Andrzejkowy Kongres Zdrowia 24-25 listopad 2018

Szanowni Państwo!

Serdecznie zapraszam na Andrzejkowy Kongres Zdrowia

Cykliczną imprezę organizowaną przez Andrzeja Nikodemowicza I Grażynę Czupajło

Termin : 24-25 listopad.

Miejsce: Ośrodek Wypoczynkowy Anpol

Ośrodek usytuowany jest w Borach Stobrawskich, przy trasie Katowice – Poznań, w odległości 200m od stacji kolejowej w Starym Oleśnie.

Mam tam krótką prelekcję, a także będę prowadzić konsultacje indywidualne.

 

Program imprezy:

Informacje dodatkowe:

Prelekcja Łukasza Bartoszewicza

Proponuję dzisiaj, niezwykle ciekawe wystąpienie Łukasza Bartoszewicza, przygotowane w oparciu o książkę Nanci Danison – amerykańskiej prawniczki, która w swojej podróży poza ciałem dotarła bardzo daleko. Ponieważ książki Nancy nie są dostępne w języku polskim, warto posłuchać prelekcji Łukasza. Jest znakomicie przygotowany i myślę, że doskonale oddaje istotę tego, co chciała przekazać autorka.

Polecam!

Przy okazji dziękuję Piotrowi, który poprzez FB zwrócił moją uwagę na ten wartościowy przekaz. W czeluściach Internetu można znaleźć prawdziwe perełki!

Nowy numer miesięcznika Nieznany Świat, a w nim Astrologia – a śmierć kliniczna

Chciałabym polecić Państwa uwadze nowy (11) numer miesięcznika Nieznany Świat.

Znajdziecie tam wiele ciekawych artykułów, poświęconych nie tylko duchowości i zjawiskom paranormalnym, ale również historii i zdrowiu. Rekomenduję szczególnie:

-znakomity tekst „Paryskie Królestwo Zmarłych” Ilony Zdrojewskiej poświęcony tym jedynym w swoim rodzaju katakumbom

-rozmowę z prof. Ervinem Laszlo „Wędrówka do Akaszy”

-opowieść Mikołaja Miedwiediewa „Duchy i widma: cena sławy?”

-rozważania dr Włodzimierza Borzęckiego „Dusza i seks”

Numer jest bardzo ciekawy i trudno się od niego oderwać. Ze szczegółowym spisem treści można zapoznać się TUTAJ

W tym znakomitym gronie znalazło się miejsce również dla mojej publikacji, a jest to rozmowa z wybitnym astrologiem Piotrem Gibaszewskim – pod wiele mówiącym tytułem „Astrologia a śmierć kliniczna”

Jakiś czas temu, na blogu publikowałam wywiad z Piotrem Gibaszewskim, który bardzo Państwa zainteresował – poniżej link do tego tekstu:

Astrologia : prawdy i mity.

Astrologia prawdy i mity – rozmowa z astrologiem Piotrem Gibaszewskim

Spotkanie „Powroty z zaświatów” – relacja I

Drodzy Czytelnicy!

Proponuję relację ze spotkania „Powroty z zaświatów” które odbyło się 28.10.2018 we Wrocławiu.

Systematycznie będę zamieszczać również wystąpienia pozostałych uczestników.

Dziękuję osobom, które w ten wietrzny i deszczowy dzień zdecydowały się przyjść na spotkanie.

Dziękuję również Studio VTV za organizację tej imprezy oraz nagrania.

Alicja Łukawska „Duchy Kresów Wschodnich”

Z ogromną przyjemnością chciałbym polecić Państwu absolutnie niezwykłą książkę autorstwa Alicji Łukawskiej „Duchy Kresów Wschodnich”

Od razu podkreślam, niech Państwa nie zmyli tytuł, bo nie jest to banalne wademekum, nawiedzonych posesji, lecz jedyny w swoim rodzaju przewodnik po Kresach Wschodnich. Autorka, z niezwykłą swadą opisuje miejsca i bohaterów zjawisk paranormalnych, wplatając w każdą opowieść wiele faktów historycznych, obserwacji socjologicznych i smaczków obyczajowych. Maluje barwny, przepełniony nostalgią obraz świata, który choć z punktu widzenia geopolitycznego przeminął, to jednak pozostawił po sobie niezatarty ślad w kulturze i sercach wielu Polaków.

W rozdziale VI przedstawione zostały strefy anomalne i miejsca mocy, takie jak jezioro Świteź na Białorusi, litewska Góra Krzyży w Szawlach czy Las Pokaini na Łotwie, którym, co warte podkreślenia, interesowała się nawet amerykańska NASA. W kolejnej części możemy dowiedzieć się o tajemniczych świętych kamieniach Kresów, jak chociażby tzw. Białoruskie Stonehenge nad jeziorem Janowym i innych podobnych strukturach, licznie występujących na tych terenach.

Ta część książki pozwala zaplanować marszrutę niejednej wyprawy! W myśl zasady cudze chwalicie swego nie znacie, szukamy niebanalnych miejsc i tras turystycznych, gdzieś na odległych kontynentach, podczas gdy za miedzą mamy równie ciekawe i warte odwiedzenia artefakty z przeszłości. Dodajmy, że wiele z opisanych miejsc nadal emanuje silną energią i zaliczana jest do tak zwanych stref anomalnych. Część z nich, po dziś dzień otaczana jest wielkim szacunkiem, a nawet religijną estymą ze strony miejscowej ludności. Rzecz jasna istnieją liczne legendy dotyczące ich powstania i przeznaczenia.

Alicja Łukawska, sporo miejsca poświęciła również postaciom ze słowiańskiego panteonu bogów i demonów, które płynnie przeniknęły do folkloru i wierzeń ludowych, a to jako wampir, a to charakternik, czyli ukraiński wojownik i szaman.

Z wielką przyjemnością przeczytałam rozdziały dedykowane polskim malarzom transowym, spirytystom, kresowym jasnowidzom, mistykom i wynalazcom, których sylwetki zaprawdę należałoby ocalić od zapomnienia. Byli to wszak ludzie nietuzinkowi, w swoim czasie sławni w całej Europie, obdarzeni fenomenalnymi zdolnościami parapsychicznymi (Stefan Ossowiecki), błyskotliwym talentem literackimi (Stefan Grabiński) czy posiadający spektakularne dokonania naukowe (dr Jodko-Narkiewicz).

Dbajmy o naszą, kresową spuściznę, gdyż sąsiednie narody bardzo chętnie napiszą historię na nowo i budując swoją tożsamość narodową adoptują najpierw wielkie osobowości, a następnie ich dorobek intelektualny i artystyczny.

Autorce gratuluję wytrwałości, gdyż zebranie materiałów z tak licznych i różnorodnych źródeł, wymagało wielu lat pracy i iście benedyktyńskiej cierpliwości.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu von borowiecky za możliwość delektowania się tą niezwykłą lekturą.

Powroty z Zaświatów – spotkanie we Wrocławiu

Miło mi poinformować Państwa, że w dniu 28.10.2018 we Wrocławiu odbędzie się ciekawe spotkanie  „Powroty z Zaświatów” – w którym wezmę udział.

Organizatorem jest Studio VTV :

Zaproszenie na wykłady o tematyce duchowej, mediumicznej:  „Powroty z Zaświatów” Spotkanie odbędzie się w dniu 28 października (niedziela) w sali konferencyjnej Hostelu THE ONE na IV piętrze budynku. Rozpoczęcie godz. 11:15 Program jest na razie poglądowy i może ulec zmianie. Sala mieści około 50-80 osób. Wstęp wolny – wolne datki na salę, nie zapewniamy poczęstunku.

 

„Tryptyk rzymski” spektakl Teatru Karola Wojtyły

„Tryptyk rzymski” autorstwa papieża Jana Pawła II to tekst niełatwy w odbiorze, wymagający wielkiego skupienia i wywołania w sobie obrazu Karola Wojtyły jako poety, nie hierarchy Kościoła rzymskokatolickiego. Zabieg ten jest potrzebny, gdyż poeta to ktoś kto uzdrawia dusze, myśliciel niosący nadzieję, zwiastun przyszłości. Status poety w świadomości społecznej jest wyjątkowy, a jego fundamenty przez wieki pozostają niewzruszone. Jak pisał Puszkin „Poeta jest najwyższym z czujących na ziemskim padole” i z tej perspektywy słowa „Tryptyku rzymskiego” brzmią krystalicznie czysto:

«W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy» —

mówi Paweł na ateńskim Areopagu —

Kim jest On?

Jest, jak gdyby niewysłowiona przestrzeń, która wszystko

ogarnia —

On jest Stwórcą:

Ogarnia wszystko powołując do istnienia z nicości

nie tylko na początku, ale wciąż.

Wszystko trwa stając się nieustannie —

«Na początku było Słowo i wszystko przez Nie się stało».

Tajemnica początku rodzi się wraz ze Słowem, wyłania się

ze Słowa.

Słowo — odwieczne widzenie i odwieczne wypowiedzenie.

Ten, który stwarzał, widział — widział, «że było dobre»,

widział widzeniem różnym od naszego,

On — pierwszy Widzący —

Widział, odnajdywał we wszystkim jakiś ślad swej Istoty,

swej pełni —

Widział: Omnia nuda et aperta sunt ante oculos Eius —

Nagie i przejrzyste —

Prawdziwe, dobre i piękne —

Widział widzeniem jakże innym niż nasze.

Odwieczne widzenie i odwieczne wypowiedzenie:

«Na początku było Słowo i wszystko przez Nie się stało»,

wszystko, w czym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy —

Słowo, przedziwne Słowo — Słowo przedwieczne, jak gdyby

próg niewidzialny

wszystkiego co zaistniało, istnieje i istnieć będzie.

Jakby Słowo było progiem.[1]

 

Piękne, porywające frazy, tylko czy możliwe do przełożenia na język teatru? Oczywiście nie Teatru Rapsodycznego, który współtworzył i w którym występował młody Karol Wojtyła, lecz teatru współczesnego, rządzącego się zupełnie innymi regułami. Trudno mi było wyobrazić sobie takie przedstawienie, opracowane w sposób nowoczesny, przyciągający uwagę widza i nadający słowom poematu współczesny wydźwięk.

A jednak to się udało. Na tegorocznym festiwalu „Złoty Lew” odbywającym się we Lwowie, Andrzej Maria Marczewski zaprezentował „Tryptyk rzymski”  i to z wielkim powodzeniem. Przedstawienie, miało swoją premierę na deskach lwowskiego teatru Woskresinnia.

Kiedy ludzie łączą się w uważnym słuchaniu ich poziom percepcji bardzo się podnosi. Nie bez kozery organizuje się zbiorowe modły lub medytacje nakierowane na osiągnięcie konkretnego celu. Pojedynczy człowiek posiada swoje ograniczenia, skoncentrowana grupa przekracza wszystkie bariery, sięga wyższych wymiarów. W takim właśnie mistycznym skupieniu, oglądaliśmy spektakl, a ja odniosłam wrzenie, że nasza energia płynie, pokonując ograniczenia czasu i przestrzeni.

Jest wielką zasługą reżysera, że potrafił przełożyć „Tryptyk rzymski” na ponadczasowy język emocji i zabrać nas w głąb Słowa zaklętego we freskach Kaplicy sykstyńskiej. Zupełnie, jak w wierszu Izabeli Ptak:

Do wewnątrz

Na tyle głęboko

by usłyszeć szept Boga

by ujrzeć motyle

nim przylecą

opuszkami palców musnąć Nieskończoność

Andrzej Maria Marczewski w swojej długoletniej karierze, nieraz udowodnił, że nie boi się rozwiązań awangardowych, a do współpracy zaprasza ludzi niezwykłych. Przy czym, pozostaje wierny sobie, twardo usadowiony z dala od tego co modne, ale zawsze bliski temu co inspirujące i świeże. Nie inaczej było i tym razem.

O scenografię zadbał niezrównany Tadeusz Smolicki.

Muzykę do spektaklu skomponował dr Krzysztof Gawlas, wybitny muzyk i wykładowca na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie.

Tańczyli; Iwona Olszowska (tancerka, choreograf, nauczyciel tańca współczesnego) oraz Ewa Wolf i Paweł Konior

Dodam, że historia, którą wykaligrafowali własnymi ciałami była zdumiewająca. W wypadku tych świetnych tancerzy „mowa ciała” osiągnęła wyższy stopień komunikacji pozawerbalnej.

W obsadzie spektaklu znaleźli się: Aurelia Sobczak, Piotr J. Adamczyk i Jerzy Mazur. Zawodowcy w każdym calu.

W takim składzie, ekipa Teatru Karola Wojtyły podbiła serca lwowskiej publiczności. Było mi niezwykle miło, że Polska miała tak godną, festiwalową reprezentację. Przyznam, że kiedy publiczność nagrodziła spektakl owacją na stojąco, odezwała się we mnie narodowa duma.

Mam też wielką nadzieję, że i polska publiczność będzie miała okazję obejrzeć to spektakularne widowisko artystyczne i na nowo poznać dzieło Poety, który został Świętym.

Obrazy autorstwa Izabeli Ptak – stanowiące element scenografii spektaklu

Realizację spektaklu  dofinansował Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu: Promocja Kultury Polskiej za Granicą – były to dobrze wydane pieniądze !

[1] https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/inne/tryptyk_rzymski.html

Sny o zmarłych – doświadczenie mistyczne, czy komunikat z nadświadomości?

 

Drodzy Czytelnicy!

Dzięki uprzejmości Mariusza Alina, mogę zaproponować materiał filmowy z mojego

wystąpienia na cyklicznej imprezie Powitanie Jesieni, która odbyła się w malowniczej Sobótce.

Z tego miejsca dziękuję Mariuszowi za nagranie, a Krystynie Maciąg za zaproszenie na to niezwykłe i pełne cudownych ludzi spotkanie.

Ciało i dusza, przyjaciele czy wrogowie? – panel dyskusyjny

Szanowni Państwo!

Chciałabym zaprezentować ciekawy materiał zrealizowany przez Fundację Panteon.

Dodam tylko, że spotkanie odbyło się w Domu Dźwięku – miejscu pięknym i pełnym dobrej energii.

Czy istnieje dusza? Jak dusza ma się do ciała i które z nich jest ważniejsze? O tym rozmawiali goście panelu dyskusyjnego „Ciało i dusza – przyjaciele czy wrogowie?”, który odbył się w maju 2018 roku w Poznaniu.

Wśród prelegentów znaleźli się:

Ada Edelman – tarocistka, medium, autorka książek „Tarot Bułhakowa. Od głupca do mistrza‟ i „Opowieści z Biura Duchów” oraz prowadząca blog „Biuro duchów‟

Anna Schmidt – Fundacja Różokrzyża

Michał Katafiasz – praktykujący buddysta szkoły tybetańskiej

Bogdan Trawkowski – uzdrowiciel, radiesteta i terapeuta energetyczny, autor artykułów i książek, zaliczany w poczet trzystu najskuteczniejszych naturoterapeutów i uzdrowicieli

Sny – czy pozwalają zaglądać za kurtynę przyszłości?

Temat snów bardzo często przewija się w korespondencji otrzymywanej od Czytelników. W związku z tym postanowiłam odnieść się do relacji, pytań i sugestii zawartych w listach od Państwa. Przede wszystkim do symboliki marzeń sennych, która bywa niezwykle zaskakująca.

W zależności od naszych przekonań przyjmujemy, że w snach kontaktujemy się z własną Nadświadomością (Superego) albo z duszami zmarłych, które przesyłają nam wiadomości z innego wymiaru. Bywa, że pojawiają się również postaci przypominające anioły, względnie fascynujące, eteryczne byty utkana ze światła i mgły. Innymi słowy rozmawiamy z własną duszą, a w razie potrzeby również z istnościami zewnętrznymi.

W ten czy inny sposób, sen staje się przestrzenią komunikacyjną, miejscem, gdzie rozwiązujemy zagadki życia i docieramy do sedna niejednego problemu. Nie ma wątpliwości, że sny odgrywają istotną rolę w ludzkim życiu. Od najdawniejszych czasu człowiek próbował gromadzić wiedzę o snach, a przede wszystkim o symbolach, które się w nich pojawiały.

Wydaje się, że my współcześni nie zdajemy sobie sprawy jak wielką rolę odgrywają w naszym życiu symbole, a także związane z nimi archetypy. Na poziomie świadomym, niektóre z nich uważamy za bliskie i identyfikujemy się z nimi, a inne odrzucamy jako obce lub nawet wrogie. Tymczasem na głębszym poziomie, kiedy umysł osądzający traci nad nami kontrolę, uprzedzenia przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Informacje swobodnie płyną, a istotny wydaje się tylko efekt, lub refleksja, jaką mają wywołać.

Niedawno, czytając zbiór wspomnień Oli Watowej, żony pisarza i poety Aleksandra Wata, natknęłam się na taki oto fragment:

„Aresztowanie Aleksandra poprzedził mój sen. (…) A więc śniło mi się: – Nade mną niebo ciemnogranatowe usiane ogromnymi błyszczącymi gwiazdami. Były też i gwiazdy małe, mniejsze. Ale wszystkie układały się w formę krzyży. Krzyże wielkie, krzyże mniejsze, ale same tylko krzyże. I nagle ujrzałam się przed bardzo dużym lustrem w jakichś dziwnych szatach. Były w trzech kolorach. Czerwona, czarna, biała. Było w tym coś sakralnego, w geście, którym rozchylałam te szaty mówiąc jednocześnie: Mare tenebrarum, mare tenebrarum. Morze ciemności…Unosząc poły tych szat, unosiłam jakby skrzydła, które dotykały ziemi. Ku niebu ukrzyżowanemu. Po tym śnie, który opowiedziałam Aleksandrowi, wkrótce nastąpiło jego aresztowanie.”[1]

Watowie, nie byli chrześcijanami, w zasadzie nie praktykowali w żadnym obrządku. Jednak ten sen pełen jest odniesień do krzyża jako symbolu cierpienia oraz do wizerunków Madonny rozchylającej swoje szaty i wpatrzonej w niebo. Znaczenie słów „mare tenebrarum”, autorka pojęła na bezkresnych stepach Kazachstanu, gdzie ciemność wydawał się wszechogarniająca, a ludzie fizycznie i duchowo zanurzali się właśnie w owym „morzu ciemności”.

W świadomości zbiorowej istniej wiele archetypów kojarzonych z tym, co dobre, korzystne, napawające optymizmem oraz takich, których przesłanie jest zdecydowanie nieprzyjemne, bolesne lub wręcz budzące trwogę. W zagadkowy sposób czasami mieszają się one ze sobą i takie sny zwykle wywołują pewną konsternację.

Od lat nawiedza mnie pewien sen. Jestem w dużej, bardzo jasnej i czystej sali o wielkich, weneckich oknach. Na środku stoi duży stół nakryty białym obrusem. Po środku stołu znajduje się sporych rozmiarów wazon, pełen świeżych kwiatów ułożonych w piękną wiązankę. Oglądam salę, podchodzę do stołu, dotykam kwiatów, budzę się. Wiem, że w ciągu dwóch najbliższych dni dowiem się o śmierci kogoś kogo znałam. Nie musi być to oczywiście osoba bliska, po prostu ktoś z kim poznałam się osobiście.

Cóż niepokojącego może być w tym przekazie? W zasadzie nic. Ewentualnie tylko kwiaty w wazonie – bez względu na ich urodę, zdajemy sobie sprawę jak są nietrwałe. Tymczasem ten obraz stał się dla mnie rozpoznawalną zapowiedzią bardzo przykrej wiadomości.

Ewidentnie, część z nas otrzymuje przekaz zdominowany przez alegorie indywidualne, przemawiające w sposób szczególny do konkretnej osoby.

Pani Małgorzata opisuje to następująco:

Od lat śni mi się pewien dziwny sen, po którym zawsze otrzymuję wiadomość o czyjejś śmierci. Jestem w tym śnie małą dziewczynką. Znajduję się na terenie gospodarstwa moich dziadków. Staję przed drzwiami do stodoły, świadoma tego, że dziadek zabronił mi tam wchodzić (przechowywał tam ostre narzędzia). Słyszę dziwne dźwięki i chociaż wiem, że nie powinnam, uchylam drzwi i zaglądam do środka. Wszędzie leżą białe płócienne worki ze zbożem. Biegają po nich całe stada myszy. Worki są rozdarte i wysypuje się z nich zboże. Ponieważ drzwi skrzypią, a do stodoły wpada światło, gryzonie zwracają na mnie uwagę. Boję się ich i wybiegam ze stodoły. Zatrzaskuję drzwi i wtedy się budzę. Najdziwniejsze jest to, że po latach wiem, co zobaczę za drzwiami, ale mimo to nie mogę się powstrzymać przed ich otwarciem. W ciągu dwóch dni dowiaduję się o śmierci kogoś kogo znam, chociażby z widzenia. Rozumiem, że można mieć sen, który coś przepowiada, ale dlaczego ten jest taki dziwny? Dodam jeszcze, że w realnym życiu nie boję się myszy, pająków itp.

Zaryzykuję opinię, że sen Małgorzaty wcale nie jest dziwny. Myszy niszczące i pożerające zboże w wielu wypadkach mogły symbolizować śmierć, ponieważ brak zboża oznaczał przez wieki głód i śmierć właśnie. Fakt, że kobieta widzi siebie jako małą dziewczynkę usprawiedliwia jej ogromną, niepohamowaną ciekawość i uleganie pokusie otwarcia tych nieszczęsnych drzwi. Wszak dziecięca ciekawość nie zna granic.[2]

Czemu tak się dziej, że tysiące ludzi, w momencie zagrożenia lub śmierci czy ciężkiej choroby kogoś bliskiego śni o wypadających zębach, a ktoś inny widzi na przykład jabłoń, pod którą leży sterta nadpsutych owoców? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Być może senne alegorie uzależnione są od naszej wyobraźni plastycznej, wrażliwości lub bagażu doświadczeń z tego oraz poprzedniego życia. Poza tym, powiedzmy sobie szczerze, że nie każdy wytrzymałby psychicznie taki oto komunikat:

Sen Konrada:

Mój ojciec zawsze był bardzo konkretny i rzeczowy. Ten sen miałem półtorej roku po jego odejściu. W tym czasie mój dziadek ze strony mamy bardzo chorował i leżał w szpitalu. W noc z niedzieli na poniedziałek przyśnił mi się ojciec. Byłem na wielkiej łące i w pewnej chwili zauważyłem, że tato idzie w moją stronę. Towarzyszył mu jego ulubiony pies tropiący, z którym przepracował w Policji wiele lat. Tata podszedł do mnie, uściskał mnie i powiedział tak:

-Słuchaj, ja tak na chwilkę przyszedłem do ciebie. Dziadek umrze w środę, pilnuj mamy i dbaj o nią. Wiem, że sobie ze wszystkim poradzisz, ale lepiej żebyś wiedział. Trzymajcie się-

Stało się dokładnie tak jak zapowiedział.

[1] Ola Watowa, Wszystko co najważniejsze, Czytelnik, 2000

[2] Ada Edelman, Opowieści z Biura Duchów, Samsara 2018