do istnienia z nicości

nie tylko na początku, ale wciąż.

Wszystko trwa stając się nieustannie —

«Na początku było Słowo i wszystko przez Nie się stało».

Tajemnica początku rodzi się wraz ze Słowem, wyłania się

ze Słowa.

Słowo — odwieczne widzenie i odwieczne wypowiedzenie.

Ten, który stwarzał, widział — widział, «że było dobre»,

widział widzeniem różnym od naszego,

On — pierwszy Widzący —

Widział, odnajdywał we wszystkim jakiś ślad swej Istoty,

swej pełni —

Widział: Omnia nuda et aperta sunt ante oculos Eius —

Nagie i przejrzyste —

Prawdziwe, dobre i piękne —

Widział widzeniem jakże innym niż nasze.

Odwieczne widzenie i odwieczne wypowiedzenie:

«Na początku było Słowo i wszystko przez Nie się stało»,

wszystko, w czym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy —

Słowo, przedziwne Słowo — Słowo przedwieczne, jak gdyby

próg niewidzialny

wszystkiego co zaistniało, istnieje i istnieć będzie.

Jakby Słowo było progiem.[1]

 

Piękne, porywające frazy, tylko czy możliwe do przełożenia na język teatru? Oczywiście nie Teatru Rapsodycznego, który współtworzył i w którym występował młody Karol Wojtyła, lecz teatru współczesnego, rządzącego się zupełnie innymi regułami. Trudno mi było wyobrazić sobie takie przedstawienie, opracowane w sposób nowoczesny, przyciągający uwagę widza i nadający słowom poematu współczesny wydźwięk.

A jednak to się udało. Na tegorocznym festiwalu „Złoty Lew” odbywającym się we Lwowie, Andrzej Maria Marczewski zaprezentował „Tryptyk rzymski”  i to z wielkim powodzeniem. Przedstawienie, miało swoją premierę na deskach lwowskiego teatru Woskresinnia.

Kiedy ludzie łączą się w uważnym słuchaniu ich poziom percepcji bardzo się podnosi. Nie bez kozery organizuje się zbiorowe modły lub medytacje nakierowane na osiągnięcie konkretnego celu. Pojedynczy człowiek posiada swoje ograniczenia, skoncentrowana grupa przekracza wszystkie bariery, sięga wyższych wymiarów. W takim właśnie mistycznym skupieniu, oglądaliśmy spektakl, a ja odniosłam wrzenie, że nasza energia płynie, pokonując ograniczenia czasu i przestrzeni.

Jest wielką zasługą reżysera, że potrafił przełożyć „Tryptyk rzymski” na ponadczasowy język emocji i zabrać nas w głąb Słowa zaklętego we freskach Kaplicy sykstyńskiej. Zupełnie, jak w wierszu Izabeli Ptak:

Do wewnątrz

Na tyle głęboko

by usłyszeć szept Boga

by ujrzeć motyle

nim przylecą

opuszkami palców musnąć Nieskończoność

Andrzej Maria Marczewski w swojej długoletniej karierze, nieraz udowodnił, że nie boi się rozwiązań awangardowych, a do współpracy zaprasza ludzi niezwykłych. Przy czym, pozostaje wierny sobie, twardo usadowiony z dala od tego co modne, ale zawsze bliski temu co inspirujące i świeże. Nie inaczej było i tym razem.

O scenografię zadbał niezrównany Tadeusz Smolicki.

Muzykę do spektaklu skomponował dr Krzysztof Gawlas, wybitny muzyk i wykładowca na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie.

Tańczyli; Iwona Olszowska (tancerka, choreograf, nauczyciel tańca współczesnego) oraz Ewa Wolf i Paweł Konior

Dodam, że historia, którą wykaligrafowali własnymi ciałami była zdumiewająca. W wypadku tych świetnych tancerzy „mowa ciała” osiągnęła wyższy stopień komunikacji pozawerbalnej.

W obsadzie spektaklu znaleźli się: Aurelia Sobczak, Piotr J. Adamczyk i Jerzy Mazur. Zawodowcy w każdym calu.

W takim składzie, ekipa Teatru Karola Wojtyły podbiła serca lwowskiej publiczności. Było mi niezwykle miło, że Polska miała tak godną, festiwalową reprezentację. Przyznam, że kiedy publiczność nagrodziła spektakl owacją na stojąco, odezwała się we mnie narodowa duma.

Mam też wielką nadzieję, że i polska publiczność będzie miała okazję obejrzeć to spektakularne widowisko artystyczne i na nowo poznać dzieło Poety, który został Świętym.

Obrazy autorstwa Izabeli Ptak – stanowiące element scenografii spektaklu

Realizację spektaklu  dofinansował Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu: Promocja Kultury Polskiej za Granicą – były to dobrze wydane pieniądze !

[1] https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/inne/tryptyk_rzymski.html

Sny o zmarłych – doświadczenie mistyczne, czy komunikat z nadświadomości?

 

Drodzy Czytelnicy!

Dzięki uprzejmości Mariusza Alina, mogę zaproponować materiał filmowy z mojego

wystąpienia na cyklicznej imprezie Powitanie Jesieni, która odbyła się w malowniczej Sobótce.

Z tego miejsca dziękuję Mariuszowi za nagranie, a Krystynie Maciąg za zaproszenie na to niezwykłe i pełne cudownych ludzi spotkanie.

Ciało i dusza, przyjaciele czy wrogowie? – panel dyskusyjny

Szanowni Państwo!

Chciałabym zaprezentować ciekawy materiał zrealizowany przez Fundację Panteon.

Dodam tylko, że spotkanie odbyło się w Domu Dźwięku – miejscu pięknym i pełnym dobrej energii.

Czy istnieje dusza? Jak dusza ma się do ciała i które z nich jest ważniejsze? O tym rozmawiali goście panelu dyskusyjnego „Ciało i dusza – przyjaciele czy wrogowie?”, który odbył się w maju 2018 roku w Poznaniu.

Wśród prelegentów znaleźli się:

Ada Edelman – tarocistka, medium, autorka książek „Tarot Bułhakowa. Od głupca do mistrza‟ i „Opowieści z Biura Duchów” oraz prowadząca blog „Biuro duchów‟

Anna Schmidt – Fundacja Różokrzyża

Michał Katafiasz – praktykujący buddysta szkoły tybetańskiej

Bogdan Trawkowski – uzdrowiciel, radiesteta i terapeuta energetyczny, autor artykułów i książek, zaliczany w poczet trzystu najskuteczniejszych naturoterapeutów i uzdrowicieli

Sny – czy pozwalają zaglądać za kurtynę przyszłości?

Temat snów bardzo często przewija się w korespondencji otrzymywanej od Czytelników. W związku z tym postanowiłam odnieść się do relacji, pytań i sugestii zawartych w listach od Państwa. Przede wszystkim do symboliki marzeń sennych, która bywa niezwykle zaskakująca.

W zależności od naszych przekonań przyjmujemy, że w snach kontaktujemy się z własną Nadświadomością (Superego) albo z duszami zmarłych, które przesyłają nam wiadomości z innego wymiaru. Bywa, że pojawiają się również postaci przypominające anioły, względnie fascynujące, eteryczne byty utkana ze światła i mgły. Innymi słowy rozmawiamy z własną duszą, a w razie potrzeby również z istnościami zewnętrznymi.

W ten czy inny sposób, sen staje się przestrzenią komunikacyjną, miejscem, gdzie rozwiązujemy zagadki życia i docieramy do sedna niejednego problemu. Nie ma wątpliwości, że sny odgrywają istotną rolę w ludzkim życiu. Od najdawniejszych czasu człowiek próbował gromadzić wiedzę o snach, a przede wszystkim o symbolach, które się w nich pojawiały.

Wydaje się, że my współcześni nie zdajemy sobie sprawy jak wielką rolę odgrywają w naszym życiu symbole, a także związane z nimi archetypy. Na poziomie świadomym, niektóre z nich uważamy za bliskie i identyfikujemy się z nimi, a inne odrzucamy jako obce lub nawet wrogie. Tymczasem na głębszym poziomie, kiedy umysł osądzający traci nad nami kontrolę, uprzedzenia przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Informacje swobodnie płyną, a istotny wydaje się tylko efekt, lub refleksja, jaką mają wywołać.

Niedawno, czytając zbiór wspomnień Oli Watowej, żony pisarza i poety Aleksandra Wata, natknęłam się na taki oto fragment:

„Aresztowanie Aleksandra poprzedził mój sen. (…) A więc śniło mi się: – Nade mną niebo ciemnogranatowe usiane ogromnymi błyszczącymi gwiazdami. Były też i gwiazdy małe, mniejsze. Ale wszystkie układały się w formę krzyży. Krzyże wielkie, krzyże mniejsze, ale same tylko krzyże. I nagle ujrzałam się przed bardzo dużym lustrem w jakichś dziwnych szatach. Były w trzech kolorach. Czerwona, czarna, biała. Było w tym coś sakralnego, w geście, którym rozchylałam te szaty mówiąc jednocześnie: Mare tenebrarum, mare tenebrarum. Morze ciemności…Unosząc poły tych szat, unosiłam jakby skrzydła, które dotykały ziemi. Ku niebu ukrzyżowanemu. Po tym śnie, który opowiedziałam Aleksandrowi, wkrótce nastąpiło jego aresztowanie.”[1]

Watowie, nie byli chrześcijanami, w zasadzie nie praktykowali w żadnym obrządku. Jednak ten sen pełen jest odniesień do krzyża jako symbolu cierpienia oraz do wizerunków Madonny rozchylającej swoje szaty i wpatrzonej w niebo. Znaczenie słów „mare tenebrarum”, autorka pojęła na bezkresnych stepach Kazachstanu, gdzie ciemność wydawał się wszechogarniająca, a ludzie fizycznie i duchowo zanurzali się właśnie w owym „morzu ciemności”.

W świadomości zbiorowej istniej wiele archetypów kojarzonych z tym, co dobre, korzystne, napawające optymizmem oraz takich, których przesłanie jest zdecydowanie nieprzyjemne, bolesne lub wręcz budzące trwogę. W zagadkowy sposób czasami mieszają się one ze sobą i takie sny zwykle wywołują pewną konsternację.

Od lat nawiedza mnie pewien sen. Jestem w dużej, bardzo jasnej i czystej sali o wielkich, weneckich oknach. Na środku stoi duży stół nakryty białym obrusem. Po środku stołu znajduje się sporych rozmiarów wazon, pełen świeżych kwiatów ułożonych w piękną wiązankę. Oglądam salę, podchodzę do stołu, dotykam kwiatów, budzę się. Wiem, że w ciągu dwóch najbliższych dni dowiem się o śmierci kogoś kogo znałam. Nie musi być to oczywiście osoba bliska, po prostu ktoś z kim poznałam się osobiście.

Cóż niepokojącego może być w tym przekazie? W zasadzie nic. Ewentualnie tylko kwiaty w wazonie – bez względu na ich urodę, zdajemy sobie sprawę jak są nietrwałe. Tymczasem ten obraz stał się dla mnie rozpoznawalną zapowiedzią bardzo przykrej wiadomości.

Ewidentnie, część z nas otrzymuje przekaz zdominowany przez alegorie indywidualne, przemawiające w sposób szczególny do konkretnej osoby.

Pani Małgorzata opisuje to następująco:

Od lat śni mi się pewien dziwny sen, po którym zawsze otrzymuję wiadomość o czyjejś śmierci. Jestem w tym śnie małą dziewczynką. Znajduję się na terenie gospodarstwa moich dziadków. Staję przed drzwiami do stodoły, świadoma tego, że dziadek zabronił mi tam wchodzić (przechowywał tam ostre narzędzia). Słyszę dziwne dźwięki i chociaż wiem, że nie powinnam, uchylam drzwi i zaglądam do środka. Wszędzie leżą białe płócienne worki ze zbożem. Biegają po nich całe stada myszy. Worki są rozdarte i wysypuje się z nich zboże. Ponieważ drzwi skrzypią, a do stodoły wpada światło, gryzonie zwracają na mnie uwagę. Boję się ich i wybiegam ze stodoły. Zatrzaskuję drzwi i wtedy się budzę. Najdziwniejsze jest to, że po latach wiem, co zobaczę za drzwiami, ale mimo to nie mogę się powstrzymać przed ich otwarciem. W ciągu dwóch dni dowiaduję się o śmierci kogoś kogo znam, chociażby z widzenia. Rozumiem, że można mieć sen, który coś przepowiada, ale dlaczego ten jest taki dziwny? Dodam jeszcze, że w realnym życiu nie boję się myszy, pająków itp.

Zaryzykuję opinię, że sen Małgorzaty wcale nie jest dziwny. Myszy niszczące i pożerające zboże w wielu wypadkach mogły symbolizować śmierć, ponieważ brak zboża oznaczał przez wieki głód i śmierć właśnie. Fakt, że kobieta widzi siebie jako małą dziewczynkę usprawiedliwia jej ogromną, niepohamowaną ciekawość i uleganie pokusie otwarcia tych nieszczęsnych drzwi. Wszak dziecięca ciekawość nie zna granic.[2]

Czemu tak się dziej, że tysiące ludzi, w momencie zagrożenia lub śmierci czy ciężkiej choroby kogoś bliskiego śni o wypadających zębach, a ktoś inny widzi na przykład jabłoń, pod którą leży sterta nadpsutych owoców? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Być może senne alegorie uzależnione są od naszej wyobraźni plastycznej, wrażliwości lub bagażu doświadczeń z tego oraz poprzedniego życia. Poza tym, powiedzmy sobie szczerze, że nie każdy wytrzymałby psychicznie taki oto komunikat:

Sen Konrada:

Mój ojciec zawsze był bardzo konkretny i rzeczowy. Ten sen miałem półtorej roku po jego odejściu. W tym czasie mój dziadek ze strony mamy bardzo chorował i leżał w szpitalu. W noc z niedzieli na poniedziałek przyśnił mi się ojciec. Byłem na wielkiej łące i w pewnej chwili zauważyłem, że tato idzie w moją stronę. Towarzyszył mu jego ulubiony pies tropiący, z którym przepracował w Policji wiele lat. Tata podszedł do mnie, uściskał mnie i powiedział tak:

-Słuchaj, ja tak na chwilkę przyszedłem do ciebie. Dziadek umrze w środę, pilnuj mamy i dbaj o nią. Wiem, że sobie ze wszystkim poradzisz, ale lepiej żebyś wiedział. Trzymajcie się-

Stało się dokładnie tak jak zapowiedział.

[1] Ola Watowa, Wszystko co najważniejsze, Czytelnik, 2000

[2] Ada Edelman, Opowieści z Biura Duchów, Samsara 2018

Powitanie Jesieni – spotkanie w Sobótce 28-30.09.2018

Drodzy Czytelnicy!

W dniach 28-30 września w Sobótce nieopodal Wrocławia odbędzie się Powitanie Jesieni, cykliczna impreza, której niestrudzoną i niezastąpioną organizatorką jest Krystyna Maciąg.

Patronami medialnymi tego wydarzenia są: Niezależna Telewizja NTV oraz miesięcznik Czwarty Wymiar. Dzięki NTV, wystąpienia prelegentów będą nagrywane i można je później obejrzeć na internetowym kanale tej stacji.

Sobótka, to urocze miasto, malowniczo położone u podnóża góry Ślęży. Lubię tam przyjeżdżać. Z kolei Ślęża i sąsiadująca z nią Radunia, to góry emanujące silną, prozdrowotną energią. Miejsce niepowtarzalne i klimatyczne. Z wielu powodów warto odwiedzić te strony.

Plan imprezy jest tak bogaty, że każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Oprócz ciekawych prelegentów, pięknej i niezwykle wzruszającej Medytacji dla Matki Ziemi prowadzonej na szczycie Ślęży, odbywają się również spotkania kuluarowe, koncerty i ognisko. Dla wielu osób to czas integracji, relaksu, niezapomnianych wrażeń.

Dzięki uprzejmości Krystyny Maciąg, będę miała okazję wystąpić i podzielić się z uczestnikami spotkania, moimi refleksjami. Zgodnie z planem pojawię się po godzinie siedemnastej.

Poniżej zamieszczam materiał, w którym Krystyna Maciąg prezentuje sylwetki prelegentów i harmonogram Powitania Jesieni

 

Dean Radin – Zjawiska nadprzyrodzone. Nauka, joga i dowody na istnienie zdolności paranormalnych.

„Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza, bo choć wiedza wskazuje na to, co jest, wyobraźnia wskazuje na to, co będzie” Albert Einstein.

Dr Radin to znany amerykański naukowiec, który od wielu lat zajmuje się badaniami zjawisk paranormalnych takich jak jasnowidzenie, przeczuwanie, telepatia czy telekineza.

W książce przedstawiono historię doświadczeń paranormalnych od opisów dawnych indyjskich joginów do omówienia wyników wielu współczesnych badań naukowych nad różnymi zjawiskami PSI. Dodajmy, że wyniki tych badań zostały opublikowane w fachowych czasopismach naukowych i są znane głównie specjalistom. Jest, to informacja istotna, gdyż często wśród sceptyków pojawiają się zarzuty o braku takowych badań. Tymczasem one istnieją, ale wiedza na ten temat nie jest szeroko kolportowana.

W większości przypadków, wspomniane badania były prowadzone na studentach psychologii i wykazały niewielkie efekty, ale metaanaliza całego zbioru danych potwierdza, że te efekty są statystycznie istotne i nie da się ich wyjaśnić przypadkową koincydencją. Natomiast wyniki badań z udziałem osób praktykujących jogę i medytację (skupienie umysłu), wykazały efekty o wiele większe niż w próbach kontrolnych z przypadkowymi osobami.

Świadczy to o sile umysłu i roli świadomości w poznaniu rzeczywistości.

„Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć.” Albert Einstein

Dean Radin

Autor przytacza również opinie sceptyków i krytyków, którzy nie przyjmują do wiadomości niewygodnych faktów zaburzających ich światopogląd.

Krytycy argumentują, że „nadzwyczajne zjawiska wymagają nadzwyczajnych dowodów”, oczekując, że zjawiska te da się włączyć i wyłączyć na zawołanie jak maszynę, ale człowiek nie jest maszyną i to tak nie działa.

Jestem zdania, że jeżeli doświadczalnie potwierdzone fakty nie pasują do aktualnych teorii to oznacza, że te teorie są niedokładne i potrzebne jest nowe spojrzenie na paradygmaty współczesnej nauki. W tym względzie, szczerze podzielam ubolewanie autora nad skostniałym systemem, który nie podważy niczego, co zostało ogłoszone przez tak zwane autorytety naukowe. Żadna uczelnia nie może i nie powinna, odgrywać roli współczesnej Góry Synaj, gdyż patrząc uczciwie na dorobek swojej Alma Mater, każdy zauważy, że oprócz niewątpliwych sukcesów zdarzały się również spektakularne pomyłki.

Cały rozwój nauki jest związany z badaniami nieznanych wcześniej zjawisk tj. np. elektryczności czy magnetyzmu. Być może fizyka kwantowa oraz kwantowa biologia dostarczą nowego wyjaśnienia zjawisk paranormalnych.

Książka jest napisana trudnym naukowym językiem, ale przytacza wiele interesujących i mało znanych przykładów zjawisk PSI, które zostały zbadane w warunkach laboratoryjnych. Dokładnie omówiono metodologię badań oraz statystyczną analizę wyników i trudno im zarzucić tendencyjne czy nienaukowe podejście.

Polecam wszystkim, szczególnie sceptykom.

 

„Najmądrzejszy jest, który wie, czego nie wie” i dążcie do wiedzy, żeby umieć zadawać kolejne, bardziej złożone pytania. Przydać się może też przestroga: „Strzeż się ludzi, którzy są pewni tego, że mają rację”. Sokrates

 

Książka do nabycia TUTAJ

Dean Radin – Zjawiska nadprzyrodzone. Nauka, joga i dowody na istnienie zdolności paranormalnych. Manendra, Wrocław, 2017

 

 

Osobowość medialna Studia VTV – ciekawe spotkanie we Wrocławiu

Chciałabym zwrócić Państwa uwagę na ciekawą imprezę, która odbędzie się 28 września 2018 we Wrocławiu.

Redakcja niezależnej Stacji VTV organizuje plebiscyt na osobowość medialną roku 2018. Poniżej zamieszczam materiał filmowy zrealizowany przez organizatorów i zachęcam do jego obejrzenia. Poznacie Państwo istotne szczegóły dotyczące imprezy.

Pod filmem, znajdziecie Państwo wszelkie informacje dotyczące przebiegu Gali Stacji VTV oraz zasad głosowania na najciekawszą Waszym zdaniem postać, prezentowaną na antenie VTV. Macie realny wpływ na wybór laureata, do którego powędruje piękna statuetka, przygotowana na tę okazję.

Ze swojej strony dodam, że impreza zapowiada się niezwykle interesująco. Gościem specjalnym będzie Krzysztof Jackowski, który wygłosi obszerną prelekcję i weźmie udział w panelu dyskusyjnym „Śmierć początkiem życia”.

Swoją obecność potwierdzili również: Jerzy Zięba, dr Hubert Czerniak, a także dr Andrzej Kaczorowski. Osoby znane i posiadające ogromny dorobek zawodowy. Absolutni liderzy środowisk alternatywnych, propagujący wiedzę istotną dla naszego zdrowia i samopoczucia.

Jarosław Filipek „Hipnoza a sen”

 

W czasie pracy z umysłem, za pomocą hipnozy, dochodzi czasem do humorystycznych sytuacji. Takie zachowania są charakterystyczne dla wielu młodych osób.

Wygląda to następująco: Młody człowiek, po seansie wybudza się i od razu woła „Przecież ja nie byłem w hipnozie” i jest o tym głęboko przekonany.

Jedna sprawa to oczekiwania. Wiele osób jest przekonanych, że hipnoterapia polega na „odlocie”, kiedy umysł wchodzi w głęboki trans i potem nic nie pamięta.

Nie jest to do końca prawdą. Do dobrze przeprowadzonego seansu nie jest konieczny trans hipnotyczny. Umysł nieświadomy w głębokiej relaksacji, poza stanem alfa jest już otwarty i można z nim pracować. W takim stanie możemy porządkować jego działanie, usuwając pewne lęki czy wzorce oraz programując umysł na lepsze działanie.

Wracając do młodego człowieka wystarczy zapytać go, ile czasu jest w tym stanie. Kiedy słyszymy odpowiedź: 10 – 15 min. możemy być pewni, że jego świadomy umysł tyle zapamiętał. Pozostały czas należał do nieświadomości.

Pamiętam takie zdarzenie sprzed kilku lat.

Do dr Kaczorowskiego zgłosił się młody biznesmen. Po krótkim wywiadzie usiadł na fotelu przygotowując się do sesji. Akurat w tym momencie za oknem gabinetu rozległ się szum kosiarki. Powiadomiona sekretarka pobiegła do właściciela, żeby wyłączył ją na czas seansu. Gdy zaległa cisza mogliśmy przystąpić do pracy.

Po godzinie, kiedy mieliśmy wybudzić pacjenta znów usłyszeliśmy stukot. Na szczęście sekretarka szybko załatwiła sprawę i nastał spokój. Wtedy mogliśmy spokojnie wyprowadzić pacjenta z hipnozy. Kiedy zapytaliśmy go o wrażenia odpowiedział: „Wszystko w porządku. Ale nie mogłem wejść w hipnozę, bo przeszkadzała mi maszyna.” Wtedy zapytaliśmy, jak długo Pan ją słyszał? Odpowiedź trochę nas zdziwiła: „Cały czas.” Z uśmiechem zadaliśmy następne pytanie:

„Jak długo był Pan w tym stanie?”. Pacjent z całą powagą odpowiedział: „10 – 15 minut.”.

Na naszą prośbę spojrzał na zegarek i z niedowierzaniem powiedział: „To niemożliwe”.

Takie sytuacje wynikają z faktu, że umysł świadomy próbuje kontrolować sytuację do końca. W stanach alfa, teta umysł nieświadomy otwiera się, a umysł świadomy zostaje uśpiony. Oczywiście nie do końca, ale przynajmniej nie przeszkadza i nie blokuje.

Czasem przychodzą pacjenci, którzy mówią, że tak naprawdę boją się hipnozy. W takich sytuacjach ustalam, że najpierw zrobimy relaksację i podczas sesji pacjent

będzie słyszał co mówię, a spokojny, rozluźniony umysł pozwoli mi zrobić porządek. I tak się dzieje. W takich przypadkach pacjent wraca do mnie za kilka dni i robimy następną sesję. I co ciekawe, umysł świadomy przestaje się kontrolować i rozluźnia się jeszcze mocniej, wchodząc automatycznie w stan teta. Czuje się przy tym bezpiecznie.

Parę lat temu przyjąłem młodego studenta. Trochę nerwowy, mocno zestresowany. Po sesji powiedział „Nie byłem w hipnozie. Wszystko słyszałem. Ale czuję się spokojniej”.

Przyszedł za tydzień i za dwa. Po trzeciej sesji wolno otwierał oczy i zdziwiony zawołał: „To działa! Ja naprawdę odleciałem, miałem kolorowy sen i czuję się wspaniale. Dziękuję!”

U niego napięty, zestresowany umysł potrzebował trzech spotkań, żeby pozwolić sobie na pełne rozluźnienie.

Z dobrą pracą umysłu wiąże się sen. Powinien on trwać 6 do 8 godzin. Wynika to z faktu, że jeden pełny cykl snu trwa 1,5 do 2,0 godzin, a w ciągu nocy powinniśmy przespać 4 pełne cykle snu. Wtedy organizm ma czas na regenerację i rano jest wypoczęty. Przy 3 cyklach organizm utrzyma swój stan, ale ma mało czasu na odbudowę i naprawę. Dlatego uważam, że sen krótszy np. 4 godzinny, który występował u Napoleona nie jest prawidłowy. Takie stany należy leczyć.

Informacja o tym, że powinniśmy iść spać przed godziną 24.00 ma swoje uzasadnienie. Wg cyklu dobowego nasz organizm pracuje i oczyszcza się. Co 2 godziny inny narząd. Po 24.00 oczyszczają się najważniejsze narządy, dlatego nie powinniśmy im przeszkadzać.

Niektórzy naukowcy wykorzystują sen twórczo: Wieczorem kładą się spać z projektem, poszukując rozwiązania, a rano umysł podpowiada im najlepsze rozstrzygnięcia. Wtedy trzeba to zapisać, najlepiej na kartce lub dyktafonie, bo po kilku minutach już nie pamiętamy, podobnie jest z treścią snów.

Pamiętam, jak w 7 klasie szkoły podstawowej dostałem jako pracę domową kilka zadań z matematyki. Lubiłem rozwiązywać zadania i trudne zagadki, więc przypuszczałem, że na pewno sobie poradzę. Ostatnie zadanie było jednak trudne. Po godzinie prób odłożyłem je. Idąc spać postanowiłem: „Jak się wyśpię, to rano wszystko rozwiążę”.

Jakie było moje zdumienie, kiedy po otwarciu oczu wszystkie wzory stanęły mi przed oczyma i pozwalały rozwiązać zadanie. Wystarczyło tylko przepisać wszystko na papier. W szkole okazało się, że tylko ja rozwiązałem zadanie, a samo zadanie pochodziło ze zbioru dla szkół średnich.

Są pacjenci, którzy narzekają na sen. Mówią, że nie mogą spać. Tutaj trzeba być ostrożnym, bo ich przekonania, odczucia z tym związane mogą nie być prawdziwe. Często są konfabulacją.

Pamiętam, jak do Gabinetu przyszła starsza pani, mówiąc, że od dawna nie śpi. W ogóle.

W zasadzie nie jest to możliwe. Organizm musi spać, żeby funkcjonować. Po kilku dniach bez snu zachodzą głębokie zmiany i taka osoba umiera.W wywiadzie pacjentka przyznała, że nie śpi już od kilku lat. Wszystko zaczęło się od przejścia na emeryturę. Przeprowadziliśmy z nią pełną sesję hipnotyczną. Weszła głęboko w trans.

Po wybudzeniu stwierdziła z żalem: „I co znów nie spałam. Mnie już nic nie pomoże. Ciągle jestem zmęczona.” Po sesji porozmawialiśmy z rodziną, żeby przez najbliższe kilka dni sprawdzili, jak sypia, jak się czuje rano i co się zmieniło. Przy następnej wizycie Pani była już spokojniejsza, ale nadal niepewna.

Opowiedziała nam ze zdziwieniem, że nie wie jak to się stało, ale w domu wnukowie sfilmowali ją na kamerze. Na filmie było widać, jak ona rano głęboko śpi i odpycha wnuki mówiąc: „Dajcie mi spać, ja chcę spać”.

Okazało się, że przed emeryturą ta Pani pracowała jako portierka w damskim akademiku. Pracowała na nocnych zmianach i nie wolno jej było spać. Po kilku latach doszło do tego, że zasypiała mając oczy otwarte i była przekonana, że nie śpi. W pracy nie wolno było spać, więc umysł się dostosował. Po przejściu na emeryturę wzorce umysłu nie zmieniły się i kobieta była przekonana, że całą noc nie śpi. Oczywiście zdarzają się pacjenci z mocną bezsennością i u nich trzeba umysł nauczyć na nowo relaksacji, odprężenia i potem zdrowego snu.

Bywają też przypadki, kiedy klienci nieświadomie boją się snu i nie potrafią spokojnie zasnąć.

Zasypiają tylko po tabletkach lub głębokim zmęczeniu. W takich przypadkach trzeba sprawdzić, dlaczego umysł nie chce snu, co mu przeszkadza. Okazuje się wtedy, że u takich osób podświadomość przechowuje toksyczny, fałszywy program. Po wejściu we wspomnienia możemy zobaczyć taką scenę: Małe dziecko stoi przed trumną swojej babci. Kiedy pyta najbliższych co się stało? Dlaczego babcie nie wstaje, nie chce rozmawiać? Dostaje odpowiedź: „Babcia tylko zasnęła. Nie przeszkadzaj jej”. Dziecko dojrzewa, a umysł cały czas przechowuje program: „Sen to śmierć. Ja nie chcę jeszcze umierać”. Po kasacji tego programu i emocji wszystko wraca do normy.

Co ciekawe, za długi sen też nie jest zdrowy. Taka skłonność, jeśli występuje często, a sen nie przynosi ulgi, regeneracji może świadczyć o depresji czy wypaleniu zawodowym spowodowanym przewlekłym stresem.

Dobry sen jest koniecznością, więc jeśli po południu macie ochotę na drzemkę to korzystajcie, byle nie za długo. Sen ma wpływ na umysł, więc zapisujcie swoje sny. One mogą przybliżyć, jak funkcjonuje Wasz umysł i jakie ma odczucia w danym czasie…

 

Historia z Kresów Wschodnich

Ponieważ bardzo interesuję się historią, a okresem II Wojny Światowej w szczególności, chętnie oglądam programy poświęcone tej tematyce. W ten sposób trafiłam na niezwykle interesująca relację osoby ocalonej z rzezi wołyńskiej.

Świadkiem tragedii była pani Władysława Kamińska, która w momencie nagrywania programu miała ponad osiemdziesiąt lat. Jej opowieść była niezwykle szczegółowa i nacechowana ogromnymi emocjami. Natychmiast zaczęłam robić notatki, aby żaden szczegół, z tej bezcennej dla mnie opowieści, nie umknęły mojej pamięci.

Dramatu Polaków, mordowanych z niewyobrażalnym okrucieństwem przez bojówki UPA zapomnieć nie sposób. Na dom rodzinny pani Władysławy również napadnięto. Dokładnie 22.03.1943 rozegrały się sceny, których oczy żadnego dziecka na świecie nie powinny oglądać. Napastnicy zabili ojca, a pani Władysława, jej siostra Kazia, brat Staszek i matka cudem uniknęli śmierci, chroniąc się w pobliskim lesie. Z wielkim trudem dotarli do wsi Pendyki, gdzie Polacy usiłowali stawiać opór napastnikom. Niestety, obrońcy nie dysponowali wystarczającą ilością broni i amunicji. Kilka dni później również Pendyki zaatakowano, a nielicznie ocaleni, zbiegli do lasu.

W trakcie panicznej ucieczki, zaginął gdzieś brat pani Władysławy, a ona została w nieznanym sobie otoczeniu wraz z mamą i siostrą. Ten ogromny obszar leśny ciągnął się kilometrami, a przerażone kobiety nie miały pojęcia, gdzie się znajdują i jak dostać się do Cumania, miasteczka, w którym mogły liczyć na schronienie. Błądziły przez cały długi dzień, na mrozie, bez jedzenia. Usta zwilżały śniegiem. Ponieważ ich mama była bardzo słaba, utworzyły coś w rodzaju jamy z gałęzi i śniegu.

Pani Władysława wspominała, że przytuliły się do siebie, żeby nie zamarznąć, a jej starsza siostra modliła się i wzywała ojca, choć doskonale wiedziała, że on nie żyje.

„Tatusiu całe życie byłeś dla nas taki dobry. Wesprzyj nas i teraz, wyratuj nas z tej opresji. Błagam wyprowadź nas z tego lasu, bo my tu zginiemy albo z głodu, albo z zimna”.

Umęczona matka i pani Władysława w końcu usnęły. Rano, po przebudzeniu zauważyły, że Kazia jest niezwykle spokojna, wręcz uśmiechnięta. Były tym bardzo zdziwione. Kazia szybko wytłumaczyła, że w nocy tata do niej przyszedł i dał wskazówki jak dojść do Cumania.

„Ja jestem osobą wierzącą, ale do takich zjawisk podchodzę sceptycznie. Niemniej siostra moja do końca życia, przysięgała, że tej nocy nie spała, a nasz tata stał przy niej jak żywy. Starsza siostra, była poważna i rzetelna jako człowiek. Nie wiem jak to możliwe, ale stał się cud i dzięki otrzymanym wskazówkom uratowałyśmy się od śmierci. W tym ogromnym lesie nigdy byśmy sobie nie poradziły i nie odnalazły drogi, zwłaszcza, że w tym okresie wszystkie drogi i dróżki przysypał śnieg.” Tak skomentowała sytuację pani Władysława.

Dla umęczonych kobiet, informacje otrzymane od ojca były ostatnią iskierką nadziei. Szły zgodnie ze wskazówkami.

„Jak będzie świtać, skierujcie się na prawo od wschodzącego słońca. Pierwszym znakiem, że idziecie w dobrym kierunku będzie polana, a na niej jedna samotna sosna. Drzewko będzie pozbawione gałęzi tylko z kilkoma zielonymi gałązkami na czubku. Kierujcie się prosto na tę sosnę, a jak ją miniecie, to wkrótce, po prawej stronie znajdziecie tory kolejowe. Od lat nieużywane, zardzewiałe, ale poznacie, że tam biegła linia kolejowa. Teren się tam mocno obniża. Idźcie wzdłuż tych torów, jednak broń Boże nie wchodźcie na nie. Lasem trudniej iść, ale na torach będziecie za bardzo widoczne. Cały czas trzymajcie się torów. Dalej zobaczycie takie leśne jeziorko. Mimo, że tam jest śnieg, to je znajdziecie, bo wygląda jak głęboki dół, a wokół niego mniej drzew rośnie, tylko same krzaki. Tam jest taki teren, że jeziorko zwróci waszą uwagę. Droga wiodąca od tego jeziorka zaprowadzi was do Cumania.”

Z niewyobrażalnym wysiłkiem, wspierając matkę, która mdlała ze zmęczenia doszły do celu. Trasę pokonały zgodnie z instrukcją ojca.

Pani Władysława wspominała:

„Na skraju Cumania, stał mały kościółek, a wokół niego zgromadziło się sporo ludzi. Jak się okazało niektórzy nas znali i kiedy zobaczyli, że się zbliżamy zaczęli wołać: Boże, pani Sewrukowa z córkami idzie!

Mój brat Staszek ocalał i był w tym kościółku, a tam już odprawiano msze za nasze dusze, gdyż Staszek nie mając wiedzy o naszym losie był przekonany, że zginęłyśmy z rąk UPA. Myśmy z osłabienia padły na ziemię, a jeden z naszych znajomych wbiegł do tego kościółka i na cały głos krzyczał: Staszek, Staszek, twoja matka z siostrami przyszły, one żyją!

I tak już dalej w tej biedzie, tragedii i poniewierce trzymaliśmy się razem”.

Wzruszająca opowieść, ze wszech miar warta przytoczenia i zachowania dla potomnych. Cenne świadectwo opieki duchowej oraz prawdy historycznej, której ciężar i groza kładą się cieniem na pokolenia.

Na wielu pomnikach i obeliskach poświęconym ofiarom zbrodni wołyńskiej znajdziemy ten cytat:

Jeśli zapomnę o Nich, Ty Boże na Niebie, Zapomnij o mnie!

Adam Mickiewicz, Dziady

 

 

Jarosław Filipek „Hipnoza – czym jest?”

O hipnozie od dawna krążą  mity i legendy. Dlatego dzisiaj chcę się z nimi zmierzyć. W tym i następnych tekstach spróbuję przybliżyć Państwu pojęcie i stan hipnozy. W poprzednich artykułach nawiązywałem do tego stanu, ale dzisiaj chciałbym to uporządkować.

Jak wszyscy wiemy, w ciągu doby nasz umysł przechodzi różne fazy (stany), które różnią się między sobą. Często nazwy zwyczajowe są zaczerpnięte z informacji medycznych. I tak, częstotliwość pracy mózgu można podzielić na kilka podstawowych stanów:

W ciągu dnia ta częstotliwość wynosi najczęściej od 8 Hz do 20 Hz lub więcej. Fale mózgowe przyjmują wtedy na wykresie określony kształt odczytywany jako Beta. Kiedy jesteśmy spokojni, wyciszamy się, zaczynamy medytować częstotliwość spada do 7 Hz. Wykres jest już inny. Ten stan określa się jako Alfa.

Kiedy zasypiamy lub wchodzimy w medytację umysł wycisza się jeszcze bardziej. Częstotliwość spada poniżej 7 Hz. Ten zakres od 7 – 6 Hz do 4 – 3 Hz nazywamy stanem Teta lub „hipnozą”. Poniżej 4 Hz to Delta, stan snu.

W dużym uproszczeniu lewa półkula mózgowa jest związana z naszym umysłem logicznym. Z którego korzystamy w ciągu dnia. Prawa półkula mózgowa jest związana z umysłem wyobrażeniowym, nieświadomym. Przyjęto ogólnie, że prawą półkulą chętniej posługują się ludzie sztuki, twórcy. Lewa półkula częściej jest wykorzystywana przez logików, naukowców.

Tutaj często przytacza się powiedzenie Einsteina: „Umysł świadomy to ok. 10% naszego umysłu, reszta to nieświadomość. Ja czasem wykorzystuję do 5%, inni używają do 3% i to im wystarcza”.

Dla terapeutów praktyków, pracujących z umysłem taki podział ma duże znaczenie.

W stanie beta pracujemy. Umysł logiczny rozwiązuje nasze problemy. Koncentracja i pamięć jest wykorzystywana w ciągu dnia. Przy pracy umysłowej warto pamiętać, że nasza koncentracja pracuje sprawnie przez 45 min. Potem zwalnia. Dlatego warto robić przerwy. Tę właściwość wykorzystuje się w Szkole Podstawowej. Jedna godzina lekcyjna ma 45 min.

W stanie alfa dochodzi do równowagi w pracy naszego mózgu. Lewa półkula wycisza się. Lewa i prawa półkula działają równolegle. Umysł nieświadomy zaczyna się otwierać. W tym stanie można już przeprowadzić udaną relaksację, czy poprzez sugestie wyciszyć, uporządkować pracę umysłu.

W stanie głębszym – w hipnozie mamy dostęp do umysłu nieświadomego.

W umyśle nieświadomym możemy wyróżnić podświadomość, która zawiera pamięć głęboką z wszystkimi zdarzeniami i emocjami od momentu narodzenia do dzisiaj. Niektórzy uważają, że pamięta też czasy wcześniejsze, przed narodzinami.

Drugim ważnym elementem umysłu nieświadomego jest nieświadomość. To ta tajemnicza część umysłu. Dzięki niej mamy dostęp do wyższych wymiarów, dla nas niedostępnych. Więcej na ten temat opisuje „fizyka kwantowa”.

Podsumowując: Hipnoza to stan naturalny między jawą (stan beta) a snem. Dwa razy dziennie jesteśmy w tym stanie. Wieczorem kiedy zasypiamy i rano kiedy się budzimy, potem wstajemy.

W ciągu dnia może nastąpić tzw. „hipnoza sytuacyjna” np. kiedy długo jedziemy pociągiem i stukot kół usypia nas. W takim stanie często tracimy pojęcie czasu. Nie zauważamy jego upływu. Czasem może to być niebezpieczne, np. kiedy długo jedziemy autostradą i oczy przez dłuższy czas mają podobny widok.

Jedna z pacjentek opowiadała, że kiedyś jadąc samochodem włączyła płytkę relaksacyjną. Na początku było przyjemnie. Umysł wyciszył się… Nagle spostrzegła, że widzi swój samochód z góry, jakby na nim stała. Zobaczyła swoje ciało za kierownicą i wtedy zrozumiała, że coś jest nie tak. Szybko się zreflektowała i zdążyła wrócić do ciała. Oczywiście zwolniła i na najbliższym parkingu długo dochodziła do siebie. Dodam od siebie, że na szczęście jest to rzadki przypadek.

Niektóre osoby „tzw. medialne” szybciej reagują na zmianę stanów umysłu.

Tutaj mała ciekawostka. Wiele osób uważa, że kiedy są „zmęczeni” niedospani to czarną kawą przywrócą pracę lewej półkuli, umysłu świadomego. Nie do końca jest to prawda.

Kawa utrzymuje, wzmacnia zastany stan umysłu. Kiedy dużo pracujemy, jesteśmy znużeni, to tak, na jakiś czas może nam pomóc. Jeśli jednak umysł od początku jest „śpiący” to kawa wzmocni ten stan. I dlatego niektóre osoby zasypiają po kawie.

Hipnoza to tak naprawdę wspaniały stan, w którym dobry hipnoterapeuta potrafi zrobić porządek z umysłem. Oczyścić jego pamięć z dawnych wydarzeń często obciążonych nieusuniętymi emocjami. Bo tak naprawdę to emocje, które przeżywamy w różnych mocnych, ważnych czasem traumatycznych zdarzeniach mają wpływ na naszą psychikę. Obciążają ją.

Więcej o pracy z hipnozą w następnych tekstach…

Jarosław Filipek